Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sensacja. Pokaż wszystkie posty

"Uciekaj z Kijowa!" Artur Pacuła


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: 4eM
Liczba stron:  352
Moja ocena : 5/6

Odkąd pierwszy raz sięgnęłam po książki Artura Pacuły, a było to tuż przed katowickimi Targami Książki w roku 2017, kiedy premierę miała powieść młodzieżowa "Gdzie jest skrzynia z karabinami?", wiem, że każda kolejna będzie gwarancją emocjonującej lektury. Miłośnikom przygodowej klasyki, czyli fanom przygód Pana Samochodzika, historie stworzone przez autora powinny wyjątkowo przypaść do gustu. Zawierają bowiem wszystko to, co dobre przygodówki mieć powinny, czyli zagadkę do rozwiązania, ukryty skarb, którego bohaterowie uporczywie szukają, a wszystko to w towarzystwie zawziętych przeciwników, nie cofających się przed niczym, aby osiągnąć swój cel.

Seria "Gdzie jest..." skierowana jest typowo do młodego czytelnika. Zresztą bohaterowie to czwórka nastolatków, którzy pod wodzą charyzmatycznego nauczyciela historii odkrywają kolejne zaginione dobra kultury. Seria o Aleksandrze Dobrowolskim ("Dobrowolski i skarb z Meroe" oraz "Dobrowolski i diament imperalny") przeznaczona jest już dla starszych czytelników, gdyż w tej opowieści, oprócz zagadki do rozwiązania, bardzo istotne jest tło społeczne, historyczne i miejsce akcji, czyli pełne szczegółów fakty, bardziej wymagające dla odbiorcy.

Natomiast powyższa książka ma zupełnie inny charakter, niż wyżej przeze mnie przytoczone serie. Choć ma wątek poszukiwania skarbu, ta dokładnie zaginionych na początku XX wieku insygniów carskich, to całość jest bardziej powieścią sensacyjną, niż przygodową.

Okładka i tytuł tej książki są trochę mylące, bowiem na pierwszy rzut oka kojarzą się czytelnikowi z powieścią polityczną lub wojenną, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń na Ukrainie. Nic bardziej mylnego! To emocjonująca powieść przygodowo-sensacyjna, choć jak dla mnie zawiera zbyt wiele szczegółów historycznych, które na dłuższą metę mogą być męczące, zwłaszcza dla takiego laika, jak ja (stąd moja ocena 5/6). 

Główni bohaterowie to Oksana, świeżo upieczona studentka historii na Uniwersytecie w Kijowie, która przy okazji swej pracy naukowej wpada na trop zaginionych insygniów cesarskich cara Michała Romanowa. Tuż przed ucieczką za granicę, klejnoty zabrała ze sobą i prawdopodobnie ukryła w jakimś bezpiecznym miejscu, jego żona, Natasza Brasowa, a wskazówkę na ten temat zapisała w swej ulubionej książce, pierwszym wydaniu "Wojny Światów" H.G.Wellsa.

Kiedy Oksana dociera do tych informacji, postanawia przejrzeć oryginalne, pierwsze, angielskie wydanie książki, które znajduje się w kijowskiej bibliotece uniwersyteckiej, i być może natrafić na jakieś wskazówki. Wie jednak, że sama nie będzie umiał zdziałać zbyt wiele, stawia więc wszystko na jedną kartę i zaczyna współpracę z ukraińską mafią, korzystając z faktu, że jej dawny kolega ze szkoły wstąpił do jej szeregów. Plan Oksany zakłada tylko wsparcie mafii przy kradzieży książki z uniwersyteckiej biblioteki. Dziewczyna zupełnie nie bierze pod uwagę tego, że szajka może mieć wobec niej zupełnie inne plany, prowadzące do przejęcia carskich klejnotów.

Młoda kobieta, oprócz tego, że ma olbrzymią wiedzę, jest też diabelnie sprytna. Umyka depczącemu jej po piętach pościgowi i wyrusza do Polski, do Krakowa, aby skontaktować się z Jakubem Burskim, znanym na Uniwersytecie Jagiellońskim specjalistą od interesującego ją okresu historycznego. 

Spotkanie szanowanego i poważnego doktora z nieznajomą, mocno zakręconą młodą dziewczyną z Ukrainy nie obywa się bez nieufności. Ostatecznie jednak Kuba da się przekonać Oksanie do współpracy, zauważając potencjał w zebranych przez nią informacjach.

Tak zaczyna się niesamowita podróż bohaterów w poszukiwaniu skarbu. Jako że oboje dysponują wiedzą historyczną pozwalającą im na prześledzenie losów Nataszy Brasowej i jej męża, usilnie szukają także wskazówek w "Wojnie światów", stąd też wydaje się, że ich misja prędzej, czy później zakończy się sukcesem. Co jednak w momencie, kiedy książka, w której są posiadaniu nie jest tą, zawierającą rozwiązanie tajemnicy? 

Jakby tego było mało, bohaterowie są śledzeni przez ukraińskich mafiosów, którzy zaczynają traktować tę sprawę ambicjonalnie, nie mogąc pogodzić się z faktem, że zostali oszukani przez młodą kobietę. Na szczęście, tropem poszukiwaczy podąża ukraiński policjant, dla którego sprawa ta ma charakter priorytetowy. A jego pomoc, może okazać się w pewnym momencie dla bohaterów, nieoceniona.

W wyścigu do carskich insygniów będzie wiele się działo. Strzelanina, ucieczka łodzią, porwanie, a nawet wyprawa do Czerwonej Strefy w Czarnobylu, to tylko kilka z wątków. Musicie mi uwierzyć na słowo, że w czasie lektury najnowszej książki pana Artura Pacuły, nuda Wam nie grozi!

Jedyny zarzut, jaki mam, co do tej opowieści, to wyżej wspomniana szczegółowość i mnogość faktów historycznych, która dla mnie osobiście okazała się zbyt zawiła, a przez to mniej ciekawa, niż część przygodowa. Sądzę jednak, że miłośnicy historii będą czuli się, jak ryba w wodzie, klucząc pomiędzy faktami z przeszłości rodziny carskiej, historii Ukrainy, i łącząc ją z losami ówczesnej Europy.  

Sardegna

"Miecz Gideona" Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: G+J
Liczba stron:  438
Moja ocena : 6/6
 
Niedawna lektura "Zabójczej fali" i "Kręgu ciemności" pisarskiego duetu Douglasa Prestona i Lincolna Childa sprawiła, że jestem pod wielkim wpływem twórczości obu panów i właściwie nie mogę zabrać się za nic innego. Zaopatrzyłam się w kilka nowych tomów serii o agencie Pendergaście, których jeszcze nie czytałam, a także powieści indywidualne Prestona, jednak do posiadania na własność całości sporo mi jeszcze brakuje. 
 
Uwielbiam ten pierwiastek szaleństwa, który znajduję w każdej z powieści autorów. A jeśli do tego dodam sporo naukowo - technicznych nowinek, które przemycone są pomiędzy wątek kryminalny, elementy horroru, s-f czy historię przygodową, otrzymuję idealną książkę, która niesamowicie wciąga i czytam ją na raz. 
 
Powyższy "Miecz Gideona" będący pierwszym tomem odrębnej, trzytomowej serii, różni się wprawdzie od przygód agenta Pendergasta, przede wszystkim tym, że bardziej jest sensacyjną powieścią akcji, niż horrorem z elementami paranormalnymi, ale i tak przedstawiona historia jest świetna i czyta się ją ekspresowo.
 
Głównym bohaterem "Miecza..." jest tytułowy Gideon Crew, człowiek niesamowicie interesujący, inteligentny i szeroko wykształcony. Gideon jest mieszanką osobowościową Myrona Bolitara i Jacka Reachera, z tym że młodszym o ponad dekadę od owych bohaterów, ma on też za sobą dramatyczną przeszłość, bowiem w dzieciństwie był świadkiem egzekucji wykonanej na ojcu - naukowcu. Doktor Crew, fizyk pracujący do rządu został niesłusznie oskarżony o zamach stanu, tak naprawdę jednak był ofiarą, a ponieważ okazał się łatwym celem dla służb specjalnych, został bezproblemowo zlikwidowany. 
 
Gideon od momentu, kiedy był świadkiem śmierci ojca, postanawia go pomścić i zrobić wszystko, aby imię doktora Crew zostało oczyszczone z zarzutów. To też obiecuje swojej umierającej matce.
 
Jak postanawia, tak też robi, ostatecznie niszcząc osobę odpowiedzialną za zabójstwo ojca. Wykorzystując swoje szerokie umiejętności, do nabycia których podporządkował właściwie całe życie, a także spryt oraz niesamowite zdolności planowania i organizowania, działa w taki sposób, aby nie zostać powiązanym ze sprawą. 
 
Nie martwcie się, że za dużo z fabuły już zdradziłam. Powyższe, opisane przeze mnie wydarzenia dzieją się w pierwszych dwóch rozdziałach książki i są niejako wstępem, zapoznaniem z bohaterem i przedsmakiem tego, co będzie się dalej działo. A potem to już tylko intensywniej, szybciej, niebezpieczniej i bardziej skomplikowanie. Jak to u Prestona i Childa bywa.
 
Kiedy w końcu Gideonowi udaje się pomścić ojca, zgłasza się do niego najemniczy mężczyzna będący pod wielkim wrażeniem stylu, w jaki bohater poradził sobie z zemstą, i oferuje mu pracę. Do kraju prosto z Chin zmierza bowiem pewien naukowiec, fizyk Marek Wu, który wbrew organizacji w której pracuje, i co gorsza rządowi, przewozi jakąś tajną recepturę mającą podobno postawić Chiny na wyższym stopniu gospodarczym, niż resztę świata. Zleceniodawcy nie wiedzą właściwie co naukowiec przewozi, czy są to jakieś dokumenty, dane czy przedmioty, ale wierząc w spryt i zdolności Gideona do ogarniania spraw o podwyższonym stopniu trudności, powierzają mu tę misję. Crew początkowo nie chce brać udziału w tym podejrzanym przedsięwzięciu, nie przekonuje go nawet spora kwota wynagrodzenia, zdanie zmienia dopiero w momencie, kiedy obejrzy pewne dokumenty...
 
W taki właśnie sposób Gideon Crew wkracza na niebezpieczną ścieżkę działającą na zasadach nie do końca zgodnych z prawem. Kiedy perspektywa odzyskania danych od chińskiego fizyka wydaje się być na wyciągnięcie ręki, rozpętuje się istne pandemonium. Oprócz Gideona, sprawą wydaje się bowiem być zainteresowana cała gama podejrzanych typów, którzy nie cofną się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. 
 
W rezultacie ich poczynań dochodzi do makabrycznego wypadku samochodowego, któremu ulega Mark Wu. Czy Gideon będzie w stanie uzyskać od rannego jakiekolwiek informacje i zrozumieć ich kontekst? A jeśli nawet, to czy fizyk  będzie chciał przekazać je zupełnie obcemu człowiekowi? 
 
Bohater porusza się po omacku, nie do końca wiedząc, czego szuka i dla kogo pracuje, a co gorsza, jego śladem podąża niebezpieczny płatny zabójca. Zaczyna się wyścig z czasem.
  
"Miecz Gideona" to niesamowicie wciągająca historia, bardzo w stylu Douglasa Prestona i Lincolna Childa, choć w odróżnieniu od innych powieści duetu,czyli szalonej mieszanki wątków i gatunków, które miałam okazję czytać, ta wydaje się być nieskomplikowaną fabułą bazującą na szybkim tempie akcji. Gideon to typ bohatera, jakiego lubię najbardziej: inteligenty, przedsiębiorczy, zorganizowany, oczywiście działa też na kobiety, co skrupulatnie wykorzystuje w swoich działaniach. Mam wrażenie, że jeszcze nie raz zaskoczy czytelników swoim niekonwencjonalnym podejściem do tematu.
 
Tak, jak napisałam na początku, powieść jest początkiem trylogii, ale jej zakończenie jest na tyle zamknięte, iż nie trzeba sięgać właściwie po kolejne części. Z drugiej jednak strony autorzy sugerują, że bohater wplącze się w następną akcję, a to, co będzie się działo w "Trupie Gideona" okaże się równie, o ile nie bardziej, emocjonujące, niż to, z czym właśnie się zmierzył.
 
Wiecie już, dlaczego tak mi zależy na skompletowaniu wszystkich książek, które wyszły spod pióra tego pisarskiego duetu?
 
Sardegna

"Deszcz" Marcin Ciszewski


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments

 
  Wydawnictwo: War Book
 Liczba stron:  384
Moja ocena : 5/6 

"Deszcz" Marcina Ciszewskiego to książka, która jako jedna z nielicznych została przeze mnie w zeszłym roku wypożyczona z biblioteki. Moja relacja z tym książkowym miejscem jest raczej skomplikowana, i nie wynika to z faktu, że nie lubię chodzić do biblioteki. Wręcz przeciwnie - uwielbiam! Ale mocno to ograniczam, ponieważ za każdym razem wychodzę z niej z naręczem wypożyczonych książek, które przecież koniecznie muszę przeczytać, zupełnie zapominając o setkach tytułów czekających w domu. Stąd też już parę lat temu założyłam sobie, że niczego z biblioteki nie przynoszę chyba, że są to książki wystawione na pobibliotecznym kiermaszu. 
 
Zdarza mi się jednak skorzystać czasami z dobrodziejstw zasobów bibliotecznych, a to głównie w sytuacji ekstremalnej, czyli w takiej, kiedy bardzo chcę daną książkę przeczytać, ale nie mam jej w domu, i nie mogę zdobyć jej z żadnego innego źródła. Natomiast mój mąż jest bardzo częstym użytkownikiem biblioteki i przynosi z niej zazwyczaj jakieś fajne audiobooki, ale nie tylko. Ostatnio wymyślił, że doczyta sobie całą serię meteorologiczną Marcina Ciszewskiego z Jakubem Tyszkiewiczem w roli głównej, bo zna tylko dwa tomy, zresztą tak, jak i ja, czyli "Upał" (tom 2)  oraz "Wiatr" (tom 3), a do kompletu brakowało mu jeszcze "Mrozu" (tom 1), "Mgły" (tom 4) i "Deszczu" (tom 5). No i przyniósł brakujące części do domu i zgadnijcie, od którego tomu ja zaczęłam nadrabiać zaległości? 
 
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że można czytać poszczególne tomy niezależnie od siebie, i spokojnie rozeznać się w wydarzeniach, wyjątkiem jest właściwie tylko "Deszcz", który kończy całą historię, ale niesie też ze sobą sporo spojlerów. Nie pytajcie, dlaczego właśnie od niego zaczęłam, bo nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale wiem, że kiedy doczytam resztę. Taka jest przynajmniej oficjalna wersja...
 
Zanim przejdę do krótkiej charakterystyki "Deszczu", chciałam tylko nadmienić, że "Upał" i "Wiatr" to świetne historie sensacyjne, rozgrywające się w polskich realiach. Pierwsza dotyczy udaremnienia zamachu bombowego, który planowany jest na czas piłkarskich Mistrzostw Świata, odbywających się na Stadionie Narodowym, drugi - ataku podczas przyjęcia sylwestrowego organizowanego w schronisku na Kasprowym Wierchu. Tyszkiewicz, komisarz Komendy Stołecznej, oficer Wydziału do Walki z Terrorem, jak do tej pory radził sobie całkiem nieźle z różnymi zamieszkami, potencjalnymi atakami terrorystycznymi, czy innym zagrożeniem bezpieczeństwa państwa, jednak w pewnym momencie sytuacja zaczyna przerastać nawet jego możliwości. Ale po kolei.
 
Akcja "Deszczu" toczy się dosłownie kilkanaście dni po zakończeniu "Mgły", czyli po rozwiązaniu sprawy rozbitego na Okęciu samolotu pasażerskiego z rządową delegacją rosyjską, kiedy Tyszkiewicz, ramię w ramię z politykami, stał w pierwszej linii obrony, starając się uspokoić sytuację, jak najszybciej okryć, kto stoi za zamachem i uspokoić nerwowe nastroje polityczne.
 
Kiedy sytuacja wydaje się w miarę stabilna, Polska szykuje się do kolejnego wielkiego wydarzenia, przylotu prezydenckiej pary z USA, prezydent ma bowiem rozmawiać o sytuacji geopolitycznej w Europie, a jego żona ma w tym czasie towarzyszyć Pierwszej Damie w charytatywnej licytacji aukcji obrazów, z której zysk przeznaczony jest na jedną z fundacji. Tak się składa, że główną osobą odpowiedzialną z przygotowanie aukcji, a jednocześnie znaną malarką, jest Helena Tyszkiewicz, żona Jakuba, która mocno stresuje się tym wyzwaniem zawodowym, ale wie, że po skończonej pracy i pożegnaniu pary prezydenckiej czeka ją zasłużony urlop. Małżeństwo Tyszkiewiczów bowiem, po wielu perturbacjach, z którymi musiało się zmierzyć, postanawia opuścić Polskę i wyjechać na stałe za granicę. Stąd też przygotowanie aukcji i ochrona prezydenckiej pary przez Jakuba ma być ich ostatnim zobowiązaniem.
 
Wizyta prezydenckiej pary nie przebiega jednak pomyślnie. Kiedy Pierwsze Damy udają się do galerii, aby wziąć udział w aukcji, terroryści przejmują budynek, biorąc kobiety, jak i większość obecnych na miejscu osób, w tym żonę Tyszkiewicza, na zakładników. Oszalały z rozpaczy i wściekłości Jakub, odpowiedzialny za dowództwo nad grupą szturmową, wbrew zwierzchnikom wydaje nieprzemyślany rozkaz do ataku, po czym znika, kiedy terroryści w odpowiedzi na szturm, wysadzają budynek w powietrze.

Za komisarzem zostaje od razu wysłany list gończy, jedynie jego przyjaciele z komendy nie dowierzają, jakoby miał on wydać tak absurdalny rozkaz i sprzeciwić się dowódcom. Wprawdzie jego zachowanie mogło wynikać z faktu porwania żony i działania w afekcie, ale jest to raczej niepodobne do Tyszkiewicza, stąd też Krzeptowski z zaufaną grupą współpracowników postanawiają znaleźć ukrywającego się Jakuba i odkryć, gdzie leży prawda.
 
W "Deszczu" wiele się dzieje. To, co powyżej opisałam, to właściwie początek historii, jej dalszy ciąg będzie w rękach komisarza ukrywającego się przed zwierzchnikami, próbującego dociec prawdy, a także grupy śledczej podążającej jego śladem. Akcja nie zwalnia tempa, nowe wątki leżące u podstawy zamachu na galerię sztuki powoli odkrywają się przed czytelnikiem, aby w finale ukazać całą prawdę, która może wstrząsnąć nie tylko Tyszkiewiczem, ale przede wszystkim całym krajem, a nawet światem. 

Seria meteorologiczna autorstwa pana Marcina Ciszewskiego należy do gatunku sensacyjnego political fiction, jednak nie jest trudno wyobrazić sobie, że opisywane w książce wydarzenia mogłyby zdarzyć się naprawdę. Historia ta robi wrażenie na czytelniku, dając mu poczucie, że o bardzo wielu rzeczach rozgrywających się w świecie polityki, biznesu i międzynarodowych wpływach, nie ma najmniejszego pojęcia. Ale może to nawet lepiej. Nieświadomość czasami jest zbawienna.

Sardegna

"Kryptopnim Romeo" Wojciech Nerkowski


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 394
Moja ocena : 4/6
 
"Kryptonim Romeo" będzie piątą książką Wojtka Nerkowskiego, którą miałam okazję przeczytać. A wszystko zaczęło się od komedii kryminalnej, czyli trylogii o scenarzystach. "Spisek", "Zdrada" i "Koniec scenarzystów" podobały mi się niezmiernie, później przyszedł czas na thriller "Okrutnie piękny" (swoją drogą, świetna książka! bardzo polecam!), a teraz sięgnęłam po "Kryptonim Romeo". Niestety, wynikło z mojej strony pewne niedopatrzenie, nie skojarzyłam bowiem, że "Romeo" jest kontynuacją "Przecięcia", którego akurat nie czytałam. Wprawdzie nie jest aż taką ścisłą, żeby nie móc zorientować się w fabule, ale jednak ma tą samą gamę bohaterów, którzy mają jakąś wspólną, nieznaną mi przeszłość. Przez te luki w historii nie umiałam się niestety wkręcić w fabułę "Kryptonimu" tak, jakbym tego chciała, stąd ocena na czwórkę.

Trzeba jednak przyznać, że wszystkie książki Wojtka mają w sobie coś takiego, co wciąga, a ich fabuła mogłaby praktycznie od ręki posłużyć, jako scenariusz gotowej produkcji, czy to komedii kryminalnej, czy filmu akcji. Prym w opcji nadającej się do zekranizowania wiedzie "Romeo", mamy tutaj bowiem przepis na idealną sensację. Jest wyrazisty bohater główny, Robert Kidd, wykładowca akademicki, pół Polak, pół Amerykanin, który swoją sprawnością i sprytem mógłby spokojnie konkurować z Tomem Cruisem w "Mission Impossible". Jest piękna kobieta, która pomaga bohaterowi uratować świat. Jest wątek osobisty, który tak angażuje Kidda, że nie cofnie się przed niczym, żeby doprowadzić swą misję do końca. Jest akcja, romans, zdrada, niebezpieczeństwo, do tego wszystko toczy się bardzo dynamicznie, a my wraz z bohaterami przeskakujemy z kraju do kraju na Bliskim Wschodzie, jak pionki po planszy.

Robert Kidd jest wdowcem,bowiem jego żona Julia parę lat temu zginęła w wypadku samochodowym, na co dzień mieszka w Stanach wraz ze swoimi dwoma nastoletnimi synami, i ma ze sobą kilka burzliwych romansów, z czego ostatni, z Kaśką, żywiołową, szaloną i ekscentryczną kobietą, najbardziej dał się mu we znaki. Robert w swej pracy zawodowej miał też okazję współpracować ze służbami wywiadu, aktualnie jednak już nie angażuje się w międzynarodowe misje. 
 
Pewnego dnia, od starych "znajomych" otrzymuje informację, która go paraliżuje. Jego uznana za zmarłą żona, ubrana w tradycyjny strój arabskich kobiet, była widziana towarzystwie mężczyzny w diszdaszy w centrum stolicy Kataru. Do tego kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Czy to możliwe, że Julia żyje? A jeśli tak, co robi w Katarze, kiedy odbywa się tam spotkanie magnatów naftowych z Bliskiego Wschodu, wyglądając, jakby zaczęła prowadzić nowe życie? 
 
Robert nie może uwierzyć, że Julia sfingowała własną śmierć i porzuciła jego i dzieci. Nie dociera do niego również fakt, że była zamieszana z śmierć swojego promotora i jego syna, ludzi, z którymi rzekomo podróżowała i miała wypadek samochodowy. Jedynym rozwiązaniem wydaje się fakt, iż jej obecność na Bliskim Wschodzi ma jakiś związek z jego dawną pracą i powiązaniami z agencją wywiadu. Dawni współpracownicy Kidda postanawiają zbadać sprawę Julii, ale odsuwają od niej Roberta. Mężczyzna nie waha się więc działać na własną rękę, nawet jeżeli miałoby to oznaczać pracę przeciwko agencji.
 
Kidd uruchamia wszystkie dostępne kontakty, jakie zgromadził podczas pracy w służbach, szuka tropów w Dubaju, Kuwejcie i Katarze, jednak dopiero dzięki pomocy dawnego współpracownika, agenta Mossadu, trafia na pierwszy ślad żony w Izraelu. Tam nieoczekiwanie znajduje go Kaśka, i choć na początku pomysł zaangażowania dawnej kochanki w poszukiwania żony wydaje się absurdalny, to jednak Robert decyduje się na taki układ. Kaśka też zgadza się mu pomóc w znalezieniu Julii, choć z zupełnie innych przyczyn...
 
I tak zaczyna się niesamowicie intensywna przygoda, podczas której bohaterowie będą musieli przemierzyć kawał świata, szukając kolejnych tropów i miejsc związanych z Julią. Czy żona Kidda faktycznie zaczęła nowe życie z dala od męża i synów? A może jest przetrzymywana wbrew własnej woli? Ale jeśli tak, to przez kogo i w jakim celu?
 
Tropem Kidda wędruje ktoś, kto wyraźnie chce nie dopuścić do jego spotkania z żoną. Generuje to wiele niebezpieczeństw i nagłych zwrotów akcji, na szczęście Kaśka dorównuje Robertowi kroku, więc uda im się wybrnąć z nich bezpieczną ręką. Równocześnie polscy agenci starają się prowadzić własne śledztwo, które ktoś im wyraźnie sabotuje. Prawda wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale czy odnalezienie Julii rozwiąże wszystkie problemy Kidda?

"Kryptonim Romeo" to najbardziej sensacyjna powieść autora, pełna misternie splecionych wątków i międzynarodowych intryg. Może nawet za dużo tam się dzieje, bo jak w filmie sensacyjnym oglądanym na dużym ekranie, kadry szybko się zmieniają, bohaterowie gdzieś biegną i z kimć się ścierają, i trudno za nimi nadążyć. Stąd też powieść nie porwała mnie tak, jakbym tego chciała, sądzę jednak, że czytelnicy, którzy mają za sobą lekturę "Przecięcia" będą bardziej zadowoleni z lektury, mogąc śledzić dalszą relację pomiędzy Robertem a Kaśką.
 
Sardegna

"Sitwa" Paulina Świst


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 318
Moja ocena : 5/6 

Zawsze z chęcią sięgam po powieści Pauliny Świst. Są one dla mnie doskonałą rozrywką i gwarancją świetnej, odprężającej lektury. Czytałam "Prokuratora", "Komisarza", "Podejrzanego", a także "Karuzelę" pierwszy tom nowej serii, będącej tomem poprzedzającym "Sitwę". W Empiku trafiła mi się fajna promocja cenowa na powyższą kontynuację, postanowiłam więc skorzystać i od raz dowiedzieć się, co słychać u znanych mi bohaterów.
 
Zanim przejdę do konkretów, szczerze powiem, że "Sitwa" podobała mi się najmniej z dotychczas przeczytanych powieści Autorki, ale tylko ze względu na dość pokrętną część, związaną z intrygą kryminalno prawniczą. Nie żebym nie lubiła pogmatwanych wątków, ale tutaj jest jeden wielki chaos, który chyba ogarnia jedynie główna bohaterka. Natomiast wątek romansowy, jest jak najbardziej w porządku. Relacja pomiędzy bohaterami rozwija się tak, jak to zwykle u Pauliny Świst bywa. Jest namiętnie, gorąco, trochę zabawnie, trochę wulgarnie, ale trzeba przyznać, że o perypetiach bohaterów czyta się naprawdę bardzo dobrze.  
 
W "Sitwie" pierwsze skrzypce grają: prawniczka Lilka Płonka, czyli najlepsza przyjaciółka Kingi Błońskiej, znanej z serii o prokuratorze Łukaszu Zimnickim, a także Michał Grosicki, policjant CBŚu, który aktualnie działa pod przykrywką na Śląsku, gdzie jako doskonały motocyklista, pracuje w charakterze posłańca i próbuję się wkręcić w szeregi śląskiej grupy przestępczej. Grosicki, oprócz przenikania w szeregi szajki, dostaje za zadanie współpracować z Lilką Płonką w sprawie "vatowskiej karuzeli", rozkręconej owego czasu przez Piotra Orlińskiego i Aleksandrę Tredel.
 
Ponieważ Grosicki, prywatnie jest zaprzyjaźniony z bohaterami, którzy uciekli sprawiedliwości zostawiając służbom specjalnym spory bałagan do ogarnięcia, zostaje zaangażowany we wsparcie prawniczki, zajmującej się obroną kobiety powiązanej z karuzelą. Ktoś wyraźnie chce, aby Lilka nie zajmowała się tą sprawą, stąd też pomoc przystojnego funkcjonariusza będzie bardzo wskazana. 
 
Para bohaterów chętnie współpracuje nie tylko na polu zawodowym, ale i prywatnym, bowiem pomiędzy Lilką a Michałem wyraźnie iskrzy. Prawniczka ma cięty język, ostre, jak brzytwa riposty, ale pod pancerzem twardej babki kryje się uczuciowa kobieta, pragnąca mieć u boku fajnego, i przede wszystkim wiernego, faceta. Michał natomiast, zainteresowany, jak do tej pory jedynie przelotnymi romansami, zaczyna interesować się inteligentną, zabawną, naturalną i szczerą Lilką, która nie boi się mówić głośno, co myśli, a jej riposty są ostre, jak papryczka chili.
 
Pomiędzy bohaterami zaczyna nawiązywać się bliższa relacja, która  na początku polega tylko na flirtowaniu, przekomarzaniu się i droczeniu, później niezobowiązującym seksie, jednak z czasem przeradza się w coś większego i dla bohaterów nietypowego, bowiem i jedna, i druga strona zazwyczaj unika zaangażowania. Stąd też czeka ich niemałe zaskoczenie, kiedy w momencie kryzysu i zagrożenia, zauważają, jak bardzo im na sobie zależy.
 
Moje wrażenia z lektury "Sitwy" są bardzo pozytywne, ale też książki Pauliny Świst zawsze tak odbieram. Najmocniejszą stroną tej powieści są bohaterowie, a śledzenie ich budującej się relacji, zabawnych i pikantnych dialogów sprawia prawdziwą przyjemność.  Poza tym, historia Lilki i Michała rozgrywa się w głównej mierze na Śląsku, w Gliwicach, Katowicach, Rybniku, Rydułtowach (wycieczka na hałdę Szarlottę, bezcenna!), a ponieważ bardzo lubię, kiedy bohaterowie książek kręcą się po znanych mi miejscach, to tym bardziej jestem na tak. Do tego, w "Sitwie" pojawiają się również bohaterowie znani z poprzednich książek Autorki: prokurator Łukasz Zimnicki, jego dziewczyna, prawniczka Kinga Błońska, która jest jednocześnie przyjaciółką Lilki, komisarz Radosław Wyrwa, a także winni całego zamieszania, Piotr Orłowski i Ola Tredel. Zakończenie książki sugeruje, że historia tej dwójki jeszcze nie dobiegła końca, a o jej dalszym przebiegu będziemy mogli przeczytać, sięgając po kolejny tom serii. Co też niezwłocznie uczynię.

Sardegna

"Farba" i "Kontra" Wojtek Miłoszewski


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

3 comments


 Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 448/392
Moja ocena : ?/6

Pamiętacie "Inwazję", alternatywną historię współczesnej Polski, stworzoną przez Wojtka Miłoszewskiego? Powieść będąca pierwszą częścią trylogii, premierę miała w 2017 roku i zrobiła na mnie tak piorunujące wrażenie, że nie byłam w stanie nawet przyznać jej konkretnej oceny. Jakże bowiem ocenić coś, co wydaje się być tak przerażająco realne i straszne, że człowieka aż ciarki przechodzą na samą myśl. W przypadku "Inwazji" nie było mowy o podobaniu się, o stwierdzaniu, czy książka jest fajna, czy niefajna. Alternatywną historię naszego kraju trzeba przetrawić po swojemu, a gwarantuję, że taka "analiza" utrudni czytelnikowi zaśnięcie.

Dość długo czekałam na kontynuację "Inwazji", a jeszcze co gorsza, przegapiłam premierę drugiego tomu, czyli "Farby". Na szczęście udało mi się naprawić swój błąd przy okazji premiery tomu trzeciego - "Kontry", mogłam więc oba tomy zabrać ze sobą na wakacje. Czytając wstęp tego posta, może się wydawać, iż wzięłam je ze sobą tylko po to, żeby się umartwiać, jednak wbrew pozorom urlopowy klimat sprawił, że przeczytałam obie książki w dwa popołudnia, czego na pewno nie udałoby mi się zrobić w zaciszu domowym. Nie powiem, nie była to lekka i łatwa lektura. "Farba" była chyba nawet trudniejsza w odbiorze od "Inwazji" i "Kontry" razem wziętych, a to za sprawą brutalnych opisów wydarzeń rozgrywających się w Polsce, po przejęciu kraju przez Rosjan.

Pod rządami zaborcy, polska ludność musi zacząć sobie radzić w nowej sytuacji. Ludzie próbuję żyć normalnie, jednak jest to niezmiernie trudne, kiedy w kraju dominuje zniewolenie, zniszczenie, ubóstwo, a po ulicach błąka się niezliczona ilość bezdomnych i sierot wojennych. W kraju formuuje się nowe rosyjskie prawo i administracja, powstają szkoły zgodne z polityką zaborcy, kwitnie czarny rynek i nielegalne interesy. Rosyjska władza zaczyna przypominać do złudzenia dawne NKWD, tłumi więc wszelkie przejawy niesubordynacji i buntu wśród Polaków, wspomagając się straszeniem, aresztowaniami i torturami. I to w tak trudnych warunkach toczą się dalsze losy bohaterów "Inwazji"

Michał Barański, który rozdzielił się w czasie zbrojnego ataku na Śląsk, z ciężarną żoną Barbarą i nastoletnią córką Natalią, wraz z małym synkiem, starają się znaleźć dla siebie miejsce w zbombardowanych Katowicach. Wynajmuje on pokój w cudem ocalałej Superjednostce, i pracuje przy odbudowie miasta. Nieoczekiwanie trafia mu się życiowa szansa, dostaje bowiem pracę w nowo utworzonej rosyjskiej szkole (swoją drogą, mającej budynek główny w katowickiej Ikei), jako nauczyciel historii. Jednak praca ta, choć na bardzo dobrych warunkach, ma budować nowe, rosyjskie państwo, a na to Michał absolutnie się nie zgadza. Do tego, mężczyzna wplątuje się przypadkowo w poważny konflikt, ze znaną czytelnikowi z "Inwazji", Danutą Wojnarowicz. Kobieta, choć znalazła sobie świetną niszę, aby w czasie wojny zarabiać krocie na podejrzanym biznesie, na skutek pewnego zbiegu okoliczności ładuje się w kłopoty. Losy Danuty, sprytnej i przedsiębiorczej kobiety, splatają się z losami Michała i część wydarzeń przyjdzie im przeżywać wspólnie. Bohaterowie połączeni dziwną relacją, trafiają do katowickiego getta, czyli autonomicznej dzielnicy skupionej wokół lotniska Muchowiec, rządzącej się własnymi prawami.

Danuta jest jeszcze śledzona przez Zenona Marczaka, przyrodniego brata, który za wszelką cenę chce zemścić się na niej za "prezent", jaki od niej otrzymał podczas ostatniego spotkania. W ogóle Zenon jest bardzo istotną postacią w całej tej trylogii i odgrywa naprawdę wiele ról. Bezkompromisowy, aby osiągnąć swój cel, zdolny jest do każdych poświęceń. Współpracuje z rosyjskimi władzami, zdradza przyjazne mu osoby, zrobi wszystko, aby przetrwać, i jak najwięcej skorzystać dla siebie. 

Ciężarna żona Michała, Barbara z córką Natalią, trafiają natomiast na Syberię. Obie pracują w nieludzkich warunkach i traktowane są, jako gorszy gatunek ludzi. Nieoczekiwanie, kobiety otrzymują pomoc i to z najmniej oczekiwanej strony, jednak ucieczka z miasta zesłania staje się dla nich tylko początkiem kłopotów. 

Roman Gurski, żołnierz walczący przy obronie Katowic, razem z przyjaciółmi z jednostki, ocalałymi z inwazji, udzielają się w FARBIE, czyli tajnej organizacji walczącej z Rosjanami, której działalność rozgrywa się głównie w podziemiu, a ich akcje mają na celu podniesienie morale narodu polskiego i osłabienie władzy. FARBA staje się coraz bardziej popularna i zyskuje poparcie Polaków, jednak głównym jej problemem jest mała ilość ludzi, odpowiednich do zasilenia jej szeregów. Gurski i jego żołnierze są najbardziej zaangażowani w działalność i to oni będą na pierwszym planie, w momencie walki kraju o niepodległość.

Trudno jest mi pokrótce opisać treść "Farby" i "Kontry" bowiem w drugiej i trzeciej części tak wiele się dzieje, jedne wydarzania przechodzą płynnie w kolejne, że przedstawienie fabuły bez spojlerowania jest naprawdę trudne. Każdego z bohaterów dotyka cała gama zdarzeń, zostali oni bowiem wyrzucenie w wir historii i sytuacje, na które w większości nie mają żadnego wpływu. 

Alternatywna historia współczesnej Polski poraża swoją realnością i naprawdę ciężko czyta się o tych wszystkich tragicznych wydarzeniach, które rozgrywają się w bliższych i dalszych zakątkach naszego kraju, w miejscach dobrze znanych. W "Kontrze" znalazłam nawet wzmiankę o moim mieście i jego okolicach, w których rozegrają się akurat ważne dla Zenona i Danuty, wydarzenia. Do tego, dzielnica Katowic, rządzą się swoimi prawami, słynąca z przestępczości najgorszego rodzaju, szerzącej się na światową skalę, znajduje się w najbliższej mi części miasta, praktycznie sąsiadującej z moimi okolicami. Strasznie o tym czytać.

Będąc po lekturze trylogii mogę stwierdzić, że w całej dramaturgii i brutalności tej historii (a zupełnie nie zauważyłam tego, czytając "Inwazję"), jest nutka czarnego, inteligentnego humoru. Ten element sprawia, że powieści, które jednak są wojennym s-f, a nie z gatunku historycznych, nie trzeba traktować w sposób mocno patetyczny i poważny. Sama chyba po pierwszym tomie trochę poddałam się tej powadze tematu, zamiast podejść do historii bardziej na luzie. Uważam, że Wojtek Miłoszewski stworzył naprawdę świetną sensacyjną historię, która może trafić w gusta zarówno miłośników s-f, jak i powieści wojennych, ale także tych, którzy lubią niebanalne, choć nie powiem, mocno przerażające, realistyczne historie alternatywne.

Sardegna

"Fracht" Grzegorz Brudnik


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 578
Moja ocena : 6/6

Dzisiejszy wpis jest o świetnej książce, która pojawiła się niedawno na rynku wydawniczym i z tego co widzę, nieźle namieszała (ale w pozytywny sposób) w głowach czytelników.  

"Fracht" pojawił się na świecie za sprawą pana Grzegorza Brudnika, nowego nazwiska w świecie pisarskim, Autora, który zaproponował czytelnikom spektakularną i wielowątkową, iście hollywoodzką opowieść w wielkim stylu. Powieść ma ponad 500 stron i dzieje się w niej naprawdę wiele, ale gwarantuję, że nie ma tu chaosu ani bezsensownych wątków. Akcja toczy się dynamicznie i ma tyle zwrotów, że człowiek nawet nie zauważa, kiedy jest w połowie książki i podąża do finału. Faktycznie, bohater jest takim trochę Jamesem Bondem, ale kurczę no! O jego przygodach czyta się świetnie!

Bardzo bym chciała, aby o Autorze zrobiło się naprawdę głośno, bowiem książki napisane w takim stylu nie mogą zostać niezauważone przez szerokie grono odbiorców. Choć, nie powiem, do "Frachtu" trzeba podejść poważnie, czytać w skupieniu, żeby nie przegapić żadnego z ważnych wątków, których Autor podsuwa mnóstwo. Lepiej też zacząć przygodę z jego książkami od "Mayday", która jest pierwszą częścią przygód Aleksandra Galla, bohatera "Frachtu", utrzymana w podobnym, katastroficznym klimacie. 

Dlaczego więc nie sięgnęłam na początku po tom pierwszy tylko skupiłam się na drugim, spytacie? Otóż wydawało mi się, że obie książki są zupełnie odrębnymi historiami i niczym się nie łączą, nie zaszkodzi więc, jeśli zacznę sobie od nowości. W rzeczywistości jednak, choć sprawy, nad którymi pracuje Gall są odrębne, to jednak wątek osobisty bohatera jest kontynuacją. Gdybym więc faktycznie lepiej zorientowała się w sytuacji, przeczytałabym najpierw "Mayday", mimo wszystko można jednak czytać obie książki oddzielnie i zorientować się w temacie, czego jestem najlepszym przykładem.

Przechodząc jednak do sedna sprawy, bardzo lubię powieści z wątkiem katastroficznym, filmy zresztą też, ale bardzo rzadko się zdarza, zwłaszcza w książkach, aby ów wątek był dobrze zaplanowany. Często bywa tak, iż po emocjonującym początku jest średnie rozwinięcie i bardzo słabe zakończenie. Mimo to ciągle szukam książki idealnej w tym zakresie, i powiem Wam, że "Fracht" bardzo podniósł poprzeczkę. Mam może małą uwagę, żeby samej katastrofy i jej opisu było w książce jeszcze więcej, ale naprawdę nie mam zastrzeżeń, co do rozwinięcia tej historii i jej zakończenia.

Głównym bohaterem "Frachtu" jest Aleksander Gall, człowiek mega inteligenty, obdarzony fotograficzną pamięcią, specjalizujący się w wyjaśnianiu przyczyn największych katastrof samolotów, statków czy wypadków kolejowych. Kiedy więc na Bałtyku podczas sztormu, dochodzi do zatonięcia wielkiego statku kolejowo - samochodowego "Raginis", który ma na swoim pokładzie olbrzymi ładunek, Gall zostaje zwerbowany przez dawnego znajomego, będącego aktualnie armatorem stojącym na skraju bankructwa, do wyjaśnienia tej sprawy. Zatonięcie "Raginisa", które przebiegło niemal błyskawicznie, z jednej strony wydaje się spowodowane sztormem, przechyłem i nagłym wlewem wody przez niedomknięte  śluzy. Z drugiej jednak strony, pewne ślady sugerują, że statek mógł zderzyć się z inną jednostką pływającą, choć teoretycznie do takiej sytuacji nie miało prawa dojść.

Gall z pomocą swojego przyjaciela Baldura Eysturvinda, nazywanego po prostu Baldim, człowieka niezwykłego, niebywale inteligentnego, świetnie znajdującego się na technologii, komputerach, mającego masę znajomości i kontaktów na całym świecie, a do tego wysportowanego, o nieco mrocznym charakterze, postanawiają przyjrzeć się tej sprawie bliżej. Tylko że wraz z odkrywaniem kolejnych tropów, wychodzi na jaw, że u podstaw katastrofy leży prawdopodobnie coś zupełnie innego, niż początkowo mogło się wydawać. Statkiem i jego ładunkiem zaczyna interesować się cała grupa ludzi, którym katastrofa była bardzo na rękę. Ktoś za wszelką cenę nie chce, aby prawda wyszła na jaw, jednak dla Galla i Baldiego przyczyny zatonięcia statku stają się coraz bardziej jasne. Cała sprawa robi się niesamowicie nieprawdopodobna, a realne niebezpieczeństwo, na które narażeni są bohaterowie, wyraźnie rośnie.

Faktycznie, patrząc realnie, to Gall jest trochę takim nadczłowiekiem, podobnie, jak jego przyjaciel, ale ja lubię takich charyzmatycznych mężczyzn, dla których nie ma rzeczy niemożliwych! Osobiście mam jeszcze jedno pozytywne skojarzenie: Aleksander i Baldi wyraźnie kojarzyli mi się z Myronem Bolitarem i Winem, moimi ulubionymi bohaterami z serii kryminałów Harlana Cobena. Głównie za sprawą relacji ich łączącej, niemego porozumienia, oddania, ale także czarnego humoru i sarkazmu, który nieustannie towarzyszy ich rozmowom. Poza tym, obaj są mega inteligentni (to moja ukochana cecha u mężczyzn i tych książkowych, i tych prawdziwych), sprytni, dostrzegają to, co innym umyka i potrafią znaleźć wyjście z każdej, nawet najbardziej dramatycznej sytuacji. 

Nie będę zdradzała, co tak naprawdę wydarzyło się na "Raginisie", bo to muszą czytelnicy odkryć sami. Powiem tylko, że w tej historii nic nie jest takie, jak na początku się wydaje i nawet zmierzając do końca, kiedy wydaje się, że rozwiązanie mamy już na tacy, ostatnie strony przynoszą prawdziwą petardę. Nic też w tej historii nie jest przypadkowe i nawet wątki pozornie nieistotne, wydające się dodatkiem do treści, mają znaczenie. Jest rozmach, szybkie tempo akcji, wiele postaci, w tym drugo i trzecioplanowych, wspaniale wykreowanych, równie ważnych, co najważniejsze osoby w tym dramacie. Jest wielka dbałość o szczegóły, każdy wątek (a jest ich naprawdę wiele) rzetelnie skonstruowany, a to wszystko świadczy o fakcie, iż Autor do napisania swych książek naprawdę świetnie się przygotowuje. Brawo! Jestem pod bardzo wielkim wrażeniem i na pewno zaopatrzę się w "Mayday"!


Sardegna

"Przewieszenie" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 464
Moja ocena : 6/6

Będąc w temacie serii Remigiusza Mroza o komisarzu Wiktorze Forście, dzisiaj parę słów o "Przewieszeniu", czyli kontynuacji "Ekspozycji", o której pisałam TUTAJ. Tak, jak mówiłam wcześniej, od razu po emocjonującym zakończeniu tomu pierwszego, sięgnęłam po dalszy ciąg, a wszystko za sprawą księgarni Tak Czytam, która poratowała mnie brakującą częścią i pozwoliła kontynuować czytelniczą przygodę.

O "Ekspozycji" wypowiadałam się w samych superlatywach, chwaliłam tempo akcji i pomysłowość, jednak po lekturze "Przewieszenia" mogę stwierdzić że (o ile jest to w ogóle możliwe), podobało mi się jeszcze bardziej.

Kiedy wszystkim wydaje się, że Bestia z Giewontu skończyła już swoją makabryczną grę, na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego zaczynają się dziać się dziwne rzeczy. Na szlach górskich w przypadkowych miejscach, giną samotni turyści. Początkowo zdarzenia te są uznawane za nieszczęśliwe wypadki, makabryczne zbiegi okoliczności, kiedy jednak w rzeczach denatów znajdują się pewne nawiązania do sprawy Forsta, przyjmuje się, że Bestia zaczyna działać na zupełnie nowym froncie.

Wydaje się, że morderca dalej wybiera swe ofiary w pewien przypadkowy sposób, Forst próbuje więc znaleźć jakiś klucz, którym posługuje się sprawca. Sytuacji nie ułatwia jednak fakt, że od czasów zabójstwa na Giewoncie, nowe ślady prowadzą raczej do buddyjskich symboli, niż starożytnych monet. Wszystko sugeruje więc, że za nowymi morderstwami stoją nowe motywy. Ale czy na pewno?

Z czego wynika fakt, że "Przewieszenie" podobało mi się bardziej od "Ekspozycji", spytacie? Otóż, w powyższej powieści akcja toczy się w moich ukochanych Tatrach, a bohaterowie, choć w niecnych celach, jednak przemierzają doskonale mi znane szlaki górskie (za wyjątkiem Tatr Słowackich i Mięguszowieckiego Szczytu, bo tam akurat nie byłam). Uwielbiam, kiedy akcja powieści dzieje się w znanych mi miejscach, a do historii rozgrywających się w polskich górach to już w ogóle mam słabość. W "Ekspozycji" też wprawdzie pojawia się element tatrzański, w postaci Giewontu, ale tylko na moment, bo potem już wydarzenia przenoszą się w zupełnie inne tereny. Na szczęście w tej powieści niemalże cała akcja toczy się na szlakach, więc to jest to, co lubię najbardziej.

Wyeksponowane Tatry nie są jednak jedynym czynnikiem, przemawiającym za tym, że "Przewieszenie" wypada lepiej od "Ekspozycji". W tym tomie poznajemy nieco bliżej Bestię z Giewontu, albo przynajmniej człowieka, który wydaje się nim być (kto stoi za całą sprawą kryminalną w tym tomie jeszcze nie zostało wyjaśnione). Mamy okazję dowiedzieć się czegoś na jego temat i "zajrzeć" do jego umysłu. Poza tym, możemy lepiej poznać samego Forsta, który na szczęście działa już w terenie. W części pierwszej jego praca śledczego była raczej zablokowana, tutaj może wykazać się nieco bardziej, choć i tak wpada on w niezłe tarapaty.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona pierwszymi dwoma tomami serii Remigiusza Mroza o zakopiańskim komisarzu. Postanowiłam więc kontynuować tą historię i jestem już w połowie "Trawersu". Nie przewidziałam, że ta opowieść może okazać się tak wciągająca i wyprzeć w moim osobistym rankingu, prawniczą serię o Chyłce i Zordonie. Mam nadzieję, że kolejne tomy okażą się równie ciekawe i nie zawiodą moich czytelniczych oczekiwań. 


Sardegna