"Inwazja" Wojtek Miłoszewski


posted by Sardegna on , , , , , ,

10 comments


 Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 510
Moja ocena : ?/6

Wojtek Miłoszewski jest może znany szerszej publiczności przez pryzmat swojego brata, ja jednak nie jestem zwolenniczką takich uogólnień i wolę, kiedy każdy może dostać szansę pracować samodzielnie na swoje nazwisko. Autor jest twórcą scenariuszy filmowych, między innymi genialnego "Prokuratora", którego w zeszłym roku sama namiętnie oglądałam, jest scenarzystą do "Watahy", otrzymał też Polską Nagrodę Filmową w 2015 roku. "Inwazja" to jego pierwsza książka, sklasyfikowana do gatunku political fiction, a dla mnie okazała się tak porażającą i tak realistyczną, że nie potrafiłam dać jej konkretnej oceny w skali punktowej. Rzadko stawiam książce pytajnik, robię tak głównie w przypadku powieści wojennych, a także takich, które poruszają trudną tematykę i nie służą do tego, by się komuś podobać.

Takie odczucia miałam w stosunku do "Inwazji". Zdaję sobie sprawę, że historia ta jest fikcją literacką, spotkałam się też z opiniami, że książka jest słabo napisana i ma dużo błędów, ja jednak podeszłam do niej na poważnie (może nawet aż za bardzo), ale skupiałam się głównie na emocjach, jakie we mnie wzbudziła, więc żadnych większych potknięć Autora nie zauważyłam.

Powiem więcej, dla mnie ta powieść okazała się tak wciągającą, że przeczytałam ją dosłownie w jeden wieczór. Mimo że bardzo realistyczny obraz wojny rozgrywającej się we współczesnej Polsce, w moich rodzinnych Katowicach, niemal fizycznie mnie bolał, tak pochłonęła mnie lektura, że nie potrafiłam się od niej oderwać. "Inwazja" ma w sobie coś takiego, co przeraża. Nie wiem, czy jestem w tej kwestii osamotniona, ale dla mnie obraz przedstawiony w książce jest tak prawdziwy, tak współczesny, że autentycznie boli. Wizję wzmagają też historie zwyczajnych osób, przeciętnych obywateli, którzy zostają wrzuceni w wir militarnych działań, nie będąc na to zupełnie przygotowanym.

Listopad 2017 rok, Rosja atakuje Polskę, a nasz kraj zostaje bez wsparcia, zdany tylko na własne, znikome siły. Walki zbrojne rozpoczynają się w Katowicach, a fala armii wroga przetacza się przez Polskę, niszcząc wszystko, co dotychczas było codziennością. W samym środku wojennego chaosu są zwykli ludzie, którzy nigdy nie przypuszczaliby, że przyjdzie im powtórzy koszmar sprzed 70 laty. 

Obywatele prowadzą normalne życie, pracują, mają swoje rodziny, obowiązki, czasem problemy finansowe, zawodowe, osobiste, zagmatwane relacje rodzinne, kochają, chcą być kochanymi, zdradzają, szukają miłości,  czy opiekują się dziećmi. I taka trójka zwykłych ludzi, zostaje postawiona przed faktem, że w kraju panuje wojna, a oni muszą walczyć o przetrwanie. 

Roman Gurski, były żołnierz, który przez swoje zawiłe perypetie miłosne ucieka do Egiptu, żeby tam zajmować się nurkowaniem z turystami, na wiadomość o wojnie, natomiast wraca do kraju. Choć początkowo ma inne intencje, ostatecznie postanawia wrócić do armii i walczyć w obronie Ojczyzny.
Michał Barański, wraz z żoną Basią i dwójką dzieciaków również prowadzi zwyczajne życie. Mieszka w Katowicach na Załężu, męczą go problemy finansowe związane ze spłatą kredytu we frankach i wizja utraty pracy. Kiedy na Śląsk padają pierwsze bomby, wraz ze swoją rodziną musi on walczyć o życie, chroniąc się w piwnicy swej kamiennicy.

Trzecią postacią kluczową w tej opowieści jest Danuta Wojnarowicz, córka bogatego biznesmena, który od lat prowadzi nie do końca czyste interesy. Ojciec kobiety przeczuwa nadchodzącą wojnę, dlatego postanawia przerobić swój biznes tak, aby i w czasie działań zbrojnych mógł on przynosić jak największe zyski. Danuta od dzieciństwa wychowana w atmosferze nerwowości i nielegalnych interesów, z jednej strony daje na to nieme przyzwolenie, natomiast z drugiej, w głębi serca buntuje się przeciwko ojcu i chce coś w tej kwestii zmienić. Wojna przynosi Wojnarowiczom nowe źródło dochodów, ale Danucie przyniesie jeszcze coś innego, coś znacznie cenniejszego.

Wszystkich bohaterów, choć każdego zupełnie inaczej, dotyka dramat wojny. Roman próbuje czynnie przeciwstawić się wrogowi, będąc odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i swoich żołnierzy. Michał z rodziną jest tylko jednym z wielu ludzi, którym wojna zniszczyła całe życie i pozostawiła na pastwę losu. Danuta, choć może w nieco lepszej sytuacji, niż powyżsi bohaterowie, ma inne problemy, które które w czasie ataku na Polskę tylko się wzmagają.

I to właśnie ta opowieść o zwyczajnych ludziach, których przed wojną prowadzili swoje nudne, ustabilizowane życia, a w czasie napaści stracili wszystko, było dla mnie tak przerażające i tak realistyczne, że czytanie "Inwazji" sprawiało mi niemal fizyczny ból. Ja generalnie boję się wizji wojny, jest to dla mnie trudny temat i dlatego też unikam czytania książek o takiej tematyce. A co dopiero mówić o sytuacji współczesnej wojny w Polsce. Jednak w tym przypadku emocje wzięły górę i i dałam się wciągnąć w tą niebezpieczną historię, co oczywiście później psychicznie odchorowałam.

Tak bardzo realny obraz, rozgrywający się w bliskich mi Katowicach, miejscach które bardzo dobrze znam, mnie autentycznie przerósł i bardzo zmęczył. Jednocześnie miał w sobie coś takiego, że chciałam czytać tę historię dalej, do końca, aby poznać finał, który przecież, tak jak sama wojna, nie może okazać się szczęśliwy.

"Inwazja" to dla mnie jedna z bardziej wstrząsających książek, jakie w tym roku przeczytałam. Nie polecam zatem jej lektury co wrażliwszym czytelnikom.

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - październik


posted by Sardegna on

8 comments

Gdyby nie regularne tworzenie powyższego wpisu z nowościami, kolejny miesiąc mijał by mi niepostrzeżenie, a ja nawet nie zorientowałabym się, kiedy jest jego koniec. Tak przynajmniej w miarę ogarniam mijający czas, uświadamiając sobie, jak szybko pędzi. Ani się obejrzę, a już będę robiła roczne podsumowanie książkowe na blogu. Swoją drogą, będzie to już moje 7 podsumowanie. To naprawdę niesamowite!

Październik był dla mnie czasem wielu innych, nieksiążkowych obowiązków, tym bardziej cieszę się z każdej przeczytanej w tym okresie książki. W mijającym miesiącu przeczytałam 6 powieści, co uważam za całkiem niezły wynik (5 egzemplarzy recenzenckich i 1 audiobook własny). 

Jeśli chodzi o nowości, to czas ten związany był z Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie (z których relacje 1/2 i 2/2 znajdziecie pod odpowiednimi linkami), a więc atrakcjami i zakupami z nimi związanymi. Nie będę w tym poście przypominać, co przywiozłam z Krakowa, bo pisałam o tym dokładnie TUTAJ i TUTAJ. Skupię się raczej na innych nowościach, które przybyły do mnie z różnych źródeł.


"Białowieża szeptem" Anna Kamińska
"Rozalia" Magdalena Wala 


 "Tysiąc powodów, by żyć" Augusta Docher
"Świnia ryje w sieci" PigOut
"Deniwelacja" Remigiusz Mróz
"Początek" Dan Brown

  

Cały pakiet książek Marty Kisiel: "Dożywocie" z opowiadaniem "Szaławiła", "Siła niższa" oraz "Nomen Omen" 


"Mędrzec kaźni" Tomasz Kowalski
"Pomiędzy nami góry" Charles Martin
"Kalendarze" Małgorzata Gutowska - Adamczyk



"Samotność we dwoje" oraz "Jutro będzie normalnie" Agnieszki Lis.


I zakupione jeszcze rzutem na taśmę w genialnej promocji na Chodniku Literackim: "Nothing more" i "Nothing less" Anny Todd.

Całkiem sporo, no nie? Na szczęście połowa z tych książek to zakupy własne lub prezenty, więc nie muszę się spieszyć ani z czytaniem, ani z recenzją.

Jak wyglądają moje plany na listopad? Przede wszystkim udział w Śląskich Targach Książki (które właśnie w ten weekend trwają) Może się on skończyć wieloma nowościami przywiezionymi do domu w ramach wymiany organizowanej przez naszą grupę ŚBKów. Jakiś dodatkowych spotkań autorskich nie planuję, choć nie powiem, jeżeli będzie możliwość, chętnie skorzystam.

Sardegna

ŚBKi zapraszają na Śląskie Targi Książki


posted by Sardegna on ,

3 comments

Ledwo co wróciłam do domu po Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie, a już czas przygotowywać się do kolejnej imprezy czytelniczej, czyli naszych rodzimych Śląskich Targów Książki. Tyle, że o ile do Krakowa jechałam sobie w celach relaksacyjnych (no może poza czwartkiem, bo wtedy byłam służbowo), to do Katowic jadę w celach organizacyjnych. Wraz z grupą Śląskich Blogerów Książkowych jestem bowiem współtwórcą pewnych wydarzeń, które w weekend będą odbyć się w MCK tuż obok Spodka. 


W nadchodzący weekend 10 - 12.11.17 planowana jest już trzecia edycja Śląskich Targów Książki w nowej siedzibie, czyli Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Na tą książkową imprezę już teraz zapraszam Was serdecznie, a dokładny, tegoroczny program znajdziecie na stronie organizatora (PIĄTEK, SOBOTA, NIEDZIELA), a jeżeli ktoś byłby ciekawy, jak wyglądało to w zeszłym roku i dwa lata temu, zapraszam do kliknięcia w linki: TU i TU.

Jeśli chodzi o zaangażowanie ŚBKów, to nasze wydarzenia rozplanowane na wszystkie trzy dni targowe wyglądają następująco:



PIĄTEK – 14:00 – 14:50; SCENA GŁÓWNA; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI
 

W piątek Patryk Obarski prowadzić będzie spotkanie pt. „Bookworms! O czytaniu książek w XXI wieku”. Spotkanie dla młodzieży szkolnej (szkoła podstawowa) dotyczyć będzie literatury. Prowadzący spotkania poruszy tematy związane m.in. z tym, czy w XXI wieku czytanie nadal może być modne, a także czy warto czytać książki i opowiadania w sieci i za pomocą aplikacji mobilnych typu Wattpad.

SOBOTA – 14:00 – 14:50; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI & GRANICE.PL


W sobotę Agnieszka Kolano i Sławomir Krempa poprowadzą debatę dla blogerów - „Wojny blogów, czyli vlogi kontra blogi. Czy w 2017 lepiej pisać czy mówić o książkach?". Panel stworzony głównie z myślą o blogerach, vlogerach i instagramerach. Podczas panelu poruszone zostaną kwestie tego, czy w dzisiejszych czasach warto nadal pisać recenzje, czy lepiej zamiast tego tworzyć obraz – wideo lub zdjęcia. Spotkanie rejestrowane przez formularz na stronie ŚTK.

NIEDZIELA – 15:00 – 15:50; FORUM; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI


W niedzielę zapraszamy na spotkanie prowadzone przez Katarzynę Kurowską. Gośćmi spotkania będą autorki: Augusta Docher vel Beata Majewska, Marta Obuch, Marta Matyszczak, Sabina Waszut i Magdalena Majcher. Tematem przewodnim spotkania będzie rola pisarki w literaturze.


KAŻDEGO DNIA 


Każdego dnia trwania Targów zapraszamy na naszą książkową wymianę. Wymieniamy się beletrystyką z roczników 2005 – 2017!

***
Czy wystarczająco Was zachęciłam? Kto zatem planuje pojawić się w Katowicach?  Dodam tylko, że poza Eventem dla blogerów, na którego obowiązuje rejestracja, a z tego co wiem, są jeszcze wolne miejsca, reszta spotkań jest otwarta i może przybyć na nie każdy. Zapraszam również młodzież na spotkanie piątkowe, jeśli więc jesteście nauczycielami lub bibliotekarzami, bierzcie dzieciaki i czekamy na Was na targach!

Sardegna

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" Artur Pacuła


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Dream Books
Liczba stron: 360
Moja ocena : 6/6

Ależ to jest niesamowita książka! Wiem, że to brzmi strasznie banalnie, ale to szczera prawda! Dla mnie, miłośniczki przygód Pana Samochodzika i "Szatana z siódmej klasy", lektura powyższej powieści przeznaczonej dla młodzieży okazała się wspaniałą przygodą. I choć na to się zupełnie nie zapowiadało (mały druk na początku mnie trochę zniechęcił), przeczytanie "Karabinów", jak w skrócie nazywam tę powieść, stało się pełnym emocji powrotem do przeszłości.

Kto owego czasu zaczytywał się w zagadkowych historiach, wraz z bohaterami odkrywał tajemnice, szukał skarbu bądź penetrował zakamarki starych budynków, ten wie, o czym mówię. Z niczym nie da się porównać tego młodzieńczego dreszczyku emocji i niesamowitych wyrażeń, jakie pojawiają się w momencie takiej lektury. Jeżeli doda się do tego jeszcze sympatycznych i charyzmatycznych bohaterów, z którymi można się utożsamiać, mamy już przepis na idealną książkę przygodową dla młodzieży.

Tylko pytanie: czy w dzisiejszych czasach młodzież również może poczuć coś na kształt naszych emocji sprzed 20 lat, czytając przygodową książkę? Mam szczerą nadzieję, że tak, bo o ile perypetie Pana Samochodzika mogą wydać się dzieciakom nieco przestarzałe, to zupełnie współczesna książka pana Artura Pacuły powinna przypaść im do gustu. Nie miałam okazji wprawdzie tego sprawdzić namacalnie (ale zrobię to na pewno!), jestem jednak pełna wiary, że lektura "Karabinów" sprawi im tak wielką przyjemność, jaką i mi dostarczyła. 

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" to druga powieść w dorobku Autora, której bohaterami jest czwórka nastoletnich przyjaciół: Igor, Monika, Miras i Ala. Z tego, co się zorientowałam, pierwsza część ich historii, czyli "Gdzie jest korona cara?", opisuje początki znajomości, wspólny kurs wspinaczkowy w pobliżu Zamku Czocha i pierwszą, niesamowitą przygodę, jaka przyszło im przeżyć, związaną z poszukiwaniem skarbu, zaginionym po II Wojnie Światowej. Młodzieżą na obozie zajmuje się pan Marcin Krygier, pełen pasji nauczyciel historii, dzięki któremu dzieciaki łapią bakcyla "poszukiwacza" i to nie tylko skarbów materialnych, ale i wiedzy.

O zarysie fabuły tomu pierwszego, można się dowiedzieć z lektury "Karabinów", ale obie części są zupełnie odrębne i można je czytać niezależnie od siebie. Jestem jestem przekonana, że historia szukania skarbu na Dolnym Śląsku musi być równie emocjonująca, co tropienie zaginionych karabinów na Górnym Śląsku, dlatego z wielką chęcią przeczytałabym również "Koronę cara".

Wracając jednak do powyższej książki, cała przygoda zaczyna się w stolicy, gdzie na co dzień mieszka Igor, który ma spędzić wakacje u wujka w Katowicach. Chłopakowi nie uśmiecha się ta opcja, ma on bowiem o Śląsku niezbyt przychylne zdanie. Katowice kojarzą mu się z przemysłowym, brudnym miastem, co można więc robić tam przez całe wakacje? Z braku perspektyw jedzie jednak do wujka, młodego himalaisty, Michała Wernera, a przez to, że przez kilka pierwszych godzin zostaje pozostawiony sam sobie, nawiązuje kilka nowych znajomości z lokalnymi dzieciakami. Jednym z nowo poznanych kolegów jest Krzysiek, Ślązak od urodzenia, który wakacje spędza u dziadka na Koszutce (dzielnica Katowic). Kiedy Igor przypadkowo staje się świadkiem sytuacji, w której dziadek Krzyśka, pan Rudolf Sobotta zostaje nagabywany przez namolnego antykwariusza, chcącego za bezcen wykupić od niego pamiątki rodzinne z Powstań Śląskich, zostaje wtajemniczony w największy sekret rodziny Sobottów.

Igor poznaje od podszewki historię Powstań Śląskich i jednego z powstańców - ojca Rudolfa - Adalberta Sobotty. To z jego osobą wiązać się będzie historia zaginionej przed laty skrzyni z karabinami, ukrytej przed Niemcami. Chłopaki od razu czują zew przygody i postanawiają zająć się poszukiwaniem skarbu, ale nie są jedynymi, którzy wezmą udział w tej przygodzie. Jest jeszcze Monika, koleżanka z klasy Igora, Miras, przyjaciel poznany na wakacjach na Zamku Czocha, oraz kuzynka Ala, choć najmłodsza, to bardzo sprytna i piekielnie inteligentna dziewczynka, nie rozstająca się ze swoim tabletem. Cała trójka, choć rozproszona po Polsce, w obliczu niesamowitych przygód przyjeżdża na Śląsk, by wspomóc Igora w poszukiwaniach. 
Dziwnym trafem, niedaleko ze swoim kursem wspinaczkowym jest i pan Marcin Krygier. Cała drużyna poszukiwawcza jest więc w komplecie i może zająć się podążaniem za znakami, ukrytymi w listach powstańca do żony.

Mówię Wam, ta opowieść ma w sobie tyle świetnych elementów, że nie wiem od czego zacząć! Motyw przygodowy, poszukiwanie skarbu, tropienie tajemnic, analiza starych dokumentów to jedno, ale do tego dochodzi jeszcze naprawdę ciekawa fabuła, interesujące nawiązania do ważnych wydarzeń z przeszłości naszego kraju, fajni bohaterowie i przede wszystkim (dla mnie to największy plus) pokazanie Śląska i Katowic, w taki sposób, że jawią się, jako interesujące i piękne miejsca ze swoją tradycją i historią. 

Dla mnie oczywiście Katowice od zawsze mają swój urok, a Śląsk kocham miłością niezmienną i uważam, że on jest najlepszym miejscem na Ziemi, ale nie jestem w tym wszystkim obiektywna. Dlatego dobrze, że powstała taka książka dla młodzieży, która pokazuje, że nasz region jest piękny, ma bogatą historię i nie jest tylko zanieczyszczonym miejscem na mapie Polski, kojarzącym się z kopalniami. Dodatkowym atutem tej powieści jest wiedza, na temat losów Śląska, którą otrzymamy "przy okazji" zagłębiania się w fabułę. A wiecie, że takie książki to ja lubię najbardziej! 

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" to przykład wartościowej i interesującej powieści młodzieżowej. Mam nadzieję, że nie zginie ona wśród innych nowości wydawniczych i dotrze do jak największej liczby młodych osób.

Sardegna

"Od początku do końca" Olga i Piotr Morawscy


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 350
Moja ocena : 6/6

"Od początku do końca" autorstwa Olgi i Piotra Morawskich, czekało w mojej biblioteczce bardzo długo na swój czas. Czytałam kolejne książki wysokogórskie, a tą spychałam gdzieś na bok, powtarzając sobie "jeszcze nie dzisiaj, może później". W końcu postanowiłam dać jej szansę, a wszystko to za sprawą innego tytułu, też autorstwa pani Olgi "Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają". Publikacja ta składa się z ośmiu wywiadów, przeprowadzonych przez Autorkę z bliskimi wspinaczy, którzy na zawsze pozostali w górach, a także z jedną mamą, cierpliwie czekającą, aż jej córka wróci z kolejnej wyprawy.  "Góry na opak 2" miały premierę w maju i są drugim cyklem wywiadów (pierwsze ukazały się w roku 2011) i o tej książce napiszę dokładnie w osobnym poście, bo dziś zmierzam do czegoś innego. 

Kiedy czytałam zapisy rozmów Olgi Puncewicz (kiedyś Morawskiej) ze swoimi gośćmi, zastanawiałam się, jaka jest jej tragiczna historia. Wiedziałam, że jej mąż, himalaista Piotr Morawski zginął w górach w 2009 roku, ale nie kojarzyłam jakoś dokładnie tej historii. Pani Olga  zafascynowała mnie też, jako osoba, tak mądrze mówiąca o stracie, żałobie i życiu "po". I wtedy właśnie przypomniałam sobie, że przecież mogę od razu poznać jej historię, bo mam przecież w biblioteczce książkę, którą napisała wraz z mężem. I tak oto sięgnęłam po "Od początku do końca".  

Historia Olgi i Piotra Morawskich, wyłaniająca się z książki to jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości, jaką czytałam. Nie wiem dlaczego, ale uczucie, wzajemne zaufanie, świadomość bycia ze sobą razem, jest dla mnie najbardziej wyraźne właśnie w literaturze wysokogórskiej. Coś podobnego przydarzyło mi się, kiedy czytałam "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Ewy Berbeki w rozmowie z Beatą Sabała - Zielińską oraz książkę "magisterkowalski,blog" uzupełnioną przez narzeczoną Tomka Kowalskiego, Agnieszkę Korpal. 

Historia Olgi i Piotra jest tragiczna, tak, jak tragiczna jest opowieść o innych, przerwanych przez katastrofy w górach, związkach. Ale jest w niej też coś niezwykle wspaniałego i wzniosłego. Ciągle to powtarzam, przy okazji czytania książek wysokogórskich: jak wielka musi być miłość kobiety, że oddaje męża górom? Olbrzymia.

Powyższa książka powstała już po śmierci himalaisty. Robiąc porządki po mężu, Olga znalazła w komputerze pliki tekstowe, przygotowane niemalże do wydruku. Okazało się, że Piotr przymierzał się do napisania i wydania książki o swoich osiągnięciach, zdążył nawet napisać dedykację. Olga postanowiła uzupełnić jego historię swoją, i w ten sposób powstała ta niesamowita opowieść o górach, zbudowana z "listów do kochanej żony", które Piotr pisał w swoich dziennikach z każdej podróży, oraz opowieść o wspólnej codzienności, złożona ze wspomnień Autorki. 

Piotr Morawski był himalaistą, zdobywcą 6 ośmiotysięczników (Sziszapangma - pierwsze wejście zimowe, Czo Oju, Broad Peak, Nanga Parbat, Gaszerbrum I, Gaszerbrum II), zdobywcą wielu nagród za osiągnięcia w górach, był też naukowcem, ale przede wszystkim był mężem i ojcem dwóch synów. Zginął w kwietniu 2009 wchodząc na Dhaulagiri. Z książki wyłania się jego pasja, ale też wielkie uczucie do żony, pojawia się obraz ich małżeństwa i wspólnego, niełatwego życia, które Olga i Piotr dzielili pomiędzy rozstania, z powodu kolejnych wyjazdów, a zwyczajną codzienność, po powrocie.

Relacje z wyprawy, czy z oczekiwania na wejście w bazie, czyta się z takimi samymi emocjami, jak opisywaną przez Olgę codzienność bez męża. Zapisy małżonków pełne są emocji i ciepłych uczuć i trudno tak czytać o nich spokojnie, kiedy zna się zakończenie tej tragicznej historii...

"Od początku do końca" to bardzo wzruszająca książka, pokazująca właśnie "jak wysoko sięga miłość". Daje czytelnikowi poznać bliżej Piotra Morawskiego, a także jego żonę, silną, mądrą kobietę, która po śmierci męża musiała zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Inną, ale jednak taką samą, Olgę Puncewicz (Morawską) spotkamy w "Górach na opak2", gdzie nie ma historii ważniejszych i mniej ważnych, a opowieść osoby zadającej pytania jest równie istotna, co zaproszonych do rozmowy gości.


Sardegna

"Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu " John Flanagan


posted by Sardegna on , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6

"Zwiadowcy" to przykład serii książek dla młodzieży, która jest dla mnie absolutnym fenomenem. Nie miałam pojęcia, co tak urzekło młodych czytelników w tej historii, że na pytanie: "Jaką książkę polecasz?" 7/10 zapytanych przeze mnie dzieciaków odpowiedziało: "Zwiadowców". Nie żebym była negatywnie nastawiona do tej przygodowo - fantastycznej opowieści i jakoś specjalnie ją krytykowała. Chodzi mi bardziej o to, że kojarzę tytuły wydające się znacznie ciekawsze i bardziej wciągające, niż te, autorstwa australijskiego pisarza powieści młodzieżowych, Johna Flanagana.  

Niezbadane są jednak wybory czytelnicze dzieciaków, a podążać za nimi trzeba, żeby podtrzymywać w nich chęć czytania w ogóle. Idąc więc za ciosem, postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem tej opowieści, będącej mieszaniną fantastyki, powieści przygodowej i historycznej, żeby móc później wypowiedzieć się na jej temat i ewentualnie mieć w zanadrzu jakieś argumenty na tak lub nie, w dyskusji.

Pierwszy tom "Ruiny Gorlanu" jest wprowadzeniem do dłuższej historii. Poznajemy piętnastoletniego Willa,  który wychowany w sierocińcu barona Aralda, zbliża się do osiągnięcia wieku odpowiedniego do wybrania profesji, na całe życie. W zamku barona istnieje tradycja "dnia wyboru", kiedy to dzieciaki zostają przydzielone do jednego z domów mistrzów, gdzie nauczyć się mają przyszłego zawodu. Przyjaciele Willa szybko znajdują sobie przydziały, chłopak natomiast bardzo chce trafić do Szkoły Wojowników i zostać rycerzem, jak jego nieżyjący już ojciec, jednak jego wątła postura i niski wzrost mu to uniemożliwiają. Ostatecznie jednak, ktoś się o Willa upomina: Halt, tajemniczy, choć znany w całym królestwie, zwiadowca, zgadza się aby ten został jego pomocnikiem. 

Surowy i wymagający nauczyciel, wyciśnie z Willa siódme poty. Chłopak nauczy się zawiłych technik i metod walki zwiadowcy, pozna tajniki strzelania z łuku, skradania się oraz ujeżdżalnia specjalnie wyszkolonego konia, aby w końcu wziąć udział w pierwszej poważnej misji. 

Zadanie, jakie czeka Halta, Willa i innych zwiadowców to tylko początek większej przygody. W tomie pierwszym pojawią się interesujące sceny walk, które są tylko zaczątkiem do właściwego wątku, rozwijającego się dynamiczniej w kolejnych tomach serii. W "Ruinach Gorlanu" będziemy mogli śledzić także losy przyjaciół Willa, a przede wszystkim poznać historię rodzinną chłopaka. 

Moje wrażenia po lekturze pierwszego tomu są raczej pozytywne. Wprawdzie nie w moim klimacie są opisy bitew, osprzętu rycerskiego i przygotowań do walk, ale rozumiem skąd może brać się fascynacja dzieciaków "Zwiadowcami". Młodzi czytelnicy chcą czytać opowieści o niesamowitej przygodzie, waleczności, odwadze, lojalności i honorze. Dodatkowo, szukają także motywów fantastycznych w literaturze, bo jak powiedziała mi jedna siódmoklasistka: "lubię fantastykę, bo przenosi mnie w inny świat, w którym wszystko jest możliwe". A ponieważ seria ta wszystko to dzieciakom daje,  nie dziwi już tak jej wielka popularność. Akceptuję to i szanuję, a rodziców nieczytających 11-13 latków zachęcam do podsunięcia im tej książki. A nuż coś w związku z tym wydarzy!

  Sardegna

"Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 280
Moja ocena : 6/6


Coraz bardziej zaczynam lubić powieści Astrid Lindgren a i moje dzieci odnoszą się do nich z wielkim entuzjazmem. Dzięki moim pociechom mogę przeczytać lektury z dzieciństwa, których wcześniej nigdy nie poznałam, albo kojarzyłam tylko z tytułu, ale nie znałam samej treści. Tak było właśnie z "Braćmi Lwie Serce", przejmującą opowieścią o sile braterskiej miłości, odwadze, samotności, odpowiedzialności, walce o wolność, przyjaźni i lojalności. Tytuł, owszem - znałam bardzo dobrze, ale nic poz tym. Na szczęście ta sytuacja uległa już zmianie.

Dla mnie osobiście, "Bracia Lwie Serce" okazały się bardzo smutną opowieścią. Kiedy czytałam ją na głos, miałam momenty, zwłaszcza pod koniec lektury, kiedy wydarzenia były wyjątkowo intensywne i dramatyczne, że głos łamał mi się ze wzruszenia. Mam wrażenie, że dzieci też poczuły się poruszone i trafił do nich smutny wydźwięk tej książki. Chociaż może nie o wydźwięk tu chodzi, bo zakończenie opowieści jest raczej pozytywne, chodzi raczej o dość trudne sprawy (kwestię choroby, śmierci i wojny) opisane w książce. Nie można oczywiście udawać, że w życiu owe dramaty nie istnieją, jednak nie wystarczy też, moim zdaniem, opowiedzieć o odwadze, męskości i prawości obu braci, aby zatrzeć wrażenie smutku i nieuchronności tej historii. To wszystko sprawia, że "Bracia Lwie Serce" są dość dramatyczną i trudną lekturą i nie nadają się dla co wrażliwszego, małego czytelnika.

13 letni Jonatan i 10 letni Karolek Lew są kochającym się braćmi, którzy wraz z mamą mieszkają w ubóstwie, zmagając się z nieuleczalną chorobą młodszego z nich. Mimo trudów codzienności, bracia mocno się wspierają i spędzają ze sobą wiele czasu. Jonatan opowiada też Karolkowi o pięknej krainie Nangjali, do której ten uda się po śmierci. Niestety, na skutek nieszczęśliwego wypadku to Jonatan umiera pierwszy, a młodszy brat nieustannie się obwiniając, niedługo również umiera.

Jako że bracia, tuż przed śmiercią zdążyli umówić się na spotkanie w Nangjali, rzeczywiście łatwo się w niej odnajdują, spędzając czas tak, jak zawsze marzyli jeszcze za życia. Okazuje się jednak, że Nangjali, wyśniona kraina, również ma swoje demony. Jest podzielona na dwie Doliny: Dzikich Róż i Wiśni, z czego w tej drugiej panuje okrutny władca Tengil. Mieszkańcy terenów będących pod jego rządami próbują przeciwstawić się tyranowi, ale dopiero pojawienie się braci Lew zmienia coś w ich nastawieniu. Pod wpływem odważnego i dzielnego Jonatana i jego pomocnika Karolka, mieszkańcy Doliny Wiśni odważnie zaczynają walczyć o wolność.

Opowieść o przygodach chłopców jest wyczerpująca emocjonalnie. Dzieci nieustanie będą znajdować się w niebezpieczeństwie, tym bardziej, że do walki z rebeliantami wkroczy kluczowy pomocnik Tengila. Postać tak groźna, że spotkanie z nią na zawsze odmieni losy Jonatana i Karola.

Nie da się ukryć, że lektura "Braci Lwie Serce" dostarcza też niesamowitych emocji, nawet tym dorosłym czytelnikom. Choć książka znacznie różni się od sympatycznych opowieści Astrid Lindgren, takich, jak "Dzieci z Bullerbyn", "Emil ze Smalandii" czy "Detektyw Blomkvist", ma zupełnie inną formę, charakter i przekaz, jest bardziej poważna, dojrzała i dramatyczna, to jednak jest to niesamowita opowieść warta poznania. Z tego, co się orientuję, to lektura do IV klasy szkoły podstawowej. Czy dziesięciolatki są wystarczająco dojrzali, aby poznać losy Jonatana i Karolka? Myślę, że tak, choć zależy to od indywidualnych predyspozycji dziecka. Nie warto czasami na siłę uszczęśliwiać dziecka tak trudną lekturą, choć z drugiej strony, zwłaszcza w taki dzień, jak dziś, nie można unikać tematu nieuchronności śmierci. Jest ona w końcu nieodzownym elementem życia.

  Sardegna

1/2 Jak co roku o tej porze..., czyli parę słów o Targach Książki w Krakowie


posted by Sardegna on

6 comments

Choć targowy weekend jeszcze trwa, mój udział w tegorocznym, październikowym święcie wszystkich miłośników książek, dobiegł już końca. W tym roku i tak udało mi się, poza planowana sobotą, być jeszcze w czwartek (w prawdzie służbowo, ale i tak było bardzo miło).


Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy książkoholicy lubią targi, bo nie każdemu odpowiada tłum, ścisk i długie kolejki do ulubionego autora. Nie da się jednak zaprzeczyć, że TK mają specyficzny klimat i jeżeli ktoś złapie tego "targowego" bakcyla, nie będzie umiał przestać na nie jeździć. 

W czasie moich 7 lat blogowania byłam 6 razy na TK w Krakowie, a 13 razy na targach w ogóle. Wydawać by się mogło, że nic nie jest mnie już w stanie w nich zaskoczyć. Nic bardziej mylnego! Każde targi to dla mnie okazja do wyciągnięcia z nich czegoś dla siebie. I choć z upływem tych 7 lat jeżdżę na targi po coś zupełnie innego, niż na początku blogowania (dokładnie pisałam o tym TUTAJ, po powrocie z WTK), to nadal wielkimi emocjami oczekuję targowego weekendu, żeby poczuć wyjątkowy, książkowy klimat i przeżyć ten czas po swojemu.


W tym toku zaczęłam targowy weekend od przygotowania planu na sobotę, jednak na początku tygodnia wykrystalizował się jeszcze dodatkowy pomysł wyjazdu ma TK z grupą szkolną w czwartek. I to było bardzo ciekawe doświadczenie. Powiem Wam, że z perspektywy targów, na których byłam wcześniej, czwartek, mimo że to dzień branżowy, okazał się bardzo przyjemnie spędzonym czasem. Można spokojnie przechadzać się po hali, znaleźć promocje, których brakowało już w sobotę, i przede wszystkim poczuć klimat targów, który w chaosie soboty może autentycznie umknąć.


Jak widać powyżej, udało mi się sfotografować stoiska, kiedy nie były jeszcze oblegane przez tłumy czytelników. I choć w czwartek nie nastawiałam się ani na zakupy, ani na rozmowy z wydawcami, paradoksalnie udało mi się i jedno i drugie, a na co zupełnie nie starczyło czasu w sobotę.

Po raz pierwszy udało mi się porozmawiać "na żywo" z panią Małgorzatą Czajkowską z Publicatu, z którą utrzymuję kontakt praktycznie od początku mojego blogowania. Nigdy wcześniej jednak nie udało się nam spotkać na targach, aż do tego roku. Jako że Publicat zaplanował na piątek spotkanie z blogerami (na które oczywiście nie mogłam dotrzeć), po miłej rozmowie, pani Małgorzata podarowała mi kilka niespodzianek:


Poza tym, na stoisku Czwartej Strony otrzymałam "pakiet bibliotekarza" z uroczą torbą, pełną gadżetów do rozdania uczniom:


Szkoda, że w pierwszym targowym dniu nie odbywało się choć kilka ciekawych spotkań autorskich, bo chciałam pokazać dzieciakom, jakie to fajne wydarzenie. Jednak, co się odwlecze... może za rok uda się pokazać młodzieży jeszcze więcej!

Ostatecznie kupiłam sobie w promocyjnych cenach jedną z części "Oka jelenia" Andrzeja Pilipiuka oraz "Jeden wieczór w Paradise" Magdaleny Majcher, skusiłam się na fantastyczny kubek oraz zebrałam kilkanaście zakładek do mojej kolekcji:


Czwartek, choć wcale się tak nie zapowiadał, okazał się chyba najbardziej udanym dniem targowym. Spokojnie i bez pośpiechu udało mi się z przyjemnością pochodzić po hali, a do tego "zarazić" dzieciaki atmosferą targową i pokazać im, że książki wcale nie muszą być nudne.

Po niespodziewanym czwartku w Krakowie, miałam jeszcze cały piątek, żeby przygotować się do targowej soboty. O najbardziej szalonym dniu napiszę jednak w osobnym poście. Byliście na targach?

Sardegna

"Kryptonim Frankenstein" Przemysław Semczuk


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6

Przemysław Semczuk to publicysta specjalizujący się w historii polskiego PRLu, dziennikarz mający już na swoim koncie inny reportaż o seryjnym zabójcy z tych czasów, Zdzisławie Marchwickim - "Wampirze z Zagłębia". W owej książce zebrał materiały na temat morderstw 14 kobiet i napaści na 7 kolejnych, dokonanych na terenie Dąbrowy Górniczej, w latach 60 - 70 tych XX wieku. 

Najnowsza publikacja pana Semczuka, "Kryptonim Frankenstein" również oscyluje wokół śledztwa, ale tym razem w sprawie innego seryjnego mordercy, Joachima Knychały, działającego w okolicach Piekar Śląskich, w czasie, kiedy Marchwicki został już osądzony za swe czyny. Śląski "Frankenstein" również atakował kobiety, większość z jego napaści miała podtekst seksualny, ostatecznie też przyznał się do zabójstwa pięciu ofiar, napadu na kilka kolejnych. Z jego osobą powiązano (w prawdzie bez udowodnienia winy) inne zabójstwa kobiet, mające miejsce, w tym czasie na Śląsku.  

"Kryptonim Frankenstein" to mocny reportaż na ten właśnie temat. Autor zebrał sporo materiałów o osobie samego Joachima Knychała, relacje świadków, a nawet poszkodowanych kobiet, sięgnął po archiwalne notatki, dokumentację z wizji lokalnych czy PRL-owskie publikacje na temat zabójcy. Wszystkie informacje zebrał w powyższej książce, dając czytelnikowi pełną wiedzę o sprawie. I o ile mieszkańcy Śląska (ci starsi) znają historię Knychały w przeróżnych wersjach, to dopiero lektura tego reportażu da im jasny pogląd na sytuację.  

Książka nie jest jednak nudnym zbiorem faktów o śledztwie i sprawie z przed lat. Podzielona na rozdziały, z których każdy przedstawia wydarzenia z innej perspektywy, krok po kroku ukazuje czytelnikowi to, co działo się na Śląsku w latach 70 - 80 tych XX wieku. Rzeczywistość widziana oczami zabójcy, wspomnienia jego ofiar, które przeżyły napaść, relacje przypadkowych świadków, milicjantów prowadzących śledztwo, jak i samego Autora, który w roku 2016 zbierał materiały do książki, dają prawdziwy obraz Joachima Knychały. Mężczyzny rozbitego między byciem zwyczajnym mężem i ojcem, a brutalnym zabójcą żądnym krwi i cierpienia swoich ofiar. Zresztą sam Knychała tak o sobie mówił, że jest dobrym i złym człowiekiem jednocześnie i nie potrafi sobie z tym rozdwojeniem poradzić.

Autor ukazuje także przeszłość Joachima, jego trudne relacje rodzinne, konflikt z babką, matką oraz przemoc domową, w czym upatruje właśnie przyczynę morderczych skłonności Knychały, jego nienawiść do kobiet, chęć ich zdominowania i upodlenia. Przemysław Semczuk nie usprawiedliwia jednak zabójcy, nie próbuje na siłę go wybielać czy bronić. Daje raczej czytelnikowi dwie perspektywy, skupiając się zarówno na pokazaniu aspektów z jego zwyczajnego życia i "normalności", jak i z momentów zamieniania się w brutalną i bezwzględną bestię. 

Reportaż jest bardzo sugestywny i choć na pierwszy rzut oka może się wydawać suchą relacją, to tak absolutnie nie jest. W tym przypadku nie potrzeba też specjalnych ozdobników i opisów, aby wstrząsnąć czytelnikiem i sprawić, że lektura będzie emocjonująca.


W materiałach promocyjnych, wraz z  książką otrzymałam teczkę z kserokopiami dokumentów, związanych ze sprawą Frankensteina. Do tego dołączone było też zaproszenie na spotkanie autorskie w chorzowskiej "Sztygarce", z panem Semczukiem oraz panem Romanem Hula, byłym komendantem głównym, pracującym w latach 70 - tych nad sprawą Knychały. Bardzo żałuję, że nie mogłam dotrzeć na to spotkanie, bo z chęcią posłuchałbym o sprawie z pierwszej ręki.
Podsumowując, "Kryptonim Frankenstein" to bardzo dobra, choć niełatwa książka, która poza usystematyzowaniem informacji o Knychale, nieźle ilustruje czytelnikowi obraz PRL - owskiego Śląska. Szkoda tylko, że ta wiedza podawana jest przy okazji opisywania tak tragicznych wydarzeń.  

Sardegna

"Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci" Anna Kamińska


posted by Sardegna on , , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 473
Moja ocena : 4/6

Wiecie, że uwielbiam literaturę wysokogórską i książki przedstawiające postacie samych himalaistów bądź opisy ich wypraw. Biografie ludzi związanych z górami są też jedynymi książkami z tej kategorii, które mnie autentycznie zachwycają. Nie dziwi więc fakt, że kiedy tylko na rynku książki pojawiła się "Wanda. Opowieści o sile życia i śmierci" pani Anny Kamińskiej, z wielką ochotą zabrałem się za jej lekturę. Tym bardziej, że postać Wandy Rutkiewicz, która rozsławiła w nasz kraj w dziedzinie kobiecego himalaizmu, nie była mi jakoś dokładnie znana. Wydawało mi się też niewłaściwe to, że więcej wiem o dokonaniach innych, zagranicznych wspinaczy niż o naszej rodaczce. Postanowiłam to w końcu zmienić.

Fragmenty historii Wandy Rutkiewicz miałam już okazję czytać w "Tęsknocie i przeznaczeniu" Diny  Štěrbovej, która opisuje dokonania kobiet na ośmiotysięcznikach, a także w "Ataku rozpaczy" Artura Hajzera. Jednak o szczegółowej historii jej górskich osiągnięć nie miałam okazji czytać i cieszyłam się, że powyższa książka mi to w końcu umożliwi. 

Niestety (albo stety, zależy czego kto oczekuje) "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci" nie jest książką o górach. To bardzo obszerna biografia Rutkiewicz, opisująca wiele obszarów z jej życia, ale w żadnym wypadku nie skupiająca się na himalaizmie. Chciałam poznać bliżej Wandę - himalaistkę, dowiedzieć się czegoś więcej o jej wyprawach, pierwszym, kobiecym zdobyciu K2, chciałam poznać szczegóły zaginięcia na Kanczendzandze, dowiedziałam się natomiast wszystkiego o niej, jako kobiecie, córce, żonie, przyjaciółce, kochance, sportsmence i pasjonatce. Gór w tym wszystkim było jednak zdecydowanie za mało, i jak dla mnie, zbyt ogólnikowo.

Skłamałabym pisząc, że w książce tej nie ma słowa o himalaizmie. Owszem Autorka poświęciła część treści na opisanie początków przygody Rutkiewicz ze wspinaniem, jej życia wśród innych himalaistów, jej górskich sukcesów i porażek, wyjazdów na wyprawy i powrotów, ale zostało to wszystko przedstawione, jako fragment jej życia, a nie istotę. Jedynie zakończenie książki i kilkadziesiąt ostatnich stron poświęconych jest w 100% górom. Mamy wtedy okazję przekonać się, jak wyglądała ostatnia wyprawa wspinaczki, oraz jak zapamiętali te chwile jej bliscy. Końcówka książki pięknie podsumowuje też życiowe zmagania Wandy z górami i jej podejście do wspinania.

Ja te właśnie aspekty lubię najbardziej! Jednak musiałam na nie czekać ponad 300 stron. Dlatego też nie do końca czuję się usatysfakcjonowana po lekturze. 

To, że książka jest obszerną biografią to nie jest w sumie mój zarzut. Myślę, że Autorce pięknie udało się pokazać Wandę Rutkiewicz od tej mniej znanej, bardziej zwyczajnej i "ludzkiej" strony. Dlatego jeżeli ktoś lubi taki typ literatury i ciekawi go sama postać bohaterki, to książka będzie strzałem w dziesiątkę i zapewne wspaniałą lekturą. Ja natomiast czuję niedosyt. Chciałam poznać himalajską historię Wandy, szczegóły jej wypraw, relację krok po kroku ze zdobywania szczytów, nie do końca było mi to dane. Po lekturze wiem już jednak, że to po prostu nie ta kategoria książki. 

W każdym razie na wyróżnienie zasługuje na pewno praca Autorki nad przygotowaniem tej biografii. Zebranie w całość takiej ogromnej ilości materiałów źródłowych, zapisów rozmów z bliskimi, dokumentów, czy wcześniej niepublikowanych zdjęć to tytaniczna praca, która musi zostać przez czytelników doceniona.
 
Pani Anna Kamińska będzie obecna w sobotę na Targach Książki w Krakowie, z czego ja chyba skorzystam i zapytam osobiście o pracę nad książką. Myślę, że może to być bardzo inspirująca rozmowa.
Sardegna

"Psy wojny" Frederick Forsyth


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Agora
audiobook: czas trwania 4 godziny 40 minut
Moja ocena : 4/6
lektor: Jan Englert

Przesłuchanie przeze mnie, tego audiobooka, może być dla niektórych niejako zaskoczeniem. Po pierwsze, sensacja nie jest specjalnie mi bliskim gatunkiem literackim i bardzo rzadko po nią sięgam, po drugie, brytyjski Autor, Frederick Forsythe, znany z takich powieści, jak "Dzień szakala" czy "Czwarty protokół", nigdy nie był mi bliski, choć, jego książki od lat stoją w mojej biblioteczce. Co więc skłoniło mnie do przesłuchania "Psów wojny"? Braki w asortymencie! 

"Osiedle marzeń" Wojciecha Chmielarza pozostawiło wielka pustkę w moich słuchawkach, a ja, jako że nie miałam zbyt wielkiego wyboru nowych audiobooków, sięgnęłam po powyższą sensację, która leżała na mojej półce dobrych dziesięć lat. "Psy wojny" należą do kolekcji "Mistrzowie Słowa", pochodzącej z Biblioteki Gazety Wyborczej, a ja przesłuchałam już w tym wydaniu "Pana Wołodyjowskiego" i "Całą jaskrawość".

Zdziwiłam się, że audiobook jest taki krótki, bo tylko 4 godziny, co jednak jest nieco podejrzane, w porównaniu z 400 stronicową wersją papierową. Później jednak doczytałam, że wersja audio została okrojona na podstawie tej, ocenzurowanej w czasach PRLu. Z tego, co się zorientowałam, z fabuły wycięto wątek sowieckiego zaangażowania w sprawę, a także motyw wszelkiego udziału państw komunistycznych w procederze handlu bronią.

"Psy Wojny" to fikcyjna powieść sensacyjna, którą jednak długo uważano za opartą na autentycznych wydarzeniach, między innymi przez to, że główni bohaterowie powieści byli wzorowani na realnych postaciach. Akcja rozgrywa się w fikcyjnym, afrykańskim państwie Zangaro (którego odpowiednikiem miała być Gwinea Równikowa), gdzie dochodzi do kontrolowanego zamachu stanu. Przewrót w państwie został zainicjowany przez brytyjskiego biznesmena, prezesa spółki wydobywczej, Jamesa Mansona, człowieka cynicznego, bezwzględnego i skupionego tylko na pomnażaniu majątku. 

Manson, po przeprowadzeniu wstępnych analiz wydobywczych i określeniu, że pod Kryształową Górą w Zandaro, kryją się olbrzymie pokłady platyny, postanawia zaplanować pucz, obalić aktualnie rządzącego prezydenta i zastąpić go podstawionym przez siebie człowiekiem - marionetką. Po ustabilizowaniu sytuacji, jego spółka wydobywcza ma bowiem przejąć całą kontrolę na złożami platyny. Gra toczy się o wielką stawkę, gdyż zyski firmy w razie udanej akcji, są szacowane na grube miliony.

Manson wynajmuje irlandzkiego najemnika Cata Shannona, który wraz ze swoimi ludźmi ma najpierw przeprowadzić zwiad na Zangaro, a później tak przygotować działania, żeby zakończyły się one pełnym sukcesem. I rzeczywiście, Shannon wywiązuje się doskonale ze swojego zadania, skrupulatnie przygotowuje i realizuje plan przewrotu, jednakże życie pisze swoje scenariusze. 

Audiobook ten wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony, pojawiły się różne kwestie na nie: po pierwsze, zwłaszcza na początku, nie potrafiłam się wgryźć w fabułę. Jednak motywy wojenne, i realia z nimi związane (i to z lat 70 - 80 tych ubiegłego wieku), nie leżą w kręgu moich zainteresowań. Po drugie, dość leniwie tocząca się akcja powieści, odsłuchiwana tuż po intensywnych wydarzeniach z "Osiedla marzeń", gdzie naprawdę sporo się dzieje, nie ułatwiała sprawy. Po trzecie, kwestia lektora. Bardzo cenię sobie pana Jana Englerta, jako znakomitego aktora, jednakże w tym przypadku, jego specyficzna interpretacja powodowała tylko, że odsłuchiwanie treści było bardzo monotonne i nużące. Całość przypominała trochę słuchanie raportu wojskowego i dokładnych działaniach, planowanych w związku z autentycznym przewrotem. Początek więc okazał się dla mnie wyjątkowo trudny i męczący. 

Z drugiej jednak strony, kiedy przekonałam się już do lektora i wkręciłam w akcję przeprowadzania rebelii w imię platyny, historia zaczęła mi się naprawdę podobać. Co więcej, kiedy zaczęłam zbliżać się do końca, czułam niedosyt, bo intuicyjnie wydawało mi się, że czegoś w tej historii brakuje i jest ona zdecydowanie za krótka. Później dopiero doczytałam, że całkiem spora część fabuły została wykrojona, więc miałam już jasny obraz sytuacji.

Historia opisana w książce przeraża swą realnością. Świadomość, że w dzisiejszych czasach zaplanowanie takiego zamachu stanu czy działania na rzecz przejęcia złóż naturalnych, są jak najbardziej prawdopodobne i pewnie o niebo łatwiejsze, niż w wieku XX, jest straszna. Poraża także bezbronność małego państwa afrykańskiego, które nie jest w stanie nic zrobić w obliczu takiego zagrożenia.

Lubię takie "zbaczanie" z jasno utartej ścieżki literackiej. Uważam, że takie przypadkowe zapoznawanie się z  książkami czy audiobookami, jest bardzo korzystne, a czytanie zaległych na półce tytułów, które na pierwszy rzut oka niekoniecznie leżą w kręgu naszych zainteresowań, jest bardzo wartościowe i pozytywne. Zawsze człowiek może dowiedzieć się czegoś nowego i poszerzyć swoje czytelnicze horyzonty. Na pewno nie uważam czasu, poświęconego na przesłuchanie "Psów wojny", za stracony. Żałuję nawet, że nie mogłam poznać tej historii w całości.

Miłośników powieści sensacyjnych i prozy Frederica Forsyth'a nie muszę jakoś specjalnie do tej książki zachęcać, bo pewnie mają już ją za sobą. Natomiast osoby, które tak, jak ja, nie są do końca przekonane, namówi może fakt, że warto czasami przeczytać coś nietypowego i wyjść ze swojej "bezpiecznej" strefy literackiej.

Sardegna

"Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony" Rafał Kosik


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 268
Moja ocena : 6/6

Całkiem niedawno miałam okazję przeczytać trzeci tom przygód Amelii i Kuby, czyli szalonych jedenastolatków, będących głównymi bohaterami młodzieżowej serii Rafała Kosika. Szczegóły na temat moich wrażeń z lektury "Stuokiego potwora" znajdziecie TUTAJ, natomiast dziś przedstawiam "Tajemnicę dębowej kory", czyli część czwartą, którą przeczytałam, idąc za ciosem.

Znam już wszystkie tomy z tej serii i każdy jest świetny, ale mogę stwierdzić, że powyższy jest chyba najbardziej z nich dynamiczny. Kolejne przygody Amelii, Kuby, Alberta, Mi i Emila, toczą się naprawdę wartko, co nie jest bez znaczenia w momencie, kiedy dorośli mieszkańcy Oak Residence postanawiają usunąć z podwórka apartamentowca stary dąb, rosnący tam od zawsze. Dzieciaki muszą sprężyć swoje wszystkie siły, aby uratować drzewo od ścięcia, a nie będzie to wcale proste.

Wracając jednak do szczegółów: sytuacja na osiedlu zmienia się diametralnie, kiedy do pustych jeszcze mieszkań w apartamentowcu, wprowadzają się nowi lokatorzy. Nagle stary dąb, rosnący od zarania dziejów w tej okolicy zaczyna przeszkadzać, burząc koncepcję wypoczynku kolejnych niezadowolonych mieszkańców Oak Residence. Na nic się zdają protesty dzieci, że drzewo nikomu nie wadzi, bo wobec protestu dorosłych, Amelia, Kuba, Mi, Albert i Emil są bezradni.  

Bohaterowie postanawiają nie dopuścić do zniszczenia dębu, a dodatkowym impulsem, który motywuje ich do działania w jego obronie, stają się dziwne przedmioty, co rusz, spadające z drzewa. Rzeczy, które praktycznie nie miały prawa znaleźć się wyższych partiach korony, w jakiś magiczny sposób lądują na ziemi. Dzieciaki, jak zwykle, próbują na własną rękę rozwiązać dębową tajemnicę, co, jak można się domyślać będzie nieco szalone i trochę niebezpieczne. 

Drzewo, drzewem, ale oprócz tego, Mi sprowadzi do domu upragnione zwierzątko. Ale jakie! Nie zgadlibyście tego za żadne skarby świata! Kuba będzie uczył się wspinaczki, Albert dokładnie przeanalizuje kolejne regulaminy, Amelia rozwinie swój talent plastyczny, a Emil odnajdzie coś bardzo dla siebie ważnego. 

Kolejna przygoda dzieciaków zakończy się z przytupem, będzie wesoło, ale też nieco nostalgicznie. Perypetie, które przytrafiają się Amelii, Kubie i ich rodzeństwu są bardzo współczesne, dlatego nastoletni czytelnicy idealnie odnajdują w opisywanej rzeczywistości. Każdy tom serii Rafała Kosika niesie też ze sobą jakąś wartość edukacyjną. I o ile w poprzednim tomie poruszono temat cyberprzemocy i bezpieczeństwa w sieci, to powyższy pokazuje, jak ważną wartością jest podtrzymywanie tradycji. Przygoda dzieciaków uczy, że nie tylko rzeczy nowe są ważne, a wszystko co wiekowe trzeba usunąć, zniszczyć i wyrzucić z życia. Moim zdaniem, to równie istotny i pozytywny przekaz, co informacje o poruszaniu się w sieci. Podobnie, jak w innych tomach, rozbudowany jest też wątek Alberta, chłopaka z Zespołem Aspergera, dzieciaka, który nieco różni się od swoich rówieśników. To również jest bardzo ważne i potrzebne, aby tą "inność" dzieci z ZA oswajać i pokazywać, że nie jest to nic złego, ani coś, czego trzeba się bać.  

"Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony" to trochę szalona, ale przede wszystkim bardzo, bardzo fajna książka. Polecam nie tylko ten tom, ale i całą serię, 10 - 12 latkom, którzy doskonale odnajdą się w fabule i będą mogli zidentyfikować się z bohaterami. A może dzięki temu pokochają czytanie?
Sardegna