Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki 2022. Pokaż wszystkie posty

"Anioł do wynajęcia" Magdalena Kordel


posted by Sardegna on , , , , , ,

3 comments


 WydawnictwoZnak
Liczba stron:  420
Moja ocena : 5/6

"Anioł do wynajęcia" Magdaleny Kordel to kolejna świąteczna książka, którą, obok "Listów pełnych marzeń" Magdaleny Witkiewicz, przeczytałam w czasie urlopu. Nie będzie jednak lepszej okazji, żeby napisać o niej coś więcej, niż teraz, tuż przed wigilią. 

Powiedziałabym, że "Anioł do wynajęcia" jest bardziej świąteczny i zimowy, niż "Listy...", które mogłyby właściwie toczyć się w dowolnym momencie roku. W książce Magdy Kordel faktycznie akcja toczy się w okolicach świąt, idealnie odwzorowując klimat przedświątecznej gonitwy, przygotowań i dbania o świąteczne elementy, które niekoniecznie są najważniejszą rzeczą w tym wyjątkowym czasie.

Michalina szuka kogoś, kto się nią zaopiekuje. Dziewczyna ma konkretne oczekiwania, szuka swojego anioła stróża, ewentualnie anioła do wynajęcia, bowiem sytuacja, w której się znajduje nie jest łatwa i nie potrafi sobie z nią sama poradzić. W momencie największego kryzysu, kiedy nie ma już domu, pieniędzy, nikogo bliskiego, ani znajomego, u kogo mogłaby się zatrzymać, a do tego spodziewa się dziecka, w akcie desperacji kieruje się do kościoła, żeby poprosić Boga o jakiś ratunek. 

Pomoc nieoczekiwanie pojawia się w osobie Neli, czyli charakternej staruszki (choć to słowo nie oddaje dobrze osobowości seniorki), dystyngowanej, starszej pani, której znakiem rozpoznawczym jest cięty język i trafne riposty. Nela również ma pewne niezałatwione sprawy z Panem Bogiem, stąd też swe kroki kieruje do kościoła, i to właśnie tam krzyżują się drogi obu pań.

Zarówno Michalina, jak i Nela potrzebują wsparcia, choć każda w innym zakresie. I to właśnie w tych nietypowych okolicznościach zaczyna się niespodziewana znajomość staruszki i ubogiej, ciężarnej dziewczyny. 

Kiedy tylko Nela dowiaduje się, że Michasia nie ma się gdzie podziać, oferuje jej swoją pomoc, widząc też w dziewczynie upragnioną towarzyszkę, która pomoże zapomnieć jej o swoich prywatnych rozterkach, dających się we znaki zwłaszcza przed świętami. Ta znajomość, oparta na obustronnych korzyściach z każdym kolejnym dniem wychodzi kobietom na zdrowie. Ich relacja przeradza się w wielką zażyłość i przyjaźń. Nela pomaga Michasi przygotować się do roli mamy, ale też ogarnąć swoje swoje prywatne sprawy. Sama przy dziewczynie zapomina o kłopotach, angażując się w życie przyjaciółki.

W codzienności kobiet ważną rolę odgrywa też sympatyczny chłopak Konstanty, który również nieoczekiwanie pojawia się w życiu Neli i Michasi. Wspiera je nie tylko silnym, męskim ramieniem, pomaga ogarnąć sprawy organizacyjne, ale także daje Michasi to, czego nie otrzymała nigdy od nikogo, a na pewno nie od ojca swojego nienarodzonego dziecka.

I tak właściwie toczy się życie dwóch kobiet pod skrzydłami tajemniczego anioła do wynajęcia. I kiedy zadaje się, że wychodzą na prostą, pewne tajemnice rodzinne obu pań nie pozwolą im cieszyć się świętami tak, jak by tego chciały. 

Bardzo podobała mi się ta świąteczna powieść Magdy Kordel. Czy może być coś lepszego do czytania, niż ciepłą, rozgrzewająca serce opowieść, przypominająca o tym, co w życiu jest ważne i piękne? Przed świętami lektura "Anioła do wynajęcia" ma wyjątkowe znaczenie, ale spokojnie można czytać ją także w innych okresach roku. Wtedy również staje się miłą czytelniczą przygodą.

Na koniec wspomnę jeszcze, że lubię w książkach Magdy to, że za każdym razem nawiązuje ona do Malowniczego, czyli urokliwego miasteczka położonego gdzieś w Sudetach, którego mieszkańcy są bohaterami wielu wcześniejszych powieści ("Wymarzony dom", "Wymarzony czas", "Tajemnica bzów", "Nadzieje i marzenia" , "Pejzaż z aniołem", "Bo nadal cię kocham" , "Uroczysko", "Sezon na cuda", "Wino z Malwiną", "Okno z widokiem"). Nie inaczej jest w przypadku powyższej historii, chociaż początkowo zupełnie się na to nie zapowiada. Akcja "Anioła..." toczy się w Warszawie, okazuje się jednak, że wątek Malowniczego pojawi się z czasem i będzie związany z Konstantym. I to na pewno jest wielki plus tej powieści, gdyż wspaniale jest przenieść się do tego cudownego, pięknie udekorowanego na święta, miasteczka, spotkać bohaterów znanych z poprzednich części i spędzić wraz z nimi Boże Narodzenie. 

Sardegna

"Poza granicą lodu" Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 487
Moja ocena : 6/6

"Poza granicą lodu" to ostatni tom przygód Gideona Crew, czyli bohatera tetralogii Douglasa Prestona i Lincolna Childa. Ta część jest moim zdaniem najciekawsza z całej serii, bo po pierwsze, kończy wątek rozpoczęty w "Granicy lodu", czyli powieści odrębnej duetu pisarskiego (książka już przeczytana, czeka na opisanie), w ten sposób fajnie łączy dwa fabularne światy, a po drugie, jest to najciekawsza, a zarazem najtrudniejsza i najbardziej trzymająca w napięciu sprawa, jaką przyjdzie rozwiązać Gideonowi.

Powieść ta jest jednak mocno spoilerowa, opisuje bowiem to, co dzieje się po finale "Granicy lodu", dlatego, jeżeli ktoś z Was planuje przeczytać powyższą książkę, niech absolutnie nie czyta tego tekstu.

UWAGA! Tekst może zawierać spojlery!

Po zakończeniu misji na Morzu Karaibskim (opisanej w "Zaginionej wyspie"), Gideon Crew dostarcza swojemu zleceniodawcy, Eliemu Glinowi, właścicielowi ściśle tajnej jednostki, zajmującej się wykonywaniem zadań niemożliwych, lekarstwo będące remedium na wszystkie choroby świata. Eli potrzebuje owego leku po to, aby wzmocnić swoje siły do czekającej go ekspedycji, która właściwie jest jego życiowym celem. Do współpracy wciąga Gideona, który początkowo nie ma ochoty na naprawianie błędu z przeszłości swego pracodawcy, tym bardziej, że zadanie, w porównaniu z poprzednimi, wydaje się być niemożliwe do zrealizowania i jest właściwie misją samobójczą. Gideon świadomy jednak swej śmiertelnej choroby i faktu, że właściwie może umrzeć w dowolnym momencie, postanawia wesprzeć Glina, tym bardziej, że od powodzenia misji zależą dalsze losy świata. 

Eli Glin przed paru laty brał udział w szalonej ekspedycji odnalezienia największego meteorytu, który spadł w rejonie Ziemi Ognistej, i przewiezienia go drogą morską do odbiorcy. Zadanie już wtedy wydawało się ekstremalnie trudne, jak bowiem wydobyć, a później przetransportować w miarę bez szwanku, meteoryt ważący 250 000 ton? Kiedy już udaje się zacumować ładunek w specjalnie do tego przystosowanym statku, dochodzi do załamania pogody, a gdy w czasie sztormu statek nie wytrzymuje obciążenia, konieczne jest spuszczenie ładunku do oceanu. 

Kontakt meteorytu z wodą zatapia statek, w wyniku czego ginie wielu bliskich współpracowników Glina, czego do dziś nie może sobie wybaczyć. Natomiast zrzucenie olbrzymiej masy meteorytu na dno oceaniczne w pobliżu Antarktydy, na zimnych i niebezpiecznych wodach, zapoczątkowuje tragiczne w skutki wydarzenia.

Po latach okazuje się bowiem, że meteoryt tak naprawdę nie jest skałą z kosmosu, tylko olbrzymim ziarnem niewiadomego pochodzenia, które w sprzyjających warunkach na dnie zimnego oceanu zaczyna kiełkować, przeistaczając się w groźną strukturę, niezbadany organizm pochodzący prawdopodobnie z przestrzeni kosmicznej, któremu nie można pozwolić na rozprzestrzenianie się po Ziemi.

Dlatego Glin postanawia zebrać najlepsza ekipę specjalistów i zbadać tajemniczy organizm, a w razie czego go zniszczyć. Żaden z badaczy nie jest jednak gotowy  na to, co zastaną poza granica lodu. Już pierwsze badania dna oceanicznego wykazują, że organizm przypomina wyglądem olbrzymi baobab, a co gorsza, w pewien sposób wykazuje on cechy istoty myślącej. Sytuacja robi się jeszcze bardziej dramatyczna, kiedy podczas ekspedycji zaczynają ginąć kolejne osoby, a jeden z pasażerów statku zaczyna się dziwnie zachowywać. Pokonanie stwora wydaje się być niemożliwe, a na ratunek ekspedycji, jak i całego świata, może być już za późno.

Bardzo podobała mi się ta część przygód Gideona Crew. Lubię takie powieści, bo po pierwsze, akcja dzieje się w surowym, polarnym klimacie, a po drugie, bohaterowie są uwięzieni w klaustrofobicznym miejscu, na zamkniętej przestrzeni statku, na którym grasuje nieznana siła. Do tego, wątek meteorytu/nasiona wydaje się bardzo trafiony i idealnie pasuje do szalonych perypetii Gideona. 

Powoli kończę już swoją przygodę z książkami Douglasa Prestona i Lincolna Childa, a to za sprawą faktu, że przeczytałam już prawie wszystkie części serii o agencie Pendergaście, całość o Gideonie Crew i większość powieści indywidualnych, a ja będąc już po lekturze tych wszystkich książek, mogę stwierdzić, że "Poza granicą lodu" zdecydowanie należy do moich ulubionych.

Sardegna

"Nie odpuszczaj" Harlan Coben


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron:  400
Moja ocena : 5/6

"Nie odpuszczaj" Harlana Cobena to jeden z thrillerów, którego brakowało mi wcześniej w mojej kolekcji książek autora. Premiera tej powieści wypadła w 2018 roku, ale dopiero w tym roku udało mi się zdobyć ją na własność. 

Jest to bardzo fajna, niezależna historia, niezwiązana z uniwersum Myrona Bolitara i jego bratanka Mickey'a. Mimo iż Myron pojawia się w tej opowieści, rozmawia nawet z głównym bohaterem przy okazji jednej z imprez sportowych, to jego obecność nie ma żadnego związku ze sprawą.

Główną postacią jest Nap, który od lat nie może pogodzić się z przedwczesną, tragiczną śmiercią swego brata bliźniaka. Kiedy Leo i jego dziewczyna Diana mieli dziewiętnaście lat, pod wpływem narkotyków i alkoholu wjechali samochodem wprost pod rozpędzony pociąg. Nap do dzisiaj nie wierzy w to, co rzekomo przytrafiło się jego bratu, tym bardziej, że byli ze sobą blisko, a Leo nie wykazywał żadnych oznak uzależnienia i niestabilności psychicznej. Podobne zdanie o śmierci nastolatków mają rodzice Diany, mocno przeżywający śmierć swej ukochanej córki, a także mieszkańcy miasteczka, nie mogąc pogodzić się z faktem, iż dwójka tak sympatycznych i "normalnych" dzieciaków mogła chcieć zabić się w taki sposób. W dniu odnalezienia ciał młodych samobójców, bez śladu znika również Maura, dziewczyna Leo, co sprawia tylko, że mężczyzna przeżywa podwójny szok i długo nie może wrócić do normalności.

Od tamtych tragicznych wydarzeń mija piętnaście lat. Nap stara się żyć zwykłym życiem, pracuje jako detektyw, czasami tylko wspomina Maurę, miłość swojego życia, i zastanawia się, co tak naprawdę przydarzyło się Leo i Dianie. 

Sytuacja z przed laty w pewnym momencie wraca do Napa ze zdwojoną siłą, bowiem przy okazji prowadzonej sprawy i badania samochodu, w którym doszło do morderstwa, znajdują się odciski palców należące do Maury. Przeszłość uderza w Napa, jak bumerang, a zabliźnione rany na nowo się otwierają. Dlaczego Maura ukrywała się przez tyle lat, a teraz nagle postanowiła się ujawnić? Kiedy detektyw zaczyna drążyć, jakie powiązania z zamordowanym mężczyzną może mieć jego dawna dziewczyna, giną kolejne dwie osoby mające związek z Leo i Dianą.

Nap nie wierzy w przedziwny zbieg okoliczności, tym bardziej, że obaj denaci znali sprawę rozszerzonego samobójstwa nastolatków, a jeden z nich, miejscowy dziwak, uważał, że jest śledzony przez ludzi związanych z nieczynną już bazą wojskową, w której rzekomo przeprowadzane były jakieś tajemnicze eksperymenty i badania. 

Wnikając głębiej w powiązania pomiędzy dawnymi znajomymi, Nap dociera do informacji, że cała ta grupa osób przed laty należała do jakiegoś tajnego Klubu Konspiratorów, który wyjątkowo interesował się nieczynną bazą wyrzutni pocisków rakietowych. Chociaż w głębi duszy Nap nie wierzy, że śmierć jego brata i Diany, a także zniknięcie Maury może mieć coś z tym wspólnego, to jednak coś nie daje mu spokoju. Postanawia więc nie odpuszczać i dalej szukać tropu, który pomoże mu odkryć prawdę.

Tytuł książki jest bardzo wymowny. Główny bohater jest zdeterminowany i robi wszystko, żeby rozwiązać zagadkę niszczącą od lat jego życie. Co stało się z Leo i Dianą? Ko odpowiada za śmierć ich wspólnych znajomych? Czy stara baza rakietowa faktycznie ma związek z tragicznymi wydarzeniami, które dotknęły rodzinę Napa? 

Powieść utrzymana jest w stylu poprzednich książek Cobena, nic w tej opowieści nie jest takie, na jakie wygląda i całość świetnie się czyta. Fajnie, że autor sięgnął po nieco inny, niż zwykle, wątek. Nadał on powieści świeżość i odróżnił ją w pozytywny sposób od poprzednich, podobnych do siebie, historii.

Sądzę, że "Nie odpuszczaj" to jedna z ciekawszych powieści indywidualnych Harlana Cobena, i idealnie nadawałaby się, jako scenariusz kolejnego Netflixowskiego serialu. 

Sardegna

"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku" Dariusz Kortko, Jerzy Porębski


posted by Sardegna on , , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 456
Moja ocena : 6/6 
 
"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peak" to kolejna książka z mojej ulubionej serii Agory, opowiadająca o osiągnięciach, ale też życiu osobistym największych światowych himalaistów. Na książkę o Macieju Berbece skusiłam się na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie, chciałam bowiem uzupełnić sobie informacje o wszystkich czterech zimowych zdobywcach Broad Peaku. Czytałam już książkę Adama Bieleckiego ("Spod zamarzniętych powiek") oraz Tomka Kowalskiego ("magisterkowalski.blog"), teraz przyszedł czas na opowieść o Macieju Berbece.
 
W marcu 2013 roku na szczycie dwunastego co do wielkości, ośmiotysięcznika, stanęło czterech polskich wspinaczy. Maciej Berbeka, Artur Małek, Adam Bielecki i Tomek Kowalski. Niestety dwójce z nich nie udało się szczęśliwie wrócić do bazy. O szczegółach tamtej wyprawy wspominano już w wielu książkach, dlatego nie chciałabym kolejny raz pisać na ten temat. Poza tym, w powyższej książce Broad Peak jest tylko jednym z elementów rozbudowanej układanki. Ważną jej częścią, ale nie mniej ciekawą, niż pozostałe.
 
Maciej Berbeka oprócz tego, iż był światowej sławy himalaistą, pierwszym zdobywcą zimowego Broad Peaku, Manaslu i Czo Oju, wyznaczył nową drogę na Annapurnę, zdobył Everest od strony chińskiej, był kierownikiem kilku wypraw zimowych w Himalaje, przede wszystkim był wspaniałym mężem i ojcem. Wątkowi rodzinnemu poświęcono w tej książce sporo miejsca, zaczynając od opowieści o rodzicach himalaisty, jego ojcu, przewodniku górskim, alpiniście i taterniku, po którym synowie Maciej i Jacek odziedziczyli miłość do gór, poprzez początki znajomości  z żoną Ewą Dyjakowską, historię ich miłości, narodziny czwórki synów, na scenkach ze zwyczajnego - niezwyczajnego życia rodzinnego, kończąc.
 
O związku Macieja z Ewą z perspektywy żony himalaisty można przeczytać w książce "Jak wysoko sięga miłość" Beaty Sabały Zielińskiej. Jest to przepiękna historia o miłości, w której na równi ważne są góry i wyprawy, jak relacje z bliskimi, codzienne sprawy, bliskość i wspólne spędzanie czasie.
 
Jednak powyższa książka daje nowy obraz Macieja Berbeki, który do tej pory jawił się tylko, albo aż, jako wybitny himalaista, ale także mąż i ojciec. "Życie w cieniu Broad Peak" pozwala ujrzeć jego inną twarz, człowieka pełnego pasji, i to nie tylko tej związanej z górami, który poświęca się temu, co robi w stu procentach. Każda praca, czy zadanie, jakiego podejmował się Maciej, była wykonywana z wielkim zaangażowaniem i w sposób odpowiedzialny. Doskonałym przykładem takiej postawy okazała się funkcja przewodnika górskiego, ratownika TOPRu, czy kierownika wycieczek komercyjnych, ale też pomoc żonie w jej projektach, czy współpraca z instytucjami kultury w Zakopanem.  
 
Przed czytelnikiem odkrywa się postać Macieja Berbeki, jako człowieka rodzinnego, pełnego pasji, odpowiedzialnego, honorowego, starającego się dotrzymywać danego słowa. Mamy szansę poznać po prostu dobrą, lubianą i szanowaną, w szerokim gronie bliższych i dalszych znajomych, osobę. 
 
Tytuł książki nie jest jednak przypadkowy, stąd też wątek Broad Peaku, czyli ostatnia wyprawa Berbeki, ale też ta wcześniejsza, z roku 1988, która zakończyła się dla wspinacza na przedwierzchołku, stanowi istotny element jego historii. Od lat mówiono, że himalaista ma niewyrównane porachunki z górą, stąd też propozycja, jaka napłynęła do Berbeki w roku 2012, związana z projektem Polski Himalaizm Zimowy i zimową wyprawą na Broad Peak pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego z ekipą młodych wspinaczy, wydawała się strzałem w dziesiątkę. 
 
Perspektywa pierwszego wejścia na niezdobyty do tej pory zimą ośmiotysięcznik, wydawała się kusząca z wielu powodów. Po pierwsze, w razie powodzenia misji, Berbeka zapisałby się na zawsze na kartach historii, jako pierwszy zimowy zdobywca góry. Po drugie, byłaby to dobra szansa, aby rozliczyć się z raz na zawsze z Broad Peakiem, a po trzecie, stanowiłaby okazję do powrotu po latach w Himalaje. Współtowarzyszami wyprawy była trójka młodych, gotowych na wszystko wspinaczy, cały projekt wspierany kierownictwem świetnego organizatora, Krzysztofa Wielickiego, co mogło więc pójść nie tak? 
 
Z historii wiemy już, że na szczycie, a także przy wejściu, jak i zejściu z ośmiotysięcznika może stać się wszystko, i tak też niestety stało się w przypadku tej wyprawy. Maciej Berbeka i Tomek Kowalski nie wrócili z Broad Peaku, a w mediach rozpętała się burza. W powyższej książce nie przeczytamy jednak o ówczesnych doniesieniach medialnych, tylko o tym, co działo się wśród najbliższych Macieja, kiedy dowiedzieli się o tragicznym finale wyprawy.
 
Na koniec mojego wpisu chciałam wspomnieć jeszcze o kilku szczegółach technicznych książki. "Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku" jest cudownie wydana, wzbogacona zdjęciami z prywatnego archiwum rodziny himalaisty, w twardej oprawie idealnie pasuje do pozostałych biografii słynnych wspinaczy wydanych przez wydawnictwo Agora. Nie ukrywam, że seria ta jest bardzo bliska memu sercu, a lektura kolejnej biografii wyjątkowego himalaisty dostarczyła mi niesamowitych emocji. Książkę przeczytałam w sierpniu, ale tak się akurat złożyło, że napisanie powyższego tekstu zbiegło się z premierą Netflixowskiego filmu "Broad Peak". Dlatego bardzo polecam powyższą lekturę i to zdecydowanie przed obejrzeniem filmu. Pozwoli Wam to zrozumieć szerszy kontekst wyprawy Macieja Berbeki na Broad Peak i poznanie bliżej przeszłości himalaisty.
 
Sardegna

"Jak oddech" Małgorzata Warda


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments



Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Liczba stron: 345 
Moja ocena: 5/6 
 
W natłoku nowości, które co miesiąc pojawiają się na rynku książki, często zdarza mi się odkładać kupione egzemplarze na nieokreślone później. Mimo że w danym momencie bardzo chcę przeczytać konkretny tytuł, to jednak zarzucona nowościami wkładam te najważniejsze do biblioteczki, i zupełnie ... o nich zapominam. Na szczęście są jeszcze porządki na regale, które raz na jakiś czas uskuteczniam i to właśnie one przynoszą mi odgruzowanie stosów i ujawniają stare - nowe książki czekające od lat na swoją kolej. 
 
Powieści pani Małgorzaty Wardy od dawna były na mojej liście must read. Już właściwie od momentu, kiedy przeczytałam pierwszą z nich, czyli "Nikt nie widział, nikt nie słyszał", a potem młodzieżówkę "5 sekund do IO", wiedziałam, że z chęcią poznam jeszcze inne książki autorki. Tym oto sposobem zaopatrzyłam się w "Jak oddech",  musiało jednak minąć kilka lat, abym sięgnęła po tę emocjonalną historię.
 
Jasmin i Staszek znają się praktycznie od urodzenia, bowiem ich matki wychowywały się w jednej rodzinie zastępczej i do dziś mocno się przyjaźnią. O ile matka Jasminy ułożyła sobie życie osobiste, ma kochającego męża i stabilną sytuację rodzinną, tak matka Staszka samotnie go wychowuje, od lat zmagając się z  brakiem czasu, problemami finansowymi, lokalowymi, ale też emocjonalnymi. Stąd też dzieciaki praktycznie wychowują się wspólnie, spędzając dużo czasu w domu dziewczyny. Naturalnym krokiem w ich znajomości wydaje się być więc wielka przyjaźń i zażyłość, a w okresie dorastania, pierwsza miłość. 
 
Budowanie młodzieńczej relacji damsko-męskiej, pierwsze emocje związane z nastoletnim uczuciem, zajmują cały czas dzieciaków, jednak wbrew pozorom nie spotyka się to ze zrozumieniem i akceptacją ich rodzin. Mijają lata. Relacja Staszka i Jasmin przechodzi swoje wzloty i upadki, będąc stałym i niezmiennym elementem ich życia. 
 
Pewnego dnia jednak dziewczynę elektryzuje wiadomość, że Staszek zniknął bez śladu po tym, jak wyszedł rano z domu nie zabierając ze sobą praktycznie żadnych rzeczy. Telefon chłopaka loguje się wprawdzie jeszcze parę godzin po zniknięciu do sieci, ale później zostaje na stałe wyłączony. Jasmin wraz ze swoją rodziną, ale przede wszystkim z matką ukochanego, szaleją z niepokoju. Pierwszym krokiem jest zgłoszenie zaginięcia chłopaka na policję, funkcjonariusze nie traktują jednak tego zgłoszenia priorytetowo, bowiem Staszek jest już dorosłym mężczyzną. Dni mijają Lena i bliscy zaczynają szukać pomocy nie tylko na policji, ale także w organizacjach zajmujących się poszukiwaniem osób zaginionych. Przełom w śledztwie przychodzi dopiero w momencie, kiedy ktoś podrzuca na próg domu mamy Staszka kopertę z tajemniczymi zdjęciami. 
 
Poszukiwania chłopaka nabierają na sile. Jasmin oprócz działań fizycznych stara się także nawiązać więź telepatyczną ze Staszkiem, kiedyś bowiem obiecali sobie, że w razie gdyby któreś z nich umarło da znak drugiemu z zaświatów. Dziewczyna próbuje porozumieć się z ukochanym. Raz ma przeczucie, że chłopak żyje, innym razem zdaje jej się, że kontaktuje się z duchem. Jasmin próbuje też dociec, co tak naprawdę mogło doprowadzić do zniknięcia Staszka. Odpowiedzi szuka w przeszłości, nie tylko swojej, ale też najbliższych. Czy dziewczyna faktycznie jest w stanie dzięki swej podświadomość odkryć prawdę
 
"Jak oddech" to przejmująca powieść o sile miłości, wielkiej przyjaźni, ale dotyka też dwóch ważnych kwestii. Po pierwsze, jest to książka o stracie bliskiej osoby, i to tej najgorszej ze wszystkich, czyli sytuacji, kiedy nie wiemy, co się z nią stało. Emocje towarzyszące matce Staszka i Jasmin, bezsilność, bezradność, frustracja, łapanie się każdej możliwej opcji i deski ratunku, huśtawka nastrojów, od pełnej optymizmu postawy, do poczucia utraty sensu i całkowitej depresji, są dla czytelnika naprawdę przytłaczające. Ciężko o tym czytać widząc, że takie sytuacje zdarzają się na świecie właściwie codziennie. Dodatkowo, w swej książce Małgorzata Warda wykorzystuje autentyczny wątek związany z podrzuceniem rodzinie zaginionego dziecka koperty z jego zdjęciami zrobionymi w czasie po porwaniu. Podobny motyw pojawia się w powyższej powieści, co nadaje historii dodatkowego wydźwięku emocjonalnego. 
 
Drugim ważnym tematem poruszanym w książce jest więź pomiędzy ludźmi znajdującymi się w zażyłej relacji. Czy na pewno znamy swojego partnera tak dobrze, że jesteśmy w stanie na 100% mu zaufać? Czy wieloletnia znajomość gwarantuje szczerość i prawdomówność w związku? No i najważniejsze, czy faktycznie istnieje coś takiego, jak porozumienie dusz?  
 
"Jak oddech" to wyjątkowa powieść, która dotyka najczulszych strun w duszy czytelnika i stanowi miłą odmianę fabularną wśród podobnych do siebie historii obyczajowych.
 
Sardegna

"Przychodzę nie w porę" Ewelina Dyda


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:  303
Moja ocena : 3/6

W tym roku świetnie mi idzie wyczytywanie zasobów własnej biblioteczki. Sądzę, że pod koniec roku będę mogła się pochwalić całkiem niezła liczbą książek zaliczonych do kategorii Z półki. Bardzo mnie to cieszy, bowiem od lat gromadzę w swojej biblioteczce wiele książek, które kiedyś chciałam przeczytać, a potem odkładałam je na nieokreślone później. Dlatego też, moim celem w roku 2022 jest rozprawienie się z nimi.
 
Na swoją kolejną lekturę z zalegających stosów wybrałam kryminał Eweliny Dydy "Przychodzę nie w porę", i choć ostatecznie książka nie spełniła moich czytelniczych oczekiwań, powiem więcej, jest jedną ze słabszych powieści, jakie ostatnio przeczytałam, to i tak się cieszę, że ją przeczytałam, bo, po pierwsze, sięgnęłam po kolejny tytuł z własnej biblioteczki, a po drugie, poznałam twórczość nieznanej mi wcześniej autorki.
 
Powyższa powieść jest drugim tomem przygód detektywa Jakuba Rau, i choć obie części można czytać niezależnie, poruszają bowiem odrębne sprawy kryminalne, to wiadomo, że lepiej sięgnąć najpierw po tom pierwszy, czyli "Złą walutę", żeby uzyskać lepszy obraz życia prywatnego głównego bohatera i poznać bliżej relację z ludźmi, którymi się otacza. 
 
Jakub Rau mieszka w Tarnobrzegu i pracuje jako prywatny detektyw. Jego życie osobiste jest dość skomplikowane. Mężczyzna boryka się z problemami finansowymi, zajmuje jakimiś drobnymi zleceniami, walczy z uczuciem do przyjaciółki Danusi, u której mieszka, jako współlokator. Sfrustrowany obserwowaniem, jak kobieta męczy się w kolejnym nieudanym związku z niewłaściwym chłopakiem, pocieszenia szuka w przypadkowych spotkaniach z dziewczynami. Ogólnie jest człowiekiem mocno zagubionym i miotającym się po mieście w poszukiwaniu życiowego celu.
 
Kiedy w okolicy dochodzi do brutalnych morderstw młodych kobiet, Jakub zostaje poproszony przez swojego kolegę, funkcjonariusza lokalnej policji, o wsparcie oficjalnego śledztwa. Sprawa jest dość tajemnicza, bowiem Tarnobrzeg nie jest aż tak dużym miastem, żeby mógł grasować w nim, niezauważony przez nikogo, seryjny zabójca. Jedyne, co wiadomo o dokonanych morderstwach, to fakt, iż ofiary, choć różne, jedna była bowiem spokojną uczennicą, inna spędzała czas imprezując, coś łączy. Wspólnym mianownikiem może być informacja, że dziewczyny prawdopodobnie umawiały się z kimś przez internet, a także ...  czytały powieść Kinga, "Lśnienie". 
 
Jakub podąża właśnie za tym nikłym, książkowym tropem, znajdując na kartach powieści interesujące dane, które być może naprowadzą go na ślad mordercy. 
 
Na podstawie powyższego opisu mogłoby się wydawać, że "Przychodzę nie w porę" to intrygujący kryminał z ciekawym bohaterem w roli głównej. I w sumie mogło by tak być, tym bardziej, że historia zawiera interesujący wątek związany z literaturą. Niestety, książka nie spełniła moich oczekiwań. Po pierwsze, nie udało mi się polubić, ani nawet poznać bliżej, Jakuba Rau, co być może wynika z faktu, że nie czytałam pierwszego tomu jego przygód. Jednakże to, co zdążyłam zauważyć, to fakt, iż detektyw jest postacią nijaką, znudzoną życiem i sfrustrowaną, a takie beznadziejne egzystowanie sprawia, że i czytanie o perypetiach bohatera staje się niezwykle męczące. 
 
Po drugie, w powieści znajduje się tyle wątków pobocznych, że główny schodzi właściwie na dalszy plan i staje się tłem innych, zupełnie niepotrzebnych wydarzeń, a jeśli dodamy do tego fakt, że intryga w ogóle nie trzyma w napięciu, i czytelnika nie ciekawi już, kto i dlaczego zabił, to chyba coś wyraźnie poszło nie tak. Sprawy nie ratuje także fakt umieszczenia w powieści wątku literackiego, który akurat bardzo mi się podobał i uważam go za jej największy atut. 
 
No cóż, nie porwało mnie, a Jakub Rau nie zostanie moim ulubionym książkowym detektywem. Być może inne zdanie na temat książki mają osoby, które przeczytały "Złą walutę", ja jednak nie planuję nadrabiać tej zaległości, kiedy w kolejce czeka cała masa interesujących mnie tytułów.
 
Sardegna

Przygody Trzech Detektywów "Tajemnica szepczącej mumii"


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Siedmioróg
Liczba stron:  115
Moja ocena : 5/6
 
Nie wiem jak Wy, ale ja w dzieciństwie zaczytywałam się w przygodach Trzech Detektywów. Coś mi się wydaje, że już wtedy moja uwaga kierowała się w stronę kryminałów, thrillerów, horrorów i powieści z nutką tajemnicy, tylko jeszcze o tym nie wiedziałam. Wprawdzie seria, którą czytałam przed laty była pod "patronatem" Alfreda Hitchcocka, a powyższa, której okładkę widzicie, Andy'ego Chandlera, jednak poza zmianą nazwiska mentora, treść książki jest identyczna (w każdym razie mam taką nadzieję). Właściwie to sama nie wiem, skąd wzięła się ta zmiana w wydaniu serii (może ktoś wie i napisze mi to w komentarzu), w każdym razie, w naszej domowej biblioteczce mamy kilka starych tomów, podobnych do tych z czasów mojego dzieciństwa, w których pojawia się znany reżyser filmów grozy.

Zakończenie serii o Baśnioborze skłoniło mnie do poszukania jakiegoś fajnego czytelniczego przerywnika, dlatego też sięgnęłam po pierwszą z brzegu przygodę Trzech Detektywów, zakładając, że dynamiczna historia z nutką kryminalną przypadnie Młodemu do gustu. 
 
Początki były trochę ciężkie, ale to za sprawą tego, iż akcja Trzech Detektywów dzieje się w latach dziewięćdziesiątych, najnowsze nowinki technologiczne, z jakich korzystają chłopaki to magnetofon kasetowy, walkie-talkie czy domowej roboty peryskop, a dla współczesnych dzieciaków to zupełna abstrakcja. Później jednak, kiedy akcja zaczęła się rozkręcać, obcobrzmiące wątki nie były już takie istotne, bowiem myśli czytelnika zaprzątają już zupełnie inne sprawy.
 
Trzej młodzi detektywi z Kalifornii, Jupiter Jones, Pete Crenshaw i Bob Andrews znają samego Alfreda Hitchcocka, który zleca im zbadanie pewnych tajemniczych spraw i prosi o to, aby o swoich rezultatach czy przemyśleniach informowali go niezwłocznie. Czytając "Tajemnicę szepczącej mumii" nie wiemy właściwie, jak zaczęła się znajomość chłopaków z reżyserem, być może opowiadają o tym poprzednie tomy, ale sięgając wyrywkowo po tę część, wiemy tylko, że to on jest ich mentorem i zleca im kolejne zadania. 
 
W powyższej historii chłopaki pracują nad dwoma sprawami. Po pierwsze, próbują odnaleźć rasowego kota pewnej kobiety, który prawdopodobnie został skradziony, a po drugie, mają za zadanie pomóc profesorowi Yarboroughowi, znanemu egiptologowi rozwikłać zagadkę związaną z mumią Ra - Orhona, którą aktualnie bada. Gdy profesor jest sam na sam w pomieszczeniu z mumią, ta szepcze do niego jakieś dziwne słowa w języku staroarabskim, wyraźnie starając się coś przekazać. 
 
Kiedy jednak egiptolog zaczyna szukać pomocy, dzieląc się swoim "problemem" z innymi badaczami, nie spotyka się ze zrozumieniem, a wręcz przeciwnie, uważany jest za zbzikowanego, starszego pana, któremu troszkę odbija na tle pracy. Młodzi detektywi udają się więc do rezydencji profesora, jednak już na wstępie otrzymują elektryzującą informację, jakoby ktokolwiek, kto miał kontakt z mumią Ra-Orhona, objęty został pradawną klątwą, a ponieważ w domostwie profesora zaczynają dziać się różne, dziwne rzeczy, w tych słowach musi być ziarno prawdy.
 
Do tego, ktoś wyraźnie interesuje się mumią, wokół domu krążą dziwne cienie, mumia nadal szepcze, a w ogrodzie pojawia się kot, wcielenie dawnego pupila Ra-Orhona.
 
Zanim chłopaki rozwiążą zagadkę szepczącej mumii, sporo się jeszcze wydarzy. Detektywi podchodzą bardzo poważnie do obu spraw. Mózgiem operacji jest oczywiście Jupiter Jones, ale nie dałby sobie rady ze śledztwem bez swoich dwóch pomocników, każdy z chłopaków ma bowiem w klubie swoje miejsce i określone zadania, z których świetnie się wywiązuje.
 
Cieszę się, że udało mi się namówić Młodego do lektury Przygód Trzech Detektywów. Ja przy okazji też skorzystałam, bo powrót do perypetii bohaterów sprzed lat, sprawił mi nie lada frajdę. Na półce mamy jeszcze dwie przygody Jupitera, Pete'a i Boba, sądzę więc, że mamy już kolejne tytuły w kolejce do wieczornego czytania.
 
 
Sardegna

"Dziecko z mgły" Renata Kosin


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron:  386
Moja ocena : 5/6
 
To już chyba moja mała tradycja, że na urlop co roku zabieram ze sobą, oprócz powieści świątecznej, jakąś książę Renaty Kosin. W zeszłym roku były to "Jedwabne rękawiczki", dwa lata temu "Tatarka" , a trzy -  "Aleja Siódmego Anioła". W tym roku padło na "Dziecko z mgły" i jak do tej pory, nie zawiodłam się na żadnej z nich. Każda z powyższych to interesująca obyczajówka, zazwyczaj z wątkiem tajemnicy, czasami jakimś elementem paranormalnym lub kryminalnym, zapewniająca czytelnikowi wyjątkowe wrażenia czytelnicze. I nie inaczej jest w przypadku powyższej powieści, która na pierwszy rzut oka i po opisie okładkowym, wydaje się być wzruszającą historią, opierającą się na rodzącej się relacji pomiędzy samotną kobietą, a małą porzuconą dziewczynką. Jednak nic bardziej mylnego!
 
Choć faktycznie ważnym elementem fabuły jest pojawienie się w życiu singielki Alicji, małej Mii, to jednak cała opowieść jest zdecydowanie bardziej skomplikowana i co ważniejsze, nieszablonowa. Nie spotkałam jeszcze w książce obyczajowej, ani też kryminale, czy thrillerze takiego wątku, jaki zaproponowała dla swoich czytelników Renata Kosin. Zanim jednak napiszę coś więcej o tej niespotykanej fabule, muszę wspomnieć, że autorka, jak zwykle wykonała kawał dobrej roboty, przygotowując reaserch. To już chyba znak rozpoznawczy książek Renaty, że każda jej opowieść jest przemyślana, zawiera wiele nawiązań i ciekawych odnośników, często do autentycznych wydarzeń. Wszystko to jest rozbudowane, dopieszczone do najmniejszego szczegółu, że aż przyjemnie zagłębiać się w taką historię.
 
Do Alicji, singielki z wyboru, pewnego dnia zgłasza się tajemnicza kobieta trzymając za rękę sześcioletnią dziewczynkę oraz teczkę dokumentów, informując, że od tej pory bohaterka staje się oficjalną opiekunką małej Mii, gdyż jest jej jedyną krewną. Zanim Alicja zdąży wyjść z szoku, Mia jest już w jej mieszkaniu oczekując od swej nowej opiekunki dalszych instrukcji. 
 
Kobieta próbuje dociec, jak to w ogóle możliwe, że to ona ma się zaopiekować dziewczynką. Przed laty straciła rodziców, wychowywana przez ciotkę, nie przypomina sobie, żeby miała jakiś krewnych, i to jeszcze zza oceanu, bowiem mała Mia przyjechała do Polski aż ze Stanów, do tego urodziła się w Singapurze. Nie wydaje się, aby Alicja mogłaby być z nią w jakikolwiek sposób spokrewniona, dziewczynka jednak bardzo szybko zjednuje sobie jej serce i uwagę, chociaż jest dzieckiem skrytym, nad wyraz dojrzałym i czasami zachowuje się nieadekwatnie do swojego wieku.
 
Alicja mocno angażuje się w opiekę nad małą, która prowadzi z nią bardzo inteligentne rozmowy, pięknie rysuje i ma doskonałą pamięć. Co ciekawe, Mia nie chcę opowiadać niczego o swojej przeszłości i rodzicach. Kobieta wie jedynie, że jej rodzice nie żyją, a adopcją zajmuje się pewna fundacja, której przedstawicielkę już poznała. Kiedy jednak pewnego dnia do jej drzwi puka Dawid, jej dawna, wielka miłość, przedstawiający się jako członek fundacji, wiedzący coś o przeszłości Mii, Alicja zaczyna nabierać podejrzeń, że wraz z dziewczynką biorą udział w podejrzanym projekcie, którego stawką jest ich bezpieczeństwo, a nawet życie.
 
Niepokój Alicji podsyca tylko dziwny tatuaż, znamię, który mała Mia ma na ramieniu. Kto zrobił takie znak na ciele dziecka? Czy osoby z takim znamieniem są w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Z każdym kolejnym dniem kobieta robi się coraz bardziej zaniepokojona, a wręcz przerażona sytuacją, wydaje jej się też, że otaczają ją sami nieprzychylni ludzie i ktoś ją śledzi. Kiedy odkrywa, że faktycznie istnieje linia jej rodziny, z której mogłaby pochodzić Mia, mnogość pytań zaczyna ją przerastać, dlatego w odkryciu mrocznej przeszłości sześciolatki, a także zadbaniu o jej bezpieczeństwo, pomaga jej Bartek, przyjaciel z dzieciństwa, stanowiący dla niej olbrzymi oparcie, ale też trochę się w niej podkochuje, czego kobieta zdaje się nie zauważać. 
 
Czy Alicja i Bartek odkryją, kim jest Mia i dlaczego musiał zająć się nią ktoś z Polski? Czy faktycznie dziewczynce i jej opiekunce grozi niebezpieczeństwo? A może to tylko wybujała wyobraźnia płata kobiecie figle, i tak naprawdę w życiu dziewczynki nie dzieje się nic nadzwyczajnego?
 
Kolejny raz autorka zaskakuje swoich czytelników, "Dziecko z mgły" odbiega bowiem od poprzednich jej powieści, ale też innych obyczajówek pojawiających się na rynku. Dlatego ode mnie Renata Kosin dostaje wielkie brawa za oryginalność! Napisanie nieszablonowej książki w czasach, kiedy jak grzyby po deszczu pojawiają się historie poruszające dosłownie każdy temat, naprawdę nie jest łatwe.
 
Sardegna

"Wiła. Czarny Staw" Robert Ziębiński


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

Wydawnictwo: Słowne
Liczba stron:  272
Moja ocena : 3/6
 
"Czary Staw. Wiła" Roberta Ziębińskiego to właściwie jedyna młodzieżówka, jaką udało mi się przeczytać w czasie urlopu. Pierwotnie chciałam czytać ją moim dzieciakom na głos (zawsze zabieram na wakacje coś do wieczornego czytania), ale kiedy zaczęliśmy lekturę, nijak nie mogliśmy się wciągnąć. Choć początek jest bardzo obiecujący, tajemniczy i trochę straszny, z każdym kolejnym rozdziałem jest niestety słabiej. Może to wynika z faktu, że jest to drugi tom przygód bohaterów z miasteczka Czarny Staw, o czym nie wiedziałam zabierając się za lekturę, i przez to kontekst poprzednich wydarzeń nie był zbyt jasny. W każdym razie, czytanie na głos się nie sprawdziło, bo z jednej strony brakowało nam znajomości tego, co działo się wcześniej, a z drugiej strony, nużyły opisy mające wyjaśnić czytelnikowi taki, a nie inny aspekt przygody. Dlatego też, skoro dzieci nie wykazały większego zainteresowania, postanowiłam doczytać książkę sama. 

Bohaterowie "Wiły" to czwórka przyjaciół zamieszkujących małe miasteczko Czarny Staw. Ze wspomnień Kamila, Akiry, Długiego i Niedźwiedzia dowiadujemy się, że mierzyli się oni już wcześniej z pewnymi nadprzyrodzonymi siłami, które postanowiły zamieszać w codzienności mieszkańców Czarnego Stawu, i że udało im się je pokonać. Zjawiska te miały coś wspólnego z okolicznym stawem, z którego słynie miasteczko, z zamieszkującym go demonem, a także wiązały się z rodzinną historią Kamila, który niedawno przeprowadził się do tej mieściny.
 
Nie do końca wiem, z czym przyszło się skonfrontować przyjaciołom, było to jednak na tyle groźne, że dzieciaki czują si wprawione w paranormalnym boju i nie wykazują specjalnego zdziwienia, kiedy przychodzi zmierzyć im się z kolejną taką sprawą. 
 
Nowy rok szkolny zaczyna się z przytupem. W szkole ktoś nagminnie niszczy szafki, jednak na nagraniu z monitoringu nie widać nikogo, kto byłby za to odpowiedzialny. Bohaterowie podejrzewają, że za zniszczeniami może tajemnicza istota, która w ten sposób stara się porozumieć się z otoczeniem. Kiedy więc zaczynają przyglądać się tej sprawie bliżej, faktycznie odkrywają, że to duch jakiejś kobiety straszy w szkole. Do tego, może on mieć coś wspólnego z wydarzeniami, do których doszło przed trzydziestoma laty w okolicznym domku w lesie, cieszącym się złą sławą. 
 
Więcej światła na sprawę może rzucić nauczycielka z pobliskiego liceum, pani Wiktoria Jasińska, problem polega jednak na tym, że kobieta zaginęła i nikt właściwie nie wie, co się z nią stało.
 
Nowy rok szkolny rusza pełną parą, a problemy bohaterów się mnożą, dzieciaki jednak się nie poddają i próbują odkryć, jaki to duch nawiedza ich miasteczko, co ma wspólnego z lokalna historią, jaki ma cel, kontaktując się z nastolatkami, i najważniejsze, jak można się go pozbyć. 
 
Przyjaciół, w ich walce wspiera ... kot babci Kamila, Pan Pulman, zwierzak, o którym można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest zwyczajny. Jest to niesamowicie mądry i sprytny kot, który wie chyba więcej o nadprzyrodzonych zjawiskach, niż sami bohaterowie. Jest dość wiekowy i schorowany, ale się nie poddaje, a swoim doświadczeniem, jakkolwiek by to brzmiało, wspiera przyjaciół w ich poczynaniach. 
 
Historia wydaje się całkiem ciekawa, niestety moje wrażenia z lektury nie są do końca pozytywne. I to nie jest tak, że pokonała mnie nieznajomość tomu pierwszego, bo kto mnie zna, ten wie, że często czytam serię nie po kolei. Po prostu opowieść o sprytnych dzieciakach, które muszą zmierzyć się z kilkoma zjawiskami nadprzyrodzonymi, okazała się niepotrzebnie pogmatwana, zawierająca zlepek przypadkowych (jak dla mnie) wątków, ale co najważniejsze, nie była wciągająca, a to jednak jest kluczowa sprawa, kiedy po książkę mają sięgać młodzi czytelnicy. 
 
Na pewno nie jest to polska odpowiedź na "Stranger things", jak informuje nas opis okładkowy, choć mogłaby być, gdyby udało się autorowi skonstruować podobne napięcie i tajemniczą, ale wiarygodną intrygę. Niestety to, co nam proponuje, nie za bardzo porywa, mimo że zarys fabuły jest naprawdę obiecujący.
 
Sardegna

"Siostra" Louise Jensen


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 397
Moja ocena : 5/6
 
"Siostra" to thriller z gatunku gatunku domestic noir, który w pewien sposób, głównie konstrukcją fabuły i formą, przypomina mi "Dziewczynę z pociągu", "Pacjentkę", "Czasami kłamię" czy "Zaginioną dziewczynę". W powieściach tego typu właściwie nie do końca wiadomo kto jest kim, co się dzieje, kto jest tym dobrym, kto złym, i nie inaczej jest w tym przypadku, jednak w porównaniu z powyższymi tytułami "Siostra" nie jest opowieścią aż tak bardzo skomplikowaną i zagmatwaną. Ma tajemnicę, zaskakujący element w finale, ale większość wątków wyjaśnia się w trakcie, więc książka nie niesie takiego zaskoczenia, jak czytelnik oczekiwałby od takiego thrillera. 
 
Oczywiście nie zmienia to faktu, że z wielką chęcią zagłębiam się w opowieść o Charlie i Grace, czyli przyjaciółkach, które od najmłodszych lat, czyli momentu, kiedy ta pierwsza przenosi się do Greenfields z powodu pogmatwanych spraw rodzinnych, trzymają się razem. Grace wychowywana przez dziadków, próbuje poradzić sobie z osobistą traumą, stąd też w szkole czuje się zagubiona i niepewna siebie. Znajduje jednak oparcie w Charlie, jednej z najpopularniejszych dziewczynek w klasie, i mimo że początkowo spotyka się z niechęcią innych koleżanek, z czasem zostaje zaakceptowana i staje się ich nieodłączną towarzyszką. 
 
Dziewczynki tworzą bardzo zgraną paczkę, a z czasem do ich grona dołącza Dan, w którym po latach Grace zakochuje się z wzajemnością. Lata nastoletnie mijają trójce bohaterów bardzo przyjemnie, coś jednak przełomowego dzieje się w ich życiu coś, co sprawia, że Charlie wyjeżdża z miasta i przez lata nie daje reszcie znaku życia. Kiedy niespodziewanie wraca, przekazuje Grace dziwną wiadomość. Dziewczyny nie zdążą jednak wyjaśnić sobie wszystkich tajemnic i niesnasek, bowiem Charlie nieoczekiwanie umiera. 
 
Grace zrozpaczona po śmierci przyjaciółki nie może dojść do siebie, odsuwa się od Dana, z którym próbuje ułożyć sobie życie, pogrąża się w kilkumiesięcznej depresji obwiniając się za jej śmierć, a jej poczucie winy wzmaga tylko agresywna postawa matki Charlie i jej niechęć. 
 
Grace nie może znaleźć sobie żadnego celu w życiu, postanawia więc spełnić marzenie Charlie i odnaleźć jej biologicznego ojca. W trakcie poszukiwań Paula Lawsona, trafia na Annę, dziewczynę twierdzącą, że jest przyrodnią siostrą Charlie. Sympatyczna Anna, poszukująca informacji o swej nigdy nie poznanej krewnej, od razu zaskarbia sobie sympatie Grace, która upatruje w niej namiastkę zmarłej przyjaciółki. Ich zażyłość zaczyna jednak denerwować Dana, osaczonego przez nową znajomą jego ukochanej. 
 
Z czasem Anna rozgaszcza się w ich domu i zaczyna wtrącać do prywatnych spraw pary, przechodzącej wyraźny kryzys. Grace niepokoi się natomiast różnymi, niekoniecznie pozytywnymi sytuacjami, które w jej życiu zdarzają się niby przypadkowo. Dan wyraźnie nie ufa Annie, jednak Grace zapatrzona w nową przyjaciółkę nie da na nią powiedzieć złego słowa. Ciągle też ma w pamięci ostatnie słowa Charlie, jej myśli zaprząta więc tajemnica, którą przyjaciółka zabrała ze sobą do grobu.  
 
Sporo się dzieje w życiu Grace, jednak problemy, które ją atakują z każdej strony, pretensje Dana, dziwne zachowanie Anny sprawia, że kobieta jest strzępkiem nerwów, boi się własnego cienia i ma poczucie, że ktoś ją śledzi. Czy faktycznie Charlie miała jakąś tajemnicę, która zagraża bezpieczeństwu jej przyjaciółki? Co takiego wydarzyło się przed laty, że Grace miała nigdy o tym się nie dowiedzieć? No i najważniejsze pytanie, co ukrywa Anna i czy naprawdę chce zaszkodzić Danowi i jego żonie? 
 
Fabuła "Siostry" generuje wiele pytań, na szczęście daje też odpowiedzi, na które nie trzeba będzie długo czekać. Tak, jak napisałam na początku, powieść nie zaskakuje czytelnika jakoś spektakularnie, ale na pewno nie jest banalna i trzyma w napięciu do ostatniej strony, więc choćby dlatego warto po nią sięgnąć. Co ciekawe, "Siostrę" przeczytała w dwa wieczory moja czternastoletnia Córka, która ostatnio nie czyta niczego, a to dla mnie bardzo mocna polecanka. 
 
Sardegna