Archive for października 2019

Blogowe podsumowanie miesiąca - październik


posted by Sardegna on

6 comments

Październik był, w moim wypadku, równie pracowity, o ile nie bardziej, co wrzesień. Namnożyło mi się całkiem sporo obowiązków, zarówno tych zawodowych, jak i osobistych, starałam się jednak nad wszystkim dobrze zapanować. Stwierdzam jednak, że wyraźnie jestem człowiekiem zadaniowym, i o ile potrafię dobrze się skupić na pracy, kiedy jest jej nawał, umiem pracować w stresie, a kiedy mam mało czasu jestem świetnie zorganizowana, to chwila relaksu, maksymalnego resetu (a takowa trafiła mi się gdzieś w połowie miesiąca), choć wspaniała, spowodowała u mnie zupełne rozluźnienie i wielką niemoc. Chyba nie umiem odpoczywać. Muszę pozwalać sobie na słabość częściej, ni dopiero w momencie, kiedy wszystko dopnę na ostatni guzik. Pracuję nad tym.

Lista lektur:

W październiku nie przeczytałam zbyt wielu książek, bo było ich tylko 4, uważam jednak, że jak na taki nawał pracy, to i tak jest całkiem nieźle. Udało mi się też w miarę regularnie publikować posty na blogu. Wszystko oczywiście dzięki dzięki tej opcji planowania:


1. "Bejbi" Monika M.
2. "Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel - 6
3. "Wtajemniczeni. Czarna Wołga. Tajemnica z przeszłości" Dorota Suwalska - 6
4. "Relikwiarz" Douglas Preston, Lincoln Child - 5
5. "Wigilia Wszystkich Świętych" Agatha Christie - 5

Imprezy kulturalne:

W weekend od 11 do 13 października miałam okazję relaksować się w pięknym miejscu. W cudownym hotelu, w gronie znajomych, spędziłam naprawdę niesamowity czas. Odpoczęłam i naładowałam baterie pozytywną energią. Choć, tak jak wspomniałam na początku, taki reset skończył się dla mnie tym, że nie umiałam z powrotem wziąć się do roboty.


19 października Śląscy Blogerzy Książkowi organizowali swoją kolejną wymianę książkową w katowickiej kawiarni Black Wolf. Fajne, klimatyczne miejsce, pyszna kawa, książki i sympatycznie ludzie. Czegóż można chcieć więcej!

Jak październik, to Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. W tym roku nie zaszalałam, na targach byłam tylko w czwartek, coś sobie kupiłam, ale ogólnie bez większych emocji.


Koniec miesiąca okazał się fantastyczny, bowiem 30 października premierę miała książka dla mnie wyjątkowa - "Małe Licho i anioł z kamienia", a ja miałam wielką przyjemność napisać tekst ją polecający.


Nowości:


"Karpie bijem" Andrzej Pilipiuk
"Czarownik Iwanow" Andrzej Pilipiuk
"Gwiazdy Oriona" Aleksander Sowa
"Jak upolować faceta" Janet Evanovich
"Tysiąc obsesji" Gabriela Gargaś, Marcel Woźniak
"Zapisane w chmurze" Beata Majewska
"Wigilia Wszystkich Świętych" Agatha Christie
 "W bagnie" Arnaldur Indriðason
"Fangirl" Rowell Rainbow
"Cierpliwość diabła" Maxime Chattam



"Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel
"Chłopiec znikąd" Katherine Marsh
"Demin blue" Katarzyna Ryrych
"Elf i dom demonów" Marcin Pałasz
"Spirit Animals. Wszechdrzewo" Marie Lu
"Andersen. W poszukiwaniu szczęścia" Wioletta Piasecka


"Uwierz w Mikołaja" Magdalena Witkiewicz

Serialowo:

W październiku skusiłam się na obejrzenie "Przyjaciół", a to głównie za sprawą faktu, że w roku 2019 serial obchodzi jubileusz 25 lecia. Tyle właśnie czasu minęło od wyemitowania pierwszego odcinka tej kultowej produkcji. I to nie jest tak, że ja nigdy tego serialu nie oglądałam. Widziałam kilkanaście, zupełnie przypadkowych odcinków, kiedy serial był emitowany w telewizji publicznej, a ponieważ do dzisiaj wyszło 10 sezonów, z czego każdy ma ponad 20 odcinków, mój rozstrzał był bardzo duży. W związku z jubileuszem postanowiłam ogarnąć historię szóstki przyjaciół od samego początku, ale ponieważ każdy z sezonów jest dość obszerny, zdążyłam obejrzeć jedynie sezon 1 i 2. Zakładam, że moja przygoda z "Friends" nie skończy się na tych sezonach i potrwa naprawdę długo.

Fajnie patrzy się na bohaterów serialu sprzed dwudziestu laty, ich ówczesne fryzury i stroje, na moment, kiedy Rachel wprowadza się do mieszkania Moniki, czy początek związku Rachel i Rosa. Wspaniale przypomnieć sobie dawno zapomniane wątki, zwłaszcza w sytuacji, kiedy w roku 2020 ma powstać film, na podstawie kultowej produkcji.


Filmowo: 

W październiku dałam radę obejrzeć tylko dwa filmy, bo większość Netflixowego czasu poświęciłam jednak na seriale.

 
 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

1. "Sześcioraczki" reż. Michael Tiddes - produkcja Netfliksa, która jednak mocno mnie rozczarowała. Po przeczytaniu opisu wydawało mi się, że film będzie bardziej śmieszny i przewrotny, w rezultacie jednak okazał się mocno przeciętny. Alan, który wychował się w domu dziecka i nie zna swojej prawdziwej rodziny, odkrywa, że oprócz niego na świat przyszło jeszcze pięcioro dzieci, a sześcioraczki zostały rozdzielone tuż po urodzeniu. Alan postanawia odszukać swoje rodzeństwo i informacje o biologicznej matce, jednak każdy nowo poznany krewny wzbudza w nim mieszane uczucia. Ciekawe jest to, że w rolę wszystkich sześcioraczków wciela się ten sam aktor, interesujące jest też to, że jedną z rodzeństwa jest kobieta, rolą można więc fajnie pomanewrować. Niestety nawet taki zabieg nie uratował filmu, który, jak dla mnie okazał się niewypałem.

2. "Liga Sprawiedliwości" reż Zack Snyder - kolejny film o przygodach superbohaterów, na który skłoniłam się się właściwie tylko przez to, że w jednej z głównych ról występuje Jason Momoa (ach!). Choć nie jestem jakąś wielką fanką Marvela i niezbyt się orientuje w tym uniwersum, to jednak "Liga Sprawiedliwości" bardzo mi się podobała, i to zarówno po kątem fabularnym, jak i również pod względem efektów specjalnych. Batman załamany po śmierci Supermana, który postanowił poświęcić się dla dobra ludzkości, wraz z Wonder Woman postanawia założyć wspólnotę superbohaterów, którzy wspólnie przeciwstawią się złu pochodzącemu z innego wymiaru. Oprócz dwójki bohaterów do Ligi przyłącza się Aquaman, Flash oraz Cyborg. W takim doborowym towarzystwie można ratować świat!


Muzycznie:

W październiku na słuchawkach nadal królował Miuosh. Tym razem wyszukałam fajny kawałek nagrany przez artystę indywidualnie. Do "Lhotse" nawiązującego tekstem i przesłaniem do życia Jerzego Kukuczki, himalaisty pochodzącego z Katowic, będę wracać jeszcze nie raz.



Drugim kawałkiem, a właściwie całą płytą, do której wróciłam w październiku było "Optymistycznie" Rahima i Buki. Moim ulubionym utworem na tej płycie jest "Z archiwum twarzy" nagrane przy gościnnym udziale Fokusa. Świetny kawałek, a do tego interesujący teledysk, który można obejrzeć w technice 360° video.



A jak Wam minął październik?

Sardegna

"Saga o Ludziach Lodu" Margit Sandemot część 5: tomy 21 - 25


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

W dzisiejszym poście tematycznym chciałam przybliżyć Wam kolejne 5 tomów Sagi o Ludziach Lodu. Będą to książki o numerach 21-25, które poświęcone są głównie historii Heikego i Vingi, czyli jednym z najbardziej charakterystycznych i charyzmatycznych potomków Tengela Złego. Opowieść o ich losach, relacji, a później małżeństwie zawarta jest głównie w tomach 22 i 23. Pozostałe trzy książki opowiadają historię norweskiej, szwedzkiej i duńskiej gałęzi rodu, ale w każdej z ich Heike odgrywa bardzo ważną rolę

Tom 21 - "Diabelski jar" - Heike po opuszczeniu Transylwanii i usunięciu upiora (historia opisana w "Skrzydłach kruka") wyrusza na poszukiwanie swojej rodziny. Zaczyna od szwedzkiej gałęzi rodu, stąd też pierwsze swe kroki kieruje do Arva Gripa z Ludzi Lodu, dalekiego kuzyna, wnuka Vendela Gripa. Arv jest dość wysoko postawionym urzędnikiem i cieszy się szacunkiem ludzi ze wsi, jednak zmaga się ze swoimi osobistymi problemami, cierpi bowiem z powodu tego, iż jego żona i dwójka małych dzieci, przed laty zaginęła bez śladu. Heike postanawia pomóc krewnemu, natrafia na pewien ślad, który nasuwa mu informacje, iż jego dzieci żyją i zostały przygarnięte przez obcych ludzi, a jedno z nich może się znajdować bliżej, niż się wszystkim wydaje. Heike przy okazji natrafia też na dziwną osadę ludzi - zjaw, nazywaną w okolicy "diabelskim jarem". Pomoże mieszkańcom uwolnić się od potworów, wesprze także nieśmiałą dziewczynę z chłopskiej zagrody, Gunillę, która była w dzieciństwie dręczona przez swojego ojca kaznodzieję.

Tom 22 - "Demon i panna" - po pewnym czasie spędzonym wśród krewnych, Heike wyrusza w stronę Norwegii, po to, aby przejąć rodowy majątek Ludzi Lodu - Lipową Aleję i Grastensholm, które aktualnie są bez opieki. Po przyjeździe na miejsce, okazuje się, iż dwór jest zamieszkały przez chciwego sędziego, podobnie, jak inne posiadłości należące do majątku. Wszyscy krewni poumierali jakiś czas temu na skutek zarazy, a jedyną żyjącą osobą z rodziny jest Vinga Tark, nastoletnia córka Elizabeth i Vermunta. Problem polega jednak na tym, iż nikt nie wie, gdzie dziewczyna aktualnie się podziewa, bowiem przed laty zniknęła bez śladu. Heike odnajduje Vingę, a pomiędzy tymi dwoma zagubionymi i samotnymi duszami rodzi się coś więcej, niż przyjaźń. Jednak ich związek absolutnie nie jest możliwy, ze względu na bliskie pokrewieństwo i trwające od wieków przekleństwo Ludzi Lodu.

Tom 23 - "Wiosenna ofiara" - Vinga i Heike wyraźnie mają się ku sobie i ciągle walczą o odzyskanie swojego rodowego majątku, jednak sędzia nie chce oddać go dobrowolnie. Bohaterowie za pomocą skomplikowanego rytuału i przy wsparciu przodków Ludzi Lodu sprowadzają więc do Grastensholm "szary ludek", czyli grupę zagubionych dusz i demonów, o niekoniecznie dobrych zamiarach. Ludek eliminuje wrogów z Grastensholm, ale staje się również śmiertelnie niebezpieczny dla innych ludzi. W ryzach potrafi utrzymać go tylko Heike, więc póki żyje, mieszkańcy dworu są bezpieczni, przez to jednak niepewna wydaje się być przyszłość rodu ...

Tom 24, czyli "Martwe Wrzosy" skupia się mniej na samym Heikem, a bardziej na Annie Marii, wnuczce Ingeli, jego najbliższej krewnej. Anna Maria nie posiada żadnych szczególnych zdolności, stąd też nie na tym będzie się opierać jej przygoda. Kobieta na skutek pewnych zawodowych zobowiązań trafia do nadmorskiej wioski Martwe Wrzosy. Jest to miejsce odcięte od świata, w którym poza górnikami pracującymi w pobliskiej kopalni, nie ma więcej osadników. Anna Maria dostaje posadę nauczycielki dzieci górniczych. Pełna zapału, gotowa do niesienia pomocy najuboższym, na początku spotyka się z wielką niechęcią miejscowych, później jednak, powoli zyskuje ich sympatię. Kiedy wydaje się, że sytuacja zaczyna się układać, we wsi robi się niebezpiecznie. Ktoś czyha na Annę, a o względy kobiety zaczyna walczyć dwóch mężczyzn, pomóc może jej tylko nieoceniony wuj Heike.

Tom 25 "Anioł o czarnych skrzydłach" opowiada o perypetiach Tuli, córki Gunilli, kuzynki Heikego, o której pisałam przy okazji "Diabelskiego jaru". Tula jest dziewczynką uroczej aparycji, jednak okazuje się być jedną z najbardziej dotkliwie obciążonych potomków Ludzi Lodu. Dziewczyna dla swojej rodziny jest w stanie zrobić wszystko, stąd też początkowo nie czyni niczego robi wbrew bliskim, z czasem jednak jej złe skłonności wychodzą na wierzch. To postanawia wykorzystać budzący się z letargu Tengel Zły, który planuje z Tuli zrobić swoją najwierniejszą niewolnicę. I tutaj niezbędna okaże się pomoc Heikego, który niezwłocznie ruszy na ratunek swojej małej kuzynce.

 Przeczytaj także:

  Sardegna

"Oczy uroczne" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

7 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Świat się kończy! "Dożywocie" Marty Kisiel doczekało się kontynuacji, ale uprzedzam, nie będzie to typowy ciąg dalszy, powyższa książka nie opisuje bowiem losów znanych nam dożywotników, tylko kieruje się w nową stronę, stając się niejako bardziej kontynuacją "Szaławiły", opowiadania, popełnionego przy okazji wznowienia "Dożywocia", a które można przeczytać także w zbiorze "Pierwsze słowo". 

"Szaławiłę" w zeszłym roku bardzo doceniono, a Marta Kisiel została Laureatką Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, natomiast w marcu tego roku premierę miały "Oczy uroczne". Przypadek? Nie sądzę!

Bohaterką owych sławetnych "Oczu" jest Oda Kręciszewska, tak dobrze znana czytelnikom właśnie z "Szaławiły", opowiadania, które można nazwać idealnym wstępem do czegoś większego. W tej powieści to Oda i oczywiście jej mały przyjaciel Bazyl będą mieli swoje pięć minut, i to ich historia wysunie się na pierwszy plan. Nie da się jednak ukryć, że opowieść o kobiecie, która zagospodarowała teren, na którym stała owego czasu Lichotka, musi być ściśle związana z historią dożywotników, nic, co się wydarzy w tej książce nie będzie przypadkowe. Powiem więcej, wszystko będzie miało znaczenie, przeszłość i przyszłość Lichotki zleje się w jedno, przeznaczenie da o sobie znać, a historia zatoczy koło. 

Żeby tego było mało, wątki z "Oczu urocznych" i serii "Dożywocia" otrzymają wspólny mianownik. Właściwie pisałam już na ten temat, zdradzając co nieco na temat tej wiekopomnej chwili, przy okazji "Małego Licha i anioła z kamienia". To tam zdarzy się przygoda, która połączy bohaterów, pozwoli im się spotkać i przeżyć niesamowitą akcję, zmieniającą losy wszystkich zainteresowanych, na zawsze.

Zanim jednak do tego dojdzie, opowiem Wam trochę o samej Odzie i tym, w jaki sposób jej historia połączyła się z dożywotnikami. Kobieta będąca od zawsze czarną owcą w rodzinie, zmagająca się z wiecznie niezadowolonymi rodzicami i próbująca zdobyć ich akceptację, postanawia na przekór wszystkim, pod wpływem nagłego impulsu, kupić działkę w samym środku lasu. Coś tajemniczego przyciąga ją do tego miejsca, czego Oda zupełnie nie rozumie, bowiem, jako lekarka, od zawsze kieruje się rozumem i mocno stąpa po ziemi. Sama jest mocno zdziwiona swym nagłym krokiem i szybko podjętymi decyzjami, jednak już po krótkim czasie przekonuje się, że to była najlepsza decyzja w jej życiu.

Polana, na której buduje swój domek okazuje się być miejscem, gdzie owego czasu stała Lichotka. I faktycznie to urokliwe miejsce przynosi Odzie różne niespodzianki, a jedną z nich jest Bazyl, wyjątkowy czort, którego znajduje pewnego dnia w najbardziej tajemniczym i mrocznym pomieszczeniu, czyli w piwnicy.  Bazyl, jak na małego czorta przystało, jest poczciwym, pracowitym, gospodarnym, świetnie gotującym diabłem. Ma tylko jedną wadę (choć trzeba przyznać, że tak po prawdzie, to defekt ten tylko wzmaga jego urok osobisty) - niesamowitą wadę wymowy. Słuchanie Bazyla wymaga więc maksymalnego skupienia, czytanie jego wypowiedzi również, ale kiedy tylko wkręcicie się w tę postać, seria o dożywotnikach nigdy już nie będzie mogła bez Bazyla się obejść!

Oda przygarnia czorta, stając się dla niego opiekunką i najlepszą przyjaciółką, podobnie, jak dla trzynożnego pieska Kuleczki, który również w drewnianym domku znajduje bezpieczną przystań. I sielanka ta mogłaby trwać do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie pewne wizje Ody i mieszkaniec pobliskiego cmentarza. Na jaw wychodzi prawdziwa natura kobiety, która prawdopodobnie ma coś wspólnego z jej pochodzeniem. Jako że rewelacje te najbardziej zaskakują samą zainteresowaną potrzebna będzie pomoc w zapanowaniu nad żywiołem, której udziela jej płanetnik Roch, syn gospodarza, owego czasu pomagającemu Konradowi w Lichotce. 

Dwójkę przyjaciół czeka prawdziwe wyzwanie, jednak wspólne stawienie czoła niewiadomemu na pewno okaże się łatwiejsze. Polana w samym środku lasu nieprzypadkowo wzywa do siebie Odę, ściśle bowiem wpisuje się w rodowód i pochodzenie kobiety. Do tego, lekarka, jako osoba o mocnym kręgosłupie moralnym i twardych zasadach, pomaga w potrzebie pewnej nietypowej postaci. Problem tylko, czy owe indywiduum bardziej jest przychylne Odzie, czy może stwarza raczej niebezpieczeństwo...

W tej książce najistotniejsza jest Oda, ale równie ważny, o ile nie ważniejszy jest Bazyl, postać niemalże kultowa i dorównująca swą charyzmą Lichu. Będąc po lekturze "Małego Licha i anioła z kamienia" wiem, że połączenie dwóch światów i losów bohaterów, tych z "Dożywocia" oraz tych z "Oczu urocznych" było wspaniałym zabiegiem i czymś, na co skrycie czekali fani Marty Kisiel. Po prostu rewelacja!

Sardegna

"Złość piękności szkodzi" Joanna Szarańska


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 336
Moja ocena : 5/6

Już po raz czwarty miałam przyjemność spotkać się z szaloną, bezkompromisową, charyzmatyczną i jedyną w swoim rodzaju, Zojką, czyli bohaterką komediowej serii "Kroniki pechowych wypadków", autorstwa Joanny Szarańskiej. Ilość i jakość przygód, perypetii oraz przeróżnych akcji, w jakich do tej pory, miała okazję znaleźć się bohaterka, może przyprawić o zawrót głowy niejednego czytelnika. Zojka znalazła już bowiem rękę trupa w torebce ("Kłopoty mnie kochają"), później szukała zaginionej babuni Łyczakowej ("Do zakochania jeden rok"), kolejno wplątała się w aferę kryminalną, przy realizacji amatorskiego teatru ("Coś tu nie gra"), a teraz przyjdzie jej rozwiązać tajemnicę, którą skrywa właściciel ekskluzywnego hotelu, ulokowanego w pobliżu Wadowic.

Z każdą kolejną częścią Zojka rozkręca się coraz bardziej i daleko jej do ustatkowania się. Ale trzeba też przyznać, że zabawne i niebezpieczne przygody oraz zbiegi okoliczności wyjątkowo jej się trzymają. Nie ma więc kobieta zbyt wielu szans, na prowadzenie spokojnego i nudnego życia. Bycie w centrum wydarzeń jest bohaterce po prostu pisane!

W czwartej części serii, Zojka wybiera się na weekend do ekskluzywnego hotelu "Pod pawim piórkiem". Jednak czas spędzony wśród luksusów nie będzie dla dziennikarki spokojnym relaksem z wielu powodów. Po pierwsze, do hotelu wybiera się także redaktor Marcin Kordecki, z którym Zojka zbliżyła się nieco, jednak towarzyszyć mu będzie zupełnie inna kobieta, stąd też bohaterka czuje się zobowiązana trzymać rękę na pulsie. Po drugie, z Zojką na weekendowy chillout jedzie babunia Łyczakowa, więc, jak się można spodziewać, pobyt w luksusach będzie obfitował w niepodziewane akcje, wymyślone przez wnuczkę, a podsycane przez staruszkę. Po trzecie, na miejscu okazuje się, że hotel otacza dziwna aura i coś jest na rzeczy. Zojka będzie musiała więc, chcąc, nie chcąc, rozwiązać kolejną zagadkę i tajemnicę tego przybytku.

Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy do redakcji "Głosu Wadowic" przychodzi zaproszenie na otwarcie ekskluzywnego hotelu i spędzenie w nim wyjątkowego weekendu pełnego atrakcji. Zojka skrycie marzy, aby pojechać tam ze swoim szefem, jednak ubiega ją Arleta Kulik, czyli współpracownica Kordeckiego, która rezerwuję miejscówkę dla siebie, z zamiarem uwiedzenia Marcina. Jako że Zojka nie byłaby sobą, gdyby nie postanowiła wziąć spraw w swoje ręce, organizuje wyjazd dla siebie i babuni, z postanowieniem ostatecznego rozkochania w sobie Kordeckiego, a przy okazji zażycia odrobiny luksusu.

Na miejscu okazuje się, że właściciel hotelu przygotował dla swoich gości, głównie dziennikarzy, cały zestaw atrakcji, mających umilić czas i sprawić, że miejsce zostanie odpowiednio zareklamowane. Jednak do tych niespodzianek i dobrobytu zgoła odmienne podejście ma babunia, oraz ... aspirant Chochołek, który przybywa do hotelu na turnus odchudzający. Zbliża się bowiem data jego ślubu, a garnitur za nic nie chce pasować.
Wiadomo, że Zojka nawet w tak ekskluzywnych warunkach, przy angażowaniu się we wszystkie zaplanowane atrakcjach, wplątuje się w tarapaty. Dziewczyna podsłuchuje pewną rozmowę i łączy ją z nietypowym, żeby nie powiedzieć, podejrzanym, zachowaniem właściciela hotelu. Prowadzi to ostatecznie do zainicjowania swego prywatnego śledztwa, w które włączona zostaje oczywiście babunia. Odkrywanie tajemnic przyniesie zupełnie nieoczekiwane efekty, bowiem dziennikarka, jak to zwykle bywa, narobi zamieszania, wyjawi skrzętnie ukrywane sekrety i zostawi wszystkie osoby zainteresowane w samym centrum dramatu.

"Złość piękności szkodzi" z założenia ma być ostatnim tomem przygód szalonej Zojki i faktycznie, Autorka żegna się niejako z Lipówką oraz bohaterami serii. Zakończenie daje czytelnikom pewne odpowiedzi, zwłaszcza, jeśli chodzi o życie osobiste dziennikarki, ale nie jest takim jedynym i ostatecznym końcem. Stąd też, jak znam Joannę Szarańską, mam pewne podejrzenia, że wiele się jeszcze może zdarzyć i nie zdziwiłabym się, gdyby Zojka i redaktor Kordecki pojawili się nagle w kolejnych książkach, jako postacie drugo lub trzecioplanowe.

Na koniec jeszcze wspomnę tylko, że jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury, to nadal na pierwszym miejscu stawiam tom pierwszy, czyli niepowtarzalne "Kłopoty mnie kochają", jednak i "Złość piękności szkodzi" daje radę, bo Zojka jest tak sympatyczną i szaloną kobietą, w której każda czytelniczka znajdzie jakiś pierwiastek siebie, że nie da się jej nie lubić i nie czytać o jej perypetiach z uśmiechem na ustach.

Sardegna

Co będziemy czytać w listopadowej Trójce e-pik?


posted by Sardegna on

2 comments

Nie mogę ogarnąć faktu, że tak szybko mijają mi kolejne tygodnie! Nie wiem, czy też tak macie, ale ja ledwo co zdążam na początek miesiąca, aby stworzyć post z nową Trójką e-pik, a już muszę brać się za myślenie o kolejnej. Październik jest mocno zakręcony, dużo się u mnie dzieje, ale czas na zorganizowanie nowej Trójki zawsze musi się znaleźć.

W komentarzach poniżej zostawiajcie propozycje kategorii, które chcielibyście przeczytać w listopadzie. Przypominam, że nie powtarzamy opcji, które już wcześniej był wykorzystane (dla pewności TUTAJ znajdziecie zestawienie wszystkich Trójkowych kategorii, jakie do tej pory się pojawiły). Biorę pod uwagę pierwszych 10 opcji, a później w ankiecie na blogu i w grupie na Facebooku będziecie mogli wybrać swojego faworyta. Przypominam, że każdy uczestnik może oddać maksymalnie 3 głosy. Zapraszam do zabawy i proponowania swoich kategorii.

***
AKTUALIZACJA 

Poniżej znajduje się 10 propozycji do trzeciej kategorii listopadowej Trójki e-pik. Głosować można w komentarzach, wybierając 3 dowolne opcje. jeśli ktoś zagłosował na FB nie musi tego robić tutaj, i odwrotnie. Miłej zabawy!


1. Ptaszki, ptaki i ptaszydła
2. Powieść graficzna
3. Joanna Chmielewska - królowa polskiego kryminału
4. Książka Olgi Tokarczuk
5. Książka zaległa z poprzedniej Trójki
6. Książka poza strefą komfortu
7. Siły natury w tytule: wiatr, burza, deszcz, rzeka, piasek, itp.
8. Gorąca literatura z Hiszpanii i krajów latynoskich na polską jesień
9. Wydanie ilustrowane (nie komiks, nie książka dla dzieci) 
10. Tytuł kontynentalny


Sardegna

PRZEDPREMIEROWO "Małe Licho i anioł z kamienia" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , ,

9 comments


Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 304
Moja ocena : 6/6


Kiedy wydaje Ci się, że nic nie przebije "Tajemnicy Niebożątka", na scenę wchodzi "Małe Licho i anioł z kamienia" i zmienia wszystko. To, co robi ostatnio Marta Kisiel, naprawdę przekracza ludzkie pojęcie. Kiedy zdaje się, że Autorka osiągnęła jakiś pułap, że jej kolejna książka jest już na naprawdę wysokim poziomie,  Marta pisze coś nowego i okazuje się, że to jest jeszcze lepsze, jeszcze bardziej interesujące, zabawne, wzruszające i pouczające. I choć wydaje się to niemożliwe, jest jeszcze bardziej naj!

Marta Kisiel zaskoczyła w zeszłym roku swoich czytelników, pisząc książkę dla dzieci. "Małe Licho i tajemnica Niebożątka". Historia niemalże od razu zdobyła serca czytelników, zarówno tych mniejszych, jak i tych dorosłych, bo okazała się wspaniałą kontynuacją "Dożywocia" i bonusem dla wszystkich miłośników serii. Kiedy rok później na rynku pojawiła się część druga, czyli "Małe Licho i anioł z kamienia", czytelnicy ponownie przeżyli pozytywne zaskoczenie i jeszcze bardziej pokochali (o ile to w ogóle jest jeszcze możliwe) prozę Marty Kisiel.

W "Aniele z kamienia" dzieje się rzeczy niesłychane, ale przede wszystkim następuje wiekopomna chwila, otóż w historii tej, pod jednym dachem spotykają się bohaterowie "Dożywocia" i "Oczu urocznych". Tak, tak! Dobrze czytacie. To właśnie ten moment, kiedy obie historię zaczyna łączyć wspólny mianownik. Marta dała swoim czytelnikom niesamowity prezent, coś po prostu wspaniałego, wątek, na który skrycie czekał każdy fan serii. Od razu może powiem, żeby uprzedzić ewentualne pytania, że to nie Licho z Bazylem będą mieli okazję się spotkać. Niemniej jednak spotkanie będzie na poziomie, bowiem to Bożydar zwany również Niebożątkiem, będzie miał okazję poznać ciocię Odę oraz jej czorta.

Zanim jednak dojdzie do tego wiekopomnego wydarzenia, w domu Dożywotników musi dojść do poważnego kryzysu w postaci ospy. Jako że nie wszyscy domownicy ulegają chorobie, Kamila, mama Niebożątka, postanawia odizolować zdrowych, od tych cierpiących, a że akurat nadchodzi czas ferii zimowych, wywozi Bożka, Gucia i anioła Tsadkiela do pewnego wyjątkowego miejsca. Mały domek w samym środku lasu jest chyba jedynym takim lokum na ziemi, w którym obecność anioła, krakena, a także pół dziecka, pół widma nie wzbudzi żadnej sensacji. 

Jak się można domyśleć, Kamila zawozi swych podopiecznych do domu Ody, zbudowanym na zgliszczach spalonej Lichotki. Część historii opisującej losy wyjątkowej wiły Ody i jej przyjaciela czorta Bazyla, znajdziemy w "Oczach urocznych", kontynuacji "Dożywocia" i "Siły niższej", opowieści otwierającej zupełnie nowy rozdział w fantastycznym uniwersum stworzonym przez Martę Kisiel. Stąd też wynika moja wielka ekscytacja faktem połączenia losów bohaterów oby powieści, o której pisałam na początku. Spotkanie pod jednym dachem postaci kluczowych w obu historiach, połączenie ich wątków, zbudowanie ich wspólnej historii jest prawdziwą gratką dla miłośników serii.

Wracając jednak do sedna sprawy "Małego Licha i anioła z kamienia", Oda ma zająć się całą gromadką podopiecznych, na czas ferii, pokazując swoją codzienność, pracę, i to, jak teraz wygląda życie w miejscu tak ważnym dla Konrada i Licha, a którego zupełnie nie zna Bożek, chyba że z opowieści bliskich. Choć Oda zdaje się być zwykłą ciocią, w rzeczywistości jest niesamowitą kobietą, która oprócz tego, że jest sympatyczna, ciepła, dobra i wyjątkowo spokojna, nawet, jeśli chodzi o wybryki zarozumiałego Tsadkiela, skrywa pewne tajemnice. Jedną z nich jest Bazyl, uroczo sepleniący czort, który zamieszkuje u Ody od pewnego czasu (kto czytał "Oczy uroczne", ten wie), druga tajemnica mieszka w krypcie na pobliskim, starym cmentarzu, trzecia natomiast ukrywa się w samym środku lasu.
 
Z "magiczną" otoczką Ody nie umie pogodzić się anioł Tsadkiel, którego podejście do życia znacznie różni się od stylu bycia pozostałych Dożywotników, jak i przyjaciół wiły. Z tej różnicy zdań wychodzi niezła afera, która będzie miała bardzo nieoczekiwany finał. Chłopiec i anioł dostaną niezłą lekcję życia, ale ponieważ z każdej, nawet najgroźniejszej sytuacji można wyciągnąć coś dla siebie, co ich nie zabije, to tylko ich wzmocni.

Powiem Wam, że drugi tom przygód Małego Licha jest jeszcze cudowniejszy, niż poprzedni, choć nie myślałam, że to w ogóle jest możliwe. Poza tym, że spaja dwie wyjątkowe historie i jest niesamowicie wzruszający, to, co najważniejsze, opowiada o tak wielu mądrych rzeczach, że aż się boję, że nie zdołam o wszystkich Wam wspomnieć. "Anioł z kamienia" to po prostu piękna opowieść o przyjaźni, tolerancji, o akceptacji bliskich nam osób ze wszystkimi ich zaletami i wadami, o świadomości, że nie można odtrącać nikogo ze względu na jego przekonania, wiarę czy wyznawane wartości. Historia przypomina też, iż nie warto oceniać kogoś po wyglądzie, a pozory mogą mylić. Niby to takie oczywiste, ale u Marty Kisiel nabiera wyjątkowego znaczenia.

Tak, jak pisałam przy okazji "Tajemnicy Niebożątka", Autorka ma niesamowitą zdolność wplatania "przy okazji" w swe opowieści dla dzieci, uniwersalnych przesłań i mądrych wartości. W ten sposób sprawia, że jej twórczość wychodzi poza grupę dorosłych czytelników fantastyki, a trafia do grona młodszych odbiorców, którzy dopiero kształtują swój gust literacki. Po prostu majstersztyk! A ja, mając okazję przeczytać "Anioła z kamienia" na długi czas przed oficjalną premierą, mogłam z wielką przyjemność napisać o nim parę słów, które znajdziecie również w książce:



Sardegna

"Saga o Ludziach Lodu" Margit Sandemo część 4: tomy 16-20


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments

Dzisiaj zapraszam Was na 4 post tematyczny dotyczący serii Sagi o Ludziach Lodu. Wpis przybliży Wam kolejne 5 tomów, tym razem od numeru 16 do 20, kiedy to historia potomków Tengela Złego przenosi się jakieś trzydzieści lat do przodu i dotyczy już wnuków Villemo i Dominika, oraz Niklasa i Irmelin, ważnych potomków rodu.



Tom 16 - "Kwiat wisielców" opowiada w głównej mierze o losach Ingrid, czyli wnuczce wyżej wymienionych Irmelin i Niklasa. Ingrid należy do dotkniętych potomków Tengala Złego, przypomina trochę Sol, nie umie znaleźć sobie miejsca wśród ludzi, choć nie ma takiej mocy, jak jej demoniczna krewniaczka. Ingrid wraz ze swoim kuzynem Danem, wnukiem Villemo i Dominika, który jest naukowcem, zajmuje się botaniką i pragnie stworzyć zielnik złożony z rzadkich roślin, wyruszają w stronę Doliny Ludzi Lodu. Oczywiście cel Dana w tej wyprawie ma charakter ściśle naukowy, Ingrid natomiast ma zupełnie inne plany, chce bowiem odzyskać alraunę, korzeń utracony przed laty bezpowrotnie wraz ze śmiercią Kolgrima. Ponieważ młodzi nie mogą w tak niebezpieczną podróż wyruszyć sami, na ich opiekuna zostaje wyznaczony Ulvhedin Palladin, aktualnie spadkobierca tajemniczego skarbu LL. Trójka bohaterów kieruje się do Doliny Ludzi Lodu, zdecydowanie nie jest jednak gotowa na to, co tam zastanie. Na szczęście dla rodu, korzeń uda się odzyskać, przy okazji tej wyprawy pocznie się również kolejny potomek LL, który odegra ważną rolę w posunięciu na przód walki LL ze złym przodkiem.

Tom 17 "Ogród śmierci" to jeden z bardziej przełomowych tomów w całej serii. Opowiada historię Shiry, córki Vendela Gripa, poczętej w krainie Nieńców nad brzegami Morza Karskiego, o którym była mowa w tomie 15. Vendel był zmuszony opuścić wioskę i zostawić swoje nienarodzone dziecko, z czym nie może się pogodzić. Z pomocą po latach przychodzi mu Daniel, syn Ingrid i Dana, który uda do Tan - gai żeby poznać bliżej tą nieznaną gałąź Ludzi Lodu. Dziwnym zbiegiem okoliczności, Dan na skutek działań wojennych znajduje się w rejonie północnej Europy, odłącza od armii, przedostaje się nad Morze Karskie, trafia do Archangielska, a ostatecznie do wioski, w której poznaje Shirę, daleką kuzynkę, należącą do wybranych. Jej przeznaczeniem jest dotarcie do wody dobra, która może pomóc przy przełamaniu przekleństwa ciążącego na rodzie LL. Shira musi jednak najpierw przejść szereg prób, aby zdobyć wodę ze źródła na Górze Czterech Wiatrów. Jeżeli uda jej się pomyślnie wykonać wszystkie zadania, wtedy otrzyma wodę, mającą moc zniszczenia Tengela Złego. O drodze Shiry do źródła, a także o jej tajemniczym pomocniku, dotkniętym, należącym do plemienia Tan - gai, opowiadać będzie ten tom.

Tom 18 "Dom upiorów" w odróżnieniu od niesamowicie ważnego "Ogrodu śmierci", ten tom zdaje się być częścią zupełnie mało ważną, wbrew pozorom jednak jest mocno intrygujący i należy do moich ulubionych. Opowiada o losach Elizabeth Palladin, czyli wnuczce Ulvhedina, która nie należy ani do wybranych, ani dotkniętych potomków złego przodka, a i tak przyjdzie jej przeżyć niesamowitą przygodę. Elizabeth, która należy do grupy charakternych kobiet z rodu LL zostaje opiekunką pewnej damy, która zmaga się z amnezją i jakimiś trudnymi wspomnieniami. Kobieta stara się wzbudzić w niej chęć życia i pamięć, na co nie chce zgodzić się prawny opiekun Karin, Vermunt Tark, w którym Elizabeth skrycie się podkochuje. Tark wydaje się skrywać jakiś sekret, jednak potomkini LL nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała rozwiązać zagadki. Finał tej historii będzie miał poważne konsekwencje dla wszystkich zainteresowanych.

Tom 19, czyli "Zęby smoka" zaczyna pewien ważny rozdział w historii Ludzi Lodu, daje bowiem początek opowieści o Heike, jednym z najważniejszych potomków rodu, który odegra ważną rolę w całej sadze. Dan, który odnalazł Shirę doczekał się dwójki dzieci, syna Solve i córki Ingeli. Jego dzieci nie były jednak związane z Lipową Aleją ani Grastensholm, stąd też nie są dobrze znane seniorom rodziny Lind. Chociaż początkowo nic na to nie wskazuje, Solve okazuje się być jednym z najbardziej dotkniętych potomków, i nie waha się przed niczym, żeby osiągnąć swoje cele. Owocem jednego z jego romansów jest bardzo dotknięty syn, będący kopią Tengela Dobrego i z wyglądu, i jak się później okaże, z charakteru. Solve dręczy małego, jednak mandragora, będąca jego "opiekunem" nie pozwala zrobić mu krzywdy i ratuje z rąk bezwzględnego ojca.

Tom 20 "Skrzydła kruka" przenosi nas w czasie paręnaście lat do przodu, kiedy dorosły już Heike, podróżując w rodzinne strony Ludzi Lodu trafia w rejon Alp Transylwańskich do odciętej od świata, wioski, w której w dziwnych okolicznościach znikają ludzie. Okazuje się, że wioska jest terroryzowana przez pewnego upiora, mającego na celu wykorzystanie wszystkich mężczyzn, jacy tylko pojawią się w okolicy. Heike wraz ze swoimi przyjaciółmi, Mirą i Peterem, postanawiają rozprawić się ze zmorą. Będzie to pierwszy kontakt Heikego z magią, pozna on przy okazji swoje możliwości i przodków, którzy ujawnią się, by mu pomóc w tym trudnym zadaniu, uwolnienia miasteczka od przerażającego upiora.

W SoLL dotarłam do tomu 33 i ... mam zastój. Chciałam skończyć sagę do końca roku kalendarzowego, ale nie wiem, czy podołam. Póki co, zapraszam na post o kolejnych 5 tomach.

Przeczytaj także:

Sardegna

"Pierwsze słowo" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 318
Moja ocena : 5/6

Mam szczęście do zbiorów opowiadań. Praktycznie każdy, za który się zabieram sprawia mi czytelniczą frajdę. Bez względu na to, czy jest to antologia kryminalna ("Zabójczy pocisk"), o miłości ("Pierwsza miłość", "Zakochane Trójmiasto"), opowiadania o zwierzętach ("Przytulajka") czy s-f ("Opowiadania bizarne") 
w każdej z nich znajduję coś dla siebie. 

W marcu miałam okazję przeczytać "Pierwsze słowo" zbiór opowiadań Marty Kisiel, Autorki szeroko nagradzanej i chwalonej, laureatki Nagrody Zajdla, mającej swoje grono wiernych czytelników (do których i ja należę). Zapewne są tutaj odbiorcy, którzy mieli możliwość wcześniejszego zapoznania się z opowiadaniami Marty, jednak moja znajomość w tym temacie ograniczała się tylko do "Szaławiły". Jednak po lekturze "Pierwszego słowa" już wiem, że podoba mi się taka odsłona twórczości Autorki.

Marta debiutowała w 2006 roku, właśnie krótką formą - opowiadaniem "Rozmowa dyskwalifikacyjna", które pojawiło się w czasopiśmie fandomowym „Fahrenheit”. Od tamtego czasu Autorka popełniła całą gamę opowiadań, i to właśnie takie historie pochodzące z różnych okresów w jej życiu, znajdują się w tej książce.

Zbiór zawiera 11 tekstów, z czego 6 było już wcześniej publikowanych ("Rozmowa dyskwalifikacyjna" 2006, "Dożywocie" 2007, "Nawiedziny" 2009, "Przeżycie Stanisława Kozika" 2009, "W zamku tej nocy..." 2012, "Szaławiła" 2017), inne są zupełnie świeże ("Katábasis", "Jadeit", "Miasto motyli i mgły", "Cały świat Dawida", czy tytułowe "Pierwsze słowo").  Jeśli chodzi o mnie, to czytałam oczywiście wcześniej "Dożywocie" i "Szaławiłę", ale z przyjemnością do obu tekstów wróciłam (co pewnie nie dziwi fanów Lichotki), jednak z jeszcze większymi emocjami zabrałam się za nowe opowiadania. 

Opowiadania są mocno zróżnicowane, jedne bardziej zabawne, napisane z przymrużeniem oka, pasujące do "dożywotniego" klimatu, inne raczej poważne, mroczne, balansujące nawet na granicy horroru. Ta różnorodność sprawia, że lektura "Pierwszego słowa" zagwarantuje całą gamę emocji, nie będzie nużąca, może jednak wydłużyć się nieco w czasie, w momencie, kiedy człowiek będzie chciał na spokojnie dawkować sobie poszczególne opowiadania (ja w każdym razie tak zrobiłam).

"Rozmowa dyskwalifikacyjna", opowiadanie otwierające zbiór, należy do grupy zabawnych i przewrotnych, w którym Autorka ukazuje przeróżnych kandydatów, którzy chcą zabiegać o Międzynarodowy Certyfikat Jakości Fantastycznej, oczekujących na swoją rozmowę o pracę z Komisją do spraw Oryginalności Dzieł i Arcydzieł. Właściwie cała historia toczy się w poczekalni i pełna jest absurdów i przedziwnych zasad, które znane są każdemu, kto choć raz brał udział w rozmowie kwalifikacyjnej.

"Katábasis" to mocno mroczna historia, pokazująca zupełnie inną stronę twórczości Autorki. Bardzo mi się taka odsłona podoba, choć nie powiem, opowiadanie, w którym główną rolę gra cierpiąca po stracie córki, matka, mocno działa na psychikę. Choć tekst jest wariacją mitu o Demeter i Korze, wcale nie trzeba odbierać go w taki sposób, ja odczytałam go bardziej dosłownie.

"Nawiedziny" ponownie wprowadzą czytelnika w lekki nastrój, a to za sprawą historii o nawiedzonym przez cnotliwą Teodorę, przybytku rozkoszy. Jednak mam wrażenie, że to opowiadanie może mieć tyluż zwolenników, co i przeciwników, nie każdego bowiem będzie bawił średniowieczny, patetyczny język. Mnie również nie do końca przekonał. Wolę chyba nieco "lżejszy" humor w wydaniu Marty. 

"Przeżycie Stanisława Kozika" to kolejne opowiadanie "na poważnie", pokazujące samotność człowieka wśród ludzi. Bohater nie ma wsparcia w swej codzienności, choć teoretycznie otacza go całe grono zainteresowanych osób. Smutne. 

"Jadeit", czyli historia o nawiedzonym zamku i pewnym morderstwie, do którego doszło pod wpływem niezidentyfikowanych sił. Interesujące opowiadanie, szkoda tylko, że urywa się w ważnym momencie. Może to celowy zabieg i Marta pokusi się o rozbudowanie tego tekstu, w każdym razie na chwilę obecną, żałuję, że nie dane mi było poznać finału tej opowieści. 

"Miasto motyli i mgły" to jedno z lepszych opowiadań w tym zbiorze. Mroczne, tajemnicze, zagadkowe. Porwany zostaje mały chłopiec Davyn, a to, co przydarza mu się w domu porywacza jest przedziwne i właściwie daje więcej pytań, niż odpowiedzi. Ta historia również domaga się rozwinięcia, choć osobiście bardziej przyjmę jej zakończenie, niż wyżej wspomnianego "Jadeitu".

"W zamku tej nocy..." przenosi nas pozornie w nieco lżejszy klimat, jednak i ta historia ma drugie dno, mocno oscylujące wokół "Kordiana" Słowackiego. Rozmowa pewnych duchów i upiorów, której której humor opiera się na grze słów i humanistycznych nawiązań. Super pomysł!

"Cały świat Dawida" również świetna historia, bardziej może współczesna, o tym, co człowiek jest w stanie oddać za wymarzone życie.

Zbiór zamyka tytułowe "Pierwsze słowo", opowiadanie najbardziej przejmujące, związane z pewną przepowiednią, a właściwie życzeniem. Po lekturze tego tekstu powiedzenie: "uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić", nabiera wyjątkowego znaczenia.

Jeśli miałabym podsumować, które z opowiadań do mnie najbardziej przemówiło, to moja ulubiona trójka (poza "Dożywociem" i "Szaławiłą", które są bezkonkurencyjne, ale przez to, że znałam je wcześniej, nie wezmę ich do zestawienia) należy do: "Pierwszego słowa", "Miasta motyli i mgły" oraz "Całego świata Dawida". 

Myślę, że miłośników twórczości Marty Kisiel nie muszę w żaden sposób przekonywać do tego zbioru opowiadań. Natomiast osoby, które znają tylko serię o "Dożywociu", albo zaczynają dopiero swoją przygodę z książkami Marty, będą mogły w "Pierwszym słowie" poznać nowe oblicze Autorki. Zapraszam!


Sardegna