"Ciekawe, co będzie jutro?" Renata Piątkowska


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 64
Moja ocena : 6/6

Coś Wam powiem: od czasów "Zuźki Zołzik", czyli serii o szalonej dziewczynce, autorstwa brytyjskiej pisarki Barbary Park, wydanej przez Naszą Księgarnię nie spotkałam się z tak zabawną książką dla dzieci. "Ciekawe co będzie jutro?" pani Renaty Piątkowskiej, to chyba najzabawniejsza książeczka, rodzimego autora, z którą moje dzieci miały do czynienia. Matko jedyna! Ile było śmiechów i chichów, ile emocji i tarzania się w łóżku, w trakcie czytania tej opowiastki! Siedmiolatka autentycznie pokładała się ze śmiechu, trzymając za brzuch, a i Młody, który jest dość zachowawczy w tych kwestiach, śmiał się szczerze.

Skąd się ta książeczka wzięła w naszym domu? Otóż kupiłam ją na spotkaniu autorskim z panią Piątkowską, dokładnie rok temu, kiedy w mojej miejscowości w MBP, odbywało się spotkanie autorskie. Było ono wprawdzie przeznaczone dla uczniów okolicznych szkół podstawowych, dlatego nie mogłam wybrać się na nie z moimi osobistymi dziećmi, ale w ramach rekompensaty, zakupiłam dla nich ten oto egzemplarz. W książeczce Autorka pozostawiła swój podpis i imienną dedykację, więc tym bardziej cała historia dzieciakom się podobała. W końcu Pani Autorka osobiście napisała, że to dla Siedmiolatki i Pięciolatka, sami więc rozumiecie!

Miałam już okazję czytać dzieciakom inną książkę autorstwa pani Piątkowskiej. "Twardy orzech do zgryzienia". Jest to jednak historia bardziej poważna, w fajny sposób przekazująca treści edukacyjne, ale raczej nie do śmiechu. Co innego powyższa książeczka!  Coś czuję to to będzie hit więcej niż jednego wieczoru.

"Ciekawe co będzie jutro?" opisuje przygody małej Rozalki, która jest bardzo szaloną i pomysłową dziewczynką. Wraz ze swoją przyjaciółką Zuzią i sąsiadem Julkiem, codziennie wymyślają nowe zabawy i psoty. Każdy kolejny dzień jest dla nich okazją do przeżycia fantastycznych przygód i przeżycia niesamowitych wrażeń. 14 opowiadań to 14 dni w wykonaniu rezolutnej Rozalki. Przyznaję, że nie każda z tych  historii jest jednakowo zabawna, ale jest kilka takich, które rozwalają na łopatki. Kultowy jest rozdział pierwszy, kiedy to dziewczynka bawi się z tata w chowanego, a później zajmuje się śpiącym ojcem w wyjątkowy sposób. Wyjątkowo śmieszny jest też rozdział o psie, który wyleczył babcię, dzień, opisujący odwiedziny u niemowlaka, a także przygoda z jedwabnym szalem i dniem białym od mgły.

Książeczka jest dość cienka, bo ma tylko 64 strony, i to jest jej główna wada. Jako że historie są tak śmieszne i tak sympatyczne, moje dzieci czuły wielki niedosyt z powodu tego, że książeczka tak szybko się kończy.  

"Ciekawe co będzie jutro?" to absolutny hit To opowieść, do której na pewno jeszcze nie raz wrócę podczas wieczornego czytania. Może wróci też do niej sama Siedmiolatka, kiedy zapragnie przypomnieć sobie śmieszne perypetie Rozalki. To świetna propozycja czytelnicza. Gorąco polecam!

Sardegna

"Naga Góra" Reinhold Messner


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 296
Moja ocena : 6/6



"Naga Góra" to kolejny wysokogórski tytuł, w mojej biblioteczce. Po raz pierwszy jednak książka dotyczy Nangi Parbat, czyli dziewiątego, co do wielkości, szczytu na świecie. O zdobywaniu Nangi jeszcze nic nie czytałam, tym bardziej wciągnęłam się w opowieść. Przedstawione wydarzenia, związane z trzecim w historii, wejściem na szczyt tego ośmiotysięcznika, okazały się wyjątkowo przejmujące i smutne. W sumie większości  takich wypraw towarzyszy sukces przysłonięty jakimiś dramatycznymi momentami, ale ta historia jest wyjątkowo przygnębiająca. 

Zdobycie Nagiej Góry zostało opowiedziane z perspektywy jednego z uczestników wyprawy z 1970 roku, jednakże nie tylko te wydarzenia są w książce dominujące. Sporo miejsca poświęcono pionierom, czyli dwóm wyprawom, które podjęły się wejścia na szczyt znacznie wcześniej, bo już w latach 30 - 50 tych XX wieku. Wspominam o tym, bowiem obie stały się niejako inspiracją i przyczyną, do  zorganizowania opisywanego przez Messnera wejścia.

W 1934 roku po raz pierwszy grupa wspinaczy pod dowództwem Willego Merkla, dochodzi do wysokości 7800 m n.p.m. Nangi Parbat. Niestety cała wyprawa kończy się niepowodzeniem, bowiem wspinacze uświadamiają sobie, że nie wejdą już wyżej. Niestety większość z nich ginie w burzy śnieżnej. Dwadzieścia lat później, przyrodni brat Merkla, Karl Herrlingkoffer, czuje się w obowiązku dopełnić dzieło brata i organizuje kolejną wyprawę na Nangę. Tym razem wyprawa kończy się sukcesem, bowiem jeden z jej członków, Hermann Buhl samotnie zdobywa szczyt, stając się jednocześnie pierwszym zdobywcą góry. 

Jego zasługi jednak nie są odpowiednio wychwalone, bowiem Karl uważa samotne wejście wspinacza, bez konsultacji z kierownictwem, za zdradę. Wyprawa kończy się złą atmosferą, zamiast sukcesu, odczuwa się niemal porażkę. Dlatego rozgoryczony i nadal nie usatysfakcjonowany Karl Herrlingkoffer w 1970 roku organizuje kolejną wyprawę na Nangę, na którą zaprasza dwóch utalentowanych braci Messner.

Dlaczego opisuję taki obszerny wstęp? Bowiem w nim próbuję odnaleźć motywy postępowania Karla, kierownika, jako tego, który powinien wspierać swoich wspinaczy, a nie tworzyć między nimi atmosferę rywalizacji i podziałów grupowych. Niestety było wprost przeciwnie...

Bracia Messner, Reinhold i Gunther w świetnej formie, zdobyli szczyt flanką Rupal. Przejścia tą drogą dokonali, jako pierwsi wspinacze w historii. Jednakże ich wspaniały wyczyn pociągnął za sobą tragiczne konsekwencje. Podczas zejścia, odczuwając wielkie zmęczenie narzuconym przy wejściu tempem, gubią trasę zejścia i zostają unieruchomieni kilkadziesiąt metrów powyżej szlaku zejścia. W akcie desperacji próbują zejść inną drogą, nieprzebytą do tej pory, flanką Diamir, Jednakże zejście kończy się tragedią, gdy Gunter zostaje porwany przez lawinę lodową.

Reinhold cudem unika śmierci, jednakże jego wyczyn i tak zostaje uznany przez kierownictwo wyprawy, za akt samowolki i brawurową chęć zaistnienia. Jego "ekscentryczne" zejście, według kierownictwa, miało być tylko przejawem egoizmu i nadmiernej pewności siebie, a w rezultacie doprowadziło do śmierci brata.
Kolejna wyprawa Karla zakończyła się porażką i "niesmakiem", mimo że po braciach, na szczyt dotarło jeszcze dwóch innych wpinaczy z zespołu.

Historia wejścia na Nangę, napisana z perspektywy Reinholda Mesnnera jest wstrząsająca i smutna. Jednak, tak jak wiele jest innych, wysokogórskich książek, opisujących sukces wejścia i dramat zejścia.  Natomiast różni się od innych historii tym, że relacja jest bardzo osobista i  ma naprawdę bardzo smutny wydźwięk, głównie w kwestii "kultury wspinania". Czytałam już kilka książek związanych z tragicznymi, górskimi wydarzeniami, ale tutaj, po raz pierwszy, spotkałam się z tak jawną, nieprzyjazną postawą kierownika wyprawy, który oficjalnie faworyzował niektórych członków i umniejszał sukces innych. 

Bracia Messner zeszli nie tą drogą, co powinni. I to był początek ich tragedii, jednak nie to jest najbardziej przerażające w tej historii. Na "zablokowanych" Messnerów natknęli się dwaj wspinacze, z tej samej ekipy, którzy podążali na szczyt w drugiej kolejności. I mimo, że znajdowali się oni w odległości 80 - 100 metrów, nie udzielili pomocy uwięzionym. Nie podali liny. Ominęli braci i skierowali się w stronę szczytu, tłumacząc się później złą komunikacją. To jest dla mnie najbardziej smutne i przerażające. Po raz pierwszy, w tej właśnie opowieści znalazłam "zadrę", która zburzyła mój obraz walecznych, podążających za ideą, lodowych wojowników...

"Naga góra" została po raz pierwszy wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim w roku 2004. Rok 2016 przyniósł wznowienie książki w pięknej okładce, z bardzo wieloma zdjęciami. Miłośników literatury wysokogórskiej  nie będę musiała zapewne namawiać do sięgnięcia po ten tytuł, ale jeżeli ktoś był jeszcze nieprzekonany, mam nadzieję, że po moim wpisie zmienił zdanie.

Sardegna

Kolorowanki dla dorosłych, czyli Siedmiolatka koloruje "Motyle" Roberta M. Jurga


posted by Sardegna on , , , ,

12 comments


 Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 144
Moja ocena : 5/6


Kolorowanki dla dorosłych to nie jest to, co Sardegna lubi najbardziej. Niestety to nie jest hobby dla mnie. Kolorowanie, cieniowanie, dobieranie kolorów... na samą myśl jestem zmęczona i podirytowana ... Ale, ale! Moja Siedmiolatka świetnie czuje się w tym temacie! Przy okazji "Absolutnie fantastycznych labiryntów" pisałam, że moje dziecko musi codziennie ćwiczyć wzrok do bliży. Jest to związane z jej wadą wzroku, i nie ukrywam, te codzienne ćwiczenia są dość męczące. Dla obu stron.

Dlatego staram się urozmaicać jej te ćwiczenia, proponując co rusz nowe atrakcje. A to wyżej wymienione labirynty, a to dyktanda graficzne, a to inne rysowanie po śladzie czy książeczki z kartami pracy. Kolorowanki też są mile widziane, jednakże te, przeznaczone dla dzieci mają dość spore obrazki i duże fragmenty do kolorowania. Są więc może i urozmaiceniem, ale nie do końca spełniają funkcję usprawniającą. Z pomocą przyszły mi więc, popularne ostatnimi czasy, kolorowanki dla dorosłych.

Nie rzuciłam się jednak na wszelkie dostępne wzory i modele "odstresowywaczy" dla dorosłych fanów kolorowania, wiedząc dobrze, że co za dużo, to i Siedmiolatka nie pokoloruje. Zdecydowałam się jednak na propozycję Wydawnictwa Vesper, a to głównie za sprawą tego, że część kolorowanek jest gotowa, a część z nich trzeba uzupełnić samemu, bądź narysować coś pomysłu. Siedmiolatka lubi takie akcje, więc pomyślałam, że "Motyle" jej się spodobają. Poza tym, książeczka ma tez wartość edukacyjną. Każdy gatunek motyla jest opisany w paru słowach, łącznie z jego dokładną nazwą. Zarówno w wersji polskiej, jak i po łacinie.

Także same kolorowanki są przydatne w naszej sprawie, dzięki temu, że fragmenty do kolorowania są bardzo małe, a obrazki zawierają wiele szczegółów i wykończenie jednej pracy może zająć nawet klika dni. Dlatego postanowiłam zaproponować Siedmiolatce takie właśnie ćwiczenia, przy których musi absolutnie skupić wzrok i maksymalnie się skoncentrować. 

Nie ukrywam, że jest to dla niej ciężka praca. Wykończenie obrazka trwa dość długo, więc nie mamy jeszcze wielu zdjęć, którymi możemy się pochwalić. Ale przecież nie o to chodzi w tej pracy, żeby kolorować niedbale i niestarannie, tylko wręcz przeciwnie. A jeśli coś ma być wykonane dobrze, musi potrwać w czasie.




Jeśli chodzi o informacje techniczne: papier kolorowanki jest dość twardy i gruby, więc nawet korzystanie z mazaków, cienkopisów i żelopisów nie przebija obrazka na druga stronę. Całość jest bardzo ładnie wydana, więc nadaje się zarówno na prezent, jak i do użytku własnego. Myślę, że zarówno dorosłym, jak i małym miłośnikom kolorowania, sprawi wielką frajdę.


Sardegna

"Wymarzony dom" Magdalena Kordel


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

 
 Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o rewelacyjnej książce. O powieści, która nie jest w prawdzie nowością, ale nazwisko Autorki cały czas przewija się w różnych zestawieniach, recenzjach na blogach czy wywiadach. "Wymarzony dom" Magdaleny Kordel, czyli pierwsza część serii o Malowniczem, to prześwietna lektura, która spodoba się niejednej czytelniczce. Zabawna, sympatyczna, ciepła, ale przede wszystkim "życzliwa" - o dobrych, szczerych i bezinteresownych ludziach, na pomoc których można liczyć, a w ich domu znaleźć spokój i opiekę. Taka babska, życiowa książka.

Na początku miałam jednak z nią mały problem, bowiem będąc po lekturze "Uroczyska", które czytałam w okresie wakacji, zdawało mi się, że "Wymarzony dom" będzie to historia rozgrywająca się znacznie wcześniej. Nie wiem czemu, ale zakładałam, że ta powieść to będzie jakiś protoplasta Malowniczego, jakaś historia najpierwsza z pierwszych. A tu zdziwienie, bowiem w ferworze akcji okazało się, że bohaterkę "Wymarzonego domu" witają w Malowniczem mieszkańcy pensjonatu Uroczysko...
To "pomieszanie" czasowe trochę mi na początku przeszkadzało, na szczęście galopująca akcja nie dała mi na długo tym się zamartwiać. Tak wkręciłem się w historię Magdy i jej bliskich i znajomych, którzy przewijają się przez jej dom, że chciałam tylko poznać historię do końca i ... koniecznie zaopatrzyć się w kolejne części!

Magda, zwana Madeleine (dzięki swoim francuskim korzeniom), po zakończeniu nieudanego związku z własnym szefem, w przypływie emocji i chęci nagłej zmiany, kupuje stary dom w małym miasteczku, Malowniczem, u podnóża Sudetów. Nie ma pojęcia co ją tam czeka, i w jakim stanie jest dom. Nie ma żadnych konkretnych planów na przyszłość, po prostu podąża za impulsem i wyprowadza się na prowincję.

Oczywiście po przyjeździe na miejsce okazuje się, że owszem, Malownicze to piękne i bardzo przyjazne miasteczko, pełne sympatycznych ludzi, ale zakupiony dom nie jest w najlepszym stanie i stoi nieco na odludziu. Na szczęście dobrzy ludzie spieszą z pomocą. Pierwsze wsparcie Madeleine otrzymuje od mieszkańców pensjonatu "Uroczysko", a potem ... reszta idzie już lawinowo!

Wokół Magdy gromadzi się grupa sympatycznych i pomocnych ludzi, którzy nie tylko są wsparciem dla nowej mieszkanki Malowniczego, ale też sami tej pomocy potrzebują. W nowym/starym domu Madeleine opiekę znajdują: dwie dziewczynki, Marcysia i Ania, zaniedbane, wychowywane przez nieodpowiedzialnych i nadużywających, dziadków, Jazzman - budowlaniec, który początkowo miał nadzorować prace remontowe w domu, a w ostateczności zamieszkał na dłużej, Kaśka - rodzona siostra Magdy - zbuntowana, zakolczykowana nastolatka, obrażona na cały świat, pani Basia sąsiadka, Julka - studentka, poszukująca prawdy o swojej rodzinie. To jeszcze nie wszystkie postacie, które przewijają się przez dom Magdy. Tymek, który podkochuje się w Julii, Antek - brat Magdy, i jego przyjaciel Michał, pani Krysia sąsiadka, która będzie miała do powiedzenia coś więcej w sprawie rodziny Julki, pan Miecio - ekscentryczny wielbiciel Madeleine, Piękny Roman (nie pytajcie!), dziewczyny z "Uroczyska" - Maja, Łucja, Marysia, i cała masa innych, lokalnych mieszkańców Malowniczego. 

Jeden dom, ogrom ludzi, jeszcze więcej problemów. Ale też olbrzymie pokłady przyjaźni, zrozumienia, ciepła i wsparcia. Czasami pomoc okazują sobie zupełnie obcy ludzie, i to właśnie wśród nich można poczuć się, jak w prawdziwej rodzinie.

"Wymarzony dom" to powieść wielowątkowa, jednak na jej pierwszy plan wysuwa się historia rodzinna Julki, która ściśle związana jest z Malowniczem, oraz losy sióstr, Marcysi i Ani, których opieki podjęła się Madeleine. To głównie wokół nich rozgrywa się akcja, choć i pozostałe postacie wnoszą bardzo dużo do całej historii, tworząc klimat rodzinnej i przyjaznej atmosfery, a także wprowadzając akcent humorystyczny czy dramatyczny.
Dom Magdy stanie się ostoją dla różnych person, jednakże największe znaczenie będzie miał dla samej bohaterki. Stanie się jej wymarzonym miejscem do życia, celem i spełnionym marzeniem.

Już wcześniej lubiłam panią Magdę Kordel. Czytałam wspomniane "Uroczysko" i "48 tygodni", ale przyznam szczerze, dopiero teraz poczułam, że seria o Malowniczem, która w sumie dopiero się rozkręca, skradła moje serce. To świetna historia. Bardzo optymistyczna, przywracająca wiarę w dobrych, szczerych i bezinteresownych ludzi. Sama chciałabym prowadzić taki otwarty dom, jak Magda. Mieć tylu przyjaciół i tylu życzliwych ludzi wokół siebie. Poza tym, marzę skrycie o takim wymarzonym domu, gdzieś na prowincji, więc tym bardziej trochę zazdroszczę bohaterce rzeczywistości, w jakich przyszło jej żyć i planów, jakich nie bała się realizować.

Po lekturze "Wymarzonego domu" wiem już na pewno, że koniecznie muszę przeczytać serię do końca. I tę o Malowniczem i tę o Uroczysku. Do czego i Was Drogie Czytelniczki, zachęcam!

Sardegna

"Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beata Sabała - Zielińska rozmawia z Ewą Berbeką


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6

W trzecią rocznicę tragedii, która rozegrała się 5 marca 2013 roku na Broad Peaku, po pierwszym zimowym zdobyciu tego szczytu, przeczytałam kolejną książkę o tych wydarzeniach. Jednakże była to historia zupełnie inna. Taka opowieść o wysokich górach, ale z perspektywy nizin. W historii tej nie znajdziecie szczegółów, opisujących zdobycie wierzchołka, relacji świadków tragicznych wydarzeń, szukania winnych, oceniania czy profesjonalnej opinii o wyprawie. Będzie to natomiast opowieść płynąca prosto z serca. Tak prywatna, osobista i przejmująca, jak chyba żadna inna, z którą miałam do tej pory do czynienia.


Ewa, żona Macieja Berbeki, jednego z dwóch wspinaczy, który na zawsze pozostali w marcu 2013 roku, na Broad Peaku, opowiedziała o swoim życiu z himalaistą, zakopiańskiej dziennikarce Beacie Sabała - Zielińskiej. Rozmowa, bardzo szczera, pełna uczuć, wzruszeń i rodzinnych szczegółów, złożyła się na ponad 300 stronicową książkę, którą czyta się jednym tchem.

Od razu powiem, że ta opowieść stała się bardzo bliska memu sercu. Owego czasu (ale i obecnie nadal to robię) przeczytałam wszelkie możliwe artykuły w internecie, na temat dramatu na BP. Przeczytałam "Broad Peak. Niebo i piekło", "Długi film o miłości", obejrzałam milion filmów na YT związanych z samą zimową wyprawą i osobami zdobywców BP. Wydawało mi się, że znam tę historię od każdej możliwej strony. 

Ale jednak nie. Ewa Berbeka pokazała mi postać swojego męża i wszystkie tragiczne wydarzenia z zupełnie nowej perspektywy. Jej relacja jest tak bardzo osobista i wzruszająca, że nie da się spokojnie czytać kolejnych akapitów. Kobieta opowiada o swoim życiu i małżeństwie z Maciejem. Wraca wspomnieniami do czasów panieńskich, narzeczeństwa, opisuje swój ślub, i późniejszy czas, kiedy rodziły im się dzieci.
W całą tę rodzinną opowieść wplata anegdoty z życia bliskich, historie prywatne, związane z czterema synami Macieja, z których każdy, w jakimś stopniu, przypomina swojego ojca. 

Niby życiorys, jakich wiele, jednakże to tylko pozory. W życiu Berbeków cały czas obecne były góry Maciej wyruszał na wyprawy bardzo często, a Ewa przyjmowała tę pasję męża z całym jej dobrodziejstwem. Życie wypełnione przygotowaniami do wypraw, zbieraniem sprzętu, planowaniem kolejnych wyjazdów. Pełna akceptacja i wsparcie, ale też niepojęty strach, kiedy mąż wyjeżdża w najbardziej niebezpieczne miejsca świata i nie wiadomo, czy wróci cały i zdrowy.

Ewa nigdy nie próbowałaś stawać pomiędzy górami a Maciejem. Pokochała himalaistę i nigdy nie planowała zmieniać jego podejścia do świata, zmieniać go na siłę, czy dawać ultimatum. Była wsparciem męża, ważną częścią jego życia, stałą, do której zawsze wracał po najtrudniejsze wyprawie w góry. Ten szacunek, miłość, pełna akceptacja i zrozumienie, w stosunku do pasji męża, to główny nurt, myśl przewodnia, na której zbudowana jest ta historia.  

Ależ wielki uczucie łączyło tych dwojga. Nie umiem wyobrazić sobie, jak wiele wyrozumiałości i cierpliwości miała w sobie Ewa. Z czwórką dzieci, domem i codziennością, z którą musiała zmagać się w większości sama. Jak trudne musiało być dla żony każdorazowe żegnanie się z mężem, nie mając pewności, że wróci on cały z wyprawy.

W opowieści Ewy Berbeki znajdą się też wspomnienia o samej tragedii na BP, ale z perspektywy domu i rodziny. Jak bliscy znieśli ten trudny czas po śmierci Macieja, jak Ewa próbuje ułożyć swoją codzienność bez swojego męża u boku. I nie ukrywam, że te fragmenty czytało mi się najtrudniej.

"Jak wysoko sięga miłość?" to jedna z najbardziej wzruszających książek, jaką miałam okazje czytać w życiu. Relacja żony himalaisty, jej spojrzenie na pasję męża, daje świadectwo prawdziwego uczucia i uświadamia, że można kochać druga osobę, bez względu na wszystko. 
Książka ta będzie miała największe znaczenia dla osób, którym temat wysokogórski jest bliski, ale nie tylko. Jeżeli szukacie opowieści o prawdziwym uczuciu, nie znajdziecie lepszej opcji.


Sardegna

"Marzenia szyte na miarę. stacja Jagodno" Karolina Wilczyńska


posted by Sardegna on , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 340
Moja ocena : 5/6

"Marzenia szyte na miarę. Stacja Jagodno" to druga część czterotomowej serii obyczajowej, autorstwa pani Karoliny Wilczyńskiej. Seria wydana jest przez Czwartą Stronę, ale na razie, na rynku dostępne są dwie pierwsze części, a tom trzeci "Po nitce do szczęścia" będzie miał premierę jeszcze w tym roku. Choć okładki tych powieści mogą sugerować, że opisana historia będzie z gatunku romansu, czytadła, relacjonującego przeniesienie się bohaterki z miasta na prowincję, to jest to nieprawda.  Powieść jest obyczajówką, owszem, ale poruszającą całkiem poważne problemy, o czym czytelnicy mogli się przekonać już przy okazji tomu pierwszego "Zaplątana miłość".

Jagodno to mała wioska położona w województwie świętokrzyskim, i z nim właśnie związana jest historia Tamary, trzydziestoparolatki samotnie wychowującej nastoletnią córkę Marysię. W pierwszej części poznaliśmy bohaterkę, jej córkę i matkę, Ewę, emerytowaną lekarkę, kobietę nieco oschłą i surową dla swoich krewnych. Poznaliśmy zmagania kobiety z byłym mężem, szkole problemy Marysi i jej zbuntowaną naturę, a także ratunek, jaki dziewczyny niespodziewanie znalazły w Jagodnie, u nowo poznanej staruszki, "babci" Róży. Ten tom odkrył także przed czytelnikami kilka tajemnic, które tylko czekały na swoje odkrycie w części drugiej. W "Marzeniach szytych na miarę" historia Tamary i jej rodziny jest kontynuowana.  

Tamara wraz z Marysią, z którą udało jej się w miarę odbudować poprawne relacje, spędzają wiele czasu w Jagodnie, w małym domku u babci Róży Nastolatka niespodziewanie znajduje sobie zajęcie w postaci udzielania pomocy i wsparcia dwóm nieco zdziwaczałym staruszkom, mieszkającym w starym dworku we wsi, na skraju lasu. Tamara natomiast próbuje nieśmiało nawiązać relacje damsko - męskie z nowo poznanym mężczyzną, jednak związek ten nie daje jej pełnej satysfakcji. Babcia Róża, jak zwykle, stoi na straży spokoju obu swych podopiecznych. Tym razem jednak ma ona więcej pracy niż zwykle, bowiem w jej życie wkracza pani Zofia, leciwa sąsiadka, która boryka się z problemami nieco innej natury. Źle traktowana przez córkę, zięcia i wnuki, pomiatana i wykorzystywana, odnajduję ciepło i spokój właśnie w domostwie życzliwej Róży, wśród właściwie obcych sobie ludzi.

Kultowa już konfitura z fiołków nadal jest lekiem na każde zło, ale najważniejsza jednak jest szczerość i uczciwość bohaterek wobec samych siebie, a także życzliwość, jaką sobie wzajemnie okazją.

"Marzenia szyte na miarę" to kontynuacja "Zaplątanej miłości" i naprawdę nie polecam czytać tych książek, jako odrębne powieści. Wiele wątków ma w kolejnym tomie swoje rozwinięcie, poza tym, pewne tajemnice rodzinne, które zostały zarysowane w części pierwszej, będą sukcesywnie wyjaśniane. Jedna z nich, bardzo ważna dla fabuły, ma związek z babcią Marysi, czyli Ewą, emerytowany lekarką, i zostanie wyjaśniona już w tym tomie. To jednak nie wszystko! Pojawią się nowe sekrety, nowe niedomówienia, które rozwiązanie znajdą zapewne w części trzeciej i czwartej. 

Oprócz "starych" bohaterów, do całej historii wprowadzone zostały nowe postacie, które odświeżają opowieść i wprowadzają interesujące elementy do fabuły powieści. Poza tym, w drugim tomie poruszono kolejne ważne zagadnienia, które także mogą stać się bliskie niejednym czytelnikom. Wykorzystywanie finansowe osób starszych, oczekiwanie na spadek, spokój i zrozumienie, którego często nie można uświadczyć od własnej rodziny, to są rzeczywiste problemy, które mogą przydarzyć się każdemu.

Jagodno jest bezpieczną przystanią. Miejscem, w którym odróżnia się rzeczy ważne od mniej ważnych. Taką wyjątkową bazą, gdzie znajdzie się ktoś, kto będzie miał dla nas zrozumienie. Dlatego warto je odwiedzić i poznać tę historię o kobietach, przeznaczoną dla kobiet. Myślę, że wyprawa do Jagodna może być dla niejednej czytelniczki idealnym prezentem na Dzień Kobiet.

Sardegna

"Lodowe piekło. Katastrofa na Grenlandii" Mitchell Zuckoff


posted by Sardegna on , , , ,

11 comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 464
Moja ocena : 5/6


Osoby, które czytają mojego bloga wiedzą, że literatura wysokogórska jest mi bardzo bliska. I choć "Lodowe piekło" nie opisuje żadnej z górskich tragedii, to jednak historia w nim zawarta jest bardzo do nich podobna. 

Zanim przejdę do sedna sprawy, muszę wspomnieć o górach. Nie wiem dlaczego czuję do nich tak ogromną fascynację. Chociaż właściwie to wiem. Od zawsze góry były mi bliskie, zawsze fascynowały mnie bardzo mocno, przede wszystkim swym ogromem i potęgą, a także siłą i walką z własnymi słabościami, jaką podejmują wspinacze i himalaiści, wchodząc na kolejne szczyty.
Ta moc, która tkwi nawet bardziej w ich duszach, niż w ciałach, walka z siłami natury, zmaganie z ekstremalnymi warunkami środowiska, za każdym razem, gdy o tym czytam, mam ciarki.

Nawiązuję do tego tematu, bowiem "Lodowe piekło" Mitchella Zuckoff, jest pod tym względem bardzo do literatury wysokogórskiej, podobne. Chodzi tutaj oczywiście o środowisko, w którym rozgrywają się opisane, tragiczne wydarzenia. Walka z samym sobą, walka o przetrwanie, o dotarcie do bazy, w ogromach śniegu, morderczej temperaturze ujemnej, skrajnych warunkach, bardzo podobnych do tych, które panują na szczytach siedmio i ośmiotysięczników.

Oczywiście powody przebywania w tym niebezpiecznym środowisku, są zupełnie inne. Dla himalaistów to życie i pasja, dla ludzi, którzy znaleźli się w lodowym piekle Grenlandii, był to przypadek i nieszczęśliwy zbieg okoliczności. 

Wydarzenia opisane w książce rozgrywają się na przełomie1943/44 roku, kiedy to trzy amerykańskie samoloty wojskowe rozbijają się na Grenlandii. Początkowo katastrofy wydają się nie być aż tak tragiczne w skutkach, ponieważ wszyscy pasażerowie przeżywają upadek samolotu, i praktycznie poza drobnymi obrażeniami, wychodzą z niej bez szwanku. Jednakże, już po kilkunastu minutach, okazuje się, że miejsce, w którym się przez przypadek znaleźli, zmusi ich do nieustannej walki o życie. Zmaganie ze szczelinami lodowymi, którymi poprzecinany jest lodowiec, szalejące śnieżyce, wichury, 40-stopniowa, arktyczna zima, wszystko to powoduje, że już po paru chwilach rozbitkowie zaczynają odczuwać skutki przebywania w tych ekstremalnie trudnych warunkach. A uwierzcie mi, odmrożenia będą ich najmniejszym problemem...

Żołnierze wysyłają sygnał SOS i od tego momentu rozpoczyna się walka o ich ocalenie. Jednakże ekipy poszukujące nie do końca zdają sobie chyba sprawę z trudności, jakie zgotuje im Grenlandia. Dlatego część z nich, lecąc na ratunek kolegom, niestety podzieli ich los. 

Mitchell Zuckoff opisuje dramatyczne wydarzenia, rozgrywające się na Grenlandii w latach 40-tych ubiegłego wieku, a także jednocześnie relacjonuje przygotowania do aktualnej (z 2010 roku) wyprawy na lodową wyspę, w celu odnalezienia śladów wraków samolotów oraz ciał żołnierzy, którzy pozostali tam na zawsze. 

Rozdziały opisujące wydarzenia sprzed lat przeplatają się ze współczesną relacją. Widać jednak, że oba tematy zostały przez Autora przygotowane z wielką dokładnością i starannością. Relacje są rzetelne, a ilość odnośników i materiałów źródłowych powalająca. Ponieważ Autor był osobiście zaangażowany w wyprawę współczesną, w rozdziałach dotyczących tej części, możemy znaleźć zdjęcia jego autorstwa, a także zapis przygotowań i wrażeń po zakończeniu akcji.

"Lodowe piekło" to bardzo interesująca literatura faktu. To bardzo szczegółowy zapis katastrof, i późniejszych losów zaginionych. To także spektakularne akcje ratunkowe, które niestety nie zawsze kończyły się szczęśliwie. Samo zakończenie książki jest spleceniem historii z przed lat, z historią współczesną. Największe wrażenia na czytelniku robią opisy zmagania człowieka z przyrodą. Są one wręcz niewyobrażalne. Dlatego na początku pisałam o podobieństwie książki do literatury wysokogórskiej. Kogo ten temat interesuje, będzie miał gwarancję emocjonującej i przejmującej lektury. Zapraszam.

Sardegna

Już czytam sam! # 1 Cecylka Knedelek


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments

Dzisiejszym wpisem chciałam zapoczątkować nowy cykl postów na moim blogu, który będę publikowała zupełnie spontanicznie, czyli po prostu w momencie, gdy moje dzieci przeczytają samodzielnie kolejną porcję
książeczek. W ten sposób, chciałabym podzielić się tytułami, które sprawdzają się podczas nauki czytania, a także takimi, które świetnie nadają się do pierwszych, samodzielnych lektur. Mam nadzieję, że wpisy te podsuną rodzicom 5- 7 latków pomysł, po jakie książeczki sięgać, a i mnie pozwolą na zapamiętanie tych pierwszych lektur moich dzieci, które przecież nie tak dawno się urodziły, a teraz już są na tyle duże, że potrafią czytać...

Niedawno pisałam o książeczkach z serii "Czytam sobie", które stanowią idealny początek nauki czytania. opisałam też, jak moje osobiste dzieci nauczyły się czytać, więc jeśli ktoś ma ochotę, może do TEGO wpisu zerknąć. Dzisiejszy post będzie już dotyczył książek, które moja Siedmiolatka przeczytała zupełnie sama, wpisując je do swojego szkolnego "zeszytu czytania". Ciekawe jest to, że oba tytuły, o podobnej objętości, przeczytała w różnym czasie. Pierwszy tom czytała jakieś dwa tygodnie temu i zajęło jej to cztery wieczory. Drugą Cecylkę przeczytała w dwa popołudnia. To chyba świadczy o tym, że coraz lepiej wychodzi jej samo czytanie i sprawia jej coraz większą frajdę.


Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 60
Moja ocena : 5/6

O "Cecylce i kanapce z kanapy" pisałam już w roku 2013, a dokładnie TUTAJ. Wtedy to ja czytałam dzieciom na głos książeczkę i żałowałam, że jest taka krótka. 27 stron tekstu zawiera opowiadanie, reszta natomiast poświęcona jest prostym przepisom kulinarnym i związanymi z nimi zdjęciami. Wykonanie potraw leży oczywiście w możliwościach dzieci, tylko niektóre z nich wymagałyby pomocy rodziców. Tematycznie, w tej Cecylce, większość przepisów to pyszne kanapki. Samo opowiadanie związane jest z pierwszym pójściem do szkoły gąski Walerii, przyjaciółki Cecylki i pomyłki, do jakiej doszło, przy okazji przyniesienia pracy domowej. Jest to fajna, zabawna opowiastka, trochę nawiązująca do kulinariów, a trochę do pierwszego dnia szkoły. Przyjemne z pożytecznym, czyli tak, jak lubię najbardziej.


Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 60
Moja ocena : 5/6

"Cecylka Knedelek i poletko truskawek" napisane jest w bardzo podobnej formie. 1/3 stron to opowiadanie, tym razem o truskawkowych żniwach, które odbywają się w Starym Knedelkowie. Reszta to przepisy kulinarne, jak łatwo można się domyśleć, związane z truskawkowymi słodkościami. W opowiadaniu na pierwszy plan, podobnie, jak to było w książeczce powyżej, wysuwa się gąska Waleria, która w gorącym okresie truskawkowych zbiorów, postanawia opuścić miasteczko i ruszyć na urlop. Od truskawkowego szaleństwa jednak nie ma jednak ucieczki, a wszystkie drogi i tak prowadzą do Starego Knedelkowa i Cecylki.

Obie książeczki są sympatyczne, "cienkie", z dużym drukiem i kolorowymi ilustracjami. Jeżeli do tego  dzieciaki lubią kulinaria, choćby tylko od strony wizualnej, Cecylka na pewno przypadnie im do gustu. Poza tym, sukces małego czytelnika, czyli samodzielne przeczytanie CAŁEJ książki, jest gwarantowany. Dlatego tym bardziej zachęcam rodziców do zaopatrzenia się z Cecylkowe tomy. Pierwsze samodzielne czytanie odbędzie się bezboleśnie.

Sardegna

PRZEDPREMIEROWO "Samulka" Kinga Facon


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 360
Moja ocena : 5/6

Bardzo lubię powieści obyczajowe. Pozwalają mi one na odstresowanie się i miłe spędzenie czasu. Ale tak po prawdzie, najbardziej lubię te obyczajówki, które poza miłą rozrywką dostarczają także ciekawego tematu do rozmyślań, niosąc ze sobą jakiś głębszy przekaz.

Powieści mówiących, że miłość czeka za progiem, wystarczy tylko przenieść się na prowincje bądź zostać współczesną Bridget Jones, jest sporo. Nie twierdzę, że są one złe (sama czytam je w sporych ilościach), ale nie zapadają w pamięć na dłużej. Natomiast nietypowe historie, wyróżniające się czymś niezwykłym, rzadkim wątkiem, a do tego jeszcze skłaniające do refleksji, to naprawdę interesująca sprawa.

"Samulka" jest taką powieścią nietypową. Powiedziałabym, że jest z gatunku "uduchowionych". Ma bardzo rozbudowany wątek religijny, przez to może nie wszystkim czytelnikom przypaść do gustu. Uważam jednak, że jest to rzadki motyw w powieściach obyczajowych, więc warto zwrócić na niego uwagę. Owszem czasami w takich kobiecych książkach pojawia się wiara, zaangażowanie bohaterki w sprawy religijne,  ale nigdy nie spotkałam się z przypadkiem, że jest to kwestia dominująca. Tym na pewno "Samulka" różni się od innych. 

Ewa kobieta trzydziestoletnia, jest osobą zamkniętą w sobie, "dziwaczką", zafiksowaną na swoich wewnętrznych problemach i rozważaniach. Taką postacią może się wydawać na pierwszy rzut oka, jednak tak po prawdzie kobieta zmaga się z głęboką depresją i olbrzymim poczuciem winy. Wszystko za sprawą tragicznych wydarzeń, do których doszło przed laty. Ewa od tamtego momentu nie potrafi żyć normalnie. Zmaga się z pogłębiającą depresją, pogarszającym się z każdym dniem, nastrojem, z poczuciem, że jest nic nie wartą, beznadziejną, brzydką kobietą. W swoich problemach i wewnętrznych rozterkach, zamyka się tak bardzo, że nawet najprostsze, codzienne czynności sprawiają jej olbrzymi kłopot. Ewa nie potrafi rozmawiać z ludźmi, nawet zakupy w pobliskim sklepie są dla niej udręką. Ulgę w codziennych zmaganiach przynosi jej mały rytuał, związany z piciem kawy, jedzeniem słodyczy, wizytą w kwiaciarni, a kolejno także piesek, którego po batalii z samą sobą, wzięła ze schroniska. 

Ewa jest bardzo skupiona na tym, żeby nie zwariować. Rozmawia więc, ale z bohaterami literackimi przeczytanych książek. To przenikanie do ich świata pozwala jej, wbrew pozorom, zachować balans i zdrowe zmysły. Ewa ma też plan awaryjny. Zamknięty w małym pudełeczku z lekarstwami w walizce na strychu.  I jakoś egzystuje. Z godziny na godzinę, z dnia na dzień...

Samulki to miejsce ulokowane gdzieś na końcu świata, i mają one w stosunku do Ewy nieco inne plany. Mała społeczność zamieszkująca wioskę, ludzie prości, swojscy, religijni, zauważają, że z Ewą dzieje się coś niedobrego. Postanawiają włączyć ją w swoje sprawy, a znaczną rolę odegra w tym miła, parafialna kawiarnia "Pod Aniołem".

Tak, jak zaznaczyłam na początku, wątek wiary, zaufania Bogu, poświęcenia mu swoich spraw i problemów, zajmie w tej historii sporo miejsca. Ewa pozna, czym jest prawdziwy kontakt z ludźmi i uświadomi sobie, że jej życie może wyglądać zupełnie inaczej. Kobieta uczy się na nowo relacji z Bogiem i odkrywa, że może czerpać ze swojej wiary siłę, do zmiany swojego życia.

Będzie więc bardzo "duchowo", ale uprzedzałam, że "Samulka" to powieść zupełnie inna niż wszystkie. Jeżeli ktoś nie lubi wątków religijnych w powieści, warstwy duchowej, rozważań moralnych, związanych z wiarą, ani przemiany wewnętrznej bohaterów, raczej nie będzie zadowolony z lektury. Osobiście przeczytałam "Samulkę" z przyjemnością odnajdując w niej coś zupełnie świeżego i nowego, czego jeszcze nie spotkałam w innych powieściach obyczajowych.
Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - luty


posted by Sardegna on

16 comments

Luty był zdecydowanie dobrym miesiącem. Dwutygodniowe ferie naprawdę dały mi odsapnąć, choć może  bardziej psychicznie niż fizycznie, bowiem trwający, tygodniowy remont, nie pozwolił mi leżeć do góry brzuchem.  Jednakże, mimo dość wielu spraw do załatwienia, udało mi się przeczytać całkiem sporo książek (aż 10) i poopisywać większość zaległości. Jeśli chodzi o nowości, raczej nie zaszalałam. Odmówiłam kilka fajnych tytułów, na rzecz tych oczekujących od wieków i popchnęłam trochę stos książek do przeczytania "na wczoraj". Jestem z siebie dumna! Poniżej znajdziecie zdjęcia lutowych nowości, których jest zaledwie sześć.


"Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszki Tomczyszyn - od Wydawnictwa mg - jest to druga część debiutanckiej powieści Autorki "Ezotero. Córka wiatru", genialnej książki, którą czytałam w zeszłym roku
"Czarownica" Anny Litwinek - przedpremierowy egzemplarz od Znaku
"Ród wyklętych" Maggie Moon - otrzymany od Autorki (moje wrażenia z lektury znajdziecie TUTAJ)
"Koniec świata w Breslau" Marka Krajewskiego - prezent od koleżanki z BNetki. Jolu! Jeszcze raz dziękuję!
"Poziom śmierci" Lee Childa - zakup własny pierwszego tomu z prenumeraty


I jeszcze "Wymarzony dom" Magdaleny Kordel od Znaku, który nie załapał się na zdjęcie poprzednie.

Tak po prawdzie, poza tymi wymienionymi wyżej książkami, wędrują do mnie jeszcze: dwa pierwsze tomy "Parabellum" Remigiusza Mroza, nowości od Czwartej Strony i Naszej Księgarni. Także stos marcowy może być co najmniej dwa razy większy od lutowego. Pozdrawiam Was serdecznie w ostatnim dniu lutego, i pełna nadziei na wiosnę, wracam do pracy!
Sardegna

"Czytam sobie...", czyli o tym, jak moje dzieci nauczyły się czytać.


posted by Sardegna on , , , , ,

24 comments

Moje dzieci od małego obcują z książkami. Wiedziały od zawsze, że książki są w naszym domu wszędzie, nie wolno ich niszczyć, ani wyjmować z regału. Nie miałam nigdy takiego problemu, jak niektórzy rodzice, że maluszki wyjmowały książki z pólek, a potem robiły z nich demolkę. Moje dzieci nigdy nie miały takich zapędów. Oglądały czasami dorosłe książki, ale nigdy ich nie niszczyły. Zbierały sobie za to książeczki w swojej biblioteczce, która teraz jest już całkiem pokaźna. Poza tym, lubią nasze wieczorne czytanie, lubią książki, jako takie, lubią je przeglądać, dotykać w księgarni, a w markecie dział z książkami to jest nasz obowiązkowy punkt do odwiedzenia.

Nie mogłam się już doczekać, kiedy moja Siedmiolatka (jeszcze jako Pięcio i Sześciolatka) zacznie czytać. Zastanawiałam się, czy to polubi. Czy zechce czytać samodzielnie, bez obowiązku. Nie chciałam jej jednak do tej nauki czytania jakoś specjalnie zmuszać i namawiać. Na szczęście nie musiałam tego robić, bo moja córka nauczyła się czytać praktycznie sama, "przy okazji". Co innego jednak wiedzieć, co jest w danym miejscu napisane, a co innego przeczytać ze zrozumieniem tekst.
I to musieliśmy już przećwiczyć. 

Regularne czytanie zaczęliśmy w wakacje. Codziennie, parę minut głośnego czytania, wybranej przez Siedmiolatkę, książeczki. Początkowo było to takie typowe "odklepanie tekstu", ale powoli zaczęliśmy wprowadzać zasady czytania z intonacją, zadawaniem pytań, podkreśleniem wykrzykników, pauz, tam gdzie przecinki i kropki. I powiem Wam, początkowo Siedmiolatka miała mega entuzjazm, potem przyszedł kryzys i zupełna niechęć do książek, ale teraz, po regularnym półrocznym czytaniu, córka zaczyna chyba odczuwać w tym frajdę! Sama dobiera sobie lektury, a jej głośne czytanie przekracza nawet 20 minut dziennnie. Ostatnio zdarzyło się nawet, że sama, bez przypominania wzięła do ręki książeczkę i przeczytała ileś tam stron (całkiem sporo) "po cichu", dla siebie, żeby sprawdzić, co się wydarzyło dalej. Chyba więc jesteśmy na dobrej drodze!

Co do mojego Pięciolatka, tutaj poszło jeszcze szybciej. Młody widząc siostrę, która codziennie zasiada do biurka z książeczką, czyta, a potem zapisuje swój czytelniczy czas, zapragnął mieć własny "zeszyt czytania". Znał już wszystkie litery, ale nijak nie potrafił połączyć ich w wyraz. Zaczęliśmy więc od łączenia w sylaby, potem w wyrazy, a potem ... poszło lawinowo! Młody potrafi już przeczytać praktycznie każdy wyraz, choć wiadomo, że te trudniejsze sprawiają mu jeszcze trochę kłopotu. I powiem Wam, że odkąd codziennie głośno czyta, znacznie poprawiła się jego wymowa. Zaczął nawet wymawiać głoskę "r", z czym wiadomo jest odwieczny problem.

Jako że to codzienne czytanie weszło dzieciom już w nawyk, muszę mieć dla nich jakieś propozycje, jakiś wybór, odpowiedni do ich umiejętności. Kiedy Siedmiolatka uczyła się czytać już dłuższe fragmenty tekstu, podsunęłam jej kolorowe książeczki z serii "Czytam Sobie".

I tak, dzisiaj w naszej biblioteczce znajduje się obecnie 13 takich książeczek, choć oczywiście cała seria ma ich znacznie więcej (po szczegóły zapraszam na stronę akcji). Autorami opowiastek są znani, polscy pisarze książek dla dzieci i młodzieży (m.in. Wojciech Widłak, Ewa Nowak, Zofia Stanecka, Anna Czerwińska - Rydel, Agnieszka Frączek, Rafał Witek). 


Seria jest tym fajna, że podzielona jest na 3 poziomy, o różnym stopniu trudności. Można więc zacząć od poziomu 1, gdzie znajdziemy łatwe teksty, a praktycznie będą to proste zdania, opatrzone dużymi ilustracjami. 


Jeśli chodzi o nasze książeczki, z poziomu 1 ("składam słowa") mamy ich cztery:

"Syrop maga Abrakabry" Wojciech Widłak
"Marta i ufoludek" Wojciech Widłak
"Droga Mocy" Zofia Stanecka
"Figle w fokarium" Marcin Sendecki


Później można przejść do poziomu 2 ("składam zdania") , czyli opowiadań złożonych z dłuższych i trudniejszych fragmentów tekstu:


 Z tego poziomu mamy:

"Maja na tropie jaja" Rafał Witek
"Tytus w cyrku" Joanna Olech
"Robot Robert" Zofia Stanecka
"Babula Babalunga" Joanna Jagiełło


Serię kończą książeczki z poziomu 3 ("połykam strony"), typowe opowiadania, zbudowaną ze zbitego tekstu, z niewielką ilością ilustracji.


Z tego poziomu mamy 5 książeczek:

"Rok z kocicą Izabelą" Ewa Nowak
"Jezioro łabędzie" Ewa Nowak
"Pułapka na ktosia" Ewa Nowak
"Psotnice podwórkowe" Rafał Witek
"Tajemnica pewnej sąsiadki" Melania Kapelusz


Wszystkie opowiadania napisane są dużą, wyraźną czcionką, żeby młodym czytelnikom było łatwiej, poza tym trudniejsze słowa podzielone są na wyrazy (w książeczkach poziomu 1). Książeczki są ładnie wydane przez Wydawnictwo Egmont, przyciągają oko kolorowymi okładkami i ilustracjami. Ich cena też jest w miarę przystępna, zwłaszcza kiedy można je kupić w fajnej promocji.

Moja Siedmiolatka przeczytała wszystkie tytuły z poziomu 1 i 2. Z 3 została jej jeszcze "Tajemnica pewnej sąsiadki". Pięciolatek przeczytał na razie dwie z poziomu 1 ("Figle w fokarium" i "Droga Mocy" - wiadomo! Star Wars!) i wrócił do starego elementarza "Litery. Nauka czytania" (swoją drogą, to moja stara książka, uczyłam się z niej w I klasie szkoły podstawowej).

Myślę jednak, że przeczytanie pozostałych książeczek to tylko kwestia czasu. Zachęcam rodziców 5 - 7 latków do zaopatrzenia się w tą serię. Gwarantuję, że będą one nieocenioną pomocą w nauce czytania dla Waszych dzieci. A po szczegóły zapraszam na stronę Akcji Czytam Sobie.

Sardegna

"Ród wyklętych" Maggie Moon


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6
 
Pamiętacie genialną powieść młodej, polskiej debiutantki Maggie Moon? O "Posiadłości" pisałam już dość dawno, bo w kwietniu 2013 roku, z Autorką miałam okazję spotkać się kilkakrotnie m.in. na Katowickich TK czy spotkaniu autorskim w antykwariacie Kocham Książki i za każdym razem zadawałam pytanie: "Kiedy ciąg dalszy?"

"Posiadłość" niesamowicie mi się podobała. Jest to historia w gatunku tych, które wciągają czytelnika od pierwszej strony, poza tym pomysł na fabułę i zakończenie jest naprawdę oryginalne. Tak, jak pisałam przy okazji części pierwszej, próbowałam rozgryźć tajemnicę, wytłumaczyć sobie, co tak naprawdę dzieje się w tej historii. Nie udało mi się. Tym większe oklaski dla Autorki, że potrafiła wymyślić coś nowego, świeżego i niepowtarzalnego.

Na kontynuację "Posiadłości" czytelnicy musieli trochę poczekać. Jednakże kiedy w grę wchodzi TAKA kontynuacja, to warto było być cierpliwym. W tym miesiącu premierę miał "Ród wyklętych". Zachęcam więc wszystkich czytelników, którzy zachwycili się tomem pierwszym, aby się w niego zaopatrzyć. Nie ukrywam jednak, że jeżeli ktoś nie czytał "Posiadłości" , niech najpierw nadrobi zaległości. Większość wątków rozpoczętych, jest kontynuowanych w "Rodzie...", poza tym Autorka serwuje nam sporo retrospekcji, i pewnie da się zorientować w aktualnej akcji, bez znajomości początku tej historii, ale po co? Zdecydowanie lepiej będzie przeżyć tę opowieść od samego początku. Gwarantuję, że będzie to thriller, którego łatwo się nie zapomina.

Myślę, że nie zdradzę zbyt wiele z fabuły, jeżeli wspomnę, że część druga historii opiera się w znacznej mierze na zmaganiach Zary Dormer, studentki Wyższej Akademii Sztuki w Londynie, z tragedią, jaka miała miejsce w posiadłości braci Debrettów, przy okazji warsztatów artystycznych, w miasteczku Charlottshire.
 
Po strasznych wydarzeniach, jakie wydarzyły się w domostwie Debrettów, dziewczyna stara się dojść do siebie, studiować i zajmować sztuką, tak, jak do tej pory. Ciągle czuję się jednak niepewnie, mając wrażenie, że jeden z arystokratów zapragnie zemścić się na niej, za odkrycie sekretu jego rodu. Zara żyje w ciągłej niepewności i leku o siebie i najbliższych. Wspierana przez przyjaciół, Franka i Dorę, oraz nowych znajomych z uczelni, stara się rozwijać swój talent pod okiem znanego profesora Wellsa. 
Życia Zarze nie ułatwiają także nieustające wyrzuty sumienia, związane ze śmiercią jej malutkiej siostrzyczki Zoe, do której doszło przed laty. Demony przeszłości wracają więc do dziewczyny każdego dnia.

Obawy Zary nie są wcale bezpodstawne, bowiem Noel Debrett rzeczywiście poszukuje młodej malarki, w pragnieniu zemsty za krzywdy, jakich doznał jego ród, po niefortunnym plenerze malarskim. 

Jednocześnie z aktualnymi wydarzeniami, czytelnicy będą mogli poznać szczegóły z życia i historii rodziny szalonych arystokratów. Do całej akcji włączony zostaje nieznany dotąd odłam rodziny, a nowi/starzy krewni są chyba jeszcze bardziej demoniczni, od tych już znanych. Tajemnica, jaką skrywają wszyscy żyjący członkowie rodu została już w pewnym sensie odkryta w "Posiadłości", ale nie będzie to koniec mrocznych sekretów. Co jeszcze do ukrycia mają Debrettowie? Jakie szaleństwo skrywają, i dlaczego nie dopuszczają do swoich tajemnic nikogo z zewnątrz? Prawda będzie przerażająca i okrutna, również dla Zary, kiedy okaże się, że znienawidzona rodzina maczała palce w zaginięciu i zamordowaniu jej małej siostrzyczki.

Mam nadzieję, że zainteresowałam Was na tyle tą historią, że z ochotą sięgnięcie i po "Posiadłość" i po jej kontynuację, czyli "Ród wyklętych". Osobiście będę wypatrywała z niecierpliwością  kolejnych powieści Autorki, bo z tego co wiem, są one w jej zanadrzu.

Sardegna

"Umrzeć przed śmiercią" Zygmunt Miloszewski


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Audioteka,pl
audiobook: czas trwania 50 minut   
Moja ocena : 5/6
lektor: Andrzej Chyra


Chyba nadszedł czas, żebym zapoznała się z twórczością pana Zygmunta Miłoszewskiego. Mam cały pakiet trylogii o Teodorze Szackim, mam "Domofon", a jako że pan Miłoszewski zdobył nagrodę Złotej Zakładki, czyli wyróżnienie przyznawane przez blogerów, w kategorii "najmroczniejsza powieść" i "najlepsza intryga", udało mi się spotkać Autora osobiście i zamienić z nim parę słów, przy okazji zeszłorocznych TK w Krakowie. Lepszego momentu do poznania bliżej twórczości Autora chyba już nie będzie.

Na dobry początek, postanowiłam jednak zapoznać się z opowiadaniem "Umrzeć przed śmiercią". 50 minutowy, darmowy audiobook, pobrałam przy okazji jakieś promocji, a dodatkowym impulsem, który skłaniał mnie do jego odsłuchania, był lektor, pan Andrzej Chyra, z którym jeszcze nigdy w tej roli nie miałam do czynienia.

Historia powstania powyższego opowiadania jest ciekawą sprawą. Zostało ono stworzone w ramach akcji "Nieskończona opowieść", i choć początkowo nie bardzo orientowałam się, o co w tym wydarzeniu chodzi, po zasięgnięciu informacji, wyszło na to, że tekst opowiadania powstał przy współpracy użytkowników serwisu Gadżetomania z Autorem. Wspólnie tworzyli oni treść historii, dopisując w czasie kolejnych tygodni, dalsze fragmenty opowieści. Interesująca sprawa. Byłam więc bardzo ciekawa, jak wypadł ten interaktywny projekt.

Jakie są więc moje wrażenia, po odsłuchaniu tej historii? Nasuwa mi się tylko jedna myśl: za krótko! Żałuję bardzo, że jest to tylko opowiadanie, a nie cała powieść. Na bazie tak fajnego pomysłu, powstała książka mogłaby być doskonałą historią kryminalną, niestety potencjał nie został w pełni wykorzystany (choć z drugiej strony w zamyśle było opowiadanie, więc nie ma się co czepiać).

Historia składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy relację anonimowego wolontariusza, z pracy w domu seniorów "Marina". Wolontariat narratora nie jest jednak do końca bezinteresowny, ponieważ planuję on dokonać w swoim życiu czegoś wyjątkowego, ale do końca nie wie, co miałoby to być. Postanawia więc poszukać inspiracji wśród ludzi, którzy już większość swojego życia mają za sobą. Tak po prawdzie jednak, planuje ukraść pomysł na świetny biznes, lub opatentować nigdy nie ujawniony światu, wynalazek. Ta część historii, nieco rozległa, jest niejako wstępem do właściwej, bardziej kryminalnej, części opowiadania 

Druga część składa się ze śledztwa, prowadzonego w sprawie zabójstwa syna znanego profesora, Igora Malika. I nic więcej nie powiem, żeby nie zepsuć wrażenia z lektury.

Jak te dwie historie łączą się ze sobą w jedno opowiadanie, tego nie zdradzę. Mogę tylko powiedzieć, że Autor wraz ze swoimi czytelnikami, wpadli na fajny pomysł zwieńczenia całej tej historii, choć tak, jak napisałam na początku, szkoda, że pomysł nie został bardziej rozwinięty, a proporcje części drugiej do pierwszej nie zostały wyrównane.

Audiobook, w którym lektorem był panem Andrzej Chyra, wypadł moim zdaniem bardzo dobrze. Jeżeli więc macie ochotę na krótką formę i to jeszcze w wykonaniu Zygmunta Miłoszewskiego, zapraszam do odsłuchania. Opowiadanie można też przeczytać w całości na stronie Gadżetomanii TUTAJ
Sardegna

Kuba i Buba, czyli trzy książki o przygodach szalonych bliźniaków


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Moja Siedmiolatka miała ostatnio czytelnicza fazę na książki z przygodami Kuby i Buby, autorstwa pana Grzegorza Kasdepke. A wszystko to, za sprawą fajnego prezentu, jaki sprawiło nam wydawnictwo Literatura na ubiegłorocznych TK w Krakowie.  Otrzymaliśmy świetną książeczkę, choć o nie do końca optymistycznym tytule, "Kuba i Buba w szpitalu", opisującą jedną z perypetii szalonych bliźniaków. Jako że było to nasze pierwsze spotkanie czytelnicze z zabawnym rodzeństwem, a dzieciaki chciały więcej, Siedmiolatka wypożyczyła ze szkolnej biblioteki dwa kolejne (a właściwie wcześniejsze), tomy ich przygód. Na fali  "popularności" Kuby i Buby w naszym domu, przeczytaliśmy jeszcze "Słodki rok Kuby i Buby" oraz "Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu"

 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 103/96/144
Moja ocena : 5/6

Seria z Kubą i Bubą w roli głównej, to nie tylko historyjki, opisujące zabawne przygody bliźniaków w szkole czy w domu. W każdym tomie opowiadania poprzeplatane są bonusami. W zależności od konkretnego tytułu, zaproponowany "umilacz" jest inny. "Awantura do kwadratu" zawiera propozycje zabaw, dzięki którym dzieciaki mogę ciekawie spędzić czas, bądź zabić nudę. "Słodki rok...", jak sama nazwa wskazuje, zawiera przepisy na przeróżne pyszności. Przepisy mają niewielki stopień trudności, ażeby dzieciaki mogły wykonać je w domu samodzielnie, bądź z niewielką pomocą dorosłych. "Kuba i Buba w szpitalu" zawiera natomiast, świetny zbiór potrzebnych informacji, o prawach obejmujących małego pacjenta. Wiadomości te można w razie potrzeby (oby nie było takiej konieczności), wykorzystać w praktyce. Książka zawiera także wiele zagadek, rebusów, quizów i innych zabaw logicznych, które mogą umilić dzieciom czas, nie tylko w razie choroby.

A teraz parę słów o każdym z tomów:


"Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu" zawiera 22 opowiadania z życia bliźniaków, składające się na cały rok z ich życia.  Wyróżnione są ważniejsze święta, obchodzone w tym czasie: począwszy od Nowego Roku, poprzez Walentynki, Pierwszy Dzień Wiosny, Wielkanoc, Dzień Mamy, początek wakacji, ich urodziny, pierwszy dzień nowego roku szkolnego, Halloween, Święta Bożego Narodzenia, na Sylwestrze kończąc. Ale to tylko kilka przykładów, bowiem każdy dzień roku jest dobrą okazją do zabawy, bądź awantury! Bliźnięta mają bardzo mocne charaktery (Buba powiedziałabym, że ma nawet bardziej niż mocny), więc co chwilę kłócą się o sprawy ważne i mniej ważne. Rodzice i dziadkowie mają z nimi prawdziwe przeboje, ale wszystko traktują z odpowiednią dozą humoru i wyrozumiałości.

Druga książeczka, o przemiłym tytule "Słodki rok Kuby i Buby", zawiera aż 28 opowiadań o szalonych wybrykach bliźniąt, i jeszcze trochę więcej, przepisów na pyszne słodkości. W tej mini książce kucharskiej  znajdziemy wiele receptur na desery lodowe, galaretkowe, słodkie wypieki, krakersy na słodko i słono, babeczki, muffinki i inne cuda, od czytania których ślinka sama napływa do ust. Przepisy są dość proste, a w swym opisie zawierają, poza listą składników i dokładnym wykonaniem słodkości, humorystyczne porady, jak posprzątać po urzędowaniu w kuchni, bądź kogo prosić o pomoc w wykonaniu trudniejszej części gotowania. Opisy przygotowania potraw są bardzo proste, tak, aby mali czytelnicy (7 - 12 letni), byli w stanie sami je ogarnąć.

"Kuba i Buba w szpitalu" to jedyna książka, z trzech wymienionych, która stanowi zamkniętą historię. Kuba znienacka dostaje wysokiej gorączki i zaczyna majaczyć, rodzina wzywa więc do niego pogotowie. Razem z Kubą, do szpitala trafia Buba, początkowo bardziej towarzysko, później jednak zaraża się od brata. Natomiast to, co wydarzy się następnie w szpitalu, zapadnie w pamięć przede wszystkim lekarzom i pielęgniarkom, którym przyjdzie zajmować się bliźniakami. Opowieść o dochodzeniu dzieciaków do zdrowia poprzeplatana jest informacjami na temat praw małego pacjenta i sympatycznymi zagadkami, o których pisałam już wcześniej.

Wszystkie trzy książeczki napisane są w podobnym, humorystycznym tonie. Opowiastki autentycznie bawiły małych słuchaczy, a propozycje zagadek i inne przerywniki spotykały się z wielkim zainteresowaniem. Siedmiolatka była niepocieszona, że to już koniec i nie mamy więcej tomów z przygodami Kuby i Buby. Mam więc wrażenie, że po feriach przyniesie z biblioteki kolejną książkę do kolekcji.

Sardegna

"Dracula" Bram Stoker


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 426
Moja ocena : 5/6

"Dracula" Brama Stokera to kultowa powieść grozy, od której zapoczątkowała się "moda" na postacie wampirów w literaturze. Książka została wydana pod koniec XIX wieku, kiedy to na fali popularności były powieści gotyckie, opowieści pełne grozy, z tajemniczym, niepokojącym klimatem i takim też sposobem narracji.

Mimo, że od wydania książki Stokera minęło już ponad sto lat, Dracula nadal przeraża (na swój sposób oczywiście), całe rzesze czytelników, którzy zafascynowani jego postacią, sięgają po książkowy pierwowzór. Napisałam, że postać legendarnego wampira przeraża "na swój sposób", bowiem w książce nie znajdziecie jakiś brutalnych czy przerażających opisów rzezi niewiniątek, bądź jatki, jaką wampir urządza swoim ofiarom. Bardziej chodzi tuajt o atmosferę grozy i niepokoju, jaka towarzyszy lekturze. W tym porównałabym ją do "Mnicha" Lewisa (odsłuchanego w zeszłym roku).  

Początkowo bałam się trochę, że niewielki druk, będzie mi przeszkadzał w czytaniu. Dracula, Draculą, ale malusieńka czcionka może popsuć nawet najlepszą lekturę. Martwiłam się jednak zupełnie bezpodstawne, bowiem historia dziewiętnastowiecznego wampira tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją w praktycznie dwa wieczory. Mimo, że historia hrabiego była mi doskonale znana, głównie z ekranizacji z 1992 roku, której reżyserem jest Francis Ford Coppola, ale też z innych wersji tej opowieści, tak po prawdzie nigdy nie poznałam oryginału. Na szczęście, na nadrobienie zaległości nigdy nie jest za późno. 

Draculę poznajemy, jako tajemniczego przedsiębiorcę, który zaprasza do swojej transylwańskiej posiadłości młodego prawnika, Jonathana Harkera. Wizyta ma być formalnością, związaną z interesami hrabiego, jednakże prawdziwe powody zwabienia prawnika do zamku, są nieco inne. Jonathan staje się więźniem przerażającej persony, i co krok odkrywa nowe fakty z jego życia. Śmiertelnie wystraszony ucieka w końcu z posiadłości, ale przyjdzie zapłacić mu to za to ogromną cenę.

Jednocześnie, w Londynie rozgrywa się druga część historii, gdzie w czasie nieobecności Harkera przebywa jego narzeczona Mina Murray, oraz jej przyjaciółka Lucy Westenra. Jako że wpływy Draculi sięgną też do stolicy, obie panie (choć każda w inny sposób), będą narażone na niebezpieczeństwo ze strony hrabiego. Kiedy mordercze zapędy wampira nie będą już tajemnicą, stworzy się drużyna, której celem będzie unicestwienie Draculi, choćby za cenę własnego życia.

Moje wrażenia z lektury, są jak najbardziej pozytywne, choć nie powiem, największe emocje wzbudziła we mnie pierwsza część książki, w której to opisane zostało uwięzienie Jonathana Harkera w przerażającym zamku Drakuli. Atmosfera grozy, tajemnicze komnaty i co/kto się w nich kryje. Kibicowałam bohaterowi, żeby, jak najprędzej stamtąd zmykał, ale jakoś moje starania nie przyspieszyły rozwoju akcji...

Podobne emocje targały mną, kiedy czytałam o podróży księcia Draculi do Londynu czy "nawiedzeniu" Lucy Westenra, a także zakończeniu jej cierpień. Nieco mniej wciągnęła mnie część druga powieści, opisująca poczynania drużyny "łowców wampirów", składającej się z doktora Johna Sewarda, profesora Abrahama Van Helsinga, Artura Holmwood i Quinceya Morrisa, ale mimo to, ta klasyczna, wampirza historia bardzo mi się podobała. Była to interesująca odmiana czytelnicza, w której wampir nie jest przystojnym i miłym chłopcem, uwodzącym niewinne dzieweczki (choć może ten motyw akurat się nie zmienił).

"Dracula", jako klasyka gatunku, przetrwała próbę czasu, a kolejne pokolenia czytelników sięgają po książkę, aby poznać pierwowzór, prawdziwie groźnego i krwiożerczego, wampira. Należy jednak pamiętać, że obraz Draculi przedstawiony w tej opowieści różni się znacznie, od tego, który utrwalony jest we współczesnej literaturze, i choć moje wrażenia są bardzo pozytywne, wydaje mi się, że dla  młodszych czytelników, powieść może okazać się przydługawa i nużąca. Lojalnie przypominam też, że "Dracula" to powieść epistolarna, a wszystkie wydarzenia poznajemy z notatek, pamiętników i listów głównych bohaterów. Może to wywoływać chaos w czytelniku, ostatecznie jednak, z tego pozornego nieładu wyłoni się obraz świetnie skonstruowanej historii. Warto jednak dać "Draculi" szansę i przenieść się do XIX świata wampirów, w którym kołek, czosnek i krzyż, były podstawowymi narzędziami walki ze złem.

Sardegna