Archive for maja 2017

"Tylko martwi nie kłamią" Katarzyna Bonda


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Muza
audiobook: czas trwania 22 godziny 29 minut
Moja ocena : 4/6
lektor: Marek Bukowski


Na moich słuchawkach króluje Bonda! Aktualnie słucham "Florystki", czyli trzeciej części przygód profilera Huberta Mejera, a powyższa książka to akurat część druga, z którą zapoznałam się już jakiś czas temu. Jako że "Tylko martwi nie kłamią" zaczynają się praktycznie tam, gdzie kończy "Sprawa Niny Frank", audiobook ma też tego samego lektora, pana Marka Bukowskiego, bardzo sprawnie i płynnie przeszłam od jednej powieści Autorki, do drugiej. I powiem Wam, że jak najbardziej polecam takie sposób zapoznawania się z dość sporymi objętościowo, powieściami Katarzyny Bondy.

Meyer po spektakularnym sukcesie odkrycia zabójcy aktorki Niny Frank staje się bardzo popularny, nie tylko w kręgach policyjnych, ale też poza nim. Zmęczony sukcesem wraca w rodzinne strony na Śląsk, gdzie otrzymuje propozycję od katowickiej Komendy Policji zajęcia się sprawą zabójstwa bogatego biznesmena, Johanna Schmitta, "śmieciowego barona", którego ciało znaleziono w jednej z kamienic w centrum miasta na ulicy Stawowej.

Hubert wraz z podinspektorem Waldemarem Szerszeniem, bardzo specyficznym, ale rzeczowym człowiekiem, oraz piękną prokurator Weroniką Rudy, próbują ogarnąć tę sprawę, jednakże im bardziej się w nią zagłębiają, tym więcej niepokojących szczegółów odnajdują. Po pierwsze, sprawa nie będzie miał charakteru rabunkowego, jak się na początku mogło wydać. Po drugie, w latach 90-tych, w tej samej kamienicy, w tym samym mieszkaniu, zamordowano Troplowitza, czyli "Gybisa", znanego na cały Śląsk, bogatego protetyka, pochodzenia żydowskiego. Czy oba zabójstwa mają ze sobą coś wspólnego? Po trzecie w sprawę, w jakiś sposób, zamieszana jest właścicielka lokalu, w którym dokonano obu zabójstw, popularna w Katowicach psycholog - seksuolog, Elwira Douglas - Poniatowska.  

Meyer wraz z prokurator Rudy i podinspektorem Szerszeniem tworzą przedziwne, ale zgrane trio, które aby dociec prawdy musi odkryć, co łączy Schmitta, Troplowitza, Douglas - Poniatowską, a także całą gamę osób, które w mniejszym lub większym stopniu zamieszane są w sprawę. Co wspólnego z zabójstwem ma przeszłość Schmitta i jego dawne ekscesy seksualne? Czy może jego śmierć ma raczej związek z szemranymi i niedokończonymi interesami? Kolejni świadkowie kłamią, przedstawiając co rusz inną wersję wydarzeń. Jak więc w tych kłamstwach odkryć, kto stoi za zabójstwem "śmieciowego barona"?

Drugi tom przygód profilera Huberta Meyera trzyma poziom, choć szczerze powiem, "Sprawa Niny Frank" podobała mi się bardziej. W tym wypadku odczuwalna jest też spora objętość książki, nawet podczas słuchania audiobooka, co rzadko się zdarza. Niektóre fragmenty nie do końca związane z samą sprawą (wspomnienia bohaterów, relacja uczuciowa Meyera), czy opisy zwyczajnych czynności były nieco nużące w odsłuchiwaniu.

Pomysł na fabułę podobał mi się może nieco mniej niż w tomie pierwszym, ale przez to, że akcja rozgrywa się na Śląsku, głównie w Katowicach i w Rudzie Śląskiej, miejscowościach bardzo dobrze mi znanych, spowodowała, że z wielkim zainteresowaniem śledziłam tok wydarzeń. Jako rodowita Ślązaczka znalazłam też jeden błąd rzeczowy: Elwira Douglas - Poniatowska jedzie na weekend odpocząć do Śmiłowic, koło Mikołowa, nad rzekę Jamnę. I tutaj psikus, bo owszem, Śmiłowice leżą obok Mikołowa, jest to dzielnica tego miasta, ale na pewno w żaden sposób nie przepływa przez nie rzeka Jamna. Jeżeli Autorka miała na myśli jeden z mikroskopijnych dopływów rzeki, to naprawdę nie jest on na tyle rekreacyjny, żeby spędzać nad nim wolny czas "nad wodą".

Oprócz znanych mi miejsc w Katowicach, Osiedlu Paderewskiego, ulicy Stawowej czy Kilińskiego, w książce dość wnikliwie przedstawiona jest także Ruda Śląska, jednak jej wizerunek trochę mi przeszkadzał. Miasto zostało ukazane jako zapadła dziura, śmiertelnie niebezpieczna okolica, miejsce pełne najbardziej wynaturzonych przestępców. Wiadomo, że pewne dzielnice Rudy Śląskiej nie są może i najbezpieczniejszą strefą do życia na Śląsku, ale bez przesady! Miasto, jak każde inne w naszym regionie z lepszymi i gorszymi dzielnicami. Nie podobał mi się do końca ten obraz Śląska. 

Podsumowując, "Tylko martwi nie kłamią" jest interesującą, ale nieco zagmatwaną i przegadaną historią kryminalną, rozgrywającą się na Śląsku. W trylogii o Hubercie Meyerze będzie chyba plasować się na ostatnim miejscu, bo "Florystka" ma jednak o wiele większy potencjał, choć jeszcze nie przesłuchałam jej do końca.

Cieszę się jednak, że dzięki audiobookom udało mi się zapoznać z pierwszą trylogią autorstwa Katarzyny Bondy. Teraz już będę mogla spokojnie wziąć się za "Żywioły" Saszy Załuckiej, które mam już w formie papierowej.



Sardegna

"Niepiękna" i "Nieosiągalna" Madeline Sheehan


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 375/ 390
Moja ocena : 4/6

Moja dzisiejsza opinia dotyczy kontynuacji jednej z najdziwniejszych książek, jakie miałam okazję czytać, czyli dalszej części historii  "Niepokornej", autorstwa amerykańskiej pisarki Madeline Sheehen. Dlaczego mam takie nietypowe zdanie o "Niepokornej", możecie przeczytać klikając w odpowiedni link, w każdym razie, po lekturze tomu  drugiego ("Niepiękna") i trzeciego ("Nieosiągalna") potwierdzam, że kontynuacja trzyma poziom dziwności, a nawet przebija w tym charakterze tom pierwszy.

Życie uczuciowe i erotyczne motocyklistów z gangu Hells Horsemen jest tak dziwne, że aż śmieszne. To powoduje, że książki te nie są ani romansami, ani erotykami. Nie są nawet jakimiś powieściami obyczajowymi czy sensacyjnymi. Całość jest niby oryginalna i oparta na zupełnie innych schematach niż typowe powieści erotyczne czy romanse, ale to, co się dzieje w tych książkach przechodzi ludzkie pojęcie!

Bohaterowie głównie się kłócą, kochają i nienawidzą. Rzucają wobec siebie najgorsze wyzwiska, straszą pobiciem, namiętnie uprawiają seks i to w różnych kombinacjach, a wszystko to podobno dzieje się w imię prawdziwej miłości. W całej tej historii dzieje się tak dużo, że czytać można o tym jedynie z przymrużeniem oka. To nie może być na serio! W innym wypadku nie wyobrażam sobie, że komuś ta seria tak naprawdę może się podobać...

Tom pierwszy opisywał trudną miłość Ewy i Deuca, piekielnej pary, która schodziła się i rozchodziła przez 20 lat (po szczegóły zapraszam do TEGO wpisu). Ostatecznie udało im się stworzyć szczęśliwy związek, choć w tej opowieści szczęście ma zupełnie inny wymiar od tego, który kojarzy się z normalną i zdrową relacją.

W tomie drugim i trzecim przedstawione są losy bohaterów, którzy w "Niepokornej" byli postaciami drugoplanowymi. W "Niepięknej" poznajemy historię Danny, córki Deuca, dziewczyny, która swą urodą i delikatnością zupełnie nie pasuje do agresywnego środowiska, w którym się wychowała, oraz Rippera, jednego z najbliższych współpracowników szefa gangu, człowieka, który najbardziej ucierpiał w starciu z byłym mężem Ewy (o tym przeczytacie TUTAJ). Ripper, okaleczony, wiecznie zgorzkniały i agresywny zakochuje się z wzajemnością w pięknej i pozornie niewinnej Danny. Oni także będą musieli przez lata ukrywać swój związek (nie wiem o co chodzi w tej serii z tym wieloletnim ukrywaniem), wiedząc że Deuce nigdy nie zaakceptuje ich relacji.

Związek tych dwojga jest równie burzliwy i pełen namiętności, jak bohaterów z pierwszej części. Jest też brutalny, pełen żalu, pretensji i niespełnionych obietnic. W wyniku pewnego zdarzenia Ripper wyjeżdża z miasta, a Danny z rozpaczy wpada w objęcia innego mężczyzny. Czy bohaterom dane będzie zaznać szczęścia? Oczywiście finał tej opowieści będzie pozytywny, choć w nieco innym, niż standardowe tego słowa znaczenie. Jednak to, co będzie się działo zanim szczęśliwy finał nastąpi, przechodzi najśmielsze oczekiwania.

Podobna sytuacja ma miejsce przy okazji "Nieosiągalnej". Tym razem głównym bohaterem będzie Cage, syn Deuca, i Tegen, szalona hipiska, córka Dorothy, kochanki jednego z motocyklistów. Tegen wychowana w klubie, od lata zakochana w swym przyjacielu z dzieciństwa, nie może pogodzić się z faktem, że ich drogi się rozeszły. Natomiast Cage jest pewnym siebie kobieciarzem i potrzebuje wielu lat (znowu!), żeby dojść do wniosku, że Tegen jest dla niego kimś więcej, niż tylko znajomą z klubu. 


Poza tą parą, bohaterami "Nieosiągalnej" są także Dirty i Ellie, ludzie których dzieli wszystko, a łączą tylko dramatyczne wspomnienia. Ich związek będzie najbardziej nieoczekiwanym, i przez to ta historia będzie najbardziej niezwykłą, z wszystkich opisywanych w serii.


Czytając powyższą opinię, możecie mieć wrażenie, że jest to typowa seria romansów, powieści erotycznych, które nie różnią się formułą od innych. Gwarantuję Wam jednak, że to, co dzieje się w tych książkach przechodzi ludzkie pojęcie. Bohaterowie są agresywni, wyzywają swoje ukochanej kobiety od suk i świń, zdradzają je na prawo i lewo, kłócą się, biją i zabijają. W sumie kobiety zachowują się podobnie, a i tak po całej serii dramatów, bohaterowie lądują w łóżku.

Tak, jak pisałam przy okazji tomu pierwszego, nie mam pojęcia co autorka miała na myśli, pisząc tę serię. Czy powstała ona tak na poważnie, czy miał to być jakiś eksperyment społeczny? Nic nie jest w tej książce normalne i szczerze wątpię, że w taki sposób funkcjonują kluby motocyklowe w Stanach Zjednoczonych. Ta seria ma jednak jeden poważny plus: jest tak absurdalna i tak dziwna, że aż fajna. Kolejne tomy czyta się bardzo szybko i w sumie z chęcią, żeby sprawdzić, co jeszcze niesamowitego zaserwowała autorka czytelnikom. Z tego co się orientuję ma ukazać się jeszcze część czwarta i piąta, po które pewnie sięgnę, bo jestem nawet ciekawa, kogo Madeline Sheehen zrobi bohaterami tych historii.

Sardegna

Jak spędziłam sobotę, czyli o Warszawskich Targach Książki w Warszawie


posted by Sardegna on

10 comments

Tak, jak pisałam w TYM wpisie, na sobotę 20.05 miałam zaplanowany udział w Warszawskich Targach Książki. Były to już moje drugi targi w stolicy, bowiem dwa lata temu, po raz pierwszy się udało mi się dotrzeć na książkowy Stadion Narodowy. W doborowym towarzystwie Patryka z bloga Moje Bestsellery, spędziłam podróż i bardzo energetyczną sobotę, wypełnioną książkową atmosferą, niezliczoną ilością książek w świetnych cenach oraz tytułów, które koniecznie musiałam mieć. 


Nie wiem w czym tkwi ten fenomen targów ale corocznie (a jeżeli się uda, to nawet dwa lub trzy razy w roku) z wielką radością planuję i później jadę na targi. Nie przeszkadzają mi tłumy, duchota, długi czas oczekiwania w kolejkach na podpis ulubionego autora, czy przeciskanie się do wejścia. Przez 7 lat prowadzenia bloga byłam już na kilku Targach Książki (dokładne relacje znajdziecie klikając w linki):

2017 - Warszawa  

za każdym jednak razem wracam z nich naładowana mega pozytywną energią oraz wielką ochotą do czytania i blogowania. Za nic więc nie odpuściłabym sobie udziału w tym książkowym święcie.

Faktycznie, przez te 7 lat blogowania zmieniło się nieco moje podejście do targów. Kiedyś, na początku skupiam się tylko na ulubionych autorach i zebraniu od nich autografów. Brałam na TK niezliczone ilości książek do podpisu i później cierpliwie stałam w olbrzymich kolejkach. Dzięki temu mam w swej biblioteczce całkiem sporą kolekcję książek z wpisami. Na kolejnych TK skupiłam się już raczej na spotkaniach z zaprzyjaźnionymi blogerami i nawiązywaniu nowych kontaktów i znajomości. Na spotkaniach targowych i imprezach potargowych udało mi się poznać niesamowitych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję blogowy kontakt. Później, wraz z grupą ŚBKów zajęliśmy się organizacją paneli dyskusyjnych i innych targowych atrakcji. TK były więc bardziej pracą, niż odpoczynkiem.
W tym i zeszłym roku moja obecność na TK była już oparta na zupełnie czymś innym. Mniej było spotkań towarzyskich (choć z grupą znajomych, nadal tą samą, zawsze udaje mi się porozmawiać, czy wypić kawę), mniej stania w kolejkach do autorów i zbierania podpisów, za to więcej było luzu, spokojnego spacerowania między stoiskami i skupienia na samych książkach.




Doskonale widać to po tegorocznych TK w stolicy. Zabrałam do podpisu tylko trzy książki: "Zakładnika" Przemysława Borkowskiego, "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk i "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej. Nie stałam w kilometrowych kolejkach, bo to już nie na moje nerwy (dobrze, że mam podpis Remigiusza Mroza z czasów, kiedy nie był jeszcze tak oszałamiająco popularny, bo nie dałabym rady stać w 5 godzinnej kolejce...). Nie brałam też udziału w spotkaniach blogerów (oficjalnego nie było, a te mniej oficjalne jakoś mnie ominęły). Udało mi się za to spotkać w przelocie i chwilę porozmawiać z zaprzyjaźnionymi blogerami (Aine, Chiara, ManiaCzytania, Klaudyna, Silaqui, Kasia i Daniel, Agnieszka Tatera, Natalia, Angelika), pogadać z ŚBKami i robić to, na co nigdy wcześniej na TK nie miałam czasu: spokojnie pochodzić między stoiskami, kupić książki w promocyjnej cenie i po prostu "być" na targach.



Na tegorocznych TK zauważyłam jeszcze coś: nowe, młode pokolenie blogerów i vlogerów. To oni teraz mają swój czas. Zabrzmiało to strasznie staro, ale właśnie w Warszawie uświadomiłam sobie, jak przez te moje 7 lat blogowania zmieniła się blogosfera i blogerzy. Czy to źle? Chyba nie, jednak trochę zrobiło mi się przez to trochę refleksyjnie.

Wracając jednak do autorów. Udało mi się zdobyć podpisy wyżej wymienionych (Katarzyny Bereniki Miszczuk, Justyny Kopińskiej i Przemysława Borkowskiego)




porozmawiać z Magdą Witkiewicz, Renatą Kosin przy okazji promocji jej najnowszej, cudnie wydanej książki "Tatarka", a także z panią Patrycją Gryciuk, promującą swoją najnowszą książkę "Trzy godziny ciszy". Udało mi się też zamienić parę słów z panią Katarzyna Puzyńską, trafiłam bowiem na sam koniec podpisywania przez Nią książek, i nawiązać do pierwowzoru Lipowa, czyli miasteczka Pokrzydowo, które jest mi akurat znane prywatnie.



Podeszłam przywitać się także do zaprzyjaźnionych wydawców z Naszej Księgarni, Czwartej Strony, Heliona, Agory i Prószyńskiego. Poza tym, zrobiłam zakupy w części antykwarycznej na poziomie -1 oraz w Taniej Książce,  wypiłam kawę i zjadłam lody, którymi można było częstować się do woli na stoisku Merlina oraz odpoczęłam na trybunach słuchając wywiadu z Maxime Chattamem.


Tak prezentują się moje zdobycze targowe:



"Potwór z Florencji" Douglas Preston i Mario Spezi 
"Przymierze trojga" Maxime Chattam 
"Wiem o tobie wszystko" Clarie Kendal
"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia
"Pogromca lwów" Camilla Lackberg 

"Gorzka czekolada", "PSYgoda na czterech łapach", "13 - piętrowy domek na drzewie" oraz książeczka piłkarska o Błaszczykowskim. Do tego torba i standardowo kilkanaście zakładek. W tym roku nie kupiłam sobie kubka, czego trochę żałuję, ale mam zamiar nadrobić to na TK w Krakowie.

Podsumowując, spędziłam bardzo energetyczny dzień targowy, wypełniony książkowymi atrakcjami po brzegi. I choć z domu wyszłam O 3:00 w nocy w sobotę, a wróciłam o 1:45 w niedzielę, nie żałuję ani minuty spędzonej na TK w stolicy. Co do planów na przyszły rok, mam takie, ale jak wiadomo, przez ten okres czasu wiele może się jeszcze zmienić. Póki co, planuję Kraków w październiku i Katowice w listopadzie.   
Sardegna

Są targi, jest plan, będzie Warszawa!


posted by Sardegna on

4 comments

Tak, tak. Dobrze widzicie. Jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy (a swoją drogą nie może, bo bilety na pociąg już kupione), w sobotę pojawię się na Targach Książki w Warszawie. Pomysł wyjazdu zrodził się trochę spontanicznie, bowiem maj miałam zaplanowany dość skrupulatnie, stwierdziłam jednak, że jeśli targi mają zająć mi tylko jeden dzień, to jestem w stanie wygospodarować na nie czas. Tym oto sposobem będę w sobotę w Warszawie i mam na ten dzień zaplanowanych wiele targowych atrakcji.


Przejrzałam program na sobotę i znalazłam oczywiście bardzo wiele ciekawych punktów, które koniecznie muszę odwiedzić i spotkań autorskich, na których obowiązkowo muszę być. Jak zwykle zresztą wyszło na to, że powinnam zabrać ze sobą tonę książek do podpisu. W tym roku jednak, ze względu na ograniczone miejsce, wezmę ze sobą tylko te niezbędne egzemplarze, bez których tegoroczne warszawskie targi nie będą mogły się odbyć. 

Wychodzi więc na to, że spakuję tylko: "Zakładnika", Przemysława Borkowskiego, "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej oraz "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Aż się nieswojo czuję z tak ograniczoną liczbą książek wiezionych z domu, ale tym razem będę dzielna i postawię raczej na zakupy targowe, niż na zbieranie autografów. 


Oczywiście po dokładnym przeanalizowaniu programu targowego, interesujących mnie wydarzeń jest znacznie więcej, niż trzy spotkania autorskie z powyższymi Autorami. Choćby planowany wywiad z Maxime Chattamem (książki nie biorę, bo wpis Autora już mam) i Charlotte Link (obawiam się tłumów w kolejce) - tam się wybieram. Jednak na 100% znajdziecie mnie na spotkaniach:

12:00 - 14:00 Przemysław Borkowski CZWARTA STRONA Miejsce: stoisko 96/D17
13:00 - 14:00 Justyna Kopińska ŚWIAT KSIĄŻKI Miejsce: stoisko 50/D10
14:30 - 16:00 Katarzyna Berenika Miszczuk GW FOKSAL Miejsce: stoisko 24/D4

A z kim z Was widzę się na targach? Czy planowane jest jakieś spotkanie blogerów? Warszawo, przybywam!

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - kwiecień


posted by Sardegna on

9 comments

Kwiecień minął mi pod hasłem przygotowań do wielkiej, rodzinnej uroczystości i skupieniu się na pracy (jak zwykle zresztą). W związku z tym, czytelniczo nie zaszalałam: przeczytałam tylko 5 książek i przesłuchałam 1 audiobooka. Z publikacją notek na blogu też było średnio, bowiem udało mi się stworzyć tylko 10 wpisów. Z wydarzeń kulturalnych, w kwietniu wzięłam udział w wymianie książkowej ŚBKów i spotkaniu podróżniczym Rafzefiber

Co do planów na maj, jest ich kilka i mam szczerą nadzieję, że uda się je zrealizować, choć jak widać, dzisiaj mijają już dwa tygodnie miesiąca, a ja nie przeczytałam jeszcze żadnej książki i dopiero teraz publikuję podsumowanie kwietnia. Głównym planem na maj jest mój jednodniowy udział w Warszawskich Targach Książki, w przyszłą sobotę 20.05. Decyzję o wyjeździe podjęłam trochę spontanicznie, ale mam nadzieję, że wszystko się uda. W doborowym towarzystwie i z minimalna ilością książek odwiedzę po raz drugi stolicę, ale o moich dokładnych, targowych planach napiszę jeszcze w osobnym poście. 


Drugim planem na najbliższy tydzień, jest udział w spotkaniach autorskich z tytułu Festiwalu Apostrof, które będą miały miejsce w Katowicach. Codziennie od poniedziałku do niedzieli, w siedmiu miastach w Polsce, w tym w Katowicach, odbywać się będą spotkania, rozmowy, koncerty i spektakle, a wszystko dla miłośników literatury. Oprócz Katowic, Apostrof odbywać się będzie także w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Szczecinie. 

Jeśli chodzi o szczegółowy program Festiwalu, zapraszam na stronę organizatora. Ja skupię się tylko na spotkaniach katowickich, które odbywać się będą w Empiku w Silesia City Center.
Poniedziałek, 15.05
18:00 spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem wokół książki „Międzymorze” 

Wtorek, 16.05 
18:00 spotkanie z Wojciechem Kuczokiem wokół książki „Czarna” 

Środa, 17.05 
18:00 spotkanie z Jakubem Żulczykiem wokół książki „Wzgórze psów” 

Czwartek, 18.05 
18:00 spotkanie z Magdaleną Witkiewicz wokół książki „Czereśnie zawsze muszą być dwie” 

Piątek, 19.05 
18:00 spotkanie z Grahamem Mastertonem wokół książki „Pogrzebani” 

Sobota, 20.05 
16:00 spotkanie z Michałem Rusinkiem wokół książki „Pypcie na języku”

Niedziela, 21.05 
16:00 spotkanie z Jakubem Ćwiekiem wokół książki „Grimm City. Bestie” 

Czyż to nie brzmi interesująco? Planuję przybyć na spotkanie z Magdą Witkiewicz, tym bardziej, że otrzymałam od Autorski taka oto niespodziankę:


"Czereśnie zawsze muszą być dwie"  to najnowsza powieść Magdy, która premierę miała zaledwie w zeszłym tygodniu. Będę mogła zatem na spotkaniu osobiście podziękować jej za ten prezent.

Co do innych nowości kwietniowych:


"Dziennik Cwaniaczka" Jeff Kinney
"Hate list" Jennifer Brown
"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska - Zaremba - od Naszej Księgarni
"Chemik" Stephanie Meyer - od Wydawnictwa Ederpresse
"Bajki, legendy i opowieści wierszem" - czyli pierwszy tom nowej kolekcji Cała Polska Czyta Dzieciom - zakup własny


"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir- kupiona na kiermaszu
"Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz - zakup własny
"Koniec samotności" Benedict Wells - od Muzy
"Zula i porwanie Kropka" Natasza Socha - od Naszej Księgarni
"Zakładnik" Przemysław Borkowski - od Czwartek Strony

I jeszcze rzutem na taśmę "Nela mała reporterka i skarby Karaibów" dla Dziewięciolatki:


Jako że maj przyniesie Targi Książki, mam wrażenie, że stos z nowościami majowymi będzie wyglądał już zupełnie inaczej. Ja się tym jednak w ogóle nie przejmuję, bo minimalizm to jednak nie moja działka. Pozdrawiam i do zobaczenia, być może już za tydzień w targowej stolicy!

Sardegna

"Eksplozje" Janusz L. Wiśniewski


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron:352
Moja ocena : 5/6 

"Eksplozje" Janusza Leona Wiśniewskiego to druga strona czytelniczego medalu, zwanego "Kulminacjami", czyli zbioru 8 opowiadań Autora z dołączonymi do nich historiami alternatywnymi, stworzonymi przez polskie pisarki. W powyższej książce sprawa ma się podobnie, z tym że na opowiadania pisarza odpowiadają panowie. 8 polskich autorów, twórców, którzy niekoniecznie kojarzą się z literatura kobiecą, pokazało się czytelnikom od zupełnie nowej strony.

O "Kulminacjach" pisałam dwa lata temu. Miałam nawet okazji porozmawiać na ich temat z Autorem przy okazji Krakowskich Targów Książki w 2015 roku. Fajnie się złożyło, że i o "Eksplozjach" będę mogła zamienić z panem Wiśniewskim kilka słów, bo w tym roku wybieram się na TK do stolicy.

Jestem wielką fanką prozy pana Wiśniewskiego i mam stosunek niemal bezkrytyczny do Jego opowiadań, ale co do powyższego zbioru mam jedno poważne zastrzeżenie: 8 opowiadań Autora jest identycznych z tymi, zawartymi w "Kulminacjach". W związku z tym książka była dla mnie tylko w połowie nowością (nie mam w sumie z tym większego problemu, co można zobaczyć po wysokiej ocenie), jednak osoby, które zaopatrzyły się w "Eksplozje" w oczekiwaniu na nowe zestawienie historii, mogą poczuć się bardzo rozczarowane, zwłaszcza jeżeli wcześniej czytali wersję kobiecą.

Jak zatem prezentują się męskie odpowiedzi na opowiadania Autora?


"Metronom" Daniela Odija pokazał alternatywną wersję historii "Arytmii", którą znam już prawie na pamięć. Nie powiem, podobała mi się ta druga opcja, zmieniła ona bowiem zupełnie moje postrzeganie bohaterów, którzy w wersji pana Wiśniewskiego są niemalże idealni. Oba opowiadania są zdecydowanie za krótkie, ale myślę, że na rozpoczęcie zbioru nadają się doskonale. 

"Syndrom przekleństwa Undine"/"Pilzner solipsysty" – opowiadanie z Matyldą, cierpiącą na schorzenie związane ze śmiertelnym bezdechem w roli głównej, miało już swoją nową odsłonę dzięki Magdzie Witkiewicz i "Kulminacjom". W przypadku Igora Brejdyganta, autora wersji alternatywnej, możemy obserwować tą historię z zupełnie nowej perspektywy. Kim jest ojciec bohaterki i czy chora córka ma dla niego w ogóle jakieś znaczenie? Męskie opowiadanie zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu.

"Anorexia nervosa"/"Jeden dzień w Sarajewie" – "Anorexia..." to jedno z moich ulubionych opowiadań pana Wiśniewskiego, w ogóle, dlatego mam wysokie wymagania, co do odpowiedzi na nie. W wersji żeńskiej pani Agnieszka Niezgoda zaproponowała kontynuację tragicznej historii bohaterki, która zmaga się ze śmiercią ukochanego. Autor "Jednego dnia...", Alek Rogoziński, również poszedł w tę stronę i postanowił pokazać czytelnikom, dalsze losy Marty. Powiem szczerze, czułam zgrzyt. Zakończenie jest w prawdzie świetne, ale rozwinięcie historii i humorystyczne wtrącenia w tą opowieść zupełnie mi już nie pasowały.

"Kochanek" Tomasza Jastruna to luźniejsza wariacja "Kochanki". Może nieco mniej dramatyczna i typowo męska, ale równie dobrze się ją czyta. Podobała mi się ta bardziej szorstka wersja opowieści życia w trójkącie.   

"Noc poślubna" podobnie, jak "Anorexia..." jest jednym z moich ulubionych opowiadań Autora. Pisałam już przy okazji "Kulminacji", że ta historia jest bardzo emocjonalna i dramatyczna. "Drugie samobójstwo Magdaleny" Ahsana Ridha Hassana miało pokazywać oblicze bohaterki w nowej odsłonie, w tym przypadku jednak, jakoś nie do końca poczułam klimat, choć może wynikało to z faktu, że trudno dorównać fabularnie opowiadaniu Wiśniewskiego i każda na niego odpowiedź, wypada przy nim słabiej.  

"Cykle zamknięte"/"Zła kobieta" A.J. Gabryela to kobieca perspektywa wydarzeń, opisanych w historii "Cykli...". W "Kulminacji" pani Izabela Sowa również pokazała, jak wygląda tęsknota kobiety za mężczyzną przebywającym na morzu, jednak opcja powyższa jest bardziej realistyczna, bardziej gorzka i przejmująca.

"Krew"/"Strzępy" Pawła Palińskiego to mój faworyt i najlepsze według mnie, opowiadanie w tym zbiorze. Podobnie zresztą było w przypadku wersji pani Wardy, która "Placem zabaw" odpowiedziała Autorowi w "Kulminacjach". Tyle jednak, że o ile Autorka poszła bardziej w kryminalną kontynuację, Paweł Paliński pokusił się o pokazanie sprawy z emocjonalnej strony. Poznajemy bliżej Joachima, syna bohaterki, oraz to, co mogło się wydarzyć "pomiędzy" początkiem, a zakończeniem "Krwi". Mocna historia, działająca na wyobraźnię.

"Menopauza"/"Zmarszczki wszechświata" – w tym przypadku, podobnie, jak w wersji kobiecej, poznamy dwie strony nieudanego, trwającego wiele lat, związku. I podobnie, jak wtedy, widzę celowość umieszczenia tych opowiadań na zakończenie zbioru, jednak ponownie nie wzbudzają one we mnie większych emocji.

Podsumowując wpis, opowiadania polskich pisarzy w "Eksplozjach" różnie przypadły mi do gustu. Odpowiedzi męskie na tle kobiecych wypadły bardzo podobnie, jednak uważam, że o wiele korzystniej byłoby, gdyby panowie mieli szansę zmierzenia się z nowymi historiami Janusza L. Wiśniewskiego, nie publikowanymi wcześniej w "Kulminacjach". Obie książki w komplecie stanowią bardzo fajny duet, ale wydaje mi się, że są one skierowane raczej do fanów prozy Autora, bo osoby, które po prostu miały chęć na opowiadania o miłości i zaopatrzyły się w te tytuły, mogą być rozczarowane.

Sardegna

"Tęsknota i przeznaczenie" Dina Štěrbová


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Stapis
Liczba stron: 268
Moja ocena : 5/6

Tak, jak pisałam przy okazji "Ataku rozpaczy" Artura Hajzera, moją trzecią lekturą wysokogórską, przeczytaną w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, była "Tęsknota i przeznaczenie" Diny Štěrbovej. 

Autorka urodzona  w 1940 roku w Bratysławie, wspinaczka i sportsmenka, w ciągu swojego życiu wzięła udział w wielu międzynarodowych wyprawach na siedmio i ośmiotysięczniki (Pik Lenina, Pik Korżeniewskiej, Noszak, Manaslu, Elbrus, Gaszerbrum II), jako pierwsza kobieta w historii weszła też na Cho Oyo. Jako że większość swoich przejść udało się jej zrealizować w żeńskich  drużynach, jej znajomość kobiecego himalaizmu ma bardzo solidne podstawy.
Dina Štěrbová jest autorką kilku książek o górach, wydanych w Czechach, "Tęsknota i przeznaczenie" jest jednak pierwszą, wydaną w Polsce i stanowi prawdziwe kompendium wiedzy na ten temat żeńskiego himalaizmu.

Wiadomo, że wspinaczka wysokogórska jest raczej zdominowana przez mężczyzn, którym przypisuje się większą odwagę, wytrzymałość na trudne warunki panujące w górach oraz większą wydolność organizmu. Nie jest to jednak reguła, znamy bowiem wybitne himalaistki, które w niczym nie ustępowały mężczyznom w drodze na szczyt. O ile w dzisiejszych czasach równouprawnienie, związane z jednakowym wspinaniem kobiet i mężczyzn jest większe, to w latach 70 - 80-tych, a także wcześniej i na początku XX wieku, kobiety miały wielką trudność z dostaniem się do składu wypraw na siedmio i ośmiotysięczniki. Zdarzało się więc, że wspinaczki organizowały się w grupy i decydowały na samodzielne poprowadzenie wyprawy. Štěrbová sama uczestniczyła w takich ekspedycjach, między innymi kierowała wyprawą na Manaslu w latach 80 - tych, postanowiła więc podzielić się z szersza publicznością szczegółami takich żeńskich wypraw wysokogórskich.

"Tęsknota i przebaczenie" to nie tylko wspomnienia Diny Štěrbovej, ale przede wszystkim zbiór informacji na temat kobiecego himalaizmu. Autorka wykonała tytaniczna pracę, gromadząc szereg materiałów i zdjęć, dokumentujących te znane i mnie znane w środowisku, ekspedycje. Książka rozpoczyna się od podsumowania kondycji dawnego, żeńskiego himalaizmu z jego sytuacją obecną. /Kolejno, Autorka przechodzi do bardzo szczegółowego spisania historii zdobywania poszczególnych ośmiotysięczników. Każdy szczyt ma swoją historię, radość z sukcesów, ale i swoje dramaty, a poszczególne rozdziały kończą się mini podsumowaniem oraz zebraniem w tabelkę dat i nazwisk pierwszych zdobywczyń danej góry. W książce jest także spory akcent polski, związany oczywiście z działalnością naszej himalaistki, Wandy Rutkiewicz.

Muszę być szczera: książka nie jest łatwa. Nawet dla mnie, osoby, która generalnie uwielbia literaturę wysokogórską i czyta dość sporo na ten temat, była to bardzo wymagająca lektura. Nie chodzi mi oczywiście o tematykę, bo jest mi ona bardzo bliska, więc sama historia kobiet na ośmiotysięcznikach nie sprawiła mi większej trudności. Problemem okazała się forma i wydanie "Tęsknoty i przeznaczenia". Bardzo drobny druk, duża ilość litego tekstu na stronie, mało zdjęć (które, jak wiadomo, w książkach o takiej tematyce są bardzo istotne) powodowały, że lektura naprawdę była męcząca i strasznie się dłużyła. Przez to też przeczytanie tej książki zajęło mi bardzo dużo czasu, bo ponad trzy miesiące. Nie byłam bowiem w stanie na raz, ogarnąć większej ilości tekstu. 

Z drugiej jednak strony, nie jest to książka akcji. Bardziej przypomina swoją formą mini encyklopedię i dzięki temu, stanowi naprawdę świetne źródło informacji. Nie nadaje się więc do czytania na czas i na szybko.

"Tęsknotę i przeznaczenie" polecam osobom zainteresowanym tematem. Może ona okazać się wartościową pozycją w ich biblioteczce, ale muszę zaznaczyć, że czytelnikom, którzy szukają emocji w książkach wysokogórskich, ta propozycja może nie przypaść do gustu. Dla mnie książka okazała się ważna i na pewno będę do niej zerkała, zwłaszcza w poszukiwaniu konkretnych informacji, na przykład w celu porównania wypraw Wandy Rutkiewicz, opisanej z perspektywy kobiecej, z męską.

Jeśli jesteście zainteresowani książkami z zakresu literatury wysokogórskiej, zapraszam na stronę wydawnictwa Stapis, a na moim blogu do poczytania o:

"Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki
"Atak rozpaczy"Artur Hajzer
"Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beata Sabała - Zielińska w rozmowie z Ewą Berbeką
 "Naga Góra" Reinhold Messner
 "Kukuczka" Dariusz Kortko , Marcin Pietraszewski
"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do zdobycia"
"magisterkowalski.blog" Tomasz Kowalski, Agnieszka Korpal
"Broad Peak. Niebo i piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński
 "Długi film o miłości" Jacek Hugo - Bader
"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


Sardegna

"Zakładnik" Przemysław Borkowski


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


 Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 455
Moja ocena : 6/6

W ubiegłą środę, w Czwartej Stronie, miała miejsce premiera książki "Zakładnik", autorstwa Przemysława Borkowskiego. Autor jest nową postacią w wydawnictwie, ale pewnie większość czytelników kojarzyć go będzie z Kabaretu Moralnego Niepokoju, którego jest członkiem. Szczerze powiem, że umknął mi ten fakt, bo nie doczytałam tej informacji przed lekturą "Zakładnika". Powiem więcej, zdawało mi się, że Autor jest zupełnym debiutantem i powyższa powieść jest jego pierwszą. To wszystko nie ma to jednak większego znaczenia w obliczu faktu, iż jego nowa książka jest bardzo dobrym kryminałem.

 W kwietniu czytanie nie szło mi najlepiej. Pozaczynałam kilka tytułów, ale żadnego ostatecznie nie skończyłam. "Nie mam co czytać" - mówiłam do męża wczoraj. "Potrzebuję czegoś, co mnie wciągnie. Zobaczę, o czym jest ten nowy "Zakładnik" od Czwartej Strony". I w ten oto sposób dzisiaj dzielę się z Wami moją opinią.

Powieść należy do gatunku tych, po które sięgam, żeby zobaczyć o czym są i budzę się dwie godziny później, będąc już w ich połowie. Szukałam czegoś, co mnie pochłonie i dobrze trafiłam, bo historia pana Borkowskiego nie daje odłożyć się na półkę.

Fabuła kręci się wokół tragicznych wydarzeń, rozgrywających się na żywo w telewizji śniadaniowej. Podczas nagrywania programu, na antenę wkracza uzbrojony mężczyzna, terroryzuje pracowników stacji i gości zaproszonych, po czym wygłasza dziwne oświadczenie do kamery, strzela do jednego z zakładników i popełnia samobójstwo. Cała Polska żyje tymi tragicznymi wydarzeniami, zastanawiając się, kim był szaleniec, i czego tak naprawdę oczekiwał, skoro nie wysnuł żadnych konkretnych żądań.

Świadkowie tragedii, Zygmunt Rozłucki, psycholog, zaproszony do programu jako gość specjalny oraz dociekliwa dziennikarka Karolina Janczewska, postanawiają współpracować i za wszelką cenę dowiedzieć się, kim był zabójca, i co skłoniło go do tak radykalnego kroku. Każdy z nich ma inny cel w rozwiązaniu tej sprawy. Rozłucki próbuje uporać się z wyrzutami sumienia po samobójczej śmierci siostry, a Janczewska widzi dla siebie szansę, w uzyskaniu materiału na świetny reportaż.

Psycholog i dziennikarka tworzą niezwykle zgrany duet domorosłych detektywów, i o dziwo, docierają do wielu ciekawych informacji, o wiele szybciej niż policja zajmująca się tą sprawą. Przede wszystkim wychodzi na to, że zabójca był zwyczajnym facetem, dobrze sytuowanym ojcem rodziny, nie miał więc powodu dopuścić się takiego czynu. Okazuje się też, że prawdziwe przyczyny zamachu w telewizji mają swoje podłoże w wydarzeniach z przeszłości. Niektóre sekrety przez lata były bardzo głęboko ukryte. Czy Rozłuckiemu i Janczewskiej uda się je odgrzebać? Czy będą umieli złożyć tajemniczą układankę z przed lat, w jedną całość?

Powiem Wam, że "Zakładnika" czyta się genialnie. Tak, jak pisałam na początku, główny motyw powieści, tajemnica, chęć odkrycia, kim był morderca i dlaczego dopuścił się zbrodni, są tak wciągające, że czytelnik musi, po prostu musi, czytać dalej, przewijając koleje strony książki. Kolejnym pozytywem jest idealnym zakończenie. Czasami w kryminalnej opowieści wszystko jest na dobrym poziomie, a kiedy dochodzi do zakończenia, coś kuleje. Na szczęście nie w tym przypadku. "Zakładnik" jest napisany na wysokim poziomie, spójny, bohaterowie są ciekawi (zwłaszcza Zygmunt Rozłucki, a z tego co się zorientowałam, będzie on bohaterem kolejnej powieści pana Borkowskiego). Nic dodać, nic ująć. Takie historie lubię najbardziej. Polecam więc "Zakładnika" z czystym sumieniem, i to nie tylko na majówkę.

Sardegna