"Przebudzenie Morfeusza" K.N.Haner


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments



Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 524
Moja ocena : 3/6


"Przebudzenie Morfeusza" przeczytałam w sierpniu. Dlaczego dopiero teraz o nim piszę? Tak, jak trudno mi się zabrać do pisania notki o książce genialnej i dla mnie wyjątkowej, tak w drugą stronę, nie mogę zabrać się do opisywania powieści słabej, niefajnej, po prostu takiej, która nie spełnia moich oczekiwań. Nie mam zwyczaju z lubością krytykować, wolę pochwalić. Czasami jednak nie da rady inaczej.  

Twórczość K.N.Haner jest dość bogato komentowana w blogosferze. Z jednej strony Autorka powieści ma szereg fanek, które bezkrytycznie przyjmują wszystkie historie wychodzące spod jej pióra, z drugiej strony, ma równie szerokie grono przeciwników, którzy nie zostawiają na jej powieściach suchej nitki. Nie lubię być nie w temacie, stąd moja chęć na przeczytanie serii o Morfeuszu. Powiem tak, początek, czyli tom pierwszy, był całkiem niezły. Była to miła odmiana po mdłym Greyu, pokazująca, że polska autorka też jest w stanie napisać ciekawy erotyk. Potem było niestety już tylko gorzej. Tom drugi "Koszmar Morfeusza" był bardzo zły, a powyższy trzeci, okazał się chyba jeszcze gorszy.   

I to nie tak, że jestem uprzedzona. Naprawdę dałam tej serii szansę. Nawet kiedy po lekturze tomu drugiego zarzekałam się, że to koniec, po czasie stwierdziłam, że tak nie można. Muszę przecież poznać zakończenie tej historii. Tym bardziej, że pomysł Autorki na fabułę, "tajemnicę" i mroczną stronę bohatera, naprawdę wydaje się być niezły. Na nic to jednak się zdaje, kiedy wykonanie kuleje,  a ilość absurdów na stronach tej powieści przekracza wszelkie granice. Na nic wtedy dobra wola. Wrażenie jest złe i nic tego nie zmieni.

"Przebudzenie Morfeusza" to trzeci tom "mafijnej serii", będący tak naprawdę erotykiem z niewielkim wątkiem sensacyjnym. W ogóle fabuła tej powieści jest bardzo płynna, bo o ile w części pierwszej jeszcze jest jakieś tło wydarzeń, jakaś tajemnica, budząca ciekawość czytelnika, co do dalszych losów bohaterów, to w drugim i trzecim tomie jest już tylko chaos. W fabule znajdziemy wszystko, co byśmy chcieli, a jednocześnie zupełnie nic. Wątki przeplatają się swobodnie, czasem bez ładu i składu, nie wnosząc wiele do całej opowieści. Główna bohaterka Cassandra, jest najbardziej nierealną, oderwaną od rzeczywistości postacią, przy której Ana Steel jest fascynującą osobowością. Ja rozumiem, że książka jest erotykiem i na tym aspekcie ma się skupiać czytelnik, jednak fajnie by było, żeby oprócz seksu coś jeszcze sensownego działo się w tej książce. W "Przebudzeniu Morfeusza" dzieje się naprawdę sporo, wszystko tylko jest jednym wielkim misz - maszem, chaosem w czystej postaci, nie dającym czytelnikowi odpowiedzi na żadne pytania, nie będącym nawet ciągiem przyczynowo - skutkowym. Pisałam to już przy okazji drugiego tomu, dla mnie ta seria jest zmarnowanym pomysłem na fajną fabułę. Szkoda.

O czym jest tak właściwie ta historia? Opowiada o trudnej miłości dwojga ludzi pochodzących z zupełnie różnych światów, których dzieli praktycznie wszystko. Adam McKey jest wpływowym szefem wielkiej firmy, jednocześnie jednym z wysoko postawionych członków mafii, wykorzystującej seksualnie niewinne kobiety. Ona - Cassandra Givens, jest niedoszłą ofiarą takiego układu. Bohaterów łączy namiętność, która wymyka się z pod kontroli mafii i podąża w zupełnie swoją stronę. Jako że w wartej miliony "korporacji" mafijnej nie ma miejsca na prywatę, Adam ma z powodu ukochanej poważne kłopoty, a największym jego wrogiem stanie się Eros, człowiek kontrolujący wszystkie układy, pragnący mieć Cass tylko dla siebie. 

I przyznajcie sami, pomysł jest, fabuła nie brzmi źle. Gorzej jednak z wykonaniem. Absurd w tej książce goni absurd, a prym w tym wszystkim wiedzie kreacja głównej bohaterki Cassandry. Opisywane wydarzenia są tak nieprawdopodobnie irracjonalne, że aż człowiek zaczyna się zastanawiać, czy  aby na pewno wydarzenia dzieją się na naszej plancie, i czy aby nie w jakiejś alternatywnej rzeczywistości.

Podczas czytania wypisałam sobie kilka przykładów, żeby nie było, że zmyślam:

* Cassandra zaczyna nową pracę (u innego pracodawcy niż Adam). Pierwszy dzień - pierwsze spóźnienie. Co robi szef? Przynosi jej z uśmiechem kawę, nie gniewa się oczywiście, a wręcz przeciwnie - podrywa. Też tak mieliście w pierwszym dniu swej pracy, czy może wręcz przeciwnie?
* Cass pracuje dwa, dosłownie dwa dni. Przeziębia się, bierze L4. Szef odwozi ją do domu. Kiedy ostatnio szef odwiózł Was do domu, kiedy mieliście katar?
* Kolejne dni w pracy - kolejne spóźnienia, tym razem z powodu kaca (to już było w poprzednich tomach, widocznie Cass nie uczy się na własnych błędach). Szef robi kawę, zwalnia do domu, każe iść na obiad, zrobić projekt jutro - dajcie mi namiar na tego faceta!
* Po pierwszym, wyczerpującym tygodniu pracy - czas na odpoczynek. Bohaterka jedzie na wakacje do NY z ukochanym, w związku z tym bierze urlop. Przyznać się, kto choć raz tak zrobił!
* Cass mówi do znajomego: FILIPIE. Non stop. W każdym zdaniu.
* Cass i Adam mają 2 letniego synka. W prezencie kupują mu kolejne klocki LEGO. A malec z zapamiętaniem je układa. No tak. Kto ma lub miał w domu dwulatka, ten wie, że dwulatek i klocki Lego do siebie zupełnie nie pasują.
* Synek ląduje chory w szpitalu - Cass i Adam w windzie szpitalnej uprawiają seks. Oczywiście. Tak się robi, kiedy ma się chore dziecko.
* Będąc jeszcze w temacie dziecka - można pieścić się, kiedy obok na łóżku siedzi malec i ogląda Kubusia Puchatka.
* Cass non stop obraża się na ukochanego. Co wtedy robi? Bierze syna w ramiona, wybiega z mieszkania, ucieka w świat, ale po 20 minutach dzwoni do Adama, żeby jednak po nią przyjechał, bo ciemno i zimno.
* Eros porywa Cass. W końcu coś się dziej, robi się niebezpiecznie, ale tylko przez moment, bo nagle scena się urywa, a chwilę później Adam - szczęśliwy wybawca ratuje ją z opresji. Nie wiemy w prawdzie jak, ale to widocznie nie jest istotne.  
* Cass zdradza Erosowi newsa o ciąży, mimo że wie, że grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Ale co tam, kiedy jest się taką piękną i seksowną plotkarą, wszystko uchodzi na sucho...
* Cassandra obsesyjnie myśli o seksie. Ma ukochanego, ale to jej nie przeszkadza przespać się ze znajomym. Adam też nie jest zły o zdradę, bo przecież, jak się ma taką atrakcyjną i pożądana kobietę, to trzeba się liczyć z konsekwencjami. 

Nic już chyba więcej na ten temat nie napiszę, no może poza tym, że sięgając po trylogię o Morfeuszu K.N. Haner, robicie to na własną odpowiedzialność.

Sardegna

ŚBK: "Moje ulubione wydawnictwa"


posted by Sardegna on

6 comments

Kolejny mój post tematyczny, związany z działalnością naszej grupy Śląskich Blogerów Książkowych dotyczyć będzie ulubionych wydawnictw. Jest to dla mnie bardzo wdzięczny temat, bowiem ulubionych wydawnictw mam całkiem sporo. Niektóre z nich, całkiem obiektywnie, lubię i cenię za ofertę książkową, jaką proponują swoim czytelnikom. Inne natomiast, oceniam pozytywnie w zupełnie subiektywny sposób, głównie dzięki kontaktom z sympatycznymi ludźmi, z którymi miałam okazję, w ciągu 7 lat blogowania, współpracować.

Niektóre wydawnictwa doskonale łączą obie te cechy i dzięki temu są na szczycie mojej listy ulubieńców. Moja Złota Piątka wygląda następująco (kolejność przypadkowa):

Nasza Księgarnia


za genialną ofertę książek dla dzieci i młodzieży:


Czwarta Strona
 

 za Chyłkę, Zordona i masę genialnych powieści obyczajowych i kryminałów:


Wydawnictwo mg


za tradycję i nowoczesność oraz moje ulubione powieści Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak:


Wydawnictwo Agora:
za literaturę najbliższą memu sercu:


Grupa Wydawnicza Publicat
 

 za Phillipę Gregory i kryminały Marty Matyszczak:


A jakie wydawnictwa należą do Waszych ulubionych?

Sardegna

"Cuda niewidy. Zagadki dla młodszych i starszych" Marianna Oklejak


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 64
 Moja ocena : 4/6

Korzystając z okazji, że Dzień Babci i Dziadka już za pasem, a niektórzy z nas jeszcze nie otrząsnęli się po świętach i nie mają pomysłu, czym Dziadków obdarować, pokażę Wam dzisiaj książkę, która może okazać się dla nich oryginalnym prezentem. Dlaczego napisałam, że oryginalnym? Książka ta z założenia przeznaczona jest dla dzieci, ale uwierzcie mi, jest bardziej skomplikowana, niż na to wygląda! Gwarantuję, że dorośli też będą mieli z niej nie lada frajdę!

"Cuda niewidy" to fantastycznie wydany zbiór zagadek, labiryntów i łamigłówek, bardziej przypominający albumu z pięknymi ilustracjami o tematyce ludowej, niż zeszyt do bazgrania. W twardej okładce, dużego formatu, na pięknym papierze, łączy w sobie dobrą zabawę, ale też cieszy oko samymi walorami estetycznymi. 

Powiem Wam, że przez tą piękną otoczkę i elegancką formę, moje dzieci nie zdecydowały się pisać po jej stronicach, mimo że większość zagadek już rozwiązały. Jest im po prostu szkoda bazgrać po tak cudnie wydanej książce.

Jeśli chodzi o same łamigłówki, to nie są one prostą sprawą. Ich tematem przewodnim jest historia dwóch braci, którzy po śmierci rodziców zostali sami na świecie i nie mogli zaznać szczęścia. Pokłóceni, wyruszyli więc w drogę szukać radości i czegoś, co ich pogodzi. Jednak po drodze czekało na nich wiele przygód wypełnionych pułapkami, zagadkami i podchwytliwymi pytaniami. Dopiero, kiedy znajdą oni ich rozwiązanie, będą mogli przejść dalej, czyli na kolejne strony opowieści. 



Czasami na niektórych stronicach ksiażki znajdują się wskazówki lub niezbędne informacje, które mogą przydać się w kolejnych zadaniach, bracia muszą więc wykazać się sprytem, dobrą pamięcią i współpracą. Czy historia będzie miała happy end, to zależeć będzie tylko od zaangażowania czytelników i ich zdolności logicznego myślenia. Po przejściu do ostatniej strony, historia braci dobiegnie końca.

Czego można się spodziewać, jeśli chodzi o rodzaj łamigłówek? Szukania różnic, odnalezienia wybranych symboli na obrazku, przejścia labiryntu, czy wyszukania przedmiotu, który nie ma pary. Niby nic nadzwyczajnego, ale jeśli dodam do tego, że obrazki pełne są motywów ludowych, bardzo podobnych do siebie wzorów i wycinanek, to już nie będzie tak banalne, jak się może wydawać. 

Zresztą sami zobaczcie kilka przykładowych stronic tej książki:





"Cuda niewidy" są pełną niespodzianek książeczką, której rozwiązanie zajmie naprawdę sporo czasu. Przyznam szczerze, że dorosłym przedzieranie się przez kolejne strony również dostarcza wrażeń i wcale nie jest łatwe. Ja sama do teraz nie potrafię przejść przez dwa, trzy zadania. Stąd też pojawiła się moja propozycja upominku dla Babci i Dziadka. Wspólne, wielopokoleniowe rozwiązywanie łamigłówek, albo "drużynowe" szukanie par na czas, może okazać się fajnym pomysłem na spędzenie czasu z Dziadkami. Poza tym, wizualny motyw ludowy może się solenizantom bardzo spodobać. 

Sardegna

"Światło w Cichą Noc" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments



Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron:  352
 Moja ocena : 5/6

Trochę z opóźnieniem, ale kto powiedział, że w styczniu nie można czytać książek o tematyce świąt? W moim wypadku lektura "Światła w Cichą Noc" była w sumie bardzo świąteczna, ale jej przeczytanie trochę mi się przedłużyło, głównie za sprawą ogarniania wszystkich końcoworocznych zaległości i podsumowań. Dlatego też dopiero na początku stycznia udało mi się spokojnie dokończyć lekturę. Zmotywował mnie też do tego fakt, że w najbliższym czasie odbędzie się premiera drugiego tomu serii "Willi pod Kasztanami", do której powieść należy, a nie chciałam mieć braków w tym temacie.

"Światło w Cichą Noc" to ciepła i świąteczna opowieść o sile rodzinnej miłości, ale przede wszystkim o pogodzeniu się z trudną przeszłością. Piątka bohaterów tej opowieści, czyli trzydziestoparoletni Antek, jego przyrodnia siostra Bianka, rodzeństwo Łaniewskich: Magda, Michał i Bartek, muszą stawić czoło trudnej, rodzinnej przeszłości, schować skrywane od lat urazy i pretensje, żeby móc na nowo cieszyć się świętami, odbudować relacje z innymi ludźmi i postarać się odzyskać szczęście.Każdy z bohaterów jest w pewien sposób naznaczony swoim trudnym dzieciństwem i historią rodziny, w której dorastał. Te wspomnienia rzutują na ich dorosłym życiu i nie dają im ruszyć naprzód z własnymi celami. 

Antek, nawet teraz, po dwudziestu latach, nie potrafi pogodzić się z faktem, że kiedyś jego ojciec zdradził matkę i zostawił swojego 10 - letniego syna, przenosząc się do nowej rodziny. Jego przez lata gromadzone urazy i żal, mają wpływ na relacje z bliskimi, a także z kobietami, z którymi się spotyka. Bianka, jego przyrodnia siostra, poczęta w wyniku romansu ojca Antka z jej matką, przez całe życie zmaga się z etykietą dziecka rozbijającego rodzinę. Również rodzeństwo Łaniewskich ciągle zmaga się z demonami przeszłości, stracili oni bowiem w wypadku samochodowym, rodziców, dokładnie w dzień wigilii. Od tej pory nie obchodzą świąt, ani nie rozmawiają na temat swej przeszłości. Za to skrupulatnie odgrywają role, jakie przyjęli w rodzinie po śmierci najbliższych. Michał, najstarszy z rodzeństwa, przejął opiekę nad młodszym bratem i siostrą, od lat na pełnych obrotach, czuję się odpowiedzialny za ich wybory, sukcesy i porażki. Bartek przyjął rolę niesfornego dzieciaka, który nigdzie na dłużej nie może zagrzać miejsca i nie potrafi dorosnąć. Magda, najmłodsza z rodzeństwa, chroniona i rozpieszczana przez braci, paradoksalnie, jako pierwsza chce wyrwać się z marazmu, zostawić przeszłość za sobą i zacząć wszystko od nowa. Jej decyzji sprzyja fakt, że znalazła idealnego kandydata na męża, pochodzącego z tradycyjnej, dobrej rodziny. Magda chciałaby założyć normalną rodzinę, nie zdaje sobie jednak sprawy, że jej narzeczony upatruje w niej następczynię swojej mamy.

Dla całej piątki nadchodzące święta mogą stać się okazją do rozpoczęcia wszystkiego od początku. Jak jednak budować nową rzeczywistość, kiedy wspomnienia o śmierci rodziców są ciągle żywe, Magda naciskana przez rodzinę narzeczonego szykuje tradycyjną wigilijną kolację, choć nie ma o tym pojęcia, Bartek wymiguje się od kolejnej pracy, a opoka wszystkich - Michał, przeżywa osobowościowy kryzys. Podobne dylematy związane ze świętami przeżywają Antek i Bianka, ci na szczęście mają wsparcie w babci Kalinie, która obdarza także dobrym słowem trójkę rodzeństwa mieszkającą po sąsiedzku.

"Światło w Cichą Noc" to ciepła, świąteczna opowieść mówiąca o tym, jak ważne jest wsparcie rodziny i wyzbycie się złych emocji. Trzeba jednak być świadomym tego, że jest to taka "bajka" dla dużych dziewczynek, opowieść nie mająca zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Ma ona na celu umilić przygotowania do świąt, wprowadzić w bożonarodzeniowy nastrój, sprawić, by czytelnik poczuł tą charakterystyczną "magię świąt", nie pokazuje jednak prawdziwego życia. Choć problemy, jakie mają bohaterowie tej powieści, są jak najbardziej realne, to zachowanie w ich obliczu znacznie odbiega już od normy. Rozmowy, jakie prowadzą dorośli trzydziestolatkowie przy piwie, czy też na trzeźwo, same dialogi rodzeństwa, ich wewnętrzne dylematy, przejaskrawione reakcje na niektóre motywy świąteczne, dalekie są od prawdziwego życia. To nie jest w sumie mój zarzut, co do tej książki, bo oczekiwałam właśnie lekkiej, świątecznej historii i taką dostałam, jednak dla mnie powieść ta jest z gatunku jednorazowych, czyli fajnie było ją przeczytać, w przyszłości rozejrzeć się za kontynuacją, ale nie sądzę, żebym kiedyś, na przykład w okolicach przyszłego Bożego Narodzenia, sięgnęła po nią ponownie.

W każdym razie "Światło w Cichą Noc" jest sympatyczną, świąteczną historią, która może okazać się przyjemną, grudniową lekturą. Chętnie poznam dalsze losy bohaterów "Willi pod Kasztanami", być może już nawet w najbliższym czasie, bowiem premiera części drugiej "Światło o poranku" zaplanowana jest na koniec lutego.
Sardegna

"Czasami klamię" Alice Feeney


posted by Sardegna on , , , , ,

5 comments

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:  325
 Moja ocena : 6/6

Łapię się na tym, że coraz chętniej sięgam po powieści z nurtu domestic noir. Na początku byłam trochę oporna w stosunku do  powieści nachalnie tak reklamowanych, bądź porównywanych do "Dziewczyny z pociągu", która zdobyła oszałamiająca popularność, lub "Zaginionej dziewczyny", czyli niejako pionierki w tej kategorii, ale z czasem, zauważyłam, że motyw ten autentycznie mi się podoba. Domestic noir jest bardzo wdzięcznym tematem, bowiem pod tym hasłem można ukryć wiele ciekawych wątków, tajemnic, niecnych sprawek, rodzinnych sekretów, czy skrywanych od lat, trupów w szafie, które wychodzą na jaw, w najmniej oczekiwanym momencie. 

"Czasami kłamię" jest właśnie taką powieścią, i powiem szczerze, że jest jedną z lepszych z tego nurtu, jakie miałam do tej pory okazję czytać. Skłoniłam się w stronę tej lektury, głównie ze względu na dość pochlebne opinie o książce krążące po blogosferze. Padały hasła, że ta historia jest niesamowicie intrygująca, zaskakująca i miesza w głowie. To było dla mnie najlepszą rekomendacją, bo lubię czasem sięgnąć po coś niebanalnego, co zburzy mój wewnętrzny spokój. Faktycznie, książka okazała się być bardzo dobra, wciągająca i bardzo, bardzo pokręcona. Przeczytanie jej zajęło mi dwie godziny. Sto dwadzieścia, pełnych emocji i nerwowego przerzucania kartek, minut. Czujecie się zachęceni? 

Amber Reynolds ulega wypadkowi, w wyniku którego zapada w śpiączkę. Po pewnym czasie jednak zaczyna świadomie odczuwać i przypominać sobie pewne szczegóły ostatnich dni. Stopniowo, krok po kroku, zaczyna się budzić i wspominać to, co działo się w jej życiu. Ale wydarzenia te są tak wyraźnie ze sobą sprzeczne, że bohaterka czuje się poważnie zaniepokojona. Z każdym kolejnym dniem i przypomnianymi wydarzeniami, w kobiecie budzi się przerażenie i poczucie zagrożenia, że nawet w pozornie bezpiecznym, szpitalnym łóżku grozi jej niebezpieczeństwo. Przeszłość próbuje wedrzeć się do umysłu Amber, a wspomnienia napływają do niej falami. Bohaterka usilnie stara się skonfrontować je z teraźniejszością, ale każda taka próba kończy się większym przerażeniem i niekontrolowanym strachem. Amber bardzo chce się obudzić ze śpiączki, jednocześnie, panicznie boi się tego, co zostanie po przebudzeniu .

Trudno pisać mi o fabule tej książki, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Istotą tej historii jest to, aby czytelnik wkręcił się w opowieść, poznał przeszłość bohaterki i skonfrontował ją z teraźniejszymi wydarzeniami. Trzeba jednak pamiętać, że w tej historii nic nie jest takie, na jaki wygląda. Nie wiadomo, co jest prawdą, a co wymysłem wyobraźni Amber. Kto tak naprawdę w tej historii jest jej przyjacielem, a kto największym wrogiem. Bez znaczenia nie jest też tytuł, bo bohaterka, jak sama o sobie mówi: czasami kłamie. W którym jednak momencie zmyśla, a w którym przekazuje odbiorcom prawdziwe wrażenia, tego musicie dowiedzieć się sami. 

Co tak naprawdę wydarzyło się w czasie wypadku? Czy mąż kobiety faktycznie ma na sumieniu zdradę z jej siostrą? Kto chce zaszkodzić Amber i co wspólnego mają z tym wspomnienia małej dziewczynki. "Czasami kłamię" robi wrażenie, miesza w głowie, a kiedy już wszystko wydaje się jasne ... przychodzi zakończenie. 

Jeśli lubicie takie zakręcone historie, to lektura powyższej powieści powinna przypaść Wam do gustu. Gwarantuję, że w tej opowieści wszystko może się zdarzyć!

Sardegna

"Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży" Astrid Lindgren


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Jung - off - ska
audiobook: czas trwania 5 godzin 42 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Edyta Jungowska

Historia tego audiobooka jest bardzo zabawna: w zeszłym roku wziąłem udział w konkursie wydawnictwo Jung - off - ska na FB, którego zadaniem było dokończyć historyjkę, która mogła wydarzyć się w książce, na podstawie dwóch pierwszych zdań. Dałam się ponieść wyobraźni i wzięłam udział w tej zabawie. Wymyśliłam alternatywne zakończenie rozpoczętej historii, a później okazało się, że moja praca konkursowa wygrała główną nagrodę, czyli powyższy, pachnący jeszcze nowością, audiobook "Detektyw Blomkvist i Rasmus, rycerz Białej Róży" Astrid Lindgren.

Ucieszyłam się bardzo, bo miałam już okazję czytać dzieciom kilka książek Autorki, ale seria o detektywie Blomkviscie (która, z tego co sprawdziłam, liczy sobie cztery części) była mi do tej pory zupełnie nieznana. 

Przygody tytułowego detektywa, czyli Kallego Blomkvista i jego dwójki przyjaciół: Ewy - Lotty oraz Andersa, dzieciaków z miasteczka Lillköping w Szwecji, rzeczywiście  mają zupełnie inny charakter niż zabawy typowych bohaterów dziecięcych książek. Już praktycznie od pierwszych wysłuchanych zdań wyczuwa się wyraźnie klimat nieograniczonej swobody, chęci przeżywania przygód, pociągu do zabaw balansujących na granicy niebezpieczeństwa. Cechy te są wyraźne także w innych powieściach Astrid Lindgren: w "Pippi Pończoszance", "Pippi wchodzi na pokład", "Dzieciach z Bulerbyn" czy "Lotcie z ulicy Awanturników"

Ten pierwiastek niebezpiecznej przygody powoduje, że dla mnie powyższa książka jest niemalże sensacyjną powieścią dla dzieci. Czy to dobrze? Myślę, że tak, ale w tym wypadku trzeba dobrze przemyśleć, czy dziecko, któremu chcemy przedstawić tą historię, nie będzie za małe na taką niebezpieczna opowieść i czy nie będzie się bało po wysłuchaniu całej treści.  

Kalle, Ewa - Lotta i Anders spędzają wakacje bawiąc się w rycerzy Białej Róży. Wraz z grupą "przeciwników" - rycerzy Czerwonej Róży walczą o miejsce do zabawy, różne artefakty czy sprawności. Ich potyczki traktowane są bardzo poważnie, a dzieci nie przyjmują opcji, żeby któreś odpuściło w decydującym momencie zabawy. Czasami ta ich rywalizacja staje się nieco niebezpieczna (aż mnie ciarki przechodziły kiedy czytałam o tym, jak dzieciaki wspinały się na mur), ale najczęściej wszystko kończą się dobrze. Pewnego dnia przy okazji kolejnej misji, Kalle, Ewa - Lotta i Anders stają się świadkami porwania małego synka miejscowego inżyniera. Przyjaciele widzą, jak dwóch podejrzanych facetów wykrada nocą pięcioletniego Rasmusa i nie bacząc na nic, postanawiają za wszelką cenę, uratować małego.

Ewa - Lotta zakrada się do samochodu porywaczy i wraz z Rasmusem zostaje wywieziona w nieznanym kierunku, natomiast chłopcy podejmują się zdemaskowania kidnaperów, ale najpierw muszą odkryć kim oni są i jakie mają zamiary. Okazuje się, że w całą sprawę może być zamieszany ojciec Rasmusa, który jest znanym w Szwecji twórcą wynalazku. Projekt chce przejąć chciwy inżynier Peters, który staje się zleceniodawcą porwania. Przestępcy w swym genialnym planie nie przewidują jednak, że w całą sprawę wmieszają się odważni rycerze Białej Róży, którzy dzielnie stawią czoła niebezpieczeństwu. Ewa - Lotta pokaże swój zadziorny charakter, Kalle odwagę i męstwo, Anders siłę i spryt. Czy dzieciakom uda się uratować Rasmusa i zdemaskować porywaczy? 

Powieść ta jest naprawdę dynamiczna, więc śledzenie poczynań dzieciaków i porywaczy będzie prawdziwą gratką. Żeby nie było, że książka jest taka straszna i pełna niebezpiecznych opisów, dodam, że wydarzenia przedstawione są z przymrużeniem oka, Rasmus nie jest lękliwym pięciolatkiem, a kidnaperzy nie są zbyt inteligentni.

Ciekawi mnie bardzo, jakie przygody Kallego i jego przyjaciół przedstawiła Autorka w poprzednich tomach ("Detektyw Blomkvist", "Przygody detektywa Blomkvista" oraz "Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie"). Powyższa część jest akurat ostatnią z serii, sporo więc musiało się wydarzyć w życiu dzieciaków, zanim poznali Rasmusa i postanowili go uratować.

Co do samego audiobooka, miło było posłuchać tej historii w wykonaniu pani Edyty Jungowskiej. Zresztą to nie moje pierwsze spotkanie z aktorką, jako lektorem. Dla mnie i moich dzieci Pippi Pończoszanka oraz bohaterowie książek Astrid Lindgren mówią już tylko głosem pani Edyty. W ogóle podoba mi się droga, jaką obrało wydawnictwo Jung - off - ska, czyli skupianie się na mało znanych książkach szwedzkiej Autorki i prezentowanie ich najmłodszym czytelnikom w postaci audiobooków. To się naprawdę sprawdza!
Sardegna

"Nomen omen" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 420
 Moja ocena : 5/6

Po lekturze "Dożywocia" Marty Kisiel poszłam od razu za ciosem i sięgnęłam po "Nomen omen", czyli drugą powieść w dorobku Autorki. Zrobiłam jednak mały falstart, bo mogłam zabrać się najpierw za "Siłę niższą", czyli kontynuacji przygód Konrada i jego "dożywotników", jednak zrozumiałam to dopiero po fakcie, nie ma już więc nad czym deliberować.

"Nomen omen" również wydany jest przez Wydawnictwo Uroboros, utrzymany w podobnej szacie graficznej, jak "Dożywocie", jednak na tym podobieństwa się kończą. Powiem więcej, ta historia jest diametralnie inna i niczym nie przypomina swej poprzedniczki. Ani klimatem, ani tym bardziej fabułą. Czy to źle? Nie sądzę, jednak kto właśnie przeczytał "Dożywocie", "siedzi" jeszcze mentalnie w tej historii, wydającej się być niemalże kultową, może czuć się srogo rozczarowany.

Przez to, że "Nomen omen" zupełnie nie przypomina "Dożywocia", na początku może wydawać się niefajny a może nawet nudny. Jednak ta powieść jest doskonałym przykładem potwierdzającym regułę, którą kieruję się w życiu, mówiącą, że każdej książce trzeba dać szansę i przeczytać ją do końca. Kilka razy zostałam skrytykowana za wygłaszanie takich śmiałych tez, i uświadomiona, że szkoda życia na książki, które nam nie leżą. Ja jednak uparcie w swoim tkwię i nawet kiedy wydaje mi się, że to nie to, nie umiem porzucić historii, nie doczytawszy jej do końca. Mam poczucie, że w przeciwnym wypadku coś stracę, i faktycznie, tak by było właśnie w powyższej sytuacji. Gdybym zasugerowała się pierwszym wrażeniem, tym, że nie potrafiłam wkręcić się na początku w fabułę, a historia nie miała dla mnie dynamiki "Dożywocia", książka poszłaby w odstawkę. A tak miałam okazję przeczytać naprawdę fajną powieść, mocno zakręconą, łączącą w sobie elementy czarnego humoru, ze sprawami całkiem poważnymi, i ocenić ją dość wysoko.

Po tym dość długim wstępie mogę już przejść do krótkiego scharakteryzowania fabuły. W tej historii króluje Salomea Przygoda. Postać nietuzinkowa, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i charakter. W całej swej oryginalności nie jest jednak jakoś szczególnie ekscentryczna, chce się w końcu wtopić w tłum, usamodzielnić i oddzielić od szalonej matki. Wyjeżdża na stancję do Wrocławia, znajdując mieszkanie u szalonej staruszki, która akceptuje ją od pierwszego wrażenia, taką, jaka jest. Kiedy Salce zaczyna się wreszcie układać, niespodziewanie dołącza do niej młodszy brat Adam, zwany Niedasiem i ... zaczynają się kłopoty. 

Niedaś studiuje, tylko nikt nie wie co, i na jakiej uczelni. Wszyscy wiedzą za to, że prowadzi intensywny tryb życia i nie ma zbyt dobrych relacji z siostrą. Jednak kiedy pewnego dnia z nienawiścią postanawia utopić ją w Odrze, coś jest bardzo na rzeczy! Salka przerażona szuka pomocy u staruszki, która okazuje się nie być zwyczajną panią Starszą, tylko jedną z wiekowych i charakternych trojaczków. Kobiety próbują dociec, co też skłoniło Niedasia do tak desperackiego kroku, prawda na ten temat będzie jednak tylko przyczynkiem do innych, niesamowitych wydarzeń i odkrycia prawdy o siostrach oraz ich domostwie. 

W całej akcji, oprócz Salki, trzech sióstr i nieco ekscentrycznej rodziny Przygodów, bierze udział jeszcze domorosły filozof, papuga o dźwięcznym imieniu, oraz Basia, przypadkowo poznana, delikatna blondyneczka w glanach. Wszystko, co odkryje ta przedziwna ekipa będzie miało związek z wydarzeniami, które rozegrały się w we Wrocławiu w czasie wojny i dotyczą bezpośrednio przeszłości staruszek.

"Nomen omen" to książka dwojaka. Z jednej strony pokazuje zupełnie inną, twórcza stronę Marty Kisiel, potwierdzającą, że Autorka, poza zabawnymi historiami, umie pisać także o poważnych sprawach. Z drugiej jednak strony, ta historia też ma swoje "momenty" i typowy kiślowy humor, widoczny zwłaszcza w kreacjach głównych bohaterów. Połączenie wojennej, autentycznej przeszłości miasta  z motywami fantastycznymi i czarnym humorem, nie jest łatwą sprawą. Bardzo łatwo w takiej sytuacji przedobrzyć i przerysować fabułę. Myślę jednak, że Marcie udało się to wszystko wypośrodkować i napisać fajną, choć bardzo specyficzną opowieść.

Faktycznie "Nomen omen" nie każdemu może przypaść do gustu, ale apeluję o danie powieści szansy, o świeże na nią spojrzenie i dostrzeżenie w niej  czegoś nowego, a nie koniecznie czegoś na kształt "Dożywocia".
Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - grudzień


posted by Sardegna on

8 comments

Dzisiejszy post będzie jeszcze dotyczył zaległości zeszłorocznych. Ostatni stos nowości w roku 2017 nie wygląda na szczęście zbyt imponująco, ale zdążyłam włączyć go do podsumowania wszystkich książek, jakie do mnie w zeszłym roku przybyły (szczegóły znajdziecie TU).

Nie starczyło mi czasu na zaprezentowanie go w grudniu, może dlatego, że pod koniec miesiąca wyskoczyłam jeszcze ze stosem listopadowym... ale co się odwlecze, to nie uciecze. W nowym roku zmienię formułę prezentowania nowości i podsumowania miesiąca, ale to dopiero pokażę za jakiś czas. Teraz przechodząc już do rzeczy:


Na początku miesiąca dostałam "Psiego najlepszego" W. Bruce Camerona

Taki oto prezent znalazłam pod choinką:


"Czarownica" Camilla Läckberg i teraz mam już cały komplet o Fjällbacke

A tuż po świętach dotarła do mnie "Wojna w Jangblizji. We wnętrzu" Agnieszki Steur. Jest to trzeci, ostatni już tom trylogii (o części pierwszej możecie przeczytać TU, a o drugiej TUTAJ)


I to by było właściwie na tyle. Jeszcze nigdy mój stos miesięczny nie wyglądał tak skromnie! Grudzień minął mi pod hasłem podsumowań, których na blogu pojawiło się aż 4. Jeżeli ktoś nie miał czasu zerknąć do nich przed świętami, a ma ochotę zrobić to teraz to zapraszam:



                                                                         Sardegna

"Gdzie jest korona cara?" Artur Pacuła


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron:  302
 Moja ocena : 5/6

Pamiętacie, jak całkiem niedawno, bo w listopadzie, pisałam o rewelacyjnej książce dla dzieci i młodzieży, autorstwa pana Artura Pacuła? Jego powieść "Gdzie jest skrzynia z karabinami?" została wyróżniona przeze mnie w dwóch podsumowaniach roku  (jako jedna z 10 najlepszych książek, przeczytanych w 2017 roku, oraz jako jeden z najpopularniejszych, zeszłorocznych, wpisów blogowych). Autor nie jest może znany jeszcze szerokiemu gronu czytelników, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni. Naprawdę warto kojarzyć jego nazwisko i twórczość. Historie, które wyszły spod ręki Autora są mądrymi, ciekawymi, utrzymanymi w klimacie kultowego Pana Samochodzika, opowieściami dla młodszej młodzieży. Polecam więc podsunąć je dzieciom, lub w razie ich oporu, przeczytać na głos. Może akurat w trakcie lektury tych przygodowych powieści coś zaiskrzy. 
  
Przytoczona przeze mnie wcześniej książka "Gdzie jest skrzynia z karabinami?" to drugi tom przygód czterech nastoletnich przyjaciół: Igora, Mirasa, Ali i Moniki, rozgrywający się w Katowicach. "Gdzie jest korona cara?" to pierwsza część tej historii, czyli sam początek opowieści.
To z niego dowiemy się nieco więcej o skałkowym obozie wspinaczkowym, na którym dzieciaki się bliżej poznały, zaprzyjaźniły i często o nim wspominają w "Karabinach". To  w tym tomie bohaterowie poczują po raz pierwszy niesamowity klimat przygody i poszukiwać będą najprawdziwszego skarbu. Akcja obu powieści rozgrywa się w bardzo krótkim odstępie czasu, bowiem przygoda na Zamku Czocha, jak i ta z karabinami w Katowicach, dzieje się w trakcie jednych wakacji. Najlepiej więc czytać obie książki tuż po sobie, w odpowiedniej kolejności. Jeżeli jednak nie będziecie mieć takiej sposobności, i podobnie, jak ja, przeczytacie je na odwrót, to nic nie szkodzi. Można bowiem zorientować się w chronologii całej tej historii, ale uwaga! "Karabiny" zawierają spojlery "Korony".

Igor ma dwanaście lat i mieszka z tatą z Warszawie. W nadchodzące wakacje ma jechać ze swoją młodszą o rok kuzynką Alą, na obóz wspinaczkowy w okolice Zamku Czocha na Dolnym Śląsku. Do chłopca dołącza Monika, koleżanka z klasy, która miała wprawdzie jechać na obóz plastyczny, ale że ten został odwołany, a dziewczyna bardzo chcę wyrwać się spod skrzydeł nadopiekuńczej mamy, to trochę wbrew rodzicielce wyrusza na obóz skałkowy, nie mając pojęcia, co ją tam czeka. Do grupy dołącza też Miras, dryblas z Olsztyna, który jest wielkim fanem wspinaczki i ma już doświadczenie w tej dziedzinie. Cała czwórka od razu łapie wspólny język i świetnie bawi się w swoim towarzystwie. Malownicze okolice Zamku Czocha sprzyjają wypoczynkowi i wakacyjnej zabawie, kiedy jednak w zamku dochodzi do zuchwałej kradzieży, a przewodniczka opowiada obozowiczom niesamowitą historię, związaną z przeszłością powojenną zamku, w przyjaciołach odzywa się zew przygody i instynkt poszukiwaczy skarbów. 

W amatorskich poszukiwaniach ukrytego skarbu, wspiera dzieciaki pan Marcin Krygier, opiekun i nauczyciel historii. Igor, Miras, Ala i Monika, korzystając ze swojej inteligencji, sprytu, znajomości angielskiego, sprawności fizycznej, a także dobrodziejstw technologii i Internetu, odkrywają tajemnicę, której rozwikłanie budziło ciekawość przez ponad 60 lat. Dzieciaki przeżywają niesamowite wydarzenia, związane z poszukiwaniem legendarnej korony cara, ukrytej gdzieś na terenie lub w pobliżu zamku. Będzie to emocjonująca, ale również niebezpieczna przygoda, która zmieni wakacyjną znajomość czwórki dzieciaków, w trwałą przyjaźń.

"Gdzie jest korona cara?" nie okazała się dla mnie tak fascynująca, jak "Karabiny", ale uważam, że wynika to z faktu miejsca akcji. Górny Śląsk, Katowice, Powstania Śląskie, są mi jednak o wiele bliższe, niż rejony Dolnego Śląska i jego historia. Cała akcja poszukiwawcza korony i zagadka jej ukrycia też wydala mi się nieco słabsza, niż wersja z karabinami. O poszukiwaniu ukrytej w czasach powstania broni, czytałam z zapartym tchem, samej rozwiązując tajemnicze zapiski w listach. Szukając korony cara nie odczuwałam już takich emocji, choć mogło to mieć związek z faktem, że wiedziałam już, jak ta historia się skończy. Moja słabsza ocena nie znaczy jednak, że książka jest zła. Po prostu trudno przebić jej tak świetną część śląską.

Trudno w dzisiejszych czasach zaciekawić dzieciaki "zwyczajną" opowieścią, która nie zawiera wątków fantastycznych. Sama wielokrotnie słyszałam z ust młodzieży, że jeśli już czytać, to tylko fantastykę, bo odrywa ona od codzienności i pokazuje świat znacznie ciekawszy, niż realne życie. Powieści pana Artura Pacuły mogą więc stanowić dla nich ciekawą alternatywę. Nawiązują do "korzeni", czyli kultowych przygód Pana Samochodzika, udowadniają, że historia może być ciekawa, pełna przygód i pasji, a wcale nie musi zawierać elementów nierzeczywistych. Lekturę polecam również dorosłym, którzy odnajdą w niej emocje, związane z czytanymi przed laty, przygodowymi opowieściami Nienackiego. Powrót do przeszłości gwarantowany!

  Sardegna

"Tarapaty" Marta Karwowska, Katarzyna Rygiel


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron:  312
Moja ocena : 5/6

"Tarapaty" kojarzycie pewnie z wersji książkowej. I słusznie, to to książka powstała na bazie filmu dla dzieci i młodzieży o tym samym tytule, który premierę miał w lipcu 2017 roku, a nie odwrotnie. Trochę to nietypowe, sami przyznacie. Ja też pierwotnie myślałam, że to najpierw pojawiła się książka, a dopiero potem ekranizacja. A tu taka niespodzianka. Autorki "Tarapatów" nie są jednak debiutantkami w dziedzinie tworzenia ciekawych historii, bowiem pani Marta Karwowska jest reżyserką i scenarzystką, natomiast pani Katarzyna Rygiel – autorką kryminałów. 

"Tarapaty" to naprawdę emocjonująca i ciekawa opowieść dla dzieci w wieku 7 - 12. Moje osobiste, lat 7 i 9 bardzo poczuły klimat, a wieczorne czytanie, kończące się zazwyczaj po dwóch - trzech rozdziałach, sprytnie urywających się w fascynującym momencie, było autentyczną przyjemnością. Wiem doskonale, po czym poznać, że książka działa na moje dzieci i się im podoba. Błyszczące oczy i błagalny ton: "Mamo! Jeszcze jeden rozdział!" mówią mi wszystko. I tak właśnie było podczas tej lektury.

W ogóle zauważyłam u moich dzieci ochotę na "poważniejsze" historie. Takie właśnie w stylu "Tarapatów". Opowieści, które niosą jakąś przygodę, tajemnicę, zagadkę. Utwierdziłam się w tym przekonaniu czytając im później na głos "Malutką czarownicę" Otfrieda Preusslera. Niby wszystko gra, ale treść, jakby już zbyt "dziecinna". Przenosi się to wtedy na mniejsze zainteresowanie, a to nie o to przecież chodzi. Dorastają czytelniczo te moje dzieciaki, następny w kolejne będzie więc, zgodnie z ich wyborem, "Harry Potter i kamień filozoficzny".


Wracając jednak do "Tarapatów", jest to opowieść o przyjaźni Julki i Olka, dzieciaków pochodzących z dwóch różnych światów. Julka chodzi do prywatnej szkoły z internatem, jej rodzice pracują za granicą, dziewczynka jest, jak na swój wiek, bardzo samodzielna, stateczna i odpowiedzialna. Olek jest zwyczajnym chłopakiem z osiedla, mieszka z rodzicami w kamienicy na obrzeżach Warszawy, całe dnie spędza beztrosko ze swoim psem Pulpetem, biegając, rozrabiając i szukając przygód. Kiedy Julka na czas wakacji i pewnego nieporozumienia, trafia tymczasowo do domu nieco ekscentrycznej ciotki, zajmującej się tylko swoją pracą i nie zwracającej większej uwagi na siostrzenicę, postanawia wykorzystać moment wyjątkowej swobody i przeżyć go jak najlepiej. Na podwórku zapoznaję się z miejscowym chłopakiem, Olkiem, nazywanym przez opiekunkę "chodzącym kłopotem" i trochę przypadkowo, trochę z nudów, przyłącza się do jego zabawy.

Sprawy nabierają jednak tempa, kiedy w kamiennicy ciotki dochodzi do zuchwałej kradzieży, a zaginionymi przedmiotami okazują się być stare rulony papieru i jedno, pozornie zwyczajne zdjęcie. Dzieci czują, że wpadły na trop czegoś niesamowitego. Sprawy, która ma związek z dziwnymi głosami, dochodzącymi z rudery po drugiej stronie ulicy, dwiema podejrzeniami staruszkami, krążącymi po okolicy, a także z pewnym tajemniczym facetem, ubranym na czarno, który kręci się po ich osiedlu, zostawiając po sobie puste papierki po cukierkach.

Julka i Olek zaczynają prowadzić swoje prywatne śledztwo, zupełnie nieświadomi tego, że wpadli w sam środek bardzo realnych tarapatów, a ich konsekwencje mogą być poważne i zagrażać ich bezpieczeństwu, a nawet życiu. Dzieciaki podążają za tropem przygody, przy okazji ucząc się, co to przyjaźń, współpraca, wzajemna pomoc i wsparcie.

Powyższa książka jest naprawdę fajną historią, zawiera elementy powieści przygodowej, sensacyjnej, ma też momenty grozy. Na szczęście jest też pełna humoru, ciepła i pozytywnych emocji. Oprócz dostarczenia rozrywki, porusza też poważne problemy, takie jak samotność dziecka "porzuconego" przez rodziców pracujących za granicą, czy szukania bratniej duszy pośród nieprzychylnych osób. 

Jestem ciekawa, jak "Tarapaty" wypadają w formie filmowej. Jeżeli tylko będzie sposobność, zabiorę moje dzieci na seans, żeby porównać różnice między książką a ekranizacją i usłyszeć, co na ten temat, Dziewięciolatka i Siedmiolatek mają do powiedzenia.

  Sardegna

"Dożywocie" i "Szaławiła" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Uroboros
  Liczba stron: 376
Moja ocena : 6/6

Nie ma chyba takiego czytelnika, który nie kojarzy Marty Kisiel, Autorki, a raczej Ałtorki (pisownia błędna zamierzona, żeby nie było) fantastycznych powieści, debiutującej w roku 2010 "Dożywociem", wydanym owego czasu przez Fabrykę Słów. Marta ma świetny kontakt ze swoimi czytelnikami, a tłumy fanów stojących po jej podpis mogą mierzyć się z legendarnymi kolejkami do Remigiusza Mroza. 

"Dożywocie" przeżywa właśnie swoje drugie życie. Po jego pierwszym wydaniu, osiągnęło ono taką popularność, że egzemplarze rozeszły się, jak świeże bułeczki. Nie było więc wyjścia. Książka musiała doczekać się wznowienia! Na przeciw potrzebom spragnionych wrażeń czytelników, którzy owego czasu powieść czytali, ale nie zaopatrzyli się we własne egzemplarze, albo tym, którzy nie zdążyli się z tą historią zapoznać, wyszło Wydawnictwo Uroboros, robiąc tym samym prawdziwą niespodziankę wszystkim fanom Ałtorki.  

Mieć swoje osobiste "Dożywocie", Martę Kisiel na własność (jakkolwiek to brzmi) było i moim pragnieniem, dokładnie od roku 2011, kiedy na pierwszych TK w Katowicach Ałtorka dostała nagrodę Złotej Zakładki, a ja przeczytałam wtedy jej powieść. Jakże się więc ucieszyłam z ponownej możliwości sięgnięcia po tę książkę. A kiedy okazało się, że do egzemplarza dołączone jest zupełnie nowe opowiadanie "Szaławiła", idealnie wpasowujące się w klimat, byłam już w siódmym niebie. Od razu też wzięłam się za lekturę, choć bardzo rzadko czytam daną książkę drugi raz. Widzicie już teraz, jakie "Dożywocie" jest wyjątkowe? 

Ponowna lektura okazała się być bardzo przyjemnym doświadczeniem. Właściwie to jeszcze większym, niż za pierwszym razem (choć nie zdawałam sobie sprawy, że to w ogóle możliwe). Tak po prawdzie, to odkryłam "Dożywocie" na nowo, a czytając kolejne strony, uświadamiałam sobie, że niektóre wątki zupełnie zatarły się w mojej pamięci, albo po prostu za pierwszym razem wydały mi się jakoś mniej istotne, skoro ich nie zapamiętałam.


Powieść ta jest oczywiście przyjemna i bardzo zabawna, ale jest też bardzo przemyślana i mądra (czego jakoś wcześniej, o wstydzie, nie stwierdziłam). Cała historia Lichotki, Konrada i "dożywotników" jest niesamowicie fajna  i  wciąga od pierwszej strony. Pełna jest dobrych emocji, pozytywnej energii i takiego zwykłego, ludzkiego dobra, co może nie do końca wydawać się możliwe, biorąc pod uwagę mieszkańców domostwa.

Lichotka to stary, zrujnowany dworek, umiejscowiony pośrodku niczego, który w spadku po nieznanych przodkach otrzymuje Konrad Romańczuk, typowy mieszczuch, niespełniony pisarz i pesymista. Konrad nie jest świadomy, że wraz z domostwem otrzymuje całe dobrodziejstwo inwentarza, na które składa się: Licho, czyli wiecznie sprzątający, niewielki anioł, uczulony na pierze, Krakers, świetnie gotujący, piwniczny potwór, Rudolf Valentino, różowy, puchaty, ale jakże charakterny króliczek, kotka Zmora, trójka wyłupiastoocznych utopców, no i przede wszystkim Szczęsny, czyli martwy od lat, panicz-widmo. Konrad początkowo przerażony tą sytuacją, z czasem nie wyobraża sobie życia poza Lichotką. I kiedy wszystko wydaje się być już na swoim miejscu, a każdy z bohaterów znajduje dla siebie miejsce w domostwie, komuś ta harmonia zaczyna bardzo przeszkadzać... 

"Dożywocie" naprawdę jest niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Niesamowite poczucie humoru, świetne "momenty" (mnie najbardziej urzeka motyw Konrada i jego cichej wielbicielki), niebanalni bohaterowie, zdumiewający rozwój wypadków, wszystko to tworzy specyficzny klimat i powoduje, że po zakończeniu lektury czytelnikowi jest smutno, że to już koniec. Faktycznie, prawda jest w stwierdzeniu, że kto raz odwiedzi Lichotkę nie będzie chciał opuścić jej murów.

 
Wydawnictwo: Uroboros
  Liczba stron: 53
Moja ocena : 6/6

Na szczęście to nie będzie koniecznie, jeżeli czytelnik skłoni się ku temu konkretnemu wydaniu powieści. Po zakończeniu historii Konrada i jego przyjaciół, można jeszcze chwilę pozostać w specyficznym "dożywotnim" klimacie i sięgnąć po opowiadanie "Szaławiła". I choć mówi ono już o zupełnie innych bohaterach, to ma pewien wspólny mianownik z historią Lichotki - miejsce. Oda, nowa właścicielka posesji z ruinami po spalonym budynku wystającymi spod bujnej trawy, postanawia zbudować na niej nowy dom. Kiedy jednak po wprowadzeniu się zaczyna odczuwać dziwne drgania, przekonuje się, że nie jest w swoim domu sama. "Szaławiła" jest bardzo przyjemnym i w pewien sposób uspokajającym, opowiadaniem, wyjaśniającym w niewielkim stopniu dalsze losy bohaterów "Dożywocia". Jestem przekonana o tym, że każdy fan debiutanckiej powieści Marty Kisiel marzył o tym skrycie, a dzięki tej historii stało się to możliwe.
Sardegna

Podsumowanie roku czytelniczego 2017 w Ksiązkach Sardegny


posted by Sardegna on

11 comments

Zgodnie z planem, zapraszam na moje, tradycyjne już, podsumowanie roku czytelniczego w Książkach Sardegny. Jest to jeden z moich ulubionych wpisów na blogu. Tworzony ze sporym wyprzedzeniem, aktualizowany niemalże do ostatniego dnia roku, dopieszczany, abym mogła go w pełnej krasie zaprezentować czytelnikom mojego bloga 1 stycznia nowego roku. 

Jaki był 2017 rok?

2017 to był dobry rok. Zarówno prywatnie, jak i blogowo. Nie obyło się oczywiście bez małych kryzysów, jednak w porównaniu z 2016 wiodło mi się o wiele lepiej. Właściwie to nie mogę uwierzyć, że ten rok już się skończył! Czas minął mi błyskawicznie. W moim życiu prywatnym, rodzinnym i zawodowym niewiele się zmieniło. Bardzo się z tego cieszę, bo najbardziej ze wszystkiego cenię sobie zdrowie i święty spokój.

Moje blogowanie  w 2017

Jeśli chodzi o sprawy blogowe i czytelnicze, to również uważam, że miniony rok był bardzo udany. Zmieniłam swoje nastawienie do niektórych spraw, wiem, że pewnych rzeczy nie przeskoczę, ale też nie mam potrzeby ich zmieniać. Zdaję sobie sprawę, że w aktualnej formie świata blogowego nie zdobędę, ale nie dla mnie są vlogi czy recenzje na Instagramie. Nie czułabym się wtedy sobą, a to przecież o autentyczność i szczerość w tym wszystkim chodzi. Tradycyjna forma blogowania najbardziej mi odpowiada i nic nie zapowiada tego, by miało się to w nadchodzącym roku zmienić.


Jeśli chodzi o moje codzienne blogowanie, w roku 2017 udało mi się wprowadzić bardzo fajną zasadę planowania notek. Dzięki temu moja strona nie padła, kiedy nie miałam zupełnie czasu na jej aktualizowanie. Całkiem nieźle rozwinął się też nowy cykl #Planszówkowo, zrezygnowałam za to z postów #"Już czytam sam!, w których to opisywałam książki przeczytane przez moją Córkę. O powodach pisałam TUTAJ, ale w skrócie przypomnę, że po prostu przestałam ogarniać bieżące lektury Dziewięciolatki. 


Wydarzenia literackie i okołoliterackie


W roku 2017 aż trzykrotnie wzięłam udział w Targach Książki: w maju w Warszawie, w październiku w Krakowie i listopadzie w Katowicach. Poza tym, z grupą Śląskich Blogerów Książkowych współorganizowałam wymiany książkowe oraz szereg wydarzeń, związanych z ŚTK. W mijającym roku wzięłam udział w Pionku, czyli festiwalu gier planszowych, w festiwalu podróżniczym Rajzefiber, Apostrofie, spotkaniu autorskim z Danutą Awolusi, Adamem Bieleckim, Marcinem Melonem,  a także w Papier Fescie. Wraz z ŚBKami wypiliśmy litry kawy i przedyskutowaliśmy wiele godzin na tematy książkowe i zupełnie nieksiążkowe. To był ciekawy i inspirujący rok pod wieloma względami.




Statystyka roczna.

A teraz coś, co lubię najbardziej, czyli podsumowania liczbowe. W roku 2017 przeczytałam 95 książek. Od niepamiętnych czasów jest ich mniej niż 100, ale skoro oprócz nich było jeszcze ponad 40, mniej lub bardziej rozbudowanych książek dla dzieci, to myślę, że minimum, które sobie wyznaczyłam, zostało osiągnięte. Nie o wszystkich książkach zdążyłam napisać, stąd też wpisy na temat wielu z nich pojawiać się będą systematycznie w styczniu, a nawet w lutym (mam już kilka zaplanowanych).


Jeśli chodzi gatunki to wśród tych 95 książek dominowały kryminały - 21, kolejno powieści obyczajowe - 17 oraz literatura dla starszej młodzieży - 17. Zestawienie to wygląda niemalże identycznie, jak TE zeszłoroczne. Zmianie uległa jedynie kolejność. W tym roku bowiem od niepamiętnych czasów, na pierwsze miejsce wysunęły się powieści kryminalne.

Na dalszych pozycjach uplasowały się:

thriller - 8
romans - 7
erotyk - 5
literatura wysokogórska - 5
kryminał retro - 3
biografia -3
fantastyka - 2
literatura faktu - 2 
sensacja - 1
literatura wojenna - 1
eseje -1
horror - 1
opowiadania - 1

Analizując dalej, z tych 95 książek:

57 to literatura polska 
38 to literatura zagraniczna 

z czego:

USA -25
Szwecja - 2
Wielka Brytania - 2
Niemcy -2
Francja - 1
Słowacja -1
Hiszpania - 1
Włochy - 1
Australia - 1
Syria - 1
Rosja - 1

W porównaniu z rokiem ubiegłym, przeczytałam trochę więcej literatury zagranicznej, ale jednocześnie, większość pochodziła z USA. Nie udało mi się także sięgnąć po klasykę, ani polską, ani obcą, a dla porównania, w zeszłym roku były to aż 4 pozycje.

Jeśli chodzi o format, to jestem tradycjonalistką. Nie przeczytałam żadnego e-booka (nadal nie mam czytnika), ale za to 89 książek papierowych. Przesłuchałam też 6 audiobooków: 5 własnych i 1 pożyczony (w porównaniu z 2016 było ich aż 15)

Z tych 89 książek 70 było egzemplarzami recenzenckimi. Ale! Mój wielki sukces to aż 12 książek Z półki! Czyli egzemplarzy własnych, które czekały w biblioteczce więcej niż rok na swoją kolej. Do tego, przeczytałam jeszcze 4 książki własne nowe, a także 3 pożyczone.

Ostatnia statystyka dotyczy wydawnictw:

Najwięcej książek przeczytałam z Czwartej Strony - 12, Albatrosa - 8 oraz Naszej Księgarni - 7. Pozostałe wydawnictwa to:

Editiored - 5.
Wydawnictwo Literackie - 5
W.A.B - 5
Akurat - 4
Filia - 4
Agora -3
Znak -3
Powergraph -3
Edipresse - 3
Świat Książki -2
Burda Książki - 2
Uroboros - 2
Wydawnictwo Dolnośląskie - 2
Wydawnictwo mg -2
Jaguar -2
Czarna Owca - 1
Damidos - 1
Dream Books - 1
Stapis - 1
fk - 1
Wydawnictwo Kobiece - 1
Latarnik - 1
Pascal - 1
Poligraf - 1
NovaeRes - 1
Axis Mundi - 1
Wielka Litera - 1
Muza - 1
Prószynski i S-ka - 1
Annapurna - 1

Patrząc na audiobooki, 3 pochodziły z Muzy, 1 z Biblioteki Akustycznej, 1 z Agory i 1 z Wydawnictwa Czarne. Skąd mniejsza tendencja do przesłuchiwania audiobooków, w porównaniu z rokiem ubiegłym? Nie mam pojęcia. Być może z faktu, że nie słucham ich już tak często w samochodzie (ostatnio króluje tam muzyka).

Patrząc na rok ubiegły, Czwarta Strona nadal na podium. Co do pozostałych wydawnictw, zaskoczeniem może być Albatros, który pojawił się w czołówce, ale jest on wynikiem czytania kryminałów Harlana Cobena Z półki. Lista innych wydawców jest całkiem spora, ale jak widać zawiera głównie po 1 egzemplarzu książki. Zupełnie inaczej wyglądał ten spis w 2016, co świadczy o tym, że poszukuję i się nie ograniczam. I fajnie!

Wnioski na nadchodzący 2018 rok

 Po przeanalizowaniu wszystkich danych, wnioski na nadchodzący czas są następujące
  • dalej utrzymywać tendencję odsłuchiwania audiobooków w każdej sprzyjającej chwili
  • czytać więcej własnych książek (wiem, wiem, obiecuję to co roku) 
  • ogarnąć zaległości
  • planować posty z wyprzedzeniem tak, jak udawało się to do tej pory
Zmierzając już do końca rocznego podsumowania, tradycyjnie dzielę się z Wami statystyką moich nowości. W roku 2017 przybyło do mnie 198 książek. To o 19 więcej niż w zeszłym roku. Dziecięca biblioteczka zwiększyła się natomiast o 64 pozycje, czyli o 8 więcej niż w roku ubiegłym. Najwięcej oczywiście było egzemplarzy recenzenckich, ale równie wiele, bo 43 to zakupy własne, 28 to prezenty, natomiast 25 książek pochodziło z wymiany.


Plany na rok 2018

Tradycyjnie nie robię jakiś szczegółowych planów czytelniczych na nowy rok, bo rzadko kiedy coś konkretnego z nich wychodzi. Mam jednak dwa cele:
  • dokończyć serię o Myronie Bolitarze Harlana Cobena - zostały mi 2 tomy do skończenia pierwszej, dziesięciotomowej serii
  • przeczytać kolejne tomy serii o Fjällbacke Camilli Läckberg.
Życzę Wam, aby rok 2018 okazał się lepszy od poprzedniego i łaskawy pod wieloma względami. Niech się nam darzy w życiu prywatnym i blogowym!

Sardegna