Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

"Szósta klepka" Małgorzata Musierowicz


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 191
Moja ocena : 5/6

"Szósta klepka" Małgorzaty Musierowicz okazała się dla mnie wspaniałym, choć nieoczekiwanym, powrotem do przeszłości. A wszystko za sprawą wakacyjnych porządków. A było to tak.

Jakiś czas temu, robiąc przeorganizowanie w biblioteczce, zebrałam plątające się po półkach, pojedyncze tomy Jeżycjady, i postanowiłam w końcu je ogarnąć. Wspominałam już wcześniej, że mam olbrzymie zaległości w jej temacie, chociaż słowo "zaległości" nie jest tu odpowiednie, nigdy wcześniej nie czytałam bowiem żadnego tomu Jeżycjady. Za wakacyjny cel wzięłam sobie rozpoczęcie tej czytelniczej przygody, aby ocenić, czy w ogóle chcę ją kontynuować, a może nawet zostać fanką serii.

W moich zbiorach nie było tomu pierwszego, ale z pomocą przyszła więc koleżanka, która pożyczyła mi wspomnianą "Szóstą klepkę" z adnotacją, że czyta się szybko, więc lektura nie powinna zająć mi dużo czasu. I faktycznie tak było. Udało mi się przeczytać książkę w dwa wieczory, a moje wrażenia okazały się bardzo pozytywne.

"Szósta klepka" to historia rodziny Żaków, zamieszkującej niewielkie mieszkanie w jednej z poznańskich kamienic. Perypetie rodziny są takie zwyczajne-niezwyczajne, bo z jednej strony są to codzienne wyzwania i obowiązki, związane z przebywaniem wielu osób na małej powierzchni, z drugiej - niesamowite sytuacje, jakie przytrafiają się poszczególnym lokatorom. Codzienność nie jest łatwa, ale przy wsparciu wszystkich członków rodziny, z poczuciem humoru i lekkością, mimo niedogodności, w warunkach naprawdę niełatwych, da się być naprawdę szczęśliwym.

Poznańskie mieszkanie Żaków, choć ciasne, w wyjątkowy sposób poszerza się, przyjmując kolejnych lokatorów. Taty Krzysztof, który jest fizykiem, człowiekiem poukładanym, mocno stąpającym po ziemi, i mama Irena, artystka, wiecznie zajęta lepieniem z gliny, pracująca chaotycznie, nie skupiająca się raczej na przyziemnych sprawach, mają dwie córki: Julię, studentkę ASP, artystyczną duszę, nieprzykładającą wagi do domowych obowiązków, oraz Celestynę, zwaną również Cesia lub Cielęcinką, licealistkę marzącą o studiowaniu medycyny. Cesia, swoim charakterem wdała się raczej w ojca, jest praktyczna, obowiązkowa, przez co często obarczana jest większością domowych spraw.

Wraz z Żakami mieszka również dziadek, zapalony historyk, wyczytujący biblioteczkę według alfabetu oraz ciocia Wiesia, która wraz z sześcioletnim synem Florianem, zwanym Bobkiem, chłopcem pełnym energii i pomysłów przysparzających o ból głowy, wraca do rodzinnego domu.

Na co dzień rodzina Żaków prowadzi dom otwarty, chętnie przyjmując gości wszelakich. Praktycznie cały dzień przesiadują u nich przyjaciele Julki ze studiów, w tym ciężarna Krysia, która nie ma się gdzie podziać, więc również zostaje na dłużej, a także Danusia, nowa przyjaciółka Cesi, mająca problemy w nauce. Celestyna pomaga Danusi przygotować się do nadrobienia zaległości, co nie jest łatwe w domu pełnym ludzi, a staje się już zupełnie trudne w momencie narodzin córeczki Krystyny, małej Irenki. Nie zmienia to faktu, że wszyscy lubią przebywać w swoim towarzystwie, a tłok i wszelkie niedogodności nikogo nie zniechęcają.

Cesia ma również dylemat sercowy – pragnie mieć chłopaka, jednakże, jak to w życiu bywa, chłopak, który się nią interesuje, nie przypadł jej do gustu, a ten, którym ona się interesuje, jest klasowym gburem. Rozdarta pomiędzy swoimi młodzieńczymi uczuciami i sprawami domowymi, stara się odnaleźć swoje miejsce w życiu.

Podsumowując, "Szósta klepka" to ciepła, sympatyczna opowieść, która rozgrzewa serca, pokazująca, że nie trzeba wiele, aby być szczęśliwym. Sądzę, że każdy chciałby choć raz być gościem u Żaków i przekonać się na własnej skórze, jak to jest mieć wokół siebie tak przyjaznych, choć zakręconych ludzi.

Oczywiście jestem świadoma faktu, że gdybym przeczytała tę książkę 30 lat temu, moje odczucia byłyby inne, a ja traktowałabym tę historię mocno sentymentalnie i wspominała bezkrytycznie. Niemniej jednak nawet teraz, jako dorosły czytelnik uważam, że jest to sympatyczna opowieść i z chęcią poznam jej dalsze części.

Na koniec chciałam tylko nadmienić, że mam za sobą kilka tomów serii Ewy Nowak, dlatego też siłą rzeczy przygody bohaterów Jeżycjady mocno mi się z nimi skojarzyły, zarówno formą, jak i stylem. Zdaję sobie sprawę, że "Szósta klepka" została wydana pierwsza, bo w latach 70 tych, co czyni ją pierwowzorem współczesnych opowieści Ewy Nowak z serii Miętowej ("Tylko nie mięta", "Diupa", "Krzywe 10", "Lawenda w chodakach""Drugi", "Michał Jakiśtam", "Ogon Kici") nie zmienia to faktu, że podczas czytania towarzyszyło mi wrażenie, że już coś podobnego czytałam.

Sardegna

"Chłopcy z Placu Broni" Ferenc Molnar


posted by Sardegna on , , , , , , ,

4 comments

 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  200
Moja ocena : 5/6
 
Jedną z lektur piątej klasy szkoły podstawowej są "Chłopcy z Placu Broni" Ferenca Molnara - książka nieco wiekowa, pamiętam, jak sama czytałam ją w podstawówce dwadzieścia pięć lat temu, a teraz przyszedł czas, aby przeczytał ją mój Syn. Córka czytała o przygodach węgierskich przyjaciół dwa lata temu, ale nie pamiętam, aby jakoś zachwyciła się treścią. Ot, przeczytała, zaliczyła i zapomniała. 
 
Natomiast Młody jakoś mocno opornie podchodził do tej książki. Niby zaczął, ale twierdził, że nudno, że źle się czyta, że wydanie nie takie (faktycznie mamy to powyższe z Naszej Księgarni, które charakteryzuje się dość dużą ilością zbitego tekstu i wąskimi marginesami), zupełnie nie dał się przekonać, że to świetna opowieść o chłopakach w jego wieku, którzy przeżywają niesamowite przygody na tytułowym placu. Córka chciała nawet zaspojlerować bratu finał, ale ustaliłyśmy w końcu, że ona nie zdradza finału, a ja zamiast tego, czytam im tę lekturę na głos.
 
Ktoś może skrytykować ten pomysł, dziecko ma w końcu samo czytać swoje lektury, ja jednak jestem zdania, że jeśli książka mu nie podchodzi i miałby w ogóle jej nie przeczytać, albo zrobić to byle jak, z niechęcią i na szybko, albo przeczytać tylko streszczenie, to lepiej, żeby wspólnie się za nią zabrać. 
 
W naszym przypadku był to bardzo dobry pomysł. Młody wkręcił się w historię Nemeczka, Boki i reszty przyjaciół z Placu Broni, sądzę też, że zdecydowanie lepiej zapamiętał treść lektury, niż podczas byle jakiego czytania samemu. Córka również zaangażowała się w słuchanie, komentując potem, iż w ogóle nie pamiętała większości wydarzeń. I super, bo "Chłopcy z Placu Broni" to przejmująca książka o sile przyjaźni, i choć faktycznie jest nieco starodawna, umiejscowiona w rzeczywistości skomplikowanej do ogarnięcia dla współczesnego dzieciaka, to jednak warto poświęcić jej czas i dać się na spokojnie poznać.
 
Chłopcy z Placu Broni to grupa przyjaciół zamieszkująca przedmieścia Budapesztu. W skład grupy wchodzi kilkunastu nastolatków, jednak najważniejszymi bohaterami są: Boka, Czonakosz, Barabasz, Weiss, Kolnay, Lesik, Gereb oraz najmłodszy z nich, jasnowłosy Erno Nemeczek. Dzieciaki zbierają się na jednym z placów budowy umiejscowionym obok tartaku, gdzie spędzają czas po lekcjach, grają w palanta, jednak głównie bawią w wojsko z zachowaniem wszelkich zasad, tytułów i rang w nim panujących. Ich miejscówka wzbudza jednak zazdrość innej lokalnej grupy chłopców, tytułujących się Czerwonymi Koszulami, którzy swoją bazę mają wprawdzie na wyspie w ogrodzie botanicznym, jednak woleli by do zabawy przestronniejszy Plac Broni. 
 
Ponieważ grupa Czerwonych Koszul ma zdecydowanie agresywne zapędy, chłopcy z Placu Broni zaczynają obawiać się, że przyjdzie im walczyć z przeciwnikami o ich małą "ojczyznę". Aby być gotowymi na taką ewentualność, wybierają przywódcę i szykują się na wojnę.
 
Liderem grupy zostaje Janosz Boka, najstarszy z chłopaków, odpowiedzialny, rozsądny, dbający o interesy swoich kolegów. Będzie musiał podejmować nierzadko trudne decyzje, które zaważą o losach jego drużyny, za każdym razem będzie starał się jednak postępować słusznie i sprawiedliwie. Najtrudniejszym momentem dla przyjaciół będzie fakt, iż jeden z nich okaże się zdrajcą i przejdzie na stronę Czerwonych Koszul, ujawniając wszystkie tajemnice Placu Broni, tuż przed ostatecznym starciem. Na szczęście chłopcy mają w swoich szeregach prawdziwego bohatera, który nie zawaha się przed niczym, aby uratować honor swojej grupy i Plac Broni przed wrogiem.
 
Z jednej strony, przygody bohaterów tej lektury mogą wydawać się dziecinnymi zabawami, z drugiej jednak, zaangażowanie chłopców, ich poświęcenie, odwaga, męstwo, niezłomna przyjaźń, wiara w to, że to co robią, ma sens, wierność ideałom jest niespotykanym pokazem wartości. 
 
Jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury, odkryłam ją na nowo i to było wspaniałe doświadczenie. Pamiętałam wprawdzie ogólny zarys fabuły i oczywiście zakończenie, jednak większość przygód zatarła się w mojej pamięci. Ponowna lektura wszystko mi przypomniała. Uśmiałam się, upłakałam, jak bóbr. Jako dorosły czytelnik znalazłam w tej historii zdecydowanie więcej, niż będąc dzieckiem. Jeśli więc Wasze dziecko ma za lekturę "Chłopców z Placu Broni" i marudzi, że to nudna książka, niezwłocznie przeczytajcie ją wspólnie. Warto! 


Sardegna

"Zagadka mazurskiej mumii" Marta Guzowska


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 125
Moja ocena : 6/6
 
Jako wierni fani książek Marty Guzowskiej musieliśmy się zaopatrzyć w najnowszy tom przygód bohaterów serii "Detektywi z Tajemniczej 5". Właściwie to Młody zadecydował, że za bon otrzymany na koniec roku szkolnego za świadectwo z wyróżnieniem kupi sobie właśnie tę książkę. Tym oto sposobem do naszej biblioteczki trafiła "Zagadka mazurskiej mumii", czyli szósty tom przygód sprytnych i zaradnych dzieciaków: Piotrka, Ani i Jagi, którzy potrafią rozwiązać każdą zagadkę, zmierzyć się z najtrudniejszą tajemnicą i wyjaśnić zniknięcie cennych przedmiotów, łącznie z rozpoznaniem sprawcy kradzieży.  
 
W poprzednich tomach serii bohaterowie szukają zaginionej kamei babci ("Zagadka zaginionej kamei" ), badają wampirze groby ("Zagadka grobu wampira"), zajmują się kradzieżą obrazu Olgi Boznańskiej ("Zagadka królowej myszy" ), sprawą skradzionego robota w Centrum nauki Kopernik ("Zagadka zbuntowanego robota" ) oraz szukają ducha w dworku chopinowskim ("Zagadka ducha Chopina"). W tej części natomiast, skupiają się na eksploracji mazurskiej piramidy i znalezieniu skradzionego naszyjnika, należącego do jednej z mumii.
 
Szósta przygoda dzieciaków rozgrywa się na Mazurach, gdzie dzieciaki przyjeżdżają na weekend, na zaproszenie krewnych Ani. A ponieważ ciocia i wujek dziewczynki są archeologami, zabierają swych gości ze sobą do pracy, aby pokazać im, czym aktualnie się zajmują. Dzień zapowiada się bardzo ciekawie, bowiem archeolodzy pracują nad renowacją piramidy, będącej grobowcem rodziny pochodzącej z Prus i szykują się do przeskanowania tajemniczej budowli zupełnie nie pasującej do mazurskiego lasu. 
 
W piramidzie znajdują się także niezabezpieczone trumny z zmumifikowanymi zwłokami, które bardzo ciekawią wszystkich obecnych, a do tego szyję jednego z nich wieńczy piękny, srebrny naszyjnik. Komuś z obecnych w piramidzie spodobał się chyba aż nadto, bowiem następnego dnia okazuje się, że zniknął. 
 
Dzieciaki postanawiają zbadać, kto stoi za kradzieżą pięknej ozdoby. Ponieważ nikt obcy nie mógł kręcić się przy piramidzie, podejrzanych jest trójka dorosłych oraz nastoletnia córka wujostwa, Weronika. Ciocia, wujek, Wera i dziennikarz, który przyjechał porozmawiać z archeologami, trafiając na moment odnalezienia naszyjnika, mają swoje powody, by zwinąć naszyjnik. Ania, Piotrek i Jaga muszą więc przeanalizować wszystkie ślady, aby odkryć, kto jest winny tej kradzieży.
 
Tak, jak pisałam przy okazji poprzednich tomów, każda część przygód małych bohaterów ma charakter taki trochę interaktywny. Czytelnicy wkręcają się fabułę i próbują razem z dzieciakami rozwiązać zagadkę. W pewnym momencie autorka zadaje czytelnikowi pytanie, związane ze śledztwem, na które są trzy możliwe odpowiedzi. Jeżeli czytelnik uważnie śledzi fabułę i logicznie myśli, z łatwością wybierze tą prawidłową. Oczywiście jeżeli nie uda mu się poprawnie wydedukować, nic się nie dzieje, bowiem na kolejnej stronie znajduje się właściwa odpowiedź i można przejść dalej.
 
Niby prosty chwyt, taki mały element angażujący czytelnika, a sprawia wiele frajdy. Mój syn, kiedy jeszcze był młodszy, prosił mnie, żebym tak długo mu czytała, aż dotrę do pierwszego pytania. A później do kolejnego, i kolejnego. Często kończyło się to przeczytaniem całego tomu w jeden wieczór.
 
Tradycyjnie, jak to bywa w książkach dla dzieci Marty Guzowskiej, autorka przemyca czytelnikom ciekawe wiadomości związane z zabytkami, miejscami lub znanymi osobami. W szóstym tomie nawiązuje do autentycznej piramidy - mauzoleum, umiejscowionej w mazurskiej wsi Rapie. Budowla ta powstała, jako grobowiec rodziny Fahrenheidów, dalekich krewnych słynnego twórcy skali temperaturowej i faktycznie odbiega swym kształtem i konstrukcją od tych, najbardziej nam znanych.

"Zagadka mazurskiej mumii" zapewnia więc młodym czytelnikom nie tylko detektywistyczna rozrywkę, ale i dawkę ciekawej wiedzy. Polecam niezmiennie!
 
Sardegna

"Szatan z siódmej klasy" Kornel Makuszyński


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 270
Moja ocena : 5/6

Któż z nas nie zna powieści przygodowej autorstwa Kornela Makuszyńskiego, "Szatan z siódmej klasy"? Starsi czytelnicy mierzyli się z nią pewnie paręnaście lat temu, młodsi całkiem niedawno, bowiem książka nadal jest lekturą szkolną. Wspominam tę historię z wielkim rozrzewnieniem, jako jedną z moich ulubionych. Tak sobie myślę, że od najmłodszych lat objawiało się chyba moje zainteresowanie zagadkami, historiami z dreszczykiem, w których trzeba było odkryć jakąś tajemnicę, przeanalizować tropy czy rozszyfrować zakodowaną wskazówkę.
 
"Szatan z siódmej klasy" był moją lekturą bodajże w siódmej albo ósmej klasie. Po omówieniu czytam ją jeszcze kilka razy, za każdym razem na nowo ciesząc się zagadkami, z którymi mierzył się główny bohater, Adaś Cisowski. Bardzo się ucieszyłam, kiedy moja Córka obwieściła, że książka jest jej aktualną lekturą i zabiera się za czytanie. Mojego podekscytowania nie było końca, kiedy opowiadałam jej, o czym jest "Szatan...", jak bohater będzie rozwiązywał zagadkę starego dworku i szukał skarbu. Córka patrzyła na mnie podejrzliwie, aż w końcu po paru dniach poinformowała mnie, że książka jej się nie podoba, nie jest w ogóle ciekawa, pełno w niej niezrozumiałych zwrotów i sformułowań i nie wie, czym się tak właściwie emocjonuję.
 
Trochę się zestresowałam, no bo jak to! Czyżby moje wspomnienia, co do tej opowieści były przekłamane? Stwierdziłam więc, że przypomnę sobie lekturę i sprawdzę, czy faktycznie przygody Adasia Cisowskiego są takie interesujące, jak mi się zawsze wydawało.
 
Jak więc wygląda sprawa "Szatana z siódmej klasy" czytanego po dwudziestopięcioletniej przerwie? Bardzo pozytywnie! Dla mnie nadal jest to świetna, trzymająca w napięciu historia, i jest mi smutno, że dziecko moje nie podjęło tematu. Humor, który kiedyś wydawał mi się zupełnie oczywisty, dla mej Córki zdawał się niezrozumiały. Ale tak sobie myślę, że początkowe perypetie bohatera, związane z jego życiem szkolnym, pomocą kolegom w przechytrzeniu profesora Gąsowskiego i odkryciem systemu odpytywania uczniów, czy też znalezienia zaginionej setki, istotnie mogły brzmieć abstrakcyjnie dla nastolatków, którzy nigdy nie zetknęli się z taką formą współpracy.
 
W każdym razie, sięgając po książkę po latach, zaczęłam zauważać, że są w niej pewne sytuacje, których nie dostrzegałam wcześniej. Przede wszystkim, wiele sformułowań, a nawet całych akapitów, które napisane są może nie staropolszczyzną, ale językiem dziewiętnastowiecznym, który, wierzę, że nie do końca przemawia do współczesnego dzieciaka. 
 
Przykro mi jednak, że moje dziecko nie zainteresowało się historią, którą ja akurat uważam za świetną książkę przygodową, niemalże detektywistyczną. Nie wiem, czy nie zadział tutaj mechanizm, że skoro to obowiązkowa lektura szkolna to musi być nudna. Gdybym czytała im "Szatana..." na głos wieczorem, to mam wrażenie, że odbiór treści byłby zupełnie inny.
 
Fabuły powieści nie muszę chyba nikomu streszczać, dlatego tylko o niej nadmienię. Adaś Cisowski, bardzo sprytny, zdolny, mega inteligentny uczeń siódmej klasy, zostaje poproszony przez lubianego, ale mocno zakręconego, nauczyciela historii, profesora Gąsowskiego, o pomoc. Po fakcie, kiedy Adaś rozpracował wyżej przeze mnie wspomnianą metodę odpytywania uczniów, a także pomógł profesorowi rozwiązać jeszcze parę innych drobnych zagadek, zostaje zaproszony na wakacje przez nauczyciela, do jego rodzinnej wsi Bejgoły, położonej niedaleko Wilna. Adaś ma udać się do dworku brata profesora Gąsowskiego i pomóc w rozwiązaniu dziwnej zagadki, jaka otacza dwór. 

Po przyjeździe na miejsce, okazuje się, że ani gospodarze, ani ich nastoletnia córka Wandzia, nie mają pojęcia, dlaczego z ich dworku ktoś kradnie drzwi. Do tego, nieustannie nachodzą ich dziwni goście, ktoś wyraźnie obserwuje dom, a nawet napada na bogu ducha winnego, Adasia. Sytuacja robi się niebezpieczna, stąd też chłopak postanawia ukryć się na jakiś czas, poznać lepiej historię rodziny Gąsowskich i przeszłość dworu,żeby móc dowiedzieć się, cóż interesującego zostało w nim prawdopodobnie ukryte.

Tym oto sposobem bohater dociera do pewnych informacji świadczących o tym, że przed laty dwór Gąsowskich odwiedzili ranni Francuzi, którzy po wojnie napoleońskiej prawdopodobnie kierowali się w rodzinne strony. Jeden z nich, śmiertelnie ranny, ukrył w domu tajemnicze zawiniątko, zostawiając gospodarzowi list do krewnych i pewne wskazówki, jak go odnaleźć. To prawdopodobnie skarb oficera wzbudza aktualnie w złodziejach tak wielkie emocje, i jest przyczyną kradzieży drzwi. 
 
Adaś stara się odkryć, o co w tej historii chodzi, kiedy natrafia na pierwszą wskazówkę, odnalezienie reszty będzie już tylko kwestią czasu. Chłopak musi zmierzyć się z niebezpieczeństwem, na szczęście zawsze może liczyć na pomoc przyjaciół, i to nawet tych dawno niewidzianych.
 
W tej historii kluczowy i najbardziej emocjonujący jest oczywiście przedostatni i ostatni rozdział, czyli główkowania Adasia nad wskazówkami i sam moment odkrycia skarbu, ale cały koncept tej powieści jest jednym z ciekawszych, z jakimi spotkałam się w młodzieżowych powieściach przygodowych.
 
Dla mnie "Szatan z siódmej klasy" okazał się bardzo miłym i sentymentalnym powrotem do przeszłości. Świetnie jest wrócić po latach do ulubionej szkolnej lektury i spojrzeć na nią okiem dorosłego czytelnika.
 
Sardegna

"Teraz Rowley. Ahoj, przygodo!" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia  
Liczba stron: 224 
Moja ocena : 5/6

Kiedy seria "Dziennik Cwaniaczka" osiągnęła już taki poziom popularności na całym świecie, że właściwie Autor nie musiałby już do końca życia pracować, przyszło zaskoczenie. Jeff Kinney pokusił się o stworzenie nowej serii, choć umiejscowionej w świecie znanym z "Dziennika...", to jednak bohaterem jest Rowley, przyjaciel Grega. Oczywiście był to strzał w dziesiątkę, bowiem dzieciaki zaczytujące się w przygodach Cwaniaczka od razu poczuły podobny klimat w opowieści o Rowleyu i z chęcią sięgnęły po nowe tomy przygód swoich ulubionych postaci. Seria "Dzienników.." naturalnie rozrosła się o kolejne części, zainteresowanie czytelników zostało podtrzymane, wszystko się zatem zgadza. Nowa seria o wspólnym tytule "Teraz Rowley" liczy sobie aktualnie dwa tomy, ale skoro jest popyt, to musi być podaż, więc na dwóch częściach na pewno się nie skończy.

Moje dzieci oczywiście również popłynęły na fali popularności. Córka zaopatrzyła się w tom pierwszy "Teraz Rowley. Zapiski chłopca o złotym sercu" przy okazji ostatnich Targów Książki w Krakowie (kiedy to było!), a teraz z chęcią sięgnęła po tom drugi. Młody także zainteresował się przygodami Rowleya, choć z nieco mniejszym entuzjazmem, bowiem jego faworytem jest zdecydowanie "Hej, Jedrek!". W każdym razie tom drugi przygód Rowleya został przeczytany i wywołał (z tego, co zauważyłam) wybuchy śmiechu u czytających.

Najlepszy przyjaciela Grega, bohatera "Dziennika Cwaniaczka", Rowley, postanawia napisać swoją pierwszą powieść. Ma to być historia przygodowa, bowiem Rowley ma pomysł na wątek główny: Roland, chłopak o złotym sercu, który żył dawno temu i uczył się grać na flecie, musi uratować mamę z rąk Białego Czarownika, który ją porwał i uwięził w lodowej twierdzy. Dzielny Roland postanawia udać się na niebezpieczną wyprawę odbicia mamy, stąd też bierze od dziadka, starego podróżnika, zbroję, hełm i tarczę i rusza w świat. 

Rowley konsultuje fabułę swej książki z Gregiem, który podsuwa mu różne pomysły, na przykład, aby umieścić w tej powieści pomocnika Rolanda, Graga Barbarzyńcę. Poza tym, sugeruje, aby przyjaciel - pisarz debiutant, dzielił się z nim zyskami, a także rozważył dołączanie do książek figurek z wizerunkami postaci, kart kolekcjonerskich, plakatów, a także zestawów map. Wróży bowiem książce wielki sukces, stąd też wierzy, że warto zainwestować we wszystkie okołoksiążkowe gadżety. Rowleya bardziej jednak interesuje rozbudowanie fabuły i przygód swoich bohaterów, który kierując się na misję ratunkową, pomagają potrzebującym wieśniakom, w Poplątanej Puszczy spotykają wróżki, okazujące Rolandowi i Gargowi dużo życzliwości, a także próbują wyjąć miecz zakuty w skale, który zdoła wydobyć tylko prawy rycerz o czystym sercu.

Bohaterowie powieści Rowleya trafiają też do krainy trolli, żyjących w Śmieciowej Krainie, zajmujących się sprzątaniem po wróżkach, tam Roland uczy wszystkich, jak poprawnie segregować śmieci. Na prośbę Grega, jego przyjaciel wprowadza także do opowieści wątki mitologiczne, ale w dyskretny sposób, aby nie być oskarżonym o plagiat. Chłopaki zauważają także możliwość wprowadzenia kolejnych produktów, które można by sprzedawać przy okazji promocji książki i dodatkowo na tym zarobić. 
 
Rowley rozbudowuje także wątek Białego Czarownika, który porwał mamę, gdyż zamierza uczynić ją swoją królową i sprawi, że ta zapomni o swoim dawnym życiu. Roland i Garg, przy wsparciu Jednookiego Maga ruszają jej na pomoc. Na swej drodze spotkają jeszcze wiele fantastycznych postaci: elfkę Shae'Vanę, Stefana - pół człowieka, pół krowę, odkamieniałego Sherlocka Holmesa, nastoletniego wampira Emila zmieniającego się w wilkołaka, oraz Małą Syrenkę. Wszyscy oni, w pewien sposób wspierają bohaterów w ich misji i pomagają, w razie potrzeby, wyjść im z opresji. 
 
Książkowa wyprawa postaci stworzonych przez Rowleya i Grega będzie obfitować w przeróżne wydarzenia. Co tam się będzie działo! Choć może raczej powinnam powiedzieć, czego tam nie będzie! Dorosłym na pewno zabraknie w tej historii sensu i logiki, natomiast dzieciakom wszystko będzie się podobać. Najmłodsi na pewno zauważą prawidłowości w tym chaosie, chociaż dorosłym może się to wydawać obłędem. Okej, niech tak będzie. W końcu to dzieciakom lektura tej szalonej serii sprawiać ma największą frajdę, a gwarantuję, że tak właśnie jest.
 
Inne książki z tej serii:

Sardegna

"Dziennik Cwaniaczka. Totalna demolka" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

  

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia  
Liczba stron:  224
Moja ocena : 5/6
 
"Dziennik Cwaniaczka. Totalna demolka" to trzynasty tom kultowej serii, którą namiętnie pochłaniają dzieciaki na całym świecie. Moje również uległy magii Cwaniaczka, Córka sięgnęła po pierwszy tom w wieku 8 lat, Młody dopiero niedawno wkręcił się w przygody Grega. Generalnie jednak cała seria zajmuje zaszczytne miejsce w dziecięcej biblioteczce i jest chętnie z niej wyjmowana. 
 
Najnowsze przygody Grega i jego rodziny oscylują wokół generalnego remontu domu, który zaplanowała mama, po odziedziczeniu spadku po zmarłej ciotecznej babci. Choć tata, Greg i Rodrick znaleźliby wiele alternatywnych sposobów na wydanie niespodziewanej gotówki, mama jest nieugięta i nalega na remont, a właściwie dobudowanie segmentu do ich domu. 
 
Zanim jednak do remontu dojdzie, Greg postanowi zrobić porządek w swojej rupieciarni. W jego szpargałach znalazło się naprawdę multum niepotrzebnych rzeczy, chłopak postanawia więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Posprzątać i coś zarobić. Odgruzowuje więc wszystkie stare prace plastyczne, albumy z naklejkami, gadżety z Halloween organizuje wyprzedaż garażową. Interes nie idzie jednak tak, jak powinien. Przyjaciel Grega, Rowley nie spisuje się na stanowisku inspektora do spraw kradzieży, kupujący nie są chętni wydawać pieniędzy na jego cenne zbiory. osoba zainteresowaną wydaje się być jedynie śmieciarz.

Kiedy pomysł z wyprzedażą upada, Greg postanawia w jakiś inny sposób zarobić, na przykład na sprzedaży gadżetów związanych z nic samym, kiedy będzie już sławną osobą. Po zastanowieniu stwierdza, że najlepiej będzie zostać bohaterem i uratować kogoś przed atakiem, choćby wściekłego psa. Ten pomysł jednak, jak się można domyślać, nie będzie zbyt fortunny...

Greg planuje swoją przyszłość, zastanawia się nawet, jak będzie wyglądał jego przyszły dom, jednak w snuciu tych rozważań wyraźnie przeszkadza mu mama, oczekując pomocy w pracach domowych. Tym bardziej, że wejście ekipy budowlanej na teren domostwa zbliża się wielkimi krokami. Greg nienawidzi prac w ogrodzie, planuje więc, że jego przyszły dom będzie miał wybetonowany podjazd, wtedy nie trzeba będzie kosić trawnika, ani zajmować się tego podobnymi głupotami.
 
Wejście ekipy remontowej staje się początkiem wielkiej demolki w życiu bohatera. Co rusz coś się wali (i to dosłownie), robotnicy się awanturują (delikatnie sprowokowani przez Grega, żeby nie było), nie pozwalają chłopakowi pomagać, choć ten chce nabyć potrzebnych w życiu umiejętności, ciężki sprzęt w ogródku robi spustoszenie, a tata co rusz wymyśla dla swoich synów nowe prace porządkowe. A to każde im pomalować werandę, oporządzić wannę z hydromasażem, przeczyścić rynny, niestety wykonanie nie idzie zgodnie z planem i często kończy się jeszcze większą awarią, niż ta, którą trzeba było usunąć. Ot, na przykład czyszczenie rur uziemiło Grega na dachu, a próba powrotu na dół zakończyła się wbiciem do łazienki, gdzie akurat kąpiel brał jeden z domowników. Nie pytajcie, co było dalej...

Dobudówka, wbrew pozorom, nie rozwiązuje problemów rodziny Grega, staje się natomiast początkiem zupełnie nowej rewolucji. Co to będzie za zmiana, tego już nie zdradzę, niech dzieciaki same się przekonają, co jeszcze może wydarzyć się w życiu tej szalonej rodzinki.
 
Kolejna część "Dziennika Cwaniaczka" nie zawodzi. Tutaj szaleństwo goni szaleństwo, jedna akcja generuje następną, jest zabawnie, trochę niebezpiecznie, trochę dziwnie, grunt, że dzieciaki świetnie się w tym orientują. To nic, że dla dorosłych historia Grega często nie ma większego sensu. Po co się burzyć, jeśli dzieciaki dobrowolnie sięgają po tą serię, to coś widocznie musi w niej być. Dajmy więc szansę swoim dzieciom na przyjemną lekturę i podsuńmy przygody Grega i jego rodzinki tym, którzy jeszcze serii nie czytali.
 
Przeczytaj także:

Sardegna

"Hej, Jędrek! Znowu pod górkę? Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 223
Moja ocena : 5/6

Seria o Jędrku to jedna z kolekcji Naszej Księgarni, którą kochają moje dzieci. Ania przeczytała komplet, Młody natomiast podszedł do tematu wybiórczo i przeczytał wybiórczo ze trzy tomy. Seria liczy sobie aktualnie siedem części: "Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?", "Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" "Hej, Jędrek! Kto tu rządzi?" "Hej, Jędrek! Masz cykora?", "Hej, Jędrek! Szukasz guza?", "Hej, Jędrek! Kłopoty z dziewczynami?" oraz powyższy "Hej, Jędrek! Znowu pod górkę?", natomiast na blogu znajdziecie wpisy na temat trzech ostatnich części.

Kolejny tom przygód szalonego bohatera jest utrzymany w podobnym klimacie, jak poprzednie. Jędrek nieustannie wpada w jakieś tarapaty, choć wcale tego nie chce. Na przykład w poniższym tomie jedzie na zwykły obóz karate. Jednak z wakacji, które miały być zupełnie zwyczajne, wychodzi przygoda życia! Trochę niebezpieczna, trochę męcząca, ale za to bardzo zabawna i pokręcona.

Jędrek kończy właśnie czwartą klasę i szykuje się spędzenia super wakacji w gronie przyjaciół. Wraz z ekipą, czyli Karolą i Witkiem jadą razem na obóz karate. Dzieciaki bardzo by chciały, żeby dołączył do nich również Gruby, ten jednak jest ze sportem na bakier, przyjaciele muszą więc wykazać się niezłym sprytem, żeby przekonać senseia Patryka do przyjęcia nowego członka grupy karateków. Jędrek tak się poświęca dla przyjaciela, że nawet gotowy jest poddać się karze zabrania telefonu i dobrowolnej pogadanki z dyrektorem.

Bohater w ogóle ma wielkie plany wobec nadchodzącego obozu. Ponieważ cała trójka trenuje już drugi rok, Jędrek ma zamiar zdobyć zielony pas. Do tego, obóz ma być ulokowany nad malowniczym Jeziorem Smęty w osadzie Smęty Wielkie. Na miejscu jednak okazuje się, że malowniczy hotel all inclusive to jednak nie ich miejscówka. Obóz ma bowiem swoją lokalizację po drugiej stronie jeziora, w wiosce Smęty Małe, w agroturystycznym gospodarstwie przypominającym skądinąd, stodołę.
 
Dzieciaki, zgodnie z hasłem przewodnim obozu "co cię nie zabije, to cię wzmocni", szukają pozytywów sytuacji. Siano wydaje się całkiem spoko miejscem do spania, okolica malownicza, można udać się na spacer, nawet woda, choć lodowata, w końcu nadaje się do kąpieli.
 
Kiedy jednak sensei Patryk ulega wypadkowi, sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Opiekunem młodych karateków zostaje pan Janek gospodarz, a ma on dość nietypowe podejście do spędzania wolnego czasu na obozie. Trzeba naprawić płot, pomalować stodołę, przynieść wody do kąpieli, posprzątać podwórko, atrakcji więc nie brakuje. Mile spędzony czas zakłóca jednak dziwna sprawa, ktoś kradnie cenną kurę z zagrody pana Janka. Ekipa Jędrka podejmuje się śledztwa, przy okazji odkrywając pewne fakty z młodzieńczego życia swego nowego opiekuna. 
 
Jakby tego było mało, Jędrek poniekąd zupełnie niechcący (jak zwykle zresztą), popada w konflikt z lokalsami, a kiedy w jego obronie staje pan Janek, historia zatoczy koło i doprowadzi do ostatecznego starcia pomiędzy odwiecznymi wrogami: Małymi i Wielkimi Smętami.

"Hej, Jedrek! Znowu pod górkę?" czyta się świetnie, a dzięki temu, że książka ma formułę komiksową, lektura nie zajmie dzieciakom wiele czasu, a sprawi prawdziwą frajdę.

Sardegna

"Pisklak" Zuzanna Orlińska


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 
 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  213
Moja ocena : 4/6
 
 
"Pisklak" idealnie wpasowuje się w stylistykę serii powieści młodzieżowych, wydawanych przez Naszą Księgarnię. W twardej oprawie, z ciekawą grafiką, napisany przez polską autorkę, porusza zagadnienia ważne dla współczesnej młodzieży. Nawet wizualnie "Pisklak" pasuje do "Domu nie z tej ziemi", czy "Lilany". Po lekturze  muszę jednak stwierdzić, iż książka ta bardziej przemówi do dorosłych, niż młodszych czytelników. 
 
I właściwie jestem rozdarta, bo fabuła, przypominająca mi trochę klimatem "Tego obcego", bardzo pasuje do książki młodzieżowej. Nie da się też ukryć, że pod przykrywką wydarzeń, w których bierze udział główna bohaterka, nastoletnia Klara, skrywają się ważne dla młodego człowieka prawdy, tak istotne w czasie jego dojrzewania, zwłaszcza emocjonalnego. Jednak z drugiej strony, forma, język, który choć bardzo poetycki, trudny jest do przyswojenia, sprawiają, że dzieciakom ciężko jest przez tą książkę przebrnąć (w każdym razie, moim dzieciom się to nie udało).
 
Jeśli jednak spojrzymy na nią z perspektywy książki dla dorosłych, poruszającej wątek dojrzewania nastolatków, historia nabiera nieco innego znaczenia. Staje się opowieścią trafiającą do osób o bardzo dużej wrażliwości, doceniających piękno poetyckiego języka, którzy będą się nią delektować i dosłownie spijać każde słowo.
 
Klara znalazła się w dość trudnej sytuacji rodzinnej. Właśnie  urodził się jej malutki braciszek, wcześniak, którego życie jest zagrożone. Cała rodzina żyje tylko malutkim Piotrusiem i drży o jego zdrowie. Mama ciągle przesiaduje w szpitalu, ojciec myślami cały czas pozostaje przy niej, stąd też dziewczyna zostaje postawiona sama sobie, w tym trudnym i niezrozumiałym, dla niej również, momencie. 
 
Dziewczyna szuka wytchnienia we wspólnie spędzanym czasie ze swoją przyjaciółką Hanką. Nastolatki kręcą się po okolicy, najwięcej przesiadują jednak w ruinach starego dworku leżącego na wzgórzu, nazywanego Domem Wariatki.  Pewnego dnia okazuje się, że w domu nocleg znalazło sobie dwóch chłopaków na gigancie. Starszy Cyryl opiekuje się, jak najlepiej umie, swoim młodszym bratem Nikodemem, nie potrafi jednak nic poradzić na fakt, że braciszek nie umie dojść do pełni sił, po trwającej od wielu dni, infekcji.
 
Klara i Hanka niejako zafascynowane braćmi, a najbardziej Cyrylem, jego wrażliwością, opiekuńczością i mądrością, postanawiają pomóc braciom, przynosząc jedzenie, ubrania, koce, a także lekarstwa dla małego. Jednak mimo szczerych chęci ukrywania zbiegów przed mieszkańcami wioski, ich podekscytowanie wzbudza podejrzenia miejscowych nastolatków, którzy postanawiają sprawdzić, gdzie to ich koleżanki spędzają tak dużo czasu, i co tak ostatnio ich emocjonuje.
 
Ponieważ miejscowi nie chcą na swoim terenie żadnych przybłędów, ani chłopaka, który mógłby skraść serce którejś z "ich" dziewczyn, zrobią wszystko, aby usunąć braci z pola widzenia i Domu Wariatki. Nie mają jednak pojęcia, że swoich zachowaniem mogą przynieść wszystkim śmiertelne zagrożenie...
 
"Pisklaka" nie czyta się łatwo, a sprawy nie ułatwiają fragmenty "powieści" napisanej przez główną bohaterkę. Mają one jeszcze większy rozmach, i są jeszcze bardziej (o ile to możliwe) poetyckie. Oczywiście nie chce generalizować, zdaję sobie sprawę, że jest grupa młodych odbiorców, która będzie się delektować tą ulotnością, delikatnością i wysublimowanym słowem. Dorosłym będzie jednak w tej kwesti łatwiej.   
 
Co do tytułowego pisklaka, będzie on musiał zawalczyć o siebie na wielu polach, stąd też tak sobie myślę, że gdybym miała w jednym zdaniu określić, o czym opowiada, to powiedziałabym, że o dojrzewaniu, które jak wiadomo nie jest łatwe, a często młody człowiek musi poradzić sobie z tym sam. Mam nadzieję, że nie zniechęciłam Was do lektury, a wręcz przeciwnie, czujecie się zaintrygowani. "Pisklak" to wymagająca lektura, ale czasami warto poświęcić czas takiej właśnie książce.
 
Sardegna

"Liliana" Małgorzata Strękowska - Zaremba


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 184
Moja ocena : 6/6


Kojarzcie "Dom nie z tej ziemi"? Wspaniałą ksiażkę dla dzieci i młodzieży, autorstwa pani Małgorzaty Strękowskiej - Zaremby, o której pisałam na blogu jakiś czas temu? Jeśli nie, koniecznie zajrzycie do mojego wpisu. Jest to bowiem tak niesamowita i mądra książka, że koniecznie trzeba ją przeczytać, i to nie tylko dzieciom, ale głównie dla samego siebie! 

Od tamtego momentu pilnie obserwuję twóczość Autorki i kiedy tylko ma możlwiość przeczytania którejś z Jej książek, robię to natychmiast. W moich zaległościach są "Złodzieje snów", czyli książka wydana w 2008, i do niej na pewno kiedyś wrócę, ostatnio jednak udało mi się przeczytać "Lilanę" (nie mylić z Lilianą), czyli najnowszą powieść wyróżnioną w konkursie "Książka Roku 2019" Polskiej Sekcji IBBY. 

Po lekturze "Domu nie z tej ziemi", czułam wewnętrznie, że lektura "Lilany" również dostarczy mi niesamowitych emocji, wydawało mi się bowiem, że obie książki utrzymane są w podobnym klimacie. Postanowiłam też wtajemniczyć moje dzieci i przeczytać im tą historię, a potem sprawdzić, czy na nich również zadziałała. 

Pierwsze co mi się nasuwa, kiedy myślę o "Lilanie" to niesamowicie piękny, poetycki język. Czytanie tej opowieści na głos robi jeszcze większe wrażenie, i można się wtedy wręcz deletować formą, stylem i cudowną narracją. Na pierwszy rzut oka, taki język może się wydawać zbyt trudny dla dzieci, jednak z drugiej strony, wiem bo sprawdziłam na własnych, to działa! "Lilana" jest świetnym przykłdem na to, że nie tylko książka napisana łatwym, prostym, przystępnym językiem może być dla dzieci ciekawa. Lektura czegoś "trudniejszego", delektowanie się słowem, tekst, który trzeba przemyśleć, czasami przedyskutować, wyjasnić znaczenie danego fragmentu, może przynieść wielką satysfakcję. Na przykładzie moich dzieci mogę powiedzieć, iż kiedy zamknęłam ostatnią stronę "Lilany", do tego jeszcze z otwartym zakończeniem, więc wymagającym przegadania, żadna inna ksiażka nie wydała im się na tyle atrakcyjna, żeby zacząć ją czytać. Chcieli koniecznie coś podobnego do "Lilany", coś "poważnego", nieoczywistego, a nie tam żadne "bajeczki dla dzieci".

Tytułowa Lilana to mała, urokliwa wioska położona gdzies na obrzeżach Warszawy, do której przypadkowo trafia rodzina dwunastoletniej Natalki. Przejeżdząjąc samochodem, zakochują się w malowniczej miejscowości, pełnej kolorów i kwiatów, i postanawiają się do niej przeprowadzić. Tym bardziej, że wiąże się to z odwiecznym marzeniem mamy o posiadaniu własnego domu na wsi. Mama dziewczynki zauroczona Lilaną, od razu czuje, że to jest ich nowe miejsce na ziemi, a ponieważ jest malarką, widzi natchnienie w pięknych barwach, malowniczych kwiatach, przyrodzie i  słonecznej atmosferze otaczającej wioskę. 

Natalka jest nieco bardziej sceptyczna, co do tej okolicy, która wydaje jej się sztuczna, nienaturalna i co najmniej dziwaczna, nie ma jednak zbyt wiele do powiedzenia, bowiem rodzice kupują domek na wzgórzu, o wielkich szklanych ścianach, i szybko się przeprowadzają. Choć dziewczynka początkowo nie jest zbyt przychylnie nastawiona do nowego miejsca, tym bardziej, że w Warszawie zostawiła całe swoje życie, tutaj ma też rozpocząć nową klasę, z biegiem czasu zaczyna się do Lilany przyzwyczajać. Poznaje nowych znajomych, Wiktora, chłopaka, który wyróżnia się na tle kolorowej wioski, czarnymi ubraniami, oraz Anielę, kolorowego ptaka, niesamowicie energetyczną dziewczynę w jej wieku, która zdradza Natalce sekret dotyczący Lilanny. 

Okazuje się, że wioskę otacza tajemnicza aura oraz echo pradawnej legendy. Natalia zauważa wiele niepokojacych sygnałów, które daje jej Lilana, ale sama nie wie, co jest prawdą, a co wytworem jej wyobraźni. Las okupują wielkie, włochate ćmy, które widzi tylko dziewczyna, do tego owady kierują ją na dziwne wrzosowisko, kobieta ze snu mieszka w domu na końcu drogi, tworząc lalki z glinianymi sercami wygladającymi, jak okoliczni mieszkańcy, a jej osobista mama zachowuje się co najmniej dziwnie, wydając się wiecznie nieobecną.

Dziewczynka nie potrafi zwierzyć sie nikomu ze swojego nieokreślonego lęku przed Lilaną, a wioska szykuje dla niej prawdziwa rewolucję...

Opowieść o tym, co zdarzyło się później zostawię Wam do własnej interpretacji. A będzie się nad czym zastanawiać! Z mojej strony na pewno nie będzie spojlerem, jeśli dodam, że tak naprawdę nie jest to historia o tajemniczej wiosce ulokowanej w centralnej Polsce, tylko dramacie rodzinnym, o którym doweimy się czegoś więcej między wierszami. Natalka opowie tylko tyle, ile sama z niej zrozumie. Reszty będziemy musieli domyśleć się sami. 

Na koniec jeszcze napiszę, że jeżeli dzieci czują podskórnie, że ta historia jest o czymś innym niż, o tytułowej Lilanie, która wcale nie imieniem dziewczyny (czym można się na początku zasugerować), to znaczy, że są naprawdę dojrzałymi czytelnikami. "Lilana" to książka niełatwa, nieoczywista, będąca trochę na pograniczu dorołego realizmu magicznego i dziecięcej fantastyki, ale będąca jedną z piękniejszych książek dla młodzieży, jakie w życiu czytałam.
Sardegna