Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Egmont. Pokaż wszystkie posty

"Escape Quest. Arsene Lupin rzuca wyzwanie" Cicurel, Dorne, Ulroy


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments

 
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 96
Moja ocena : 5/6
 
Dzisiaj wpis o nietypowej książce, nie będzie to bowiem ani powieść, ani komiks, tylko historia typu escape quest, książka - gra, przypominająca escape room, taki trochę komiks paragrafowy, trochę zeszyt ćwiczeń, w którym główną rolę gra czytelnik, jego spryt, tok myślenia i logiczna analiza sytuacji.
 
Seria arcyciekawych książek wydanych przez Wydawnictwo Egmont liczy sobie osiem części. Kradzież z Arsene Lupin, przygoda w miasteczku Salem, na Marsie, z superbohaterami, ucieczka z Alcatraz, poszukiwanie zaginionego skarbu, czy zmierzenie się z wirtualną rzeczywistością, to tylko przykład fabuły niektórych z nich.  Każda część to inna przygoda, z którą musi się zmierzyć czytelnik, tak naprawdę jednak mierzy się z własnym intelektem, sprawdzając, ile zagadek jest w stanie samodzielnie rozwiązać.
 
Książka "Arsene Lupin rzuca wyzwanie" ma charakter gry, w której czytelnik przechodząc przez poszczególne zadania, kieruje się na odpowiednie strony i w ten sposób poznaje fabułę historii. Po drodze musi jednak nieźle się nagłówkować, bowiem zadania wcale nie są łatwe, a ewentualna błędna odpowiedź nie pozwoli na przejście do kolejnego etapu. 
 
W praktyce wygląda to tak, iż po rozwiązaniu zagadki otrzymujemy daną liczbę, oznaczającą numer strony, na którą musimy się przenieść. Żeby upewnić się, iż dobrze trafiliśmy, autorzy książki dają nam podpowiedź w nagłówku strony, umieszczając tam numer poprzedniej strony (tej, skąd przyszliśmy), stąd przechodząc między zagadkami raczej się nie zgubimy i unikniemy chaosu. W sytuacji, kiedy źle rozwiążemy zagadkę i przejdziemy do złej strony, nagłówek nas o tym poinformuje. Wtedy możemy spróbować jeszcze raz, dokładnie od tego momentu, bez cofania się do samego początku.
 
Czytelnik wciela się w rolę złodzieja amatora, który kierując się wskazówkami najsłynniejszego dżentelmena włamywacza, próbuje ograbić posiadłość Lechavalierów z cennych, rodzinnych klejnotów. Ponieważ jest początkujący w złodziejskim fachu, czasami trudno mu nadążyć za tokiem myślenia najznakomitszego włamywacza, stąd nad niektórymi podpowiedziami będzie musiał nieźle się namęczyć. Do tego stawka gry jest wysoka, jeśli uda mu się ukraść klejnoty, zostanie asystentem samego Lupina, zanim jednak do tego dojdzie musi wykonać szereg zadań przygotowujących do samego skoku, jak na przykład: rozeznanie w położeniu posiadłości, znalezienie sposobu na otwarcie bramy, rozmowę z architektem rodziny, poznanie rozkładu dnia strażników, rozmieszczenia sejfów i ich kodów, zgromadzenie odpowiednich narzędzi, przyjrzenie się bliżej kamerdynerowi, czy innym codziennym rytuałom Lechavalierów.
 
Gracz, krok po kroku, rozpoczyna swą przygodę od skrawka mapy podrzuconej przez samego Lupina i kieruje się w różne strony miasta, zdobywając potrzebne mu do włamania informacje. W praktyce są to numery stron, na które kolejno przechodzi, "zaliczając" obowiązkowe miejsca lub spotkania z osobami, mogącymi pomóc mu w tym włamaniu. Poruszanie się czytelnika po książce, podążanie za wskazówkami przypomina taki trochę rozgałęziony escape room, dający możliwość zbierania danych w różnych miejscach. Jeżeli w razie czego, jedna droga, jeden tok myślenia sprawi nam problem, albo zaprowadzi donikąd, możemy spróbować w innym miejscu, albo cofnąć się do do mapy startowej i zacząć od początku.
 
Powiem Wam, że nie jest to prosta sprawa! Przerobienie całego escape questu zajmuje dość sporo czasu, zakładając, że uczciwie rozwiązujemy zagadki, nie korzystając z podpowiedzi umieszczonych na końcu książki. Jeżeli czytelnik - gracz nie chce pójść na łatwiznę i dojść do wszystkich wniosków sam, koniecznie musi zarezerwować sobie kilka, a nawet kilkanaście wolnych wieczorów, żeby na spokojnie wszystko przerobić. Oczywiście, można korzystać ze wsparcia rodziny, czy znajomych, lubiących taki typ rozrywki. Co dwie, a nawet trzy głowy, to nie jedna! Zdarza się, że utkniemy na jakimś zadaniu, natomiast inna osoba zauważy w nim coś, czego wcześniej nie dostrzegliśmy. Mnie na przykład bardzo pomagał Młody, który bardzo szybko weryfikował moje zagmatwane skojarzenia, naprowadzając na najprostsze tory. I faktycznie, czasami mniej znaczyło więcej, a ja, dzięki świeżemu spojrzeniu mego jedenastoletniego Syna, od razu, bez kombinowania, mogłam przejść do kolejnych zadań.
 
Zagadki mają zróżnicowany stopień trudności. Ponieważ ich rozwiązaniem są liczby, w większości polegają na przeanalizowaniu tekstu i na jego podstawie dokonaniu różnego rodzaju przeliczeń, albo wykazaniu się spostrzegawczością, żeby dane liczby odnaleźć. Niektóre zadania dają nam także podpowiedzi w postaci sylab, które gromadzimy na odpowiedniej zakładce wyciętej ze skrzydełka okładki. Warto mieć ją przy sobie, podobnie, jak kartkę papieru do zapisywania ewentualnych pomysłów, czy dokonywania przeliczeń. Może też mieć ze sobą kalkulator, jeśli ktoś niezbyt lubi liczyć w pamięci. Na okładce znajdziemy też inne elementy do wycięcia, które potrzebne będą później do otwarcia sejfu. Po prostu dużo się w tej książce dzieje, a co ciekawe, do rozwiązania zagadek w niej zawartych nie potrzeba żadnych dodatkowych pomocy, aplikacji, czy stron internetowych.

Na okładce znajdziemy informację, że ten escape quest jest skierowany dla dzieci od dwunastego roku życia, wszystko zależy jednak od dojrzałości, sprytu i logicznego myślenia odbiorcy. Nie da się ukryć, że sporo starszej młodzieży i dorosłych będzie miało problem z dojściem do finału tej książki, zwłaszcza jeśli są to osoby nie mające cierpliwości do tego typu zagadek. Fajną opcją jest rodzinne rozkminianie poszczególnych zadań. W moim przypadku przyniosło to naprawdę rewelacyjne efekty. Jest to jednak wymagająca rozrywka, ale za to dająca olbrzymią satysfakcję z pokonywania kolejnych trudności. Stąd też jeżeli jesteście gotowi na tego typu zabawę intelektualną, bardzo polecam!
Sardegna

Planszówkowo #13 "Szybkie bańki" oraz "Kajko i Kokosz. Szkoła latania"


posted by Sardegna on , ,

No comments

W trakcie roku szkolnego  mamy zdecydowanie mniej czasu na rozbudowane planszówki, chociaż w weekendy zawsze staramy się rozegrać jedną lub kilka partyjek gier, które trwają więcej, niż pół godziny. Nie znaczy to jednak, że w tygodniu w ogóle nie gramy. Zazwyczaj wieczorem, przed pójściem spać, korzystamy z krótkiej opcji, czyli kieszonkowych wersji gier, które oprócz tego, że doskonale nadają się na ekspresowe rozegrania, to jeszcze można je wykorzystać na przykład w podróży, albo na urlopie, gdy nie mamy zbyt wiele miejsca w walizce.

Pierwsza gra, z której chętnie korzystamy wieczorami to karcianka "Kajko i Kokosz. Szkoła latania" od Egmontu. Jest to zdecydowanie mój faworyt! Gra wykorzystuje motywy z popularnego komiksu "Kajko i Kokosz", ale właściwie tylko od strony graficznej, stąd też nie trzeba się martwić, jeżeli ktoś tej opowieści fantasy nie czytał i nie zna historii Kajko i Kokosza. Zasady gry są typowo karciane i bardzo proste, co daje możliwość włączenia się do gry nawet najmłodszym graczom.
 
Gra przeznaczona jest dla 6 uczestników, a w jej skład wchodzi  55 kart postaci, od numeru 1 do 13 opatrzonych wizerunkiem jednego z bohaterów komiksu,wśród nich jest także kilka Łamignatów, czyli kart, które w grze mogą zastąpić dowolną kartę od 1-7. Oprócz kart postaci, w skład gry wchodzi jeszcze 7 kafelek mocy, czyli elementów dających graczom jakieś dodatkowe opcje w grze, i one również nawiązują w symboliczny sposób do fabuły komiksu.
 
Każdemu graczowi rozdaje się po 6 kart, natomiast reszta z nich leży zasłonięta na stole ułożona w stosik. Jeszcze przed rozpoczęciem gry, każdy z uczestników rozgrywki losuje sobie jeden z kafelków mocy, który będzie wykorzystywał w trakcie rozgrywki. Może być to: maczuga - dodająca do dwóch położonych kart wartość trzeciej, dwa miodki, pozwalające na pauzowanie w kolejce, skrzynia, dająca możliwość położenia większej ilości kart leżących po sobie (4,5,6... itd.), tarcza - karta obronna, która pozwala na to, aby na koniec rozgrywki odrzucić połowę zebranych na ręku kart, miecz, dodający 3 punkty do wyniku, flet, wzmacniający rzuconą kartę o wartości 7 do 14 punktów, oraz miotłę, która pozwala na położenie w swej turze dowolnej liczny kart, byle o wartościach 1-6.
 
Gra w skrócie polega na tym, aby przebić kartę poprzednika wyższą wartością. Każda z kolejnych osób w kolejce kładzie swoją kartę, wyższą o dowolną ilością oczek (można też położyć dwie, trzy lub więcej kart jednocześnie, ale tylko o tej samej wartości liczbowej, albo o wartości zgodnej z posiadanym kafelkiem), dobiera ze stosu odpowiednią ilość kart do 6 i robi to, aż do momentu, kiedy nie ma już na ręku odpowiedniej karty. W momencie swojej kolejki może skorzystać z bonusa, czyli owych kafelek, które pozwalają na przykład, na potrojenie wyniku, pauzowania, dodania do liczby podstawowej jakiejś liczby, albo skorzystania z tzw. Łamignata.
 
W momencie, kiedy gracz nie ma karty/kart o wyższej wartości od poprzednika, musi zabrać cały stos leżący na stole. Gra kończy się w momencie, kiedy któryś z uczestników położy na stół swoją ostatnią kartę. Wtedy wszyscy gracze podliczają karty, które zostały im na rękach oraz te, zebrane na ich stosie. Wygrywa ta osoba, która po podliczeniu ma najmniej kart. 
 

"Kajko i Kokosz. Sztuka latania", choć jest  banalną karcianką, polegającą właściwie tylko na przerzucaniu się kartami, dostarcza graczom wielu emocji, a dodatkową dynamikę wprowadzają wylosowane na początku rozgrywki, punkty mocy. Rozgrywka trwa około 10 minut, stąd też spokojnie możemy zagrać partyjkę na rozgrzewkę przed dłuższą sesją, albo właśnie wieczorem, kiedy nie mamy za dużo czasu na dłuższe rozgrywki planszówkowe.
 
Drugą gierką wydaną w wersji kieszonkowej, z której często korzystamy, są "Szybkie bańki".  W jej skład wchodzi 55 dwustronnych kart z tytułowymi bańkami. Na awersie karty znajduje się zbiór 15 baniek w przeróżnych konfiguracjach, od najmniejszej do największej i do tego, w różnym zestawieniu kolorystycznym .W każdym kolorze może być maksymalnie od 1 do 5 baniek, do tego, w rogu karty narysowany jest płyn do robienia baniek w odpowiednim kolorze. Natomiast na rewersie znajdziemy napis w jednym z 5 kolorów, na który musimy zwrócić uwagę w rozgrywce np. największa, najmniejsza bańka, najmniej, najwięcej baniek.
 
Rozgrywkę przygotowujemy, rozdzielając karty według kolorów na pięć stosów. Odkrywamy je w taki sposób, aby karty z ilustracjami baniek były na wierzchu. Pierwszy gracz odkrywa dowolną kartę z dowolnego stosu, pokazując napis, jaki jest ukryty na jej odwrocie. Wtedy pozostali gracze szybko, ale w ciszy, analizują pozostałe karty, żeby wskazać tę właściwą. Kto zrobi to pierwszy, może ją odłożyć na swój stosik Wygrywa osoba, która uzbiera najwięcej tych kart.

Jak zatem trafić na tę odpowiednią kartę? Otóż trzeba wziąć pod uwagę kolor napisu (zielony, żółty, niebieski, czerwony lub szary), wyszukać stosik kart w danym kolorze, potem zgodnie z treścią sprawdzić, jakiego koloru jest poszukiwana bańka (największa, najmniejsza, jest ich najwięcej, najmniej), przeskoczyć do karty w tym drugim kolorze, ponownie wyszukać odpowiednią bańkę, sprawdzić jej kolor i przejść do tej ostatniej karty, kładąc na niej rękę. Kto zrobi to najszybciej, zabiera kartę ze stosu. Gra toczy się, aż do momentu wyczerpania się kart, albo zlikwidowania jednego z pięciu stosów.

"Szybkie bańki" są przeznaczone dla 2 - 5 graczy, a rozgrywka jest nieco dłuższa, niż w "Kajko i Kokoszu", bo trwa około 15-20 minut. Gra wymaga spostrzegawczości, zręczności i szybkiego kojarzenia. Trochę męczą się przy niej oczy, bowiem po paru rundach wszystkie bańki zlewają się w jeden obraz. W każdym razie ja tak mam, ale z drugiej strony, nie jestem chyba dobrym przykładem, bo zawsze w bańki przegrywam, a moim dzieciom nic się nie zlewa i wszystko jest doskonale widoczne. Także rozumiecie sytuację...
 
Sardegna

"Krzysztof Piątek. Gole, które cieszą" Marcin Kalita


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

"Krzysztof Piątek. Gole, które cieszą" Marcina Kality to kolejna książka z wydawnictwa Egmont, przeznaczona dla małych miłośników piłki nożnej. Znalazła ona zacne miejce w dziecięcej biblioteczce mojego Syna, tuż obok takich tytułów, jak: "Real. Królewska Drużyna", "Lewandowski. Wygrane marzenia", "Suarez. Nigdy nie będziesz sam", "To, co naprawdę ważne",  "Juventus. Drużyna  walecznych serc". "Gole, które cieszą" są akurat najchętniej czytane, bowiem Krzysztof Piątek, młody, zdobywający szeroką popularność piłkarz, jest aktualnie jego  ulubionym sportowcem.
 
Książka ta, podobnie, jak inne przytoczone przeze mnie powyżej, jest mini biografią zawodnika, przybliżającą dzieciakom jego postać. Dzięki temu mali miłośnicy piłki nożnej mogą bliżej poznać swojego ulubonego sportowca, i prześledzić jego życiorys, od czasu, kiedy był dzieckiem, aż do chwili obecnej. Książka da dzieciakom wgląd w dzieciństwo piłkarza, pokaże rodzinne miasto, czyli Niemczę, małą miejscowość położoną niedaleko Wrocławia, przybliży okres, kiedy Krzysztof Piątek był małym chłopcem, dorastał, co lubił, i jaka drużyna była wtedy jego ulubioną. 

Życie rodzinne i osobiste piłkarza to jedno, drugie to natomiast jego droga do sukcesu. W książce znajdziemy więc informację o tym, jak zaczęła się przygoda Piątka z piłka nożną, gdzie odbywał swoje pierwsze treningi, gdzie była jego pierwsza szkółka piłkarska, jak i w obliczu tej pasji wyglądało szkolne życie sportowca. 

Następnie, możemy śledzić drogę Piątka do piłkarskiej kariery, poprzez historie z kolejnych klubó, w których grał. Zaczynąc od "Dziewiątki", czyli klubu sportowego przy szkole, do której uczęszczał, poprzez granie w lokalnym klubie Lechia Dzierżoniów, w którym spędził siedem lat przechodząc wszystkie szczeble kariery młodego piłkarza: orlika, młodzika, trampkarza, juniora, a w wieku 17 lat był już w grupie seniorów, do transferu do Zagłębia Lublina, w którym działał aż do 2016 roku.

W roku 2015 Krzysztof Piątek dostał powołanie do reprezentacji młodzieżowej i debiutował w biało - czerwonych barwach podczas meczu ze Słowacją. Za pierwszym powołaniem przyszły kolejne, w sumie piłkarz zagrał w 14 meczach strzelając 2 gole. Jednak przełom w karierze nastąpił w 2018 roku, kiedy to chlopak został wybrany przez trenera Adama Nawałkę do składu reprezentacji na finały mistrzostw świata w Rosji. I choć ostatecznie Piątek nie pojechał na to zgrupowanie, od tego momentu jego piłkarska kariera zaczęła nabierać tempa. Jerzy Brzęczek, trener, który zastąpił Adama Nawałkę powoływał już regularnie sportowca na wszystkie zgrupowania, nie dziwi więc fakt, że jego debiut nastąpił niezwykle szybko, a pierwszy gol padł już w meczu z Portugalią w 2018 roku. Prawdziwą popularność przyniósł jednak Piątkowi jego spektakularny gol dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy meczu z Macedonią, dzięki któremu Polska wygrała 1:0. 

Po meczach w reprezentacji przyszedł czas na zmianę klubu. Po odejści z Zagłębia Lublin Piątek kontynuował swą karierę piłkarką w Cracovi, która okazała się dla niego przystankiem w dordze do wielkiego, światowego futbolu. To tam piłkarz nabrał nowych umiejętności, poskromił swoje nerwowe zachowanie na boisku, to również w tym klubie wypracował sobie taką pozycję, że powierzono mu opaskę kapitana.

Lepszej okazji na międzynarodowy transfer nie było. W 2018 roku Piątek wylądował w Genui, włoskim klubie z tradycjami sięgającymi XIX wieku i tam daje się poznać od najlepszej strony, strzela gol za golem, szybko więc dostaje przydomek "Pistolero". Nie zagrzewa tam jednak zbyt długo miejsca, bowiem już na początku roku 2019 przenosi się do AC Milanu, jednego z najsłynniejszych klubów świata i tam gra do dzisiaj.
 
Mini biografia Krzysztofa Piątka, oprócz dokładnego opisania powyższych faktów, i to w sposób bardzo przystępny dla młodego odbiorcy, który może czytać je, jak najlepszą powieć. Do tego książka zawiera ciekawe zdjęcia, grafiki, czy ryciny, a także anegdoty z życia piłkarza i ciekawostki zwiążane z jego karierą. "Gole, które cieszą" jest idealną propozycją dla młodych miłośników piłki nożnej. Jako grupę docelową określiłabym 8 - 12 latków, jednak i starsi czytelnicy znajdą w niej coś dla siebie, przede wszystkim ciekawe zdjęcia, podsumowania i zestawienia informacji o tym świetnym piłkarzu, któy w tak młodym wieku robi międzynarodową karierę.

Sardegna

"Juventus. Drużyna walecznych serc" Marcin Kalita


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 200
Moja ocena : 5/6

Dzisiejsza notka dotyczyć będzie kolejnej książki od Egmontu, przeznaczonej dla młodego czytelnika, zafascynowanego sportem, miłośnika piłki nożnej. Wypisz, wymaluj, jest to książka dla mojego Młodego, który oprócz tego, że uwielbia grać, to jeszcze interesuje się składami drużyn, transferami, trenerami i innymi szczegółami technicznymi, o których nie mam pojęcia. Książka trafiła do jego kolekcji pod koniec wakacji, ale dopiero teraz udało mi się ją opisać, bowiem do tej pory była niedostępna. Młody nieustannie ją przeglądał, ale to w końcu Juventus! Jego ulubiona, na chwilę obecną, drużyna.

W czytelniczej kolekcji sporo mamy już tych książek z serii Egmontu ("Real. Królewska Drużyna", ("Lewandowski. Wygrane marzenia", "Suarez. Nigdy nie będziesz sam" oraz biografia Piszczka, "To, co naprawdę ważne"), a teraz dołącza do nich "Juventus. Drużyna  walecznych serc" autorstwa Marcina Kality. 

Jest to świetna książka, zresztą równie fajnie, jak inne biografie piłkarzy czy sportowe historie dla dzieci, wydane przez Egmont. W interesujący sposób przedstawia historię klubu, oraz najważniejsze ciekawostki z nim związane, przybliżając dzieciakom sylwetki najsłynniejszych piłkarzy grających w Juventusie, klubowe miasto, sukcesy zespołu i jego największe trofea i osiągnięcia. Jest to takie kompendium wiedzy o Juventusie, idealne dla małego fana, choć mam wrażenie, że i rodzice, fani futbolu, znajdą w tej książce sporo dla siebie. 

Informacje zawarte w tej pozycji są dostosowane do wieku czytelników, w głównej mierze są to luźne zagadnienia, związane z klubem, dostarczające przede  wszystkim frajdy czytającym. Oprócz tego, że książka zawiera bardzo fajne zdjęcia, pokazujące nie tylko aktualnych i byłych zawodników klubu, foto archiwalnych meczy, migawki z klubowego miasta, czy zdjęcia stadionu, znajdziemy w niej także ilustracje strojów zawodników, klubowych koszulek, czy trofeów, które zmieniały się na przestrzeni lat. 

Gdy przyjrzymy się lekturze "Drużyny walecznych serc" bliżej, rozpoczyna się ona notką na temat tego, dlaczego Juventus, ostatnimi czasy, zdobył tak wielką popularność i stal się klubem numer jeden na świecie. Poznamy zawodników światowej klasy, takich jak: Paulo Dybala, Giorgio Chiellini, Miralem Pjanić, Douglas Costa, czy oczywiście Cristiano Ronaldo, którzy rozpoczęli nową erę zespołu i marsz klubu po finał Ligi Mistrzów. Pierwsze rozdziały opisują sytuację bieżącą zespołu, przybliżają miasto Turyn, jego położenie i najpiękniejsze zakątki, natomiast kolejne teksty dotyczą już czasów bardziej zamierzchłych. Będziemy mogli przeczytać o tym, z czego klub słynął wcześniej, zanim stanął na szczycie światowej piłki nożnej, poznamy najsłynniejszych bramkarzy, między innymi Buffona, który stał się niejako symbolem klubu i wielkim bohaterem kibiców, a także jednym z najlepszych bramkarzy XXI wieku.

Kolejne rozdziały opowiadają w skrócie o następcy Buffona, czyli Wojtku Szczęsnym, jego początkach w klubie i rozwoju kariery. Jednak naszym polskim akcentem w historii Juventusa jest nie tylko Szczęsny, są nim także polskie zespoły, które kiedyś miały okazję zagrać mecze z włoskim klubem i to już w latach 80 - tych. W sezonie 80/81 oraz  82/83 był to Widzew Łódź, który walczył z Włochami o puchar Europy, w sezonie 83/84 o puchar zdobywcy pucharów grał Lechia Gdańsk, natomiast w sezonie 89/90 o puchar UEFA - Górnik Zabrze, a w Lidze Europy dziesięć lat później - Lech Poznań.

Następne części przybliżą nam początki klubu, prezesów, łącznie z faktem, w czyich rękach aktualnie znajduje się Juventus, będziemy mogli poczytać też o tym, jak klub podążał drogą sukcesu, do wygrania Pucharu Europy czy zostania Mistrzem Włoch, oraz obejrzeć zdjęcia z tych wydarzeń.

Oczywiście wszystkie rozdziały będą poprzecinane różnymi ciekawostkami z życia klubu, Juventusem w liczbach, wyglądem trofeów, strojów, znajdziemy też parę słów o samym stadionie Juve i będziemy mogli zerknąć do jego wnętrza. Książka kończy się zestawieniem najlepszych piłkarzy: bramkarzy, obrońców, pomocników i napastników, a także legendarnych trenerów Juventusu oraz Akademią Juventusu, czyli szkółką piłkarską, która pracuje z młodymi piłkarzami również w Polsce.

Cóż mogę powiedzieć, "Drużyna walecznym serc" daje radę, a dla małych miłośników piłki nożnej jest idealnym książkowym prezentem, który sprytnie skłoni ich do samodzielnego czytania.

  Sardegna

Najlepsze planszówki na mikołajki


posted by Sardegna on , , , ,

14 comments

Choć do mikołajek zostało jeszcze ponad dwa tygodnie, moim dzisiejszym wpisem chciałam zachęcić Was do rozejrzenia się za upominkami dla najbliższych, nieco wcześniej. Nie wiem, jak Wy świętujecie 6 grudnia, ale w mojej rodzinie, od kiedy dzieciaki są już na tyle duże, że Święty nie przychodzi do nich osobiście, nie skupiamy się już na indywidualnych prezentach dla każdego, i poza drobnymi słodyczami, stawiamy raczej na coś takiego, z czego będziemy mogli cieszyć się wszyscy. W przypadku moich najbliższych, sprawa jest prosta: nowa planszówka zawsze jest dobrym pomysłem!

W okolicach grudnia do naszej kolekcji gier planszowych i karcianych zawsze przybywają nowe tytuły. Nie inaczej będzie i w tym roku, a to wszystko dzięki współpracy z Wydawnictwem Egmont.




"Ubongo" 

Gra opierająca się na zasadach Tetris, czyli dopasowania klocków (w tym przypadku 12 kafelków o różnych kolorach i kształtach) do określonego miejsca na planszy. Każdy z zawodników otrzymuje swój kartonik z odrębnym wzorem, kolejno, pierwszy gracz rzuca kostką, wyrzucając jeden z elementów, który będą musieli wykorzystać zawodnicy w tej rundzie, zakrywając puste miejsca na swojej planszy. Gracze działają jednocześnie, wygrywa ten, kto zakryje swoje pola najszybciej, czyli przed upływającym w klepsydrze czasem. Gracze za zwycięstwo otrzymują losowo wybrany klejnot o różnym kolorze i wartości punktowej. Po 9 rundach podliczane są punkty za klejnoty i ogłaszany zwycięzca. 

Gra o prostych zasadach, pięknie wykonana, świetnie nadaje się dla dorosłych, jak i drużyn mieszanych.


"Duuuszki w kąpieli"

"Duuuszki w kąpieli" to nieco zmodyfikowana graficznie wersja gry "Duuuszki", która opiera się na dokładnie takich samych zasadach. Mamy tutaj 5 drewnianych przedmiotów w 5 kolorach (duszek, wanna, szczotka, ręcznik i żaba) a także stosik kart z przeróżnymi kombinacjami tych 5 elementów. Karty ustawia się na stole obok figurek odkrywając je po kolei (jak w Dooble). Gracze muszą szybko sięgnąć po odpowiednią figurkę, zgodnie z tym, co widzą na karcie. Jeżeli któryś z przedmiotów na karcie ma pasujący kolor, trzeba szybko zabrać go ze stołu. Druga opcja gry jest następująca: jeżeli na karcie nie ma żadnego pasującego przedmiotów we właściwym kolorze, ze stołu trzeba zgarnąć figurkę, która ma kolor nie występujący na obrazu. Choć na pierwszy rzut oka instrukcja wydaje się skomplikowana, gra ma banalne zasady. Tak naprawdę jednak podczas rozgrywki trzeba być mocno skupionym, bo za chwycenie złej figurki trzeba będzie oddać swoją, wcześniej zdobytą kartę. 


"Dopasowani" 

Gra towarzyska i raczej przeznaczona dla dorosłych, choć po selekcji niektórych kart nada się także do zagrania w drużynach mieszanych. Tutaj rozgrywka odbywa się parami, zawodnicy z jednej ekipy otrzymują pionka, a także bloczki karteczek w pasującym do niego kolorze. Zadaniem drużyn będzie wypisać w określonym czasie 5 odpowiedzi na zadane pytanie, odczytane z kart. W sytuacji, kiedy obie osoby z pary odpowiedzą tak samo, przyznawany jest im punkt. Pionki przesuwają się po planszy, a niebieski znacznik odlicza kolejne rundy, których z założenia może być aż 9. W instrukcji zaleca się grać po kolei, w taki sposób, iż najpierw jedna para odpowiada na swój zestaw pytań, a potem kolejna. W naszym przypadku (a grę przetestowaliśmy już grając na rodzinnej imprezie) doszło do pewnych modyfikacji. Wszystkie pary odpowiadały w tym samym czasie na jedno pytanie, kolejno odczytując swoje odpowiedzi. Fajnie się taka opcja sprawdza, a mnogość pytań zapewnia wielokrotnie urozmaiconą rozgrywkę. 


"Kot Stefan"

Choć wydawać się może, iż "Kot Stefan" to gra przeznaczona dla najmłodszych, to rozgrywka wcale nie jest taka prosta (z technicznego punktu widzenia, bo jeśli chodzi o zasady, są banalne). Gracze, wszyscy poza jednym (bo ten będzie kotem), umieszczają swoje myszki na kawałku sera. Gracz - kot rzuca kostką, kiedy wypada wizerunek myszy, nic się nie dzieje, kiedy jednak wypada obrazek kota, musi on złapać myszki do swojego kubka. Za każdą złapana myszkę, jej właściciel oddaje kotu swoją kartę. W momencie, kiedy kot nie schwyci żadnej myszki, przekazuje kubek i swoją funkcję kolejnemu graczowi. W razie pomyłki, czyli w momencie falstartu myszki i zejścia z sera przed czasem, albo położenia kubka kota, kiedy na kostce wypada mysz, gracz również oddaje kartę, z tym, że ta odkładana jest na bok. Wygrywa osoba, którą  zdobędzie najwięcej kart. 

"Kot Stefan" to prosta gra, która dostarcza nie lada emocji i jest super opcją na rozgrzewkę dla całej rodziny, przed zagraniem w coś poważniejszego. Gra przeznaczona jest dla maksimum 7 osób (6 myszek i 1 kot), a im więcej graczy, tym wypada ciekawiej. Na uwagę zasługują też świetnie wykonane, drewniane elementy.


Wydawnictwo Egmont przygotowało dla czytelników mojego bloga rabat w wysokości 40% od ceny wyjściowej, na wszystkie gry dostępne na stronie. Promocja obowiązuje od 12 listopada do 15 grudnia. Jeśli więc macie ochotę na którąś z wyżej opisanych gier, zapraszam do zakupów. Lepszej promki nie będzie, bowiem, jak do tej pory, najwyższy rabat na stronie wydawnictwa wynosiła 30%.

Aby tak się stało, należy w koszyku, w miejscu na KOD PROMOCYJNY wpisać ksiazkisardegny  Opcja jest dostępna tylko po zalogowaniu. 

AKTUALIZACJA: w związku z faktem, iż gry w promocyjnej cenie rozchodzą się, jak świeże bułeczki, promocja zachęcam składać zamówienia do 15 grudnia. Później mogą wystąpić braki w magazynach.


Tekst powstał przy współpracy z Wydawnictwem Egmont.



 Sardegna

Planszówkowo #12 "Gemino"


posted by Sardegna on , ,

4 comments

W kwietniu testowaliśmy karciankę "Wtedy kiedy", o której pisałam w TYM poście, natomiast czas przedwakacyjny spędzaliśmy grając głównie w "Gemino", czyli świetną grę rodzinną, opierającą się na bardzo prostych zasadach, przypominających znane wszystkim kółko i krzyżyk. "Gemino" to tak naprawdę nieco tylko zmodyfikowana wersja tej banalnej gry. Jest bardzo łatwa, uczy spostrzegawczości i logicznego myślenia, a co najważniejsze, grając w towarzystwie mieszanym (dzieci kontra dorośli), wcale nie jest powiedziane, że rodzice będą sprytniejsi, czy bardziej spostrzegawczy od swych pociech, więc rozgrywka będzie banalna. O nie! Co to, to nie! W naszym wypadku najlepszy w "Gemino" jest Młody, który zawsze jakimś cudem zauważa opcję, która reszcie umyka, i w ten sposób zdobywa kolejne punkty.

Gra zawiera:
  • 2 dwustronne plansze
  • 4 komplety po 14 płytek z odpowiednimi symbolami (zielone słoneczko, żółte kółko, czerwony krzyżyk, niebieski kwadracik)

Mówiąc w skrócie, zasady gry w "Gemino"identycznie, jak gra w kółko i krzyżyk, z tym że na planszy trzeba ułożyć nie 3, a 4 kostki z jednakowym symbolem. Na początku gracze układają przed sobą plansze według własnych upodobań. Grę zaczyna wybrany gracz, układając na obu planszach swoje dwie kostki. Można ułożyć je w dowolny sposób, ważne natomiast, aby położyć płytki na takich samych kolorach np. w obu przypadkach na pomarańczowych, albo niebieskich, albo białych itp.

Kolejni gracze działają w identyczny sposób, dokładając do obu plansz swoje płytki. Celem gry jest ułożenie w jednej linii, poziomej, pionowej lub ukośnej, czterech swoich kolorów. Można skupić się na blokowaniu przeciwników lub strategii nastawionej na zwycięstwo, z tym że każdy kolejny gracz może zmienić losy gry, dokładając swoje kostki i zmieniając układ płytek na planszy. 


Wygrywa ten gracz, który jako pierwszy ułoży trzy ciągi płytek na planszy. Musi jednak to robić po kolei. Jeżeli ułoży pierwszy ciąg, zdejmuje go z planszy, zabiera 1 płytkę odwracając ją rewersem na bok (to będzie symbol punktu), resztę płytek dokłada do puli i zaczyna układać nowy ciąg od początku. Jeżeli zdarzy się sytuacja, iż graczowi zabraknie płytek (bo jest ich tylko 14), wtedy przesuwa na planszach kosteczki, które już są na nich umieszczone. Oczywiście robi to zgodnie z główną zasadą, czyli układając je na jednakowych kolorach na obu planszach.

"Gemino" doskonale nadaje się na rozgrzewkę przed dłuższą rozgrywką, może też sprawdzić się w momencie, kiedy nie mamy zbytnio czas na dłuższe zajmowanie się planszówkami, a dziecko nalega. Gra przeznaczona jest dla 2 - 4 osób, z czego najlepiej gra się w 3 lub 4, grając bowiem w parze nie jest zbyt dynamicznie. Rozgrywka nie jest wtedy zbyt skomplikowana i dość szybko się kończy.

 
Sardegna

"Odmieniec" Philippa Gregoory


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

  
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 286
Moja ocena : 5/6


To, że lubię powieści historyczne Philippy Gregory nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Pisałam zresztą kilkakrotnie o powieściach tej Autorki, zwłaszcza o dość opasłych tomiszczach z serii "Wojny Dwóch Róż" ("Władczyni rzek" ,"Biała Królowa""Córka Twórcy Królów" "Czerwona królowa"). Nie mam w biblioteczce wszystkich powieści Gregory, nie czytałam też serii  o Tudorach, żadna więc ze mnie specjalistką od prozy Autorki. Do tego, taka ze mnie miłośniczka historii Anglii, że wątki historyczne stanowiące tło wydarzeń, choć pouczające, traktuję zupełnie hobbystycznie.

W każdym razie, oprócz wyżej wymienionych książek, które już czytałam i kilku jeszcze nie ruszonych, ale należących do "Wojny...", mam też w swoich zbiorach trylogię "Zakon Ciemności". Seria leżała na półkach już od kilku dobrych lat, ale dopiero teraz doczekała się swojego momentu, przynajmniej jej pierwszy tom. 

"Zakon Ciemności" to historia rozgrywająca się w XV wiecznej Anglii, ale nie jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, w każdym razie jeśli chodzi o bohaterów, bo jeżeli spojrzymy na tło, to Philippa Gregory nie byłaby sobą, gdyby nawet wymyślonej fabuły nie umieściła w autentycznych realiach.

"Odmieniec", czyli pierwszy tom serii przybliża nam bohaterów tej opowieści, a są nimi siedemnastoletnia Izolda, córka majętnego właściciela ziemskiego w opactwie Lucretili oraz równie młody Luca Vero, nowicjusz, który przybywa do tegoż miasta ze swoją misją. Oboje, choć bardzo młodzi i niepewni siebie, zostają rzuceni w wir wydarzeń, na które zupełnie nie mają wpływu. I nie dajcie się zwieść, tu nie chodzi o romans (przynajmniej na początku...).

Izolda właśnie straciła ojca i została zgodnie z jego przedśmiertną wolą, zesłana do klasztoru, aby tam zostać ksienią i do końca życia zarządzać zakonnicami, ich majątkiem, dbać o ich rozwój duchowy i sprawy codzienne. Dziewczyna bardzo źle czuje się w tej roli, nie wierzy, iż ojciec przygotował dla niej taką, a nie inną, rolę w życiu. Zostaje jednak postawiona przed faktem dokonanym przez swojego brata i chcąc nie chcąc, musi udać do klasztoru. Męczy się jednak w zamknięciu i nie umie bez dyskusji poddać się surowym regułom zakonu. Jej jedyną pociechą w trudnych chwilach jest muzułmańska służąca - przyjaciółka z dzieciństwa, Iszrak. 

Po przyjeździe Izoldy do klasztoru okazuje się, że faktycznie, mury opactwa kryją jakieś sekrety. Zakonnicom pojawiają się na dłoniach dziwne stygmaty, kobiety nocą popadają w jakiś obłęd, chodzą, jak w transie po całym klasztorze i mają trudne do wyjaśnienia wizje. Całą sprawą zaczyna interesować się papież, który zleca zbadanie tej nadprzyrodzonej sprawy młodemu, wyjątkowo inteligentnemu mnichowi, Luce Vera. Luca również zostaje niejako zmuszony do pełnienia swej roli, bowiem zdaje sobie sprawę, że najwyższym władzom się nie odmawia, nawet jeśli nie ma się ochoty na daną misję. Ponieważ chłopak jest bardzo bystry, potrafi dobrze analizować, umie oceniać sprawy racjonalnie, zostaje oficjalnie wyznaczony do roli Inkwizytora, a jego pomocnikiem zostaje przyjaciel za dawnych lat, Freize.

Mężczyźni wyruszają do zakonu w opactwie Lucretili, aby wyjaśnić, co tak naprawdę dzieje się za murami klasztoru. I tak oto czwórka bohaterów będzie miała okazję spotkać się w jednym miejscu, w mocno tajemniczej i nasyconej grozą, atmosferze ponurych, klasztornych murów.

W zakonie faktycznie dzieją się dziwne rzeczy, z których Izolda dawno już zaczęła zdawać sobie sprawę, tylko, czy w czasach kiedy wszelkie przejawy inteligencji i logicznego myślenia u kobiet są bardzo niemile widziane, a nawet surowo karane, ksienia będzie miała na tyle odwagi, aby powiedzieć głośno, co myśli? Bohaterowie będą musieli skonfrontować przesądy z prawdą, co znacznie zbliży ich do siebie.

A teraz moje wrażenia z lektury. "Odmieńca" nie da się porównać do żadnej z powieści historycznych Autorki, które czytałam, bo jest on po prostu o wiele słabszy i w przypadku takiego porównania wypada bardzo słabo, jednak, kiedy spojrzy się na książkę odrębnie, historia Izoldy i Luki naprawdę może się podobać. Jest lekko napisana, jej akcja toczy się dość dynamicznie, jest jakaś tajemnica i fajni bohaterowie. Mam jednak zarzut dotyczący treści. Historia składa się jakby z dwóch części, z czego część pierwsza dotyczy wszystkich wydarzeń, o których napisałam powyżej, natomiast druga rozgrywa się już po zakończeniu kluczowego śledztwa. Ja oczywiście rozumiem zabieg, który zaproponowała tutaj Philippa Gregory, czyli zbudowała podłoże do dalszych wydarzeń i dała bohaterom możliwość przeżywania kolejnych przygód w dwóch następnych tomach serii, uważam jednak iż fajnie byłoby, jeżeli główny wątek tomu pierwszego zająłby trochę więcej miejsca, niż tylko połowa książki.

To jest właściwie jedyny zarzut, co do tej historii. "Odmieniec" trzyma klimat mrocznej, średniowiecznej historii, widać też, że bohaterowie się rozkręcają i w kolejnych tomach przeżyją jeszcze niejedną akcję! Mnie najbardziej ciekawi oczywiście wątek uczuciowy, czy Izolda i Luca dają sobie szansę na uczucie, w momencie, kiedy oboje ślubowali celibat. Mam nadzieję, że uda mi się doczytać do końca roku pozostałe dwa tomy serii, a jeżeli nie, to będzie mój plan na rok 2020.

Sardegna

Planszówkowo #11 "Wtedy kiedy"


posted by Sardegna on , , ,

No comments

Uwielbiam gry planszowe i karciane dla dzieci, stąd też chętnie włączam się w rodzinne rozgrywki,  ale nic nie sprawia mi takiej radości, jak możliwość zagrania w interesującą grę dla dorosłych. Fajną opcją jest "Ryzyk - fizyk" (choć nie wyklucza on także obecności dzieci), a także poniższa gra karciana "Wtedy kiedy" (tutaj również dzieci mogą się przyłączyć, z tym że działają bardziej na zasadach przypadku, niż rzeczywistej strategii). "Wtedy kiedy" to typowa karcianka, przy rozgrywce której można korzystać tylko z podstawy, albo włączyć w nią pierwszy dodatek "Szalone fakty" (kolejne będą sukcesywnie tworzone). Szczegóły na temat gry zainteresowani gracze znajdą na stronie Egmontu, natomiast ja dzisiaj postaram się w paru słowach opisać moje wrażenia z jej przetestowania.


Gra zawiera:
  • 274 dwustronnych kart z wydarzeniami 
  • 1 karta zakładka
  • instrukcja
  • pudełko z miejscem na dodatki
Karty umieszcza się w wygodnym, twardym pudełku, z miejscem na ewentualne dodatki. Gra ma bardzo proste zasady, które można modyfikować w miarę potrzeb i chęci graczy, a w skrócie polegają one po prostu na ułożeniu kart w odpowiedniej linii chronologicznej. 

Karty są dwustronne, z jednej strony żółte, z drugiej niebieskie. Na obydwóch stronach zapisane są pytania, a także poprawne daty wydarzenia. Karty umieszcza się w pudełku tak, aby były skierowane tym samym kolorem w jedną stronę. Na końcu talii wkłada się zakładkę, aby zaznaczała, kiedy pewien etap gry dobiega końca. 

Grę rozpoczyna się od dowolnego gracza, który wybiera kartę z pudełka, czyta na głos wydarzenie, ale nie pokazuje pozostałym graczom daty. Gracz siedzący od niego po lewej stronie, musi wskazać miejsce na swojej linii chronologicznej, w którym odczytane wydarzenie będzie pasowało. Jeżeli dobrze odpowie i zweryfikuje przedział czasowy, karta jest mu przekazywana i może dołożyć ją do swojej linii chronologicznej. Jeżeli wskaże źle, karta zgodne ze wskazówkami zegara, przechodzi (aż do skutku) na kolejnego gracza. Nie trzeba się też martwić, jeżeli zdarzy tak, że dane wydarzenie w grze będzie miało taką samą datę, jak któreś z ustawionych na linii czasu. Wtedy wystarczy tylko wskazać miejsce bezpośrednio obok karty z tą samą datą, przed lub za nią. Runda rozpoczyna się od nowa z kolejnym graczem, aż do momentu, kiedy ktoś ułoży 10 wydarzeń na swojej linii. 

Instrukcja pokazuje jeszcze dodatkowy wariant, bardziej zaawansowany, z którego można, ale oczywiście nie trzeba, korzystać. Wtedy nad swoją linią czasu, w górnym rzędzie, umieszczamy kartę w odpowiednim miejscu, zostawiając w dolnym rzędzie puste na nią miejsce. Kolejno gracz decyduje, czy chce grać dalej, czy woli pasować. Jeżeli gracz będzie grał dalej dobiera następną kartę i ustawia ją w podobny sposób. Gdy idzie mu dobrze i prawidłowo obstawia, przesuwa karty do dolnego rzędu. Może w ten sposób zdobyć kilka kolejnych kart, natomiast jeżeli się pomyli, to traci wszystkie karty z górnego rzędu.

Ten wariant na pewno jest elementem wprowadzającym zaskoczenie i dynamikę, ale powoduje też, że gra szybciej się kończy. 

Jeśli chodzi o dodatek, zawiera on 110 kart, wyglądających identycznie, jak podstawowe, zawierających nowe fakty, które raczej nie są typowymi wydarzeniami historycznymi, a bardziej jakimiś szalonymi momentami, mającymi miejsce na przestrzeni wieków.

Uwagi:

Ułożenie 10 wydarzeń jest oczywiście umowne. Można grać do 12 - 15 wydarzeń, to wszystko zależy od ochoty i inwencji  graczy. Można też zmodyfikować sobie element przechodzenia karty na kolejną osobę. Kiedy jeden z graczy źle odpowie, kartę można od razu odłożyć na bok, do gry wchodzi wtedy następna osoba. 

"Wtedy kiedy" jest świetną grą imprezową, nie ma ograniczeń wiekowych, ani w ilości uczestników. Bawi i uczy, i choć ma ograniczoną ilość kart, nie jest powtarzalna, bo raczej mało kto jest w stanie zapamiętać daty i kombinację wszystkich wydarzeń. Szukacie niebanalnej gry towarzyskiej? "Wtedy kiedy" poleca się nie tylko od święta!

Sardegna

"Wielka Księga Wyzwań. Hania Humorek" Megan McDonald


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6

Wielokrotnie zdarzało mi się pisać na blogu o Hani Humorek. Moja Córka przeczytała praktycznie większość historii z przygodami tej sympatycznej bohaterki, ale kiedy na horyzoncie pojawia się nowa książka, nigdy nie odmawia. Każe nowe opowiadanie stanowi dla niej bowiem możliwość świetnej lektury, a co za tym idzie, super zabawy. 

O pojedynczych tomach z przygodami Hani Humorek pisałam tutaj, wydawnictwo Egmont proponuje natomiast małym czytelniczkom coś więcej. "Wielka Księga HH" to zbiorcze wydanie perypetii dziewczynki, składająca się z dwóch mini powieści. Na stronie Egmontu znaleźć można "Wielką Księgę HH", "WK Psot", "WK Humoru", "WK Przygód" oraz powyższą "WK Wyzwań".

Tak się akurat złożyło, że w "Wielkiej Księdze Wyzwań" znajdują się dwa opowiadania "HH. Tydzień na opak" oraz "HH i lista marzeń", które moja Dziesięciolatka już czytała wcześniej. "Tydzień na opak" był wypożyczony z biblioteki dość dawno, stąd też moja Córka chętnie przeczytała go ponownie, natomiast "Listę marzeń" ma akurat na własność, co jednak również nie przeszkodziło jej sięgnąć po nią powtórnie.

Jeśli chodzi o tom "Lista marzeń", opowiada on tym, jak pewnego dnia Hania znajduje tajemniczy spis marzeń, należący do jej wiekowej babci. Na liście tej zapisanych jest cała masa fajnych i ciekawych rzeczy, które babcia planuje zrobić przed śmiercią. Kiedy Hania dowiaduje się, co babcia miała na myśli tworząc to zestawienie, postanawia natychmiast spisać swoją listę marzeń, na której znajdą się oczywiście same szalone opcje, takie jak: nauczyć się robić gwiazdę, wynaleźć coś , dostać trzy naklejki za pracę domową, uratować świat, nauczyć się grać na instrumencie, pojechać pod namiot, zwiedzić dom Elżbiety Blackwell, przejechać się konno, przeczytać wszystkie 56 tomów serii o Nancy Drew, zacząć wydawać gazetę, czy przejechać się na diabelskim młynie. Hania z godnym siebie entuzjazmem i pełną energią, przechodzi do realizacji wszystkich marzeń. Musi zdążyć przed IV klasą, bo w innym wypadku nie byłaby po prostu sobą.


W części "Tydzień na opak" Hania nie może doczekać się swojego ulubionego Dnia na Opak, bowiem wtedy może bezkarnie robić wszystko to, czego nie robi na co dzień. Zgodnie z przekorną zasadą starannie się czesze, żeby nie nosić fryzury, jak co dzień, czyli wielkiego rozczochrańca. Ubiera się porządnie, skarpetki łączy w parę i do szkoły bierze tylko jeden zegarek. Rodzina jest pod jej wielkim wrażeniem, ale skoro Hania na co dzień jest "na opak" to w tym wyjątkowym dniu może być "normalna". W szkole również Hania doskonale się zachowuje i zdobywa same pochwały, do tego ma świetny humorek. Dziewczynka postanawia więc pobawić się nie tylko w dzień na opak, ale w cały tydzień! Czy bycie lepszą wersją siebie nie odbije się Hani czkawką?

To, że moja Córka wcześniej już czytała obie historie, nie zmienia faktu, że całą "Wielką Księgę" pochłonęła w bardzo krótkim czasie. Myślę, że zasługą tego jest fakt, iż o przygodach Hani Humorek czyta się ekspresowo i sprawiają one wielką frajdę. Jeśli dziecko czytało już poprzednie tomy, to wie już, jaki klimat towarzyszy tym opowieściom oraz jakie poczucie humoru prezentują. Zaletą wydania "Wielkiej Księgi" jest na pewno fakt, iż nie trzeba w biblioteczce gromadzić wielu pojedynczych części. Można je za to mieć w piękniej oprawie, w wydaniu zbiorczym, uszeregowane tematycznie według motywu przewodniego historyjek (humor, przygoda, wyzwanie, psoty).

Sardegna

"Real. Królewska Drużyna" Marcin Kalita


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 184
Moja ocena : 5/6

"Real. Królewska Drużyna" to kolejna już książka z piłkarskiej serii w biblioteczce mojego Młodego. Nie tak dawno pisałam o biografii Łukasza Piszczka, która mojemu Synowi bardzo przypadła do gustu i to nie tylko z powodu faktu, że od tygodni żyjemy wszyscy Mundialem. Piłkarskie książki są jego ulubionymi, naturalną więc koleją rzeczy była sytuacja, iż historia jednego z najlepszych klubów piłkarskich świata, stała się jego następną lekturą.

Książka ta, choć wizualnie przypomina serię "Nie tylko dla fana" utrzymana jest w trochę innym klimacie. Tutaj głównym bohaterem nie jest jeden człowiek, tylko cały klub, jako instytucja. Jest to na pewno ciekawe spojrzenie na historię piłki, zwłaszcza dla fanów tego sportu, i to nie tylko najmłodszych.

Wiadomo, że Hiszpania od lat kojarzy się z dobrą piłką. To siedziba najlepszych klubów piłkarskich i kraj kojarzony z najbardziej znanymi piłkarskimi nazwiskami. Nawet jeśli zdarzy się potknięcie i niekoniecznie dobrze wiedzie się im w mistrzostwach, tak jak to miało miejsce w tym roku, fanów hiszpańskiego futbolu i tak to nic nie obchodzi, bo piłka grana na półwyspie Iberyjskim ma dla nich wielką moc i wyjątkowe znaczenie. 

Ta książka to kompendium wiedzy o Realu, czyli Królewskim Klubie z Madrytu. Wiadomo, że dla każdego małego miłośnika piłki nożnej klub ten ma wielkie znaczenie, a dla przykładu mój Młody idąc w zeszłym roku do pierwszej klasy, to właśnie logo Realu Madryt wybrał sobie na motyw przewodni swoich przyborów szkolnych. Real, poza Bayernem Monachium (to za sprawą Lewandowskiego oczywiście), jest jego ulubionym klubem, stąd też ta książka, opisująca historię Królewskiej Drużyny, od momentu założenia, do dnia dzisiejszego, sprawiła mu ogromną frajdę, kiedy podarowałam mu ją na Dzień Dziecka.

Real Madryt jest głównym bohaterem tej książki, ale całość nie przypomina raczej mini biografii z serii "Nie tylko dla fana", jest to raczej kronika, taka mini encyklopedia, w której znaleźć można najważniejsze informacje klubowe, ale też różne ciekawostki, których przez lata sporo się namnożyło. Z tekstów dowiedzieć się można co nieco o historii powstania klubu, postaci prezesa Santiago Bernabeu, zobaczyć prezentację madryckich stadionów, herbów klubowych, czy strojów sportowych, które zmieniały się przez lata, a także wszystkich trofeów Realu, zdobytych do dnia dzisiejszego. Te kolorowe zestawienia stanowią naprawdę wielki plus tej książki. Oprócz tego, sporo miejsca w książce poświęcono najbardziej znakomitym piłkarzom, którzy z klubem byli lub są związani przez wiele lat i odgrywali bądź odgrywają w nim istotną rolę. Osobne rozdziały są więc poświęcone Raulowi, Zidane'owi, Beckhamowi, Casillasowi, Ramosowi czy Ronaldo.

W książce tej znajdziemy także informacje po Polakach związanych w jakiś sposób z klubem, a także zestawienie wszelkich meczów, w których polskie kluby piłkarskie grały przeciwko Realowi. Ważnym rozdziałem jest też Top 10, czyli dziesięć najważniejszych meczy zagranych dla Hiszpanii na przestrzeni lat.

Dla mnie, jako rodzica, ta książka ma może minimalnie mniejszą wartość, niż biografie słynnych piłkarzy, które oprócz przekazywania ciekawostek o ulubionym sportowcu, pokazują dziecku, że sukces w wymarzonej dziedzinie życia jest w zasięgu ręki, trzeba tylko odpowiednio się przygotowywać, być zdeterminowanym, pracowitym i pewnym siebie. Jednak patrząc z perspektywy małego kibica, to taka barwna "encyklopedia", zawierająca w sobie najważniejsze informacje o jednym z ulubionych klubów piłkarskich, jest bardzo ważnym, książkowym egzemplarzem w dziecięcej biblioteczce. A jeżeli mały piłkarz szczególnie upodobał sobie Real, to taka książka jest dla niego obowiązkowa! 

Sardegna

"Piszczek. To, co naprawdę jest ważne" Jarosław Kaczmarek


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments


 Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 190
 Moja ocena : 5/6


Emocje związane z piłką nożną ciągle jeszcze nie opadły. Mimo, iż Polska odpadła z Mistrzostw Świata, to śledzenie najpierw 1/8, potem ćwierćfinału, aż w końcu półfinału i finału Mundialu dostarczyło naprawdę wielu wrażeń i to nie tylko dorosłym, najwierniejszym kibicom futbolu, ale też dzieciakom, czy zwyczajnym obserwatorom, niekoniecznie pasjonujących się na co dzień piłką nożną.

W naszym domu czas Mundialu faktycznie dzielony był na oczekiwanie na kolejne mecze mistrzostw, śledzenie ich i komentowanie wyniku. Jednak nie było to z naszej strony (a zwłaszcza z mojej) wielkie wyrzeczenie. Po prostu u nas wszyscy z chęcią oglądają rozgrywki najlepszych drużyn świata, typując wspólnie wyniki meczów.

Mój Młody, jak już nie raz wspominałam, jest wielkim fanem futbolu i to nie tylko tego telewizyjnego, ale sam jest zapalonym piłkarzem. Interesuję się wszystkim, co z piłką związane, zna na pamięć nazwiska nie tylko polskich graczy i świetnie umie przyporządkować ich do właściwych drużyn.  Nie mam więc szans, nie orientować się mniej więcej, kto gra z kim, mając w pobliżu takiego siedmioletniego specjalistę.

Młody oprócz oglądania meczów lubi sobie o piłkarzach także poczytać. Ma w swojej kolekcji dwie książki wydawnictwa Egmont, będących biografiami znanych piłkarzy z serii "Nie tylko dla fana" ("Lewandowski. Wygrane marzenia" oraz "Suarez. Nigdy nie będziesz sam"), ma książkę o historii klubu Real, a także cały komplet będący opowiastkami fabularnymi z życia piłkarzy polskiej reprezentacji. W jego biblioteczce znalazłaby się jeszcze "Historia futbolu" od Naszej Księgarni, "Zagadki piłkarskie" pani Wioletty Piaseckiej, czy "Mecz o wszystko" Ewy Nowak. 

Powyższa opowieść również wspaniale wpasuje się do jego kolekcji historii najbardziej znanych piłkarzy. "To, co naprawdę ważne" wydane przez Egmont, poświęcone jest w całości Łukaszowi Piszczkowi, napastnikowi, który pochodzi z naszych rodzinnych, śląskich stron, a jego miastem rodzinnym są leżące po sąsiedzku Goczałkowice Zdrój. To tutaj Łukasz zaczynał swoją sportową przygodę, aby po kilku latach stać się jednym z najbardziej znanych graczy w polskiej reprezentacji.

Historia Łukasza Piszczka zaczyna się, jak wiele innych. Młody chłopak marzy o byciu piłkarzem. Każdą wolną chwilę poświęca na grę, a ze swoją lokalną drużyną bierze udział w każdym turnieju, starając pokazać się od jak najlepszej strony. Po szkole podstawowej postanawia związać swa przyszłość ze sportem, kontynuuje więc naukę w internacie i gra w Szkolnym Klubie Sportowym Gwarek Zabrze. W 2001 roku zostaje powołany do Młodzieżowej Reprezentacji Polski. Kolejne punkty w jego sportowej historii to "ogranie się" w Zagłębiu Lublin oraz wymarzone przejście do Bundesligi do Heartha Berlin, a w 2010 roku transfer do Borrussi Dortmund, gdzie może rozwijać swoje umiejętności wraz z Kubą Błaszczykowskim i Robertem Lewandowskim. Piszczek okazał się też jedynym polskim piłkarzem, który wziął udział w największej ilości meczów w Bundeslidze i zagrał najwięcej sezonów w Lidze Mistrzów.

Historia Łukasza Piszczka pokazuje najmłodszym czytelnikom, że marzenie o byciu piłkarzem i granie w najlepszych klubach nie jest niewykonalne. Skoro chłopak ze Śląska, grający na zwykłym, szkolnym boisku, może zostać jednym z najbardziej znanych polskich piłkarzy, dzięki byciu wytrwałym, zdeterminowanym i pracowitym, to inni też mogą osiągnąć takie rezultaty.

Poza tym, super zaletą tej serii jest to, że są one napisane w taki sposób, iż dzieciom czyta się je bardzo dobrze. Książki te przypominają bardziej kronikę, jakiś zeszyt ciekawostek o danym piłkarzu, niż poważną biografię. Tekst jest poprzedzielany wieloma grafikami, zdjęciami, pochodzącymi z klubowych bądź prywatnych zbiorów piłkarza, do tego, każde zdjęcie ma jeszcze swój komentarz. Cała opowieść podzielona jest na rozdziały, zgodne z kluczowymi wydarzeniami w życiu sportowca, a na końcu znajduje się liczbowe zestawienie jego osiągnięć, poszczególne lata grania w klubach, czy najważniejsze osiągnięcia w reprezentacji.  

Biografia Łukasza Piszczka jest trzecią książką z serii Egmontu "Nie tylko dla fana", z którą mam do czynienia i mogę potwierdzić, że naprawdę jest ona zachętą dla dziecka, żeby poczytać coś samodzielnie. Poza tym fajnie, jeśli dzieciaki w swoim zainteresowaniu piłką nożną nie ograniczają się tylko do poznawania swoich idoli z ekranu telewizyjnego i obserwacji meczu, ale mogą dowiedzieć się czegoś więcej o swych idolach z fajnych książek. Dobrze poznać ich drogę do sukcesu oraz poczytać, w jaki sposób doszli do tego momentu w swojej karierze sportowej, w jakiej się aktualnie znajdują. To zawsze jakaś pozytywna motywacja do treningów.

Książka ta zdecydowanie podoba się małym miłośnikom piłki. Mój Młody po przeczytaniu, często do niej wraca, żeby oglądać zdjęcia, porównywać ją z historią Lewandowskiego, czy Suareza, albo przypominać sobie przeszłość klubową piłkarza. Do tego, cała seria pięknie prezentuje się na półce lub doskonale nadaje się na prezent urodzinowy dla młodego miłośnika piłki nożnej. Jeśli więc macie w domu takiego małego piłkarza, zainteresujcie go tą serią. Będzie to strzał w dziesiątkę.
Sardegna