Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść psychologiczna. Pokaż wszystkie posty

"Wiatr" Igor Brejdygant


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna 
audiobook: czas trwania 9 godzin 32 minuty
Moja ocena : 4/6
lektor: Andrzej Chyra, Karolina Gruszka, Kamil Pruban
 
"Wiatr" Igora Brejdyganta to nowa produkcja Empik Go, która spotkała się z wielkim zainteresowaniem czytelników i słuchaczy, stąd też i ja postanowiłam sprawdzić, czy spodoba mi się nowa powieść autora, tym bardziej, że jej akcja toczy się w Zakopanem i zaczyna od wypadku w górach. 
 
Jak wiadomo, uwielbiam wątki górskie w powieściach beletrystycznych, a jeżeli są jeszcze w jakiś sposób powiązane ze zbrodnią, tajemniczym zniknięciem, albo sekretem sprzed lat, to już w ogóle jest to mój ulubiony motyw i zawsze ciekawi mnie, w jaki sposób zostanie wpleciony do kryminalnej historii.
 
Nie czytałam właściwie żadnej poprzedniej książki pana Brejdyganta, stąd też nie wiedziałam czego się po "Wietrze" spodziewać. Otrzymałam nietypowy kryminał, będący nawet bardziej obyczajówką, thrillerem psychologicznym, niż powieścią akcji, w którym dużą rolę odgrywa psychika głównego bohatera, miotającego się pomiędzy tym, co dzieje się w jego życiu, oczekiwaniami, pragnieniami i wyobrażeniami na temat otaczającego świata.
 
Wawrzyniec Wiślicki, niespełniony pisarz, dziennikarz, który przez kilka zimowych miesięcy, jako były TOPRowiec zaszywa się w jednym z tatrzańskich schronisk, aby pomagać w akcjach ratunkowych, próbuje się wyciszyć, znaleźć sens i cel egzystencji na kolejny rok. Pomimo swoich 50 paru lat Wawrzyniec nie potrafi ułożyć sobie życia. Mimo że spotyka się z wieloma kobietami, wdaje się w przygodne romanse, ciągle szuka kogoś, kto zainteresuje go i zatrzyma na dłużej. 
 
Kiedy zima powoli dobiega końca, a w górach wieje najsilniejszy halny od lat, spod Szpiglasowej Przełęczy, aż do Morskiego Oka schodzi lawina, która porywa ze sobą dwójkę turystów. Świadkiem tego wydarzenia jest Wawrzyniec, rozpoznający w ofiarach lawiny małżeństwo poznane wcześniej w jadalni schroniska. Grupa TOPRowców wyrusza turystom na pomoc, jednak akcja ratunkowa nie przynosi sukcesu, pozostawiając ich ciała pod śniegiem. Wawrzyniec, jako bezpośredni świadek zdarzenia ma jednak nieodparte wrażenie, że coś w tej całej sytuacji nie gra, a lawina nie była dziełem przypadku i sił natury, tylko została sztucznie wytworzona przez człowieka. Wydaje mu się bowiem, że tuż przed zejściem lawiny, usłyszał jakiś dziwny dźwięk, który mógł prawdopodobnie być wybuchem. 
 
Nikt nie dowierza jego wersji wydarzeń, stąd też Wiślicki postanawia sprawę zbadać nieco bliżej. Kiedy wyrusza w góry, faktycznie zauważa na stoku pewne ślady, które mogłyby sugerować, że ktoś wywołał lawinę i chciał się pozbyć dwójki turystów, a kiedy na jaw wychodzą jeszcze dodatkowe fakty, jakoby ludźmi, których zmiotło ze zbocza góry, było znane w całym Zakopanym, ekscentryczne małżeństwo, Agnieszkę i Piotra Markowskich, sprawa ich śmierci robi się jeszcze bardziej nieprzypadkowa i tajemnicza.
 
Kiedy Wawrzyniec zaczyna drążyć i wypytywać ludzi znających parę dochodzi do ciekawych wniosków. Małżeństwo Markowskich było mocno rozchwiane, skonfliktowane, małżonkowie zdradzali się, rozchodzili i ponownie wracali do siebie. Coś ich wyraźnie do siebie przyciągało, iż ostatecznie po tylu latach ciągle trwali przy sobie. Do tego, Agnieszka była słynną malarką, której obrazy wystawiane na aukcji osiągały olbrzymie kwoty, stąd też faktycznie mogły istnieć powody, dla których ktoś chciał się ich pozbyć.
 
Wiślicki, prowadząc amatorskie śledztwo, zapoznaje się gosposią lokalnego proboszcza, Moniką, który ma wiele do powiedzenia na temat Markowskich. Kobieta w ogóle wzbudza w nim cieplejsze uczucia, a mężczyzna po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, zaczyna angażować się w jakiś związek. Sam dziwi się sobie, że jest pod takim urokiem Moniki i coraz częściej myśli o niej w kategoriach kobiety na stałe. 
 
Rozterki uczuciowo egzystencjalne to jeden z wątków powieści, drugim jest śledztwo prowadzone w sprawie Markowskich, początkowo krążące wokół lawiny, ale z czasem przechodzące w zupełnie inną stronę, Wawrzyniec ma bowiem podejrzenie, jakoby z całą sprawą coś wspólnego miały obrazy Agnieszki. Tym bardziej, że w otoczeniu Wiślickiego pojawia się ekscentryczny marszand i piękna kobieta, która teoretycznie nie powinna żyć.
 
Kolejnym wątkiem są wizje Wawrzyńca, które sprawiają, że mężczyzna już sam się gubi w tym, co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni. Zdarza mu się bowiem być świadkiem pewnych wydarzeń, które zupełnie wykluczają to, co dzieje się po jakimś czasie. Mężczyzna zaczyna się już obawiać, że traci rozum i że to duszna, zamknięta atmosfera Zakopanego, a właściwie halny, sprawiający, że całe miasto okrywa przygnębiająca, trochę psychodeliczna atmosfera, tak na niego działa. Prawda leży jednak gdzieś zupełnie indziej.
 
Mam z "Wiatrem" problem, bo z jednej strony, nastawiając się na kryminał z wątkiem górskim, Zakopanem, lawiną i poszukiwaniem zaginionych turystów, czuję się trochę rozczarowana. Ten wątek rozgrywa się w tle i jest taki trochę na doczepkę, więc nie czułam się ukontentowana. Z drugiej jednak strony, patrząc na książkę, jako powieść psychologiczną, naprawdę jest nieźle. Poza tym, to, co zasługuje na bardzo duże uznanie i wyróżnienie, coś, co w moich oczach "uratowało" tę książkę, to zakończenie. Niesamowite, psychodeliczne, sprawiające, że właściwie trzeba byłoby przeczytać książkę ponownie, żeby ją dokładnie zrozumieć. I choćby dlatego warto po nią sięgnąć. Dostaniecie coś, co pomiesza w głowach i sprawi, że nic nie będzie już łatwe i oczywiste.
 
Sardegna

"W jednej chwili" Suzanne Redfearn


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 376
Moja ocena : 5/6
 
Mam w tym nowym roku szczęście do świetnych książek. Pisałam o tym już okazji "Dywanu z wkładką", że skoro miesiąc rozpoczynam tak rewelacyjną książką, dalej musi być już tylko lepiej! Nie spodziewałam się jednak, że powieść "W jednej chwili" amerykańskiej pisarki Suzanne Redfearn zrobi na mnie aż tak piorunujące wrażenie! 
 
Książka nagrodzona tytułami: bestsellera rankingu Amazon Chart oraz bestsellera Amazona w 10 kategoriach, w tym „literatura” i „beletrystyka”, faktycznie zasługuje na wszystkie swoje wyróżnienia. Przeczytałam ją ekspresowo, zarywając noc, co zdarza mi się niezmiernie rzadko. Opowieść, z założenia przeznaczona jest dla młodych dorosłych, sądzę jednak, że dorośli czytelnicy przeczytają ją z równie wielkim zainteresowaniem. Gwarantuję też, że czytelnicy - rodzice będą mieli po lekturze "przeoraną psychikę". 

Jakby tego było mało, powieść idealnie wpasowuje się w aktualną aurę za oknem, opowiada bowiem o dramatycznych wydarzeniach, które rozgrywają się podczas pewnego śnieżnego wieczoru. Pogoda dodatkowo wzmaga więc wrażenie, jakie ta historia robi na czytelniku.
 
Narratorką powieści jest nastoletnia Finn, która na skutek pewnego nieszczęśliwego wypadku samochodowego, niespodziewanie ginie. Nie jest to żaden spojler z mojej strony, bowiem do tej sytuacji dochodzi praktycznie na początku książki. Finn wraz z rodzicami, Ann i Jackiem, starszą siostrą Chloe, jej chłopakiem, oraz młodszym, niepełnosprawnym intelektualnie bratem, Ozem, przyjaciółką Mo oraz znajomymi rodziców, ciocią Karen i wujkiem Bobem oraz ich córką Natalie, wyruszają kamperem na weekend w góry na narty. Po drodze zabierają jeszcze autostopowicza Kyla i praktycznie parę minut później kamper uderza w jelenia, łamie barierkę i staczając się w dół stoku, spada w przepaść.
 
W wyniku tego wypadku Finn ginie na miejscu, natomiast reszta osób jest w różnym stopniu ranna i poszkodowana. I tak, dla rodziny i przyjaciół nastolatki zaczyna się dramatyczna walka o przetrwanie. Dalsze wydarzenia będą opowiedziane już z perspektywy Finn, której dusza nie może zaznać spokoju, dopóki jej bliscy są w niebezpieczeństwie. Finn unosząc się nad ciałem, obserwuje wszystkie wydarzenia, które rozgrywają się w kamperze, a także poza nim, a są to sytuacje zatrważające. Dziewiątka ludzi musi walczyć z zimnem z głodem, ale też z własnymi demonami, bowiem w tak ekstremalnej sytuacji nie każdy jest gotów nieść pomoc "obcym", skupiając się tylko na swojej rodzinie. Z niektórych ludzi zaczyna wychodzić bezwzględny egoizm, inni wbrew pozorom zachowują zdrowy rozsądek i spokój, jeszcze inni, w poczuciu zagrożenia, zachowują się zupełnie irracjonalnie. 
 
Ekstremalnie trudna sytuacja wymusza na poszkodowanych podjęcie trudnych decyzji, których nie będzie można już cofnąć, a ich konsekwencje odczuwalne będą dla wszystkich przez jeszcze długi czas po wypadku.
 
Historia rodziny Finn ma swój dalszy ciąg, bowiem pomoc po jakimś czasie nadchodzi, a życie toczy się dalej. Niestety, pewnych słów i czynów nie można już cofnąć. Co się stało, to się nie odstanie. Śmierć i kalectwo zostawiają rany nie tylko na ciele, ale głównie na duszy. Ktoś zmaga się z ogromnymi wyrzutami sumienia, ktoś o zaistniały dramat oskarża najbliższą osobę, ktoś nie umie poradzić sobie z koszmarami i próbuje popełnić samobójstwo, ktoś udaje, że nic się nie stało, ktoś zmaga się z konsekwencjami decyzji podjętej w ferworze walki, która wtedy wydawała się całkiem logiczna, a jeszcze ktoś inny obsesyjnie szuka prawdy. To wszystko z góry obserwuje Finn, która absolutnie i w żaden sposób nie może pomóc swoim najbliższym. Biernie obserwuje tylko rozwój wypadków, cierpiąc razem z nimi.
 
Opisy tragedii rodzinnej są chyba jeszcze bardziej dramatyczne, niż sama walka o przetrwanie w uszkodzonym kamperze na dnie zasypanego śniegiem, wąwozu. Nie chciałabym zdradzać zbyt wiele z fabuły, bowiem to do czytelnika należy odkrycie, kto to przetrwa tę zawieruchę, a kto się z niej nie podniesie. Jedynie, co mogę powiedzieć to fakt, iż książka ta, oprócz tego, że jest historią o przetrwaniu i niesamowitej woli życia,  to zdecydowanie bardziej dotyka sfery psychicznej rodziny, której dosięgła olbrzymia tragedia.
 
Na koniec napiszę jeszcze raz: "W jednej chwili" to niesamowicie przejmująca książka, która w całej swej tragiczności uświadamia, że trzeba żyć tu i teraz oraz doceniać, co się ma. Nie wiadomo bowiem, kiedy nasze życie ulegnie diametralnej zmianie. Coś, co wydaje się nam oczywiste, naturalne i szeroko dostępne, wcale nie jest nam dane na zawsze. Nagły wypadek, tragiczny zbieg okoliczności, wszystko to może sprawić, że ci, których najbardziej kochamy, odejdą na zawsze, a życie nigdy już nie będzie takie, jak wcześniej.
 
Wspaniała książka! Na 100% znajdzie się w moim zestawieniu najlepszych książek roku!

Sardegna

"Umwelt" Przemysław Żarski


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 446
Moja ocena : 3/6

Ależ mam problem! "Umwelt" naprawdę dał mi się we znaki i to nie dlatego, że jest debiutem Przemysława Żarskiego, o nie! Uważam, że jako pierwsza książka Autora, jest to naprawdę przemyślana i dobrze napisana historia. Mój dylemat polegał raczej na tym, że opowieść ta zdecydowanie mnie przerosła. Tak, jak pokręconą i mylącą zmysły, ma okładkę, taka jest w rzeczywistości. Nie wiadomo, co jest w niej prawdą, co fikcją, co wymysłem wyobraźni, wspomnieniem bohatera, a co samym dopowiedzeniem czytelnika. Absolutnie nie dyskwalifikuję takich odjechanych historii, bo uważam, że każdej należy dać szansę, a nuż wyjdzie z niej coś interesującego. Poza tym, w każdym szaleństwie jest metoda, trzeba ją tylko odkryć. W przypadku "Umweltu" więcej jednak było szaleństwa, a zdecydowanie mniej metody, co ostatecznie wpłynęło na moją nie za wysoką ocenę książki.


Akcja "Umweltu" toczy się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich jest "tradycyjna" i rozgrywa się wokół zabójstwa Olgi Adamczuk, młodej nauczycielki, której ciało zostaje znalezione w parku. Morderstwo wydaje się nie mieć jakiś podejrzanych okoliczności, nie nosi znamion  napaści seksualnej, ani rabunkowej. W sumie jedynym jego "dziwnym" elementem jest tajemniczy motyl znaleziony w kieszeni płaszcza denatki. Śledztwo prowadzi policjant Adam Berger, człowiek dość specyficzny, trochę zagubiony, dwa lata temu przeżył on bowiem osobistą tragedię. W wypadku samochodowym, z jego winy zginęła jego ukochana żona. Berger nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami, żalem i bólem po stracie. Prowadzi śledztwo, ale ciągle zmaga się ze swoimi problemami i myślami jest gdzieś zupełnie indziej, niż powinien.

Na jednym zabójstwie się nie kończy i w trakcie prowadzenia sprawy, tajemniczy morderca atakuje ponownie, zostawiający swój znak rozpoznawczy w postaci rzadkiego motyla. Nikt nie potrafi powiązać motywu, który łączyłby pozornie nie związane ze sobą ofiary. Policja kręci się w miejscu, nie umie skojarzyć żadnych sytuacji, ani faktów, które mogłyby wyjaśnić postępowanie mordercy i dać śledczym jakiś trop do jego złapania.

Druga płaszczyzna akcji (zaznaczona w książce kursywą) rozgrywa się z perspektywy Tomasza Witkowskiego, lekarza psychiatry, który również zmaga się z własnymi problemami. Czytelnik zagłębiając się w tekst i poznając charakter i styl bycia bohatera, może odczuwać wrażenie, że coś z nim jest bardzo nie tak. Nie jest on do końca świadomy, co w jego życiu jest prawdą, co wspomnieniem, a co fikcją. Niektóre jego przemyślenia mogłyby sugerować, że to on jest winny popełnionym w mieście zbrodniom. Gdzie jednak leży prawda? 

I to właściwie tyle na temat fabuły mogę Wam napisać, żeby nie zdradzić zbyt wiele. "Umwelt" jest bardzo zagmatwany. Historia pokazana z różnych perspektyw nie ułatwia czytelnikowi w zrozumieniu tego, co tak naprawdę dzieje się w tej historii. Zmiana narracji, przemyślenia Witkowskiego, fragmenty opisujące tok myślenia zabójcy, to wszystko wzajemnie się przenikające sprawia, że odbiór tej książki nie jest łatwy. Sporo wydarzeń rozgrywa się w umyśle psychiatry, z tym że tak naprawdę czytelnik nie jest pewien, co czyta i do jakich wydarzeń dane wspomnienie się odnosi. Bardzo szybko można się w tym wszystkim pogubić, co powiem szczerze, i mnie się przytrafiło.  

Mam więc z tą książką spory problem, bo z jednej strony ma ona ciekawy koncept i jest naprawdę nietypową, trochę psychodeliczną opowieścią, ale z drugiej, to zdecydowanie nie jest styl, który mi odpowiada. O wiele bardziej preferuję tradycyjne kryminały i historie, które dają czytelnikowi jakiś punkt zaczepienia. Nie powiem, przeczytałam tę powieść dość szybko, ale mam wrażenie, że nie do końca uważnie. Sporo rzeczy, zapisanych gdzieś "między wierszami" mi umknęło i mam tego pełną świadomość. Nie miałam jednak siły na ponowne przedzieranie się przez tekst i doszukiwanie się tego, co powinno dać mi do myślenia.


"Umwelt" jest dość skomplikowaną opowieścią, na jej plus przemawia na pewno nietypowa konstrukcja i jej nieoczywistość. Trzeba pamiętać jednak, że jest to powieść mocno specyficzna i myślę, że nie do każdego czytelnika przemówi. Ja należę właśnie do tej grupy, która umiarkowanie się nią zachwyci i nie podejmie się jej polecenia szerszemu gronu odbiorców.

Sardegna

"Gra poza prawem" Magdalena Zimniak


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Prozami
Liczba stron: 432
Moja ocena : 4/6

Nazwisko Autorki, Pani Magdaleny Zimniak jest dla mnie gwarancją dobrej literatury. Przeczytałam w prawdzie, jak do tej pory tylko jedną powieść pisarki "Białe róże dla Matyldy", ale owa książka zrobiła na mnie tak niesamowite wrażenie, dała do myślenia i nie pozwalała na długo o sobie zapomnieć, że od tamtej pory, kiedy tylko natrafiłam na książkę Autorki od razu nabierałam ochoty na jej przeczytanie. Nie dane mi było jednak poznać ani "Jeziora cieni","Odezwij się", "Pokoju Marty", "Szlaku", czy "Willi", na szczęście udało mi się sięgnąć po "Grę poza prawem", czyli najnowszy tytuł, który premierę miał w maju 2018 roku. 

Czytelnicy, którzy znają mojego bloga, mogą się zorientować, że lektura "Gry poza prawem" nie do końca mi się spodobała, skoro oceniłam ją notą 4/6. Co zatem poszło nie tak? Postaram się Wam to wszystko wyjaśnić poniżej.

Powyższa powieść zakwalifikowana jest do kryminału, ja jednak wolałabym przyporządkować ją do gatunku powieści psychologicznej z wątkiem kryminalnym. Moim zdaniem, to nie sprawa morderstwa powinna być w tej historii najważniejsza, a bardzo zagmatwana relacja emocjonalna pomiędzy matką i jej dorosłą, niepełnosprawną córką. Relacja kobiet pełna jest obustronnie niewypowiedzianych słów, pretensji i żali. Tak naprawdę nie wiadomo, ile w tym związku jest miłości, a ile nienawiści. I trudno się o tym czyta, powiedziałabym, że jest to nawet bolesne dla odbiorcy, ale nie jest to absolutnie zarzut z mojej strony. To jest właśnie największa zaleta tej książki, czyli rozbudowane tło psychologiczne postaci, gra na emocjach, walka bohaterów z własnymi demonami. Taki znak rozpoznawczy Autorki, który zasługuje na wielkie wyróżnienie (co było zresztą bardzo wyraźne także w "Białych różach...") i to on powinien wysunąć się w tej książce na pierwszy plan.

W "Grze poza prawem" pisarka postanowiła jednak wprowadzić wątek morderstwa i to wokół niego skupić większość  fabuły. I to mi właśnie nie zagrało. Chciałabym być dobrze zrozumiana. Sam pomysł na książkę, cała psychologia postaci, tło wydarzeń, jest jak najbardziej w porządku. Samemu wątkowi morderstwa również nie mam nic do zarzucenia, natomiast średnio podobało mi się samo śledztwo i wytłumaczenie, w jaki sposób do zbrodni doszło. Mnogość postaci i wiele pogmatwanych związków pomiędzy nimi, pojawiających po drodze, również nie do końca mnie przekonała. Chyba lepiej byłoby skupić całość akcji wokół głównych bohaterów dramatu i to wśród nich ukryć rozwiązanie zagadki. 

W zakamuflowanym w lesie domu, leżącym na obrzeżach Sopotu, mieszkają Beata i jej dwudziestoletnia, niepełnosprawna córka Dorota. Dziewczyna nigdy nie opuściła domu, nie rozmawiała i nie spotkała się z nikim poza matką i babcią, porusza się tylko na wózku, gdyż urodziła się z niesamowicie zdeformowanym ciałem, co stanowi wielki problem dla Beaty i jej matki Katarzyny, znanej w mieście lekarki. Od dwudziestu lat kobiety ukrywają więc swoją "tajemnicę" przed światem i ludźmi. Na szczęście niepełnosprawność ruchowa Doroty nie idzie w parze z umysłową, stąd też dziewczyna rozwija się normalnie, marzy o kontakcie ze światem, choćby za pomocą Internetu, do którego dostępu nieustannie broni jej Beata.

Pewnego dnia życie dziewczyny diametralnie się zmienia, a wszystko za sprawą drobnych złodziejaszków, którzy wkradają się na teren posesji Beaty i nieświadomi sekretu, który skrywa, wchodzą w sam środek zamkniętego szczelnie świata Doroty. Od tego momentu zaczyna się rewolucja, nabierająca rozmachu w momencie, kiedy okaże się, że po "wizycie" niespodziewanych gości, w kuchni znalezione zostają zwłoki babci Katarzyny. 

Beata nie chce zgłaszać zabójstwa matki na policję, boi się bowiem o własną skórę i fakt, że jej dwudziestoletni "sekret" wyjdzie na jaw. Dorota postanawia więc, mimo strachu o matkę i wbrew instynktowi samozachowawczemu, zacząć kontaktować się ze światem i spróbować rozwiązać zagadkę śmierci babci. W śledztwie tym pomogą jej ... złodzieje, którzy pewnego dnia, w zupełnie innym celu, weszli do jej domu i jako pierwsi odkryli jej obecność.

Jeśli chodzi o wątek kryminalny, praktycznie do końca miałam nadzieję, że Autorka da czytelnikowi nagły zwrot akcji, obuch, który trafi w głowę, tak jak to było w przypadku "Białych róż..." i zburzy cały obraz sytuacji, jaki buduje się podczas lektury. W przypadku "Gry poza prawem" niestety tego nie ma. Odbiorca dostanie więc poprawny kryminał z nieco zagmatwaną fabułą, i z interesującym wprawdzie, aczkolwiek (moim zdaniem), nie do końca wykorzystanym wątkiem psychologicznym postaci. 
 
Podsumowując, "Gra poza prawem" ma bardzo obiecujący początek, jednak w całości zabrakło mi tego czegoś, co spowodowałoby, że książka trafi na moją listę najlepszych powieści, przeczytanych w 2018 roku. Ostatecznie mogę polecić Wam lekturę tej książki, choćby po to, abyście mogli przeczytać, jak skrajnie pokręcone relacje mogą łączyć rodzica z niepełnosprawnym dzieckiem. Choć ostrzegam, to może być trudna i bolesna wiedza.

Sardegna

"Niedobry pasterz" Przemysław Borkowski


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments



Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  458
Moja ocena : 5/6

"Niedobry pasterz" to jedna z takich powieści, na pojawienie się której czekałam z wielką niecierpliwością. "Zakładnik", czyli pierwszy tom kryminalnej serii pana Przemysława Borkowskiego, przeczytany w ubiegłym roku, zrobił na mnie wielkie wrażenie, więc nie dziwi fakt, ze oczekiwanie na kontynuację tej historii wydawało mi się prawdziwą męką.

Bardzo podobała mi się mroczna historia stworzona przez Autora, który być może nie kojarzy się szerszemu gronu odbiorców, jako pisarz kryminałów czy thrillerów jednak w tej roli pan Borkowski sprawdził się naprawdę dobrze. Wypatrywałam więc z niecierpliwością drugiego tomu przygód psychiatry Zygmunta Rozłuckiego, ciekawa, w jakąż to następną, niebezpieczną sprawę uwikła go Autor. 

Po dramatycznych wydarzeniach kończących tom pierwszy, Rozłucki rzuca spokojną posadę w stolicy, wynajmuje swoje mieszkanie i przenosi się praktycznie z jedną walizką do podolsztyńskiej wsi, w której to doszło do ostatecznego starcia z mordercą z "Zakładnika". Co więcej, Zygmunt, wbrew logice, postanawia kupić dom, w którym doszło do masakry, sam nie do końca świadomy pobudek, które nie kierują. W tych przedziwnych okolicznościach zaczyna swoje życie praktycznie od zera, próbując zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Od razu też zostaje wciągnięty w wir nowej pracy i do pomocy przy śledztwie w sprawie kryminalnej, która pojawia się na horyzoncie. We wsi dochodzi bowiem do brutalnego zabójstwa 15-latki. Zbrodnia ma charakter seksualny, a do jej wykonania przyznaję się miejscowy ksiądz. Poszlaki jednak sugerują, że kapłan jest niewinny, czemu zatem przyznał się do zbrodni, której nie popełnił?

Pierwsze tropy to jednak dopiero szczyt góry lodowej. Podejrzanym staje się także miejscowy pijak, dawny chłopak matki zamordowanej dziewczyny oraz lokalny biznesmen, o nieco ekscentrycznym usposobieniu. Zygmunt próbuje prowadzić swoje prywatne śledztwo, ale niezbyt mu to wychodzi, kiedy dopadają go osobiste demony, z którymi nieudolnie walczy od czasu samobójczej śmierci swoich bliskich. Psychiatra w wielu wypadkach nie potrafi racjonalnie myśleć, topi swe smutki w alkoholu, i o ile na początku trzyma jeszcze fason, to z każdym kolejnym dniem spędzonym na wsi, widać że jego nałóg pochłania go do cna i przejmuje nad nim kontrolę.

Zygmunt ponownie spotyka się z  Karoliną, dziennikarką, z którą łączyła go pewna zażyłość w "Zakładniku", jednak problemy Rozłuckiego psują ich wzajemną relację, wzmagając tylko wzajemne pretensje i żale. Jak zatem w takich warunkach tropić mordercę i szukać psychologicznych podstaw zabójstwa nastolatki?  Będzie to dla bohatera prawdziwą udręką i walką z samym sobą. Czy wyjdzie z niej zwycięsko?

"Niedobry pasterz" to założenia kryminał, ale ja powiedziałabym, że w tej historii kwestia śledztwa przechodzi na dalszy plan i rozgrywa się niejako "przy okazji" innych wydarzeń. Dla mnie kryminalna jest dopiero końcówka, czyli ostatnie 1/3 powieści, natomiast pierwsze 2/3 to raczej powieść psychologiczna z rozbudowanym studium postaci głównego bohatera, który miota się wśród wspomnień, wyrzutów sumienia, chęci destrukcji, utopienia smutków w alkoholu, ale też lęku o to, że sam jest niewiele lepszy od mordercy, bo zauważa w sobie pewne niepokojąco agresywne instynkty. 

Tak jak napisałam powyżej, wątek kryminalny nie stanowi istoty tej książki, co nie jest oczywiście zarzutem z mojej strony, ale kiedy człowiek wie, czego mniej więcej może się spodziewać po lekturze "Zakładnika", lektura "Niedobrego pasterza" może (zwłaszcza na początku) być małym rozczarowaniem. Kiedy jednak czytelnik wkręci się już w historię głównego bohatera i przestawi swe myślenie z kryminału na powieść psychologiczną, jest już tylko lepiej. Na pochwałę na pewno zasługuje ciekawa kreacja Rozłuckiego i tego, co dzieje się w jego głowie. Postać Zygmunta naprawdę jest niepokojąca, jakby zupełnie inna od tej, którą poznaliśmy wcześniej, ale też ilość dramatycznych wydarzeń w jego otoczeniu znacznie eskalowała. W każdym razie widać, że Autor poświęcił bardzo wiele uwagi psychice bohatera i dzięki temu, to Rozłucki jest podstawą sprawy kryminalnej, a nie odwrotnie.

Uważam, że seria pana Borkowskiego ma wielki potencjał, nie jest tendencyjna, wymyka się schematom i z pewnością sięgnę po tom trzeci, żeby sprawdzić, jak potoczą się dalsze losy Zygmunta, tym bardziej, że zakończenie pozostawia czytelnikowi wiele do myślenia. Sama jestem ciekawa, czy to co zobaczył Rozłucki na ostatnich kartach powieści jest prawdą, czy tylko wytworem jego chorej wyobraźni.

  Sardegna

"Tam, gdzie spadają anioły" Dorota Terakowska


posted by Sardegna on , , , , , ,

22 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 368
Moja ocena : 4/6

Ach, Dorota Terakowska! Po lekturze "Córki czarownic" czułam, że to jest to! Mój zachwyt nie miał końca i mogłabym polecać Autorkę bez chwili zastanowienia, ale tak po prawdzie, czytałam tylko jedną jej powieść. Postanowiłam więc to zmienić, bo głupio tak nie przeczytać żadnego innego tytułu. Przyszedł więc czas na "Tam gdzie spadają Anioły".

Powiem Wam, że mam mieszane uczucia: z jednej strony czuję wartość tej książki i wiem, że dla wielu czytelników ma ona niesamowicie wielkie znaczenie. Pod informacją, że książka była jedną z moich wakacyjnych lektur, znalazłam ogrom pozytywnych wypowiedzi na jej temat i zapewnień, że to "książka życia". Wszystko rozumiem, i tak jak powiedziałam, czuję, że to nie jest książka z gatunku "przeczytaj i zapomnij", albo "nie angażuj się emocjonalnie", jednakże na mnie nie zrobiła oszałamiającego wrażenia.

Postaram się wytłumaczyć, ale nic nie poradzę na to, że po rewelacyjnej (dla mnie) "Córce czarownic" oczekiwałam trzęsienia ziemi. Historia Aniołów, choć bardzo wnikliwa, wzruszająca i dająca do myślenia, nie poruszyła mnie tak bardzo, jak wydawało mi się, że powinna.

Stąd moja ocena czwórkowa. To nie tak, że z książką jest coś nie tak. To po prostu moje oczekiwania i ogólne wrażenia, które sprawiły, że nie nazwę powieści moim numerem jeden, wśród książek Doroty Terakowskiej.

Nie da się ukryć, że powieść jest bardzo przejmująca. Zwłaszcza dla czytelników rodziców - trudno bowiem bez emocji czytać o złych rzeczach, które w nadmiarze przydarzają się małemu dziecku.

Mała pięcioletnia Ewa, o mało co, nie umiera, a wszystko przez nieuwagę zabieganych i zapatrzonych w siebie, rodziców. Tak naprawdę jednak, dziewczynka jest świadkiem nadnaturalnej walki dobra ze złem, w postaci Aniołów Światła i Aniołów Ciemności. W trakcie tej walki dziewczynka spotyka swojego Anioła Stróża o imieniu Ave, ten jednak zostaje pokonany, a wraz z jego porażką, Ewie przydarza się groźny wypadek. Ave - przegrany, bez sił, znajduje schronienie na Ziemi w pobliżu domu Ewy, którą po utracie swojego Stróża, zaczynają dotykać przeróżne nieszczęścia. Początkowo są to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, w ostateczności jednak największa tragedia.

Ewa walczy ze złym losem, ale czuje, że jej problemy mają jakiś związek z sytuacją, z przed lat. "Przewidzenie" z Aniołami w roli głównej, jakiego doświadczyło pięcioletnie dziecko, musiało być prawdziwe.

Rodzice dziewczynki podejmuje walkę o Ewę, a przy okazji sami przechodzą metamorfozę. Owa walka całej rodziny o Anioła będzie wyboista, pełna wyrzeczeń i niesamowicie pochłaniająca, warta jednak wszystkich trudów.
 
Fabuła powieści poprzeplatana jest rozważaniami nad moralnością człowieka i tego, co w życiu najistotniejsze. Poza tym Autorka zawarła naprawdę sporo rzetelnych informacji o samych Aniołach, dlatego polecam powieść tym osobom, dla których anielski motyw ma wielkie znaczenie bądź jest poszukiwany w literaturze. Sama, tak ja napisałam na początku, mam mieszane uczucia. Przytłoczył mnie chyba ten ogrom rozważań. Mimo że czuję wyjątkowość powieści, nie potrafię się nią zachwycić tak, jak "Córką czarownic", która ma dla mnie zdecydowanie większe znaczenie.

Miłośników prozy Doroty Terakowskiej nie muszę przekonywać do Aniołów, a czytelników, którzy nie mieli jeszcze z Autorką do czynienia, zachęcam. Sprawdźcie sami, który tytuł najbardziej przypadnie Wam do gustu.

Sardegna

"Łódź" Clara Salaman


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 366
Moja ocena : 3/6

Oj, nie była to łatwa lektura, nie była... Nie ze względu na to, że książka jest zła, czy nudna. Po prostu thrillery psychologiczne wysysają ze mnie energię. Sięgając po "Łódź" spodziewałam się też po prawdzie czegoś innego, jakiejś mrocznej fabuły, krwawej, klaustrofobicznej, może nawet z elementami zjawisk nadprzyrodzonych. No i dostałam mroczna historię, ale nie w takim sensie, jak oczekiwałam. Cała mroczność książki polega na chorej relacji, którą można obserwować pomiędzy bohaterami prezentowanej historii. Śledzenie ich poczynań nie jest łatwą ani przyjemną sprawą, bo to co się dzieje w ich głowach, może zatrwożyć niejednego czytelnika i okazać się gorsze niż niejeden krwawy horror...

Generalnie "Łódź" nie jest jakoś skomplikowana fabularnie. Mamy parę zakochanych nowożeńców: Johnny'ego i Clem. Młodych, pięknych, rządnych przygód. Wyruszają oni w podróż życia po Europie, oczywiście tanim sumptem, bowiem z pieniędzmi u nich krucho. Zatrzymują się tu i tam, chwytają sezonowych prac, aby zarobić na dalszą wyprawę. Kiedy jedno ze zleceń, które przychodzi im wykonać, okazuje się być związane z nielegalnym światem przemytników, młodzi stają się łatwym celem i muszą uciekać, jak najdalej z miasta.
Z pomocą Johnny'emu i Clem  przychodzi małżeństwo, które podróżuje po Morzu Śródziemnym swoją łodzią. Frank i Annie oraz ich pięcioletnia córeczka, Kleks, wydają się być przemiłymi ludźmi, którzy z chęcią zabierają uciekinierów na pokład i udzielają im schronienia.

Niestety, wejście na pokład "Małej Utopii" okaże się być najgorszym, co mogło przytrafić się Clem i Johnny'emu. To, co przydarzy się podczas wspólnego rejsu po Morzu Śródziemnym, na pewno nie będzie bajkową przygodą. Frank i Annie ukrywają jakiś mroczny sekret, a co gorsza w całą sprawę wplątana jest też mała Kleks.
Cały dramat tej historii toczyć się będzie na paru metrach kwadratowych pływającego piekła, a to co przyjdzie przeżyć nowożeńcom, na zawsze zmieni ich wzajemne relację, a także doprowadzi do czegoś znacznie gorszego...

"Łódź" to ciężka książka, pod względem emocji, jakie niesie. Powieść manipuluje czytelnikiem, który do końca nie wie, co jest prawdą, a co kłamstwem, a w sytuacji prezentowanych wydarzeń, aż chciałby się krzyknąć: "Co się tu naprawdę dzieje?!" Bohaterowie, nawet ci "pozytywni", nie wzbudzili sympatii (w każdym razie, we mnie nie wzbudzili), a wszystko co wydarzyło się na "Małej Utopii", wydało mi się upiorną grą chorych umysłów, czwórki dorosłych bohaterów.

Nie jest to powieść dla mnie, choć nie ukrywam, przeczytałam ją szybko, bo ciekawiło mnie, jakiż to sekret skrywają Frank i Annie. Po lekturze stwierdzam jednak, że prezentowany w książce rodzaj emocji, zupełnie mi nie odpowiada, dlatego nie będę Was namawiała do lektury. Jeśli kogoś mój wpis zainteresował na tyle, że się sięgnie po książkę, robi to na własną odpowiedzialność.

Na koniec tylko nadmienię, że książka została napisana w oparciu u wątki biograficzne autorki. Mam nadzieję, że wątki te dotyczą życia nowożeńców i ich podróży po Europie, przed wejściem na pokład łodzi. Nie wyobrażam sobie, żeby kobieta mogla funkcjonować normalnie, po tak realnie przeżytych wydarzeniach.

Sardegna

"Białe róże dla Matyldy" Magdalena Zimniak


posted by Sardegna on , , , , ,

24 comments

Wydawnictwo: Prozami
Liczba stron: 295
Moja ocena : 6/6

Mój czytelniczy początek roku jest niesamowity! Trzy książki, trzy najwyższe noty, trzy niesamowite historie, z których każda jest tak wyjątkowa, że miałabym poważny problem z wyłonieniem najlepszej. "Pierwsza na liście" Magdaleny Witkiewicz, "Dworek w Longbourn" Jo Baker i powyższe "Róże dla Matyldy"  Magdaleny Zimniak. Coś wspaniałego! Każdemu życzę takich książek. Sto procent zadowolenia!

Jeżeli zdecydujecie się na lekturę "Białych róż...", ostrzegam: czytacie na własną odpowiedzialność! Żeby nie było, że nie uprzedzałam. Ta historia Wami wstrząśnie i pochłonie do tego stopnia, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury i myśleć praktycznie o niczym innym.

O ile przeczytanie książki zajmie Wam parę chwil, rozmyślanie nad jej strukturą, przedstawioną historią czy rozpracowaną tajemnicą, zajmie już znacznie więcej czasu. Powieść pani Magdaleny jest tak niesamowicie skonstruowana, tak dopracowana, że czytając nie będziecie mogli oderwać się od prezentowanej historii. Inna sprawa, że historia będzie tak nieprawdopodobnie realna, że trudno będzie pogodzić się z myślą, że to mogło wydarzyć się naprawdę. Nic nie będzie w tej historii takie, jak być powinno. Bliskie osoby staną się zupełnie obce, prawda będzie mieszać się z kłamstwem, dobro ze złem a przeszłość z teraźniejszością. Dopóki nie poznamy finału, będziemy poruszać się po omacku w świecie domysłów, przerażającej prawdy i wszechobecnych kłamstw. 

Trudna i wyboista to będzie droga, zwłaszcza dla czytelniczek matek. Ale nie tylko. Tragedii będzie więcej, a wyjść z sytuacji praktycznie żadnych. Nie będzie to więc łatwa lektura dla wrażliwego odbiorcy.

Beata przeżywa nagłą śmierć rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Jakby tragedii było mało, okazuje się, że policja podejrzewa zabójstwo, bowiem auto państwa Gregorczuków zostało wcześniej uszkodzone. Dziewczyna przytłoczona informacjami zaczyna prowadzić śledztwo, początkowo z pomocą męża, później na własną rękę. Przypadkowo trafia na zapiski sprzed lat, które ujawnią skrzętnie skrywane od lat, tajemnice rodzinne. 

Prawda okaże się dla Beaty niewyobrażalnie dramatyczna. Zapiski wyjaśnią nie tylko aktualne sprawy, ale też te, o których bohaterka nie miała pojęcia. Czy Beata będzie w stanie odzyskać spokój i równowagę i zachować dobre wspomnienia o swojej rodzinie?

Lektura zapisków okażę się dramatycznym przeżyciem nie tylko dla bohaterki. Mogę Was zapewnić, że nie da się czytać powieści spokojnie. Sama nie raz musiałam odłożyć książkę, bowiem cala historia wstrząsnęła mną na tyle, że nie byłam w stanie kontynuować. Treść zapętla się jednak w głowie, nie pozwala na nic innego, przyciąga, i dopóki czytelnik nie poza historii do końca, nie jest w stanie normalnie funkcjonować. 
Skończyłam czytać o 1.00 w nocy. Nie umiałam zasnąć. Mam kandydata do książki roku 2015.

Sardegna

"Cząstki elementarne" Michael Houellebecq


posted by Sardegna on , , , , , ,

7 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 364
Moja ocena : 3/6

Czuję się przytłoczona, zmęczona i "przemaglowana". Nie da się przeczytać "Cząstek elementarnych" i nic nie czuć. Atmosfera, jaką Houellebecq przedstawia w swej powieści jest na wskroś dekadencka. Nie pamiętam kiedy, albo czy w ogóle, czytałam książkę, która pokazuje taką pustkę emocjonalną, niezdolność do uczuć wyższych, poszukiwanie pozornego szczęścia i uprzedmiotowienie człowieka.

Mam bardzo mieszane uczucia po lekturze "Cząstek...", ale jedno wiem na pewno: to nie jest lektura na moje nerwy. Już sama forma książki nie jest łatwa w odbiorze. Jest to zlepek powieści obyczajowej, esejów i notatek popularnonaukowych.
Właściwie żadnej z tych części nie można oddzielić od pozostałych. Uzupełniają się one wzajemnie, można w nich znaleźć dopowiedzenia do niektórych kwestii.

Na pierwszy plan wysuwa się historia dwóch przyrodnich braci, Michela Dzierżynskiego i Bruno Clementa. Mężczyźni mają wspólną matkę, kobietę totalnie niedojrzałą i nieodpowiedzialną, która przed laty porzuciła swoich synów, a sama oddała się przyjemnościom hippisowskiego życia.

Michel jest trzydziestokilkuletnim biologiem molekularnym, który podporządkowuje całe swoje życie nauce i pracy naukowej. Wychowywany przez babcię, mimo że był otoczony przez nią opieką i troską, nie potrafi wykrzesać z siebie żadnych uczuć. Jedyny "zaczątek" uczuć pojawia się z jego strony do szkolnej koleżanki Annabell, jednak jego wyobcowana i oschła postawa zniechęca dziewczynę do jakiegokolwiek związku. Po latach Michelowi i Annabell przyjdzie się spotkać ponownie. Spróbują oni nawet stworzyć coś na kształt bliskiej relacji, jednak wszystko kończy się niepowodzeniem.

Równocześnie z historią Michela, przedstawiona jest egzystencją Bruna. Ten czterdziestoletni nauczyciel literatury ma całkowicie pokręcone życie. Od młodych lat uzależniony od pornografii i seksu, szuka coraz większych podniet. Udaje mu się w prawdzie założyć rodzinę i spłodzić syna, nie potrafi docenić swej rodziny, nie potrafi nawet nawiązać z nimi bliskiej relacji. Żona wydaje się mu nieatrakcyjna więc ciągle ją zdradza, wszystkie oszczędności wydaje na burdele, syna totalnie ignoruje. Wiecznie niezadowolony i zblazowany, znajdujący pociechę w krótkich chwilach seksualnego aktu i poszukuje jakiegoś niezidentyfikowanego szczęścia. Jego życie zmienia na chwilę Christine, którą poznaje na obozie organizowanym przez ruch New Age.
Życie obu mężczyzn jest beznadziejne i właściwie bez sensu. Tkwią w samotności, niezdolni do miłości, niszczą wszystkie relacje z bliskimi i życzliwymi im ludźmi.

Postawy Bruno i Michela zostały przedstawione, jako przykład postaw współczesnego społeczeństwa. Nastawionego na konsumpcję, egoizm, poszukiwanie wyimaginowanego szczęścia, doświadczanie nowych podniet. Autor w swych opisach nie szczędzi brutalności, perwersji, okrucieństwa, które są sporym kontrastem dla opisów beznadziei, znudzenia, wiecznego poszukiwania i nieokreślonej tęsknoty.
Wszystko przesycone jest nihilizmem i poczuciem ogólnej degradacji wartości moralnych. Jak dla mnie jest tego wszystkiego zdecydowanie za dużo.
Nie mam siły ani ochoty na taką analizę społeczeństwa. W głębi duszy nie wierzę też, że ludzkość osiągnęła aż taki poziom degradacji. Nie sądzę też, abym miała jeszcze kiedyś poświęcić Houellebecq'owi swój czytelniczy czas.

Książkę przeczytałam w ramach listopadowego wyzwania Trójki e-pik, jako powieść wydaną przed 2000 rokiem.
Sardegna

"Tropiąc jednego wilka" Justyna Karolak


posted by Sardegna on , , , , ,

15 comments

Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 434
Moja ocena : 6/6

Dzisiaj będzie entuzjastycznie. Będzie o książce, która "weszła mi pod skórę" i siedzi sobie tam w najlepsze. Będzie o świetnym debiucie, o powieści, która jest napisana przez kobietę dla kobiet.
Nie wiem czy dla innych czytelników będzie to miało większe znaczenie, ale dla mnie akurat ma kolosalne: pisze trzydziestolatka, o trzydziestolatkach, dla trzydziestolatek. "Tropiąc jednego wilka" to powieść zupełnie inna od tych, które ostatnio czytałam. Książki nie da się "pochłonąć" od razu. Trzeba przetrawić niektóre rozdziały, może przeanalizować swoje własne doświadczenia. Ja w każdym razie, już od pierwszych stron czułam instynktownie, że to książka dla mnie. Było coś w bohaterkach, co przypominało mi siebie samą.

Miałam kiedyś przyjaciółkę (może jej imię przemilczę). Znałyśmy się od przedszkola. Papużki nierozłączki, tak o nas mówiono. I była to szczera prawda. Przez 15 lat byłyśmy najbliższymi sobie istotami, znałyśmy wszystkie swoje sekrety i marzenia. Razem przeżywałyśmy nasze pierwsze miłości i rozczarowania. A potem przyszło "dorosłe" życie i nasza przyjaźń nie przetrwała tej rewolucji, a ja długo nie mogłam dojść do siebie.
Dlaczego o tym piszę?

Bowiem bohaterkami powyższej powieści jest Kiara i jej przyjaciółka. Najbliższa jej osoba. Znają się od przedszkola, dzielą się sekretami, razem dojrzewają, wkraczają w świat pierwszych miłości, seksualnych doświadczeń. Znają się nawzajem lepiej, niż ktokolwiek inny. 
Zbliżają się ich trzydzieste urodziny. Obie są singielkami, z bagażem doświadczeń i związków.
Pewien telefon Kiary do swej przyjaciółki, w sprawie dziwnej sytuacji z mrówkami, inicjuje w kobietach zwierzenia dotyczące mężczyzn przewijających się przez ich życie.

Po tym następuje szereg zwierzeń, a właściwie wspomnień, niektórych głęboko ukrytych w podświadomości dziewczyn, które stopniowo odkrywają prawdę o nich samych.
Każdy z mężczyzn obecnych w życiu przyjaciółek, wpłynął znacząco na ich życie. Jeden pozostawił ból porzucenia, złamane serce, drugi zostawił ból fizyczny, siniaki, zadrapania, poniżenie. Jeszcze inny zabrał godność i poczucie własnej wartości.
Nie wszyscy byli jednak źli. Byli też tacy, którzy szczerze się angażowali, ale z różnych przyczyn bohaterki nie mogły stworzyć z nimi szczęśliwego związku.

Przyjaciółki w rozmowach telefonicznych wracaj do swoich wspomnień. A między opowieściami wyłania się obraz ich osobowości. Obraz kobiet szukających miłości, ciepła i zrozumienia. Kobiet samotnych, niezależnych, wierzących w pewne wartości. W końcu  kobiet popełniających błędy, wybierających niewłaściwych mężczyzn, kierujących się impulsem czy chęcią upojenia się nowością.
Któraż z nas nie jest taka. Może czytelniczki nie utożsamią się z bohaterkami w 100%, ale niektóre ze swych cech znajdą w bohaterkach na pewno.

Książka stała się "moja" od pierwszych stron. Początkowo, utożsamiałam się z przyjaciółkami. Zazdrościłam im trochę tej "dorosłej" więzi i mocnych relacji. Żałowałam, że samej nie było mi dane kontynuować takiej przyjaźni.
Kiedy wprowadzone zostały wątki relacji damsko-męskich, emocje bohaterek również mi się udzielały.
Wszystko w tej książce do siebie pasuje. Wątki spójnie się zasklepiają, dając w rezultacie obraz współczesnej kobiety.
Może nie każda czytelniczka poczuje więź i sympatię do bohaterki, bo faktem jest, że czasami jest tak irytująca czy bierna, iż ma się ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć: "Kobieto! Ogarnij się!".
Jednak, czy takie chwile słabości, bierności, przeżywanie trudnych chwil w momencie podjęcia złych decyzji, nie są znane każdej z nas?

Jeżeli macie ochotę sięgnąć do przeszłości i przemyśleć pewne sprawy, może ułatwią Wam to bohaterki powieści "Tropiąc jednego wilka".

Sardegna

"Szczeniaki" Sylwia Siedlecka


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:  220
Moja ocena : 5/6

"Szczeniaki" to debiut prozatorski Pani Sylwii Siedleckiej. I trzeba zaznaczyć, że jest to bardzo udany debiut. Zbiór 17 opowiadań, podzielony na dwie części: Szczeniaki i Starszaki, przedstawia nam historie napisane przez życie, wszystkie dotyczące dzieci.
Opowiadania  stworzone w charakterystycznym stylu, wywołują w czytelniku niepokojące uczucia: zaciekawienie, zdziwienie, a w końcu strach albo niepewność. Autorka balansując między dramatem a horrorem, trzyma czytelnika w napięciu. Stosując własne reguły formy, urywa opowiadanie w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Wszystkie historie wydają się być "z życia wzięte", mają jednak w sobie nutkę niesamowitości.

Treścią opowiadań są dzieci. Zarówno te młodsze, przedstawione w części pierwszej, jak i starsze, a właściwie dorośli o duszy wiecznego dziecka, zaprezentowane w części drugiej.
Niektóre z tych opowiadań dotykają trudnych, dziecięcych tematów. Możemy przeczytać o skomplikowanym życiu bliźniąt syjamskich, zrośniętych plecami, o dziewczynce, która walczy ze swoją fizyczną ułomnością, o synu alkoholika. Inne opowiadania, na pozór banalne, uświadamiają samotność dzieciaków, opuszczenie, ich walkę o uwagę i akceptację.

Opowiadania dotyczące dorosłych też niosą ze sobą pewien smutek i poczucie beznadziei. Czyta się jednak o nich z nieustającym zainteresowaniem, a zakończenie pozostawia wiele do interpretacji.

Mnie osobiście, bardziej przypadły do gustu opowiadania z części drugiej. "Blizna", "Theo", "Last minute" traktujące o skomplikowanych relacjach damsko-męskich, są mi chyba najbliższe.
Z części pierwszej, najbardziej poruszający jest "Wodny motyl", czyli historia braci syjamskich. Łączącą ich relację możemy poznać dzięki podwójnej narracji, prowadzonej na przemian przez obu braci.

Jeżeli interesuje Was ciekawa polska proza, która po przeczytaniu nie pozwala o sobie zapomnieć, koniecznie sięgnijcie po "Szczeniaki". Lektura nie będzie łatwa, ale sprawi wiele satysfakcji. Na pewno będę wypatrywać twórczości Pani Sylwii Siedleckiej z nadzieją, że kolejne utwory zaskoczą mnie jeszcze bardziej niż jej debiut.
Sardegna

"Dotknąć prawdy" Antoinette van Heugten


posted by Sardegna on , , , ,

17 comments

Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 476
Moja ocena : 6/6

Znacie to uczucie, kiedy rzucacie w kąt wszystkie obowiązki, opuszczacie rodzinę na jakiś czas i nie zważacie na to, co mówią do Was bliscy? Kiedy książka wciąga tak bardzo, że zdarza się przypalić obiad, ominąć ukochany serial, załatwić migiem wszystkie sprawy i jak najszybciej wrócić do przerwanej lektury? Otóż, mnie zdarzyło się to wczoraj, kiedy na dobre zadomowiłam się w fabule "Dotknąć prawdy", a jej lektura pochłonęła mnie na dobre.

Powyższa powieść przewijała się jakiś czas temu na wielu blogach. Ogólna treść jest więc większości dobrze znana. 
Danielle Parker jest samotną matką szesnastoletniego Maxa. Chłopak cierpi na zespół zaburzeń psychicznych. Zdiagnozowano u niego autyzm, Zespół Aspergera, silną depresję i skłonności samobójcze. Wraz z wejściem w okres dojrzewania, Max staje się agresywny w stosunku do Danielle, która przestaje dawać sobie rady z zachowaniem syna.
Kobieta, z ciężkim sercem, decyduje się poddać syna terapii w szpitalu psychiatrycznym.
I wtedy dopiero prawdziwe problemy Danielle się zaczynają.

Lekarze stawiają podejrzane diagnozy, dotyczące choroby Maxa i nie pozwalają jej na kontakt z synem. Danielle dowiaduje się, że Max stosuje agresję wobec innych pacjentów szpitala i traci kontakt z rzeczywistością. Kobieta nie dowierza lekarzom i decyduje się zabrać chłopaka do domu. Wtedy jednak dzieje się straszna tragedia...

Na oddziale zostaje brutalnie zamordowany inny, młody pacjent, a na miejscu zbrodni zostaje znaleziony nieprzytomny Max, dzierżący w dłoni potencjalne narzędzie zbrodni. Danielle, która przez przypadek znajduje się w centrum dramatycznych wydarzeń, postanawia za wszelką cenę ochronić syna i uwolnić go od podejrzeń. Niestety zostaje złapana na gorącym uczynku i osadzona w areszcie za niszczenie dowodów.

Ponieważ los Maxa wydaje się być przesądzony, Danielle będzie musiała dokonać niewiarygodnych czynów, aby oczyścić swego syna z zarzutów. Podążając za niejasnym tropem, kobieta trafi na przerażające informacje, które wydadzą się tak nieprawdopodobne, że nikt nie będzie chciał w nie uwierzyć. Prawda okaże się niewyobrażalna dla niej, jako matki, która bezgranicznie kocha swoje dziecko i nigdy nie pozwoliła by go skrzywdzić.

Jaką tajemnicę skrywa personel szpitala? Czy Max rzeczywiście jest niepoczytalny? Kto pragnął śmierci niepełnosprawnego chłopaka? Na jaki przerażając trop wpadła Danielle? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź, zagłębiając się w lekturze "Dotknąć prawdy".

Książka zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Myślę, że będzie ona działać na wszystkie czytelniczki, które posiadają dzieci. Po pierwsze, wiele razy, w trakcie lektury, odkładałam książkę na bok i dziękowałam Bogu, że moje dzieciaki są zdrowe.
Po drugie, informacje, które zdobyła Danielle, aby oczyścić Maxa z zarzutów (nie zdradzę, o jakie informacje chodzi, żeby nie zepsuć odbioru książki), były tak nieprawdopodobne, że każda kobieta posiadająca dziecko, albo pragnąca dziecko posiadać, przeżyła wstrząs!
Więc i ja podeszłam do niektórych fragmentów powieści bardzo emocjonalnie.

Książka niesamowicie wciąga. Połknęłam ją w dwa wieczory. Jak dla mnie zasłużona szóstka 

Sardegna

"Cudzoziemka" Maria Kuncewiczowa


posted by Sardegna on , , , , ,

23 comments

Wydawnictwo: Iskry
Liczba stron: 173
Moja ocena : 5/6

"Cudzoziemka" to niezwykła książka. Chociaż przyznam, że początkowo nie robiła na mnie większego wrażenia. Jednak z każdym kolejnym rozdziałem, kiedy lepiej poznawałam losy głównej bohaterki, Róży, powieść nabierała dla mnie większego znaczenia.
Bo jakże można przejść obojętnie obok takiej kobiety!

Różę poznajemy, kiedy jest już ona w kwiecie wieku. Jest uzdolnioną artystką, ma wiernego męża oraz dorosłe dzieci, córkę i syna, którzy pozakładali już swoje rodziny. Wydawało by się, że życie może upływać jej w spokoju, a wolny czas poświęcać swej ukochanej muzyce. W rzeczywistości jednak, Róża jest nieszczęśliwą i niespełnioną kobietą, która gorycz swych niepowodzeń życiowych przelewa na swoją rodzinę.

Róża od młodości cierpi katusze. Najpierw, jako młoda dziewczyna, opuszcza Rosję i swoją rodzinną miejscowość, aby w Warszawie, pod okiem ciotki uczyć się gry na instrumencie.
Wrzucona w nowe realia, nie umie się odnaleźć, ani zjednać sobie przyjaciół. Przez wszystkich znajomych uważana jest za cudzoziemkę, obcą i wyniosłą osobę, która nie należy do ich świata. Jedynym światłem w trudnym życiu Róży był Michał, syn profesora, w którym bez pamięci się zakochuje.

Początkowo odwzajemnione uczucie zostaje Róży odebrane, Michał żeni się z inną kobietą. Od tamtej pory życie Cudzoziemki się kończy.
Róża "obumiera" dla świata. Staje się jeszcze bardziej zimna i wyniosła, wszystkich mężczyzn traktuje lekceważąco, jest oziębła i niezdolna do jakichkolwiek uczuć. Stwierdzeniem, że już raz kochała i więcej kochać nie będzie, zamykała drzwi do swego serca.

Jej emocjonalny chłód na krótką chwilę przełamał Adam, za którego ostatecznie wyszła za mąż. Jednak od początku okazywała mu jawną pogardę, krytykowała za wszelkie poczynania, wyśmiewała wygląd zewnętrzny, przywary i zainteresowania. Podobnie traktowała swoją jedyną córkę, Martę.
Wszelaką swą uwagę i miłość przelała na syna Władysława. Jednak obsesyjną miłością tez można urządzić piekło. Władysław stał się zależny od matki, nie potrafił się jej przeciwstawić, starając się wykonywać jej wszelakie zalecenia, o mało nie doprowadził do rozpadu własnego małżeństwa.

Całe życie rodzina podporządkowała Róży. Jej zachciankom, kaprysom, jej zmiennym humorom. Wszyscy starali się spełniać jej oczekiwania i zasłużyć na jej miłość. Ta jednak, zasłaniająca się trudami życia i nieszczęśliwą miłością niszczyła wszelkie rodzące się uczucia.
Przełom w życiu Róży następuje z chwilą, kiedy przeczuwa ona zbliżającą się śmierć. Wtedy nadejdzie czas na ostateczne rozliczenie się z jej dotychczasowym życiem.

Książka zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie. Głównie za sprawą rodziny Róży. Ileż cierpliwości i pokładów miłości mieli w sobie ci ludzie!
Nie wiem jak to się mogło stać, iż nikt nie powiedział zmanierowanej i wiecznie nadąsanej matce, co myśli o tej całej sytuacji. Cała rodzina podporządkowała się jej humorom i zachciankom. Największy podziw odczuwam oczywiście do Adama. Takiego męża to ze świecą szukać!

Nie mam litości dla głównej bohaterki. Jedyne co miałabym na jej usprawiedliwienie, to jej artystyczna dusza.  Widocznie była ona tak wrażliwą i delikatną osobą, że ta nieszczęśliwa miłość rzuciła cień na całe jej dalsze życie.
Myślę jednak, że gdyby zdarzyło się tak, iż wzajemne uczucie Michała i Róży przetrwałoby, realne życie i tak nie zadowoliłoby bohaterki. Lepiej żyć wspomnieniami i iluzją szczęścia. Wyidealizowana miłość nie może przecież sprawić zawodu.

"Cudzoziemkę" szczerze polecam. Nie miałam okazji czytać żadnych innych powieści Marii Kncewiczowej, więc to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Powieść przeczytałam w ramach wyzwania u Lirael "Marzec z Marią" , której dziękuję za mobilizację i pomysł wyzwania 

Sardegna

"Zazdrość i medycyna" Michał Choromański


posted by Sardegna on , , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 287
Moja ocena : 4/6

Gdyby ktoś mnie zapytał w dzieciństwie jaka książka stoi na półce u rodziców, to pierwszą w kolejności wymieniłabym "Klaudynę" Colette a w drugiej "Zazdrość i medycynę" Choromańskiego. Jednak przez wszystkie lata mego dorastania, jakoś nie po drodze było mi ją przeczytać. Aż tu nagle, na targu staroci zauważyłam "Zazdrość..." w pięknym, nowym wydaniu ze Świata Książki. I nagle stwierdziłam, że po prostu muszę ją przeczytać! I oto moje wrażenia:

Rzecz dzieje się w Zakopanem, gdzie pogoda akurat nie jest sprzyjająca i wieje silny halny wiatr. Wątek pogodowy jest tu wyjątkowo istotny, gdyż niedogodności aury wpływają na bohaterów i pogłębiają w nich poczucie trudnej sytuacji.
Widmar, zamożny fabrykant ma piękna żonę Rebekę. Ale nie potrafi cieszyć się swoim szczęściem, gdyż podejrzewa żonę o zdradę ze znajomym lekarzem. Podejrzenia te, zrodziły się po dziwnym zabiegu operacyjnym, któremu poddała się Rebeka Na początku mężczyzna odbiera jakieś niejasne i podejrzane sygnały w zachowaniu żony. Po jakimś czasie, docierają do niego plotki a potem bezpośrednie informacje od świadków rzekomej zdrady. Coraz więcej szczegółów romansu Rebeki i doktora Tamtena wychodzi na jaw. Widmar nie jest jednak pewny w stu procentach niewierności żony. Postanawia urządzić zasadzkę na kochanków. Jednak dziwny zbieg okoliczności pokrzyżuje mu plany.

Książka, jak czytamy na okładce, to "psychologiczne studium zdrady". Pokazuje nam jak uczucie zazdrości wpływa na człowieka, jak niszczy jego życie, zajmuje myśli, doprowadza do obsesji. Obserwujemy, jak wielka zazdrość niszczy związek, wymusza na partnerach kolejne kłamstwa i doprowadza do tragedii. Zastanawiamy się czy zazdrość to nieodzowny element miłości, czy ma niszczycielski czy budujący wpływ na związek. Czy bezgranicznie ufamy partnerowi i czy jesteśmy pewni jego uczuć.

Historii nie czyta się łatwo, ale jak najbardziej warto poświęcić jej czas. Polecam wszystkim zainteresowanym tematyką relacji międzyludzkich.
Sardegna