"Posłaniec" Markus Zusak


posted by Sardegna on , , , ,

16 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6

Z "Posłańcem" to było tak: na fali popularności Markusa Zusak i jego genialnej (podobno, bo sama nie czytałam, więc nie wiem) "Złodziejki książek", na polski rynek wydawniczy wyszła kolejna powieść autora.  Zaopatrzyłam się w oba tytuły, planując oczywiście przeczytać "Złodziejkę..." w pierwszej kolejności. Jednakże dość trudna tematyka nie bardzo pasowała mi do urlopu, na który się wybierałam. Postanowiłam więc zacząć swa czytelnicza przygodę od "Posłańca". I tym oto sposobem, książkę przeczytałam w jeden wieczór, bo wciągnęła mnie maksymalnie.

Powieść jest z gatunku tych, które ja osobiście nazywam "oczywistą oczywistością". Książka zawiera mnóstwo prawd i porad, które są proste i znane wszystkim wokoło (co nie znaczy oczywiście, że wszyscy się do nich stosują). Niestety, tak to jest,  łatwo powiedzieć, trudniej zastosować w praktyce. Wszyscy teoretycznie wiedzą, czym się kierować w życiu i jak postępować, żeby nie ranić innych, być zadowolonym z siebie i cieszyć się chwilą doczesną, w praktyce jednak, tylko niewielu z nas wykorzystuje ten potencjał i stosuje w swym życiu owe wartości. 

Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Eda Kennedy'ego, dziewiętnastolatka, którego życie było zwyczajnie nieciekawe i nudne. Najmłodszy z rodzeństwa, ignorowany, wiecznie sprzeczający się z matką, zamieszkuje w obskurnej kawalerce, za jedynego towarzysza mając starego psa, Odźwiernego. Ed pracuje jako taksówkarz, ale praca też nie daje mu satysfakcji, ot pracuje by przeżyć od pierwszego do pierwszego. Wraz z grupą przyjaciół spędza czas na bezproduktywnej grze w pokera, i praktycznie każdy jego dzień jest podobny do poprzedniego. Bez ambicji, bez planów na przyszłość, wegetuje z dnia na dzień, męcząc się z samym sobą.

Wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy Ed otrzymuje tajemniczą przesyłkę, a w niej zapisane trzy nieznane mu adresy. Chłopak wpada w konsternację, ale ciekawość skłania go ku poszukaniu owych miejsc w mieście. Kiedy dociera pod wskazane adresy, okazuje się, że czekają tam na niego osoby, potrzebujące wsparcia bądź natychmiastowej pomocy. Tym sposobem Ed staje się tajemniczym pomocnikiem i dobrym duchem. Pierwsze dobre uczynki, niosą za sobą kolejne, bowiem dziwne przesyłki przychodzą jeszcze 3 razy. Kto stoi za zorganizowaniem tej niesamowitej misji dla Eda? Jak wpłynie ona na życie bohatera i jego bliskich? 

Dobro zawsze wraca podwójnie, więc życie chłopaka zmieni się diametralnie. Znajdzie on swój cel, nabierze odwagi, nawiąże nowe przyjaźnie. Największa przemiana dokona się jednak w mentalności bohatera, więc każdy pozytyw, jaki wyniknie z owej misji będzie niesamowitym sukcesem.

I tak, jak pisałam na początku, "Posłaniec" przypomina czytelnikom pewne oczywiste prawdy i wartości. Daje motywującego kopa, do zmiany swojego życia na lepsze i wyjścia z marazmu. Pokazuje, że nawet najbardziej nudne życie można zmienić, trzeba tylko mieć odpowiedni impuls do zareagowania. Siedzenie i marudzenie nic nie pomoże, ani niczego nie zmieni. Najważniejsze, to być życzliwym i pewnym własnej wartości. Zmiany są dobre i mogą być początkiem czegoś zdecydowanie lepszego.

Nic odkrywczego nie napisałam, czyż nie? Banalna oczywista oczywistość. Ale uprzedzałam, że to "taka" powieść. Natomiast niebanalna i na pewno nie nudna, jest forma książki. Rozłożenie rozdziałów w postaci talii kart jest bardzo ciekawe. Wisienką na torcie jest też samo zakończenie, a dokładnie ostatnie zdania (kto ma brzydki zwyczaj zaczynać książkę od zerknięcia na ostatnią stronę niech tego broń boże nie robi!). Daję "Posłańcowi" 5/6 bo przypomniał mi co nie co, poza tym umilił czas, a nawet wzruszył. Poza tym, czy ktoś powiedział, że oczywiste książki są złe? Czasami największa wartość tkwi w prostocie, więc do dzieła!

Sardegna

"Basia i wyprawa do lasu" Zofia Stanecka, Marianna Oklejak


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 24
Moja ocena : 5/6


"Basia i wyprawa do lasu" to dokładnie czwarta książeczka z serii, z jaką miały do czynienia moje dzieci. Dwie pierwsze ("Basia i opiekunka" oraz "Basia i gotowanie") zostały przesłuchane w postaci audiobooka, trzecia ("Basia i Boże Narodzenie"), przeczytana w formie e-booka. Rok temu opowiastki sprawiły moim pociechom nie lada frajdę, zwłaszcza te w postaci słuchowisk. Dzisiaj, kiedy to moja córka szykuje się do pójścia do szkoły, a Młody chcąc, nie chcąc, musi podążać za jej pomysłami, wydaje mi się, że Basia i jej przygody nie zrobiły już na nich powalającego wrażenia.

Nie zrozumcie mnie źle, grupą docelową historyjek są 3-7 latki, więc moje dzieciaki świetne wpasowują się w target, zauważyłam jednak, że nie kręcą ich już króciutkie opowiastki, w których dominują obrazki i które Mama przeczyta w pięć minut. Wolą już dłuższe historie, mini powieści, z konkretnym rozwinięciem i zakończeniem. W sumie mogłam się tego spodziewać, zwłaszcza po ich ostatnich preferencjach czytelniczych. Skłoniłam się jednak ku Basi, żeby skłonić Siedmiolatkę do samodzielnego jej przeczytania.

Na razie wychodzi mi to średnio, nie chciałabym bowiem zbyt nachalnie narzucać się Siedmiolatce z tą koniecznością czytania samemu. Przeczytałam więc dzieciakom Basię przed snem, ale czułam ich wyraźny niedosyt i rozczarowanie, że ta opowieść jest taka krótka i tak mało rozwinięta.

"Basia i wyprawa do lasu" to sympatyczna historyjka o wycieczce, jaką zorganizowała rodzina Basi. Jako że książeczka została napisana przy współpracy z Lasami Państwowymi, można w niej znaleźć wiele mądrych porad i informacji, związanych z leśnym środowiskiem. Jak szukać grzybów, odczytywać tropy zwierząt czy rozpoznawać głosy ptaków.

Wszystko to oczywiście jest fajne i pouczające, ale tak jak powiedziałam, raczej dla młodszych dzieci, 3-4 latków, dla których wyprawa do lasu wydaje się być jedną, wielką tajemnicą. Dla dzieci starszych, takie wiadomości są bardzo podstawowe, a historia nawet nie zdąży się rozkręcić, kiedy już się kończy.

Oczywiście nie można odebrać książeczce pięknego wydania, dobrej jakości papieru i przystępnej ceny, ale tak, jak zaznaczyłam, Basie sprawdzają się tylko w wypadku maluchów. Dlatego rodziców najmniejszych czytelników zachęcam do sięgnięcia po serię. Wybór opowiastek jest duży, poza tym, w wersji audiobooków świetnie sprawdzają się w samochodzie, nawet na krótkich trasach. Rodzice starszaków mogą się zaopatrzyć w egzemplarze, żeby skłonić swoich świeżo upieczonych uczniów do samodzielnego czytania. Połączą wtedy przyjemne z pożytecznym, a o to przecież chodzi.

Sardegna

"Wybory" Ruta Sepetys


posted by Sardegna on , , , ,

12 comments

 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 333
Moja ocena : 5/6

Rutę Sepetys miałam okazję poznać osobiście, a było to na Krakowskich TK dwa lata temu, kiedy to autorka promowała swoją rewelacyjną powieść dla młodzieży "Szare śniegi Syberii". Byłam zafascynowana jej osobą, jej wypowiedziami, pasją, z jaką opowiadała o tym, jak przygotowuje się do pisania swoich książek.
Z niecierpliwością więc oczekiwałam kolejnego tytułu jej autorstwa, na naszym polskim rynku wydawniczym. 

Kiedy tylko w Naszej Księgarni pojawiły się "Wybory", rzuciłam się na nie zachłannie, ale potem stało się, jak zwykle... Odłożyłam na półkę z myślą: a co, jeżeli mi się nie spodoba? Powieść czekała więc na swą kolej kilka miesięcy, aż zbliżający się urlop skłonił mnie do spakowania jej do walizki. Ale powiem Wam, że nawet wtedy nie sięgnęłam po nią w pierwszej kolejności. Już sama nie wiem, co ze mną jest nie tak ...

W każdym razie, kiedy już zabrałam się za czytanie, wkroczyłam w przedziwny, zupełnie mi nie znany świat. Rzeczywistość Nowego Orleanu lat 50 tych, to było dla mnie coś zupełnie nowego. Na początku nie mogłam się tam odnaleźć, ale z każdą kolejną stroną odważniej i chętniej wkraczałam w świat rzezimieszków, prostytutek i biedy, ale też w świat przyjaźni, lojalności i przedziwnych znajomości.

Josie jest nastoletnią córką  prostytutki i praktycznie przez całe życie musi udowadniać wszystkim wokoło, że nie jest podobna do swojej matki. Nie jest to łatwe, kiedy jej codzienność i praca pokojówki, kręci się w Dzielnicy Francuskiej, wokół domu publicznego, w którym praktycznie się wychowała. Jakby tego było mało, dziewczyna ma utrudniony start w życiu, bowiem jej matka, Louise, nie wykazuje żadnej chęci opieki nad córką, a wręcz przeciwnie, pognębia ja na każdym kroku. Josie walczy więc o lepszą przyszłość, i poza pracą pokojówki, od lat pracuje w księgarni, u znanego w mieście literata i jego syna Patricka. Wsparcie dziewczynie okazuje też burdelmama, ostra i szorstka Willie, od lat pilnująca interesu, oraz szofer Cokie, będący dla niej niemalże, jak ojciec, którego nigdy nie poznała. Josie obserwuje otaczający ją świat, ma plany i marzenia, jednakże nie łatwo je realizować, kiedy życie (a właściwie, matka), nieustannie kładzie kłody pod nogi.

Kiedy już plany dziewczyny nabierają realnego wymiaru, w mieście dochodzi do morderstwa. Podejrzenia padają na dom publiczny Willie, a Josie wchodzi w posiadanie ważnej informacji. Przyszłość nastolatki staje pod znakiem zapytania, a jej dalsze losy będą zależały od wyborów, jakie dokona. 

"Wybory" to powieść zupełnie inna niż "Szare śniegi Syberii", nie gorsza, ani lepsza, po prostu zupełnie inna. Nie ma sensu jej porównywać, bowiem dotyczy zupełnie innej tematyki i ma inną formę. Widzę jednak pewne podobieństwo między obiema książkami: staranność opisu miejsca i czasu akcji. Potwierdza się tutaj zaangażowanie autorki w przygotowanie się do pisania konkretnej powieści. Tutaj nie ma przypadków. Wszystkie opisy Dzielnicy Francuskiej, lat 50 tych, przedstawione są skrupulatnie, jak najbardziej odzwierciedlając rzeczywistość, tak, że niemal namacalnie czuje się klimat otoczenia. 

Powieść ma wątek zabójstwa, ale mimo to, nie zaliczyłabym książki do gatunku kryminałów. Motyw ten jest elementem tła, inicjującym pewne sytuacje, ale nie jest najważniejszy. O wiele bardziej istotny jest wydźwięk obyczajowy i społeczny książki: walka o lepszą przyszłość, o rozwój osobisty. Josie jest postacią bardzo charakterną, silną i interesującą. Ciekawym doświadczeniem było obserwowanie jej "uwolnienia z klatki" (okładka, choć początkowo, nie miała dla mnie sensu, później nabrała go aż nadto wyraźnie).

Czy polecam "Wybory"? Oczywiście, ale lojalnie uprzedzam, nie jest to lekkie czytadełko, więc lekturę proponuję przenieść na chłodniejsze wieczory. Powieść polecam także miłośnikom Ruty Sepetys (którzy znają autorkę z lektury "Szarych śniegów..."). Będą mogli poznać inną odsłonę twórczości pisarki, a to zawsze jest ciekawe doświadczenie.

Sardegna

"Dom na jeziorze" Sarah Jio


posted by Sardegna on , , , , ,

22 comments


Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Pamiętacie, kiedy przy okazji opisywania poprzednich tytułów autorki, mówiłam, że jej powieści układają się w serię związaną z porami roku? Był letni "Dom na plaży", wiosenne "Marcowe fiołki", zimowa "Jeżynowa zima", a do kompletu brakowało tylko powieści jesiennej. I oto jest! "Dom na jeziorze". Powieść ulokowana w deszczowej scenerii Seattle, świetnie wpasowała się w klimat jesieni, z jaką mamy do czynienia w naszej strefie klimatycznej. Poza tym, przyjemnie było czytać o deszczowej aurze, kiedy wokół panował skwar, jakich mało. 

Sarah Jio przyzwyczaiła swoje czytelniczki do niebanalnych historii, w których teraźniejszość splata się z przeszłością, a ich powiązaniem jest niezwykła tajemnica z przed lat. I w powyższej historii tak właśnie jest. Mamy bohaterkę "współczesną", Adę, kobietę sukcesu, która przeżywa swoją osobistą tragedię, bowiem przed dwoma laty straciła w wypadku męża i córeczkę, oraz postać z przeszłości - dwudziestolatkę Penny, walczącą o swoje szczęście w trudnym małżeństwie.
Obie kobiety, choć dzieli przeszło pięćdziesiąt lat, łączy barka - pływający dom, ulokowany na jeziorze w Seattle. Miejsce na ziemi, wodna przystań, w której przyszło mieszkać obu bohaterkom, choć oczywiście w innych czasach. 

Ada próbuje poradzić sobie z żałobą po stracie bliskich, zostawia więc Nowy York, swoją wspaniałą pracę i postanawia pomieszkać z dala od wspomnień. Wybiera Boat Street czyli pirs z pełno wyposażonymi barkami - domami na wodzie. Całkowita zmiana otoczenia ma pomóc jej uporać się z tragedią i wrócić do życia. Zadomawiając się na barce i przeglądając ulokowane na niej sprzęty, Ada znajduje skrzynię, a w niej pamiątki poprzedniej lokatorki o imieniu Penny. Kobieta zaciekawiona postacią tajemniczej kucharki (bowiem skrzynia pełna jest przepisów na pyszne słodkości) postanawia dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Niestety lokalna społeczność zamieszkująca pirs Boat Street jest bardzo niechętna do współpracy. Nikt nie zdradza żadnych szczegółów z życia Penny, choć starsi mieszkańcy znali ją osobiście.

Ada wraz z pomocą miłego sąsiada, Alexa, postanawia poszukać informacji o kobiecie, na własną rękę. Wspólne odgrzebywanie przeszłości łączy tych dwoje nicią przyjaźni, a nawet nieśmiałego uczucia. Okazuje się bowiem, że nie tylko Ada ma tragiczną przeszłość, ale i Alex skrywa bolesne wspomnienia. Czy Ada ma jeszcze szansę na szczęście? Co tak naprawdę stało się z Penny i kto stoi za jej tajemniczym zniknięciem?

Sarah Jio tradycyjnie przenosi czytelniczki z jednego miejsca akcji, w drugie, przeplatając losy Ady i Penny. 
Ich historie są w powieści jednakowo ważne, nie wiadomo nawet, która z nich jest tłem, a która opowieścią wiodącą. Obie historie, choć dzieli je całe pokolenie, mają jednak ze sobą coś wspólnego. Nie zdradzę co, bo sympatycznie było samej odkryć tajemnicę Penny na końcu książki.

Wspaniale spędziłam czas w "Domu nad jeziorem". Wczułam się w klimat powieści, odpoczęłam wyśmienicie, wzruszyłam się nawet, bowiem niektóre prawdy, takie oczywistości, zawarte w książce, zawsze na mnie działają. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że kolejne powieści Sarah Jio mnie nie zawiodą i mogę sięgać po nie w ciemno.
Teraz mam już całą kolekcję autorki, związaną z porami roku. Pięknie się prezentuje na półce, ale co ważniejsze, stanowi jedną z ciekawszych serii kobiecych powieści obyczajowych w mojej biblioteczce.


Sardegna

"Terror" Dan Simmons


posted by Sardegna on , , , , ,

18 comments


Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 692
Moja ocena : 6/6

Genialny, genialny, genialny! Wspaniały! Mój bezsprzeczny numer jeden w roku 2015. Ale, ale, muszę zacząć od początku. 

Przed lekturą orientowałam się mniej więcej, czym jest Przejście Północ - Zachód, czyli droga do Azji, przez Ocean Arktyczny pomiędzy archipelagami wysp Ameryki Północnej. Wiedziałam, że przejście to było wielkim wyzwaniem i niejako też marzeniem, żeglarzy już od XVI wieku, kiedy to pierwsi z nich zaczynali podążać tym szlakiem. Kojarzyłam nazwisko kapitana Johna Franklina, przewodzącego jednej z takich wypraw, ale na tym właściwie moja wiedza na ten temat się kończyła.

Kiedy Wydawnictwo Vesper wznowiło "Terror" Dana Simmons, powieść wydaną dziesięć lat temu, poruszającą właśnie ową tematykę, zaciekawiłam się, choć nie ukrywam, przeraziłam się początkowo objętością książki. Wystraszyłam się też, czy historia żeglarska zainteresuje mnie na tyle, że przeczytam całość w czasie urlopu, na który się szykowałam. Oczywiście wszystkie moje obawy okazały się bezpodstawne, bowiem prawie 700 stronicową "cegłę", jak niektórzy "Terror" określają, przeczytałam w dwa urlopowe dni, nie mogąc oderwać się od tego emocjonującego ciężaru i praktycznie nie mogąc skupić się, ani myśleć, o niczym innym.

"Terror" to mieszanka powieści historycznej, marinistycznej i horroru. To powieść, która przytłacza, wyciska z czytelnika ogrom emocji, zamraża na kość, ale jednocześnie wciąga, pochłania i hipnotyzuje.

Początek może trochę zmylić, bowiem każdy rozdział przedstawiony jest z perspektywy konkretnego bohatera, w różnych odstępach czasowych. Potrzeba więc kilku rozdziałów, żeby rozeznać się, kto jest kim, i w jakim czasie akcja się rozgrywa. Kiedy jednak czytelnik zorientuje się już w sytuacji, gwarantuję, że nie będzie mógł się od "Terroru" oderwać.

W maju 1845 roku dwa okręty HMS Terror i HMS Erebus pod dowództwem kapitana Franklina i kapitana Croziera wyruszyły w stronę Przejścia Północno - Zachodniego. Oba statki, ze 129 osobami na pokładzie, świetnie przygotowane, wzmocnione, napakowane żywnością i produktami przeciwko szkorbutowi, a także wieloma przydatnymi artefaktami, pod wodzą doświadczonych żeglarzy wyruszyły na północ. Niestety, żaden z nich nie przepłynął Przejścia, a poza niewielką notką pozostawioną przez kapitana na standardowym formularzu Marynarki Brytyjskiej w ustalonym miejscu kontaktu, miesiąc po wypłynięciu, nie znaleziono żadnego śladu po obu z nich. Przedmioty z Erebusa odnaleziono w lodzie ponad sto pięćdziesiąt lat później, natomiast nigdy nie natrafiono na ślad Terroru.

Powieść to zapis wydarzeń, które mogły mieć miejsce na statkach po wpłynięciu w archipelag wysp arktycznych. Dan Simmons dodał jednak wątek fantastyczny, związany z mitologią Inuitów, wprowadzając postać "potwora", lodowego/zwierzęcego demona, czającego się na lodowej pustyni wokół okrętów. Motyw ten powoduje, że opowieść marinistyczna staje się opowieścią grozy, najlepszym horrorem, trzymającym w napięciu i wzbudzającym wielkie emocje.

Jednak to nie mityczny stwór wzbudzi w czytelnikach największe przerażenie. To bardziej przyziemne sprawy będą zaprzątały umysł odbiorców. Trudno bowiem będzie spokojnie czytać o żywocie stu ludzi, przez półtora roku, w unieruchomionym w lodzie, statku, w niewyobrażalnym zimnie (gdzie temperatura spadała nawet do minus 80 stopni Celsjusza), z kończącym się pożywieniem, szkorbutem, odmrożeniami i strachem przed arktycznym potworem. W tak ekstremalnej sytuacji, w ludziach budzą się najgorsze instynkty, dlatego momentami to współpasażerowie Terroru i Erebusa będą sobie najgorszymi wrogami, większymi aniżeli natura.

Samo otoczenie, czyli arktyczna, lodowa pustynia, z różnymi odmianami lodu i fantastycznymi formami gór lodowych, robi na czytelniku ogromne wrażenie. Trudno sobie do końca wyobrazić ogrom pokrywy lodowej, tak ciężkiej i grubej, która byłaby w stanie unieruchomić dwa pływające olbrzymy. Co więcej, lód ten był w stanie zniszczyć pokrywę statków, czyli drewniane wzmocnienia, specjalnie przygotowywane na okoliczność wypłynięcia na północ. "Terror" doskonale pokazuje, jak wielka jest siła natury, a jak marnie w porównaniu z nią, wypada słaby człowiek i jego starania.

Osobiście najbardziej poruszyły mnie wszelkie opisy tragedii dotykających żeglarzy. Kończące się pożywienie, choroby, odmrożenia, nieustanna walka z zimnem, czy wszelkie próby rozgrzania się. Melancholia i zniechęcenie, pojawiające się w momencie bezczynnego oczekiwania na roztopy. Próby poprawienia sobie humoru, choćby obchodzeniem świąt w sposób "tradycyjny". Najbardziej wzruszającym momentem był dla mnie fragment opisu świąt Bożego Narodzenia, kiedy to kapitan Crozier odwiedził swoich marynarzy, a oni wręczyli mu upominki. Na samo wspomnienie owych prezentów, mam gulę w gardle. Aż trudno mi uwierzyć, że przez półtora roku, ludzie potrafili w takich (a później, w znacznie bardziej ekstremalnych) warunkach, żyć. 

Jak wspomniałam na początku, autor zapożyczył na potrzeby powieści fragmenty wierzeń Inuitów.  Lud ten został pokazany, jako bardzo silna i umiejąca się przystosować, społeczność. Przedstawicielka Inuitów, Lady Cisza, przypadkowo odnaleziona przez marynarzy Eskimoska, odegrała w powieści bardzo istotną rolę. Jej umiejętności przetrwania zrobiły na mnie wielkie wrażenie. Na marynarzach także, choć szkoda, że nie czerpali z jej wiedzy, tym sposobem prawdopodobnie zwiększyliby swoje szanse na przeżycie. 
 
Koniec wyprawy Terroru i Erebusa musiał okazać się tragiczny. I choć czytelnik zdaje sobie z tego sprawę praktycznie już od początku książki, ciągle kibicuje bohaterom i wierzy podskórnie, że znajdzie się dla nich ratunek. Emocjonalna to książka, wymagająca, zaborcza, ale warta każdej poświęconej minuty i zarwanej nocy.

Przed lekturą "Terroru" podśpiewywałam sobie beztrosko, przy okazji żeglarskich imprez, czy wakacji nad jeziorem, szantę Smugglers/Ryczących Dwudziestek "North - West Passage". Od teraz słowa tej pieśni żeglarskiej nabierają dla mnie nieco innego znaczenia, bowiem: "spróbuj chociaż raz nort-westowe przejście zdobyć, znajdź miejsca gdzie zimował Franklin u Beuoforta Wrót..." ... nie chciałabym spróbować i znaleźć, oj nie chciałabym ...

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - lipiec, oraz o wakacyjnym czytaniu


posted by Sardegna on

26 comments

Post z nowościami lipcowymi publikuję z wyjątkowym opóźnieniem, a wszystko to za sprawą urlopu, z którego wróciłam dopiero wczoraj. Odkąd prowadzę bloga, zawsze przygotowywałam się do wakacji pisząc posty na wyrost i ustawiając ich publikację, na czas nieobecności. Martwiłam się, czy ktoś będzie do mnie zaglądał, kiedy aktywność blogowa spadnie do minimum, dlatego starałam się w miarę zagospodarowywać czas i coś na przyszłość przygotować. Poza tym, w trakcie trwania wakacji myślałam o blogu, czy wszystko gra, czy posty się pojawiły, czy ktoś komentuje itd. W tym roku nie zdążyłam jednak niczego przygotować, i wiecie co? Zupełnie się tym nie przejęłam i było mi z tym cudownie! Pogodziłam się z faktem, że robię sobie urlop od bloga i blogosfery na dwa tygodnie i odcięłam się całkowicie.

Po powrocie okazało się, że sporo osób mimo mojej nieobecności nadal mnie odwiedzało. To miłe, że po czterech latach ciągle komuś zależy, żeby zerknąć, co u mnie nowego (choć ostatnimi czasy to nowości u mnie, jak na lekarstwo). W każdym razie, dziękuję wszystkim, którzy byli, zostawili ślad lub nie, i sprawili, że powrót do Książek Sardegny był bardzo miły.

Wracając jednak do urlopu, przygotowałam sobie stos 12 wakacyjnych książek (11 dla siebie + 1 dla dzieci), zakładając, że przeczytam ile zdołam, bez napinania się. Miło będzie, jeżeli uda mi się nadrobić nieco zaległości, ale bez stresu.

Wspaniały jednak to był urlop, bo udało mi się przeczytać wszystko, a nawet starczyłoby czasu na jeszcze jedną książeczkę (ach, jakże żałowałam, że nie wzięłam jeszcze jakiegoś awaryjnego tytułu...). Nie myślcie jednak, że siedziałam non stop na leżaku i czytałam. Bawiliśmy się z rodzinką świetnie, pogoda nam sprzyjała, odpoczęliśmy i nabraliśmy sił do dalszych zmagań z codziennością.

Stos wakacyjnych lektur prezentuje się następująco (wybaczcie jakość zdjęcia, ale słońce na Śląsku świeci jak oszalałe):

Hit czytelniczy, a zapewne też najlepsza lektura roku 2015 - "Terror" Dana Simmons, bardzo dobre "Wybory" i "Ezotero. Córka Wiatru", sympatyczne "Dom na jeziorze", "Amelia i Kuba. Kuba i Amelia" oraz "Uroczysko", zabawny "Pompon w rodzinie Fisiów", odkładane na wieczne później "Zagadki przeszłości" i "Posłaniec", nieco przereklamowane żywoty Harrry'ego Augusta i "Tam gdzie spadają anioły" oraz największa wakacyjna wtopa: "Cięcie". W ostatecznym jednak podsumowaniu pozytywy przeważają nad negatywami i poza ostatnim tytułem, lektura pozostałych sprawiła mi nie lada frajdę.

Wracając jednak do nowości lipcowych, nie jest ich zbyt wiele, gdyż przed urlopem ograniczyłam zamawianie książek, a na samych wakacjach, z dala od cywilizacji, nie miałam okazji odwiedzić taniej książki (i dobrze):


"Domofon" Zygmunta Miłoszewskiego - zakup własny
"Tajemnica Domu Helclów" i "Uroczysko" od Wydawnictwa Znak
"Terror" Dana Simmons od Wydawnictwa Vesper


"Spadek" i "Jak oddech" - zakup własny w bardzo promocyjnej cenie, podobnie jak "Projekt Kraken" Douglasa Preston.

Lipiec zakończył się zatem z 7 nowościami (wow!), z czego 4 książki już przeczytałam. Jestem z siebie bardzo dumna! Jeżeli kogoś interesuje mój spis lipcowych lektur, zapraszam do zakładki przeczytane.

Sardegna

"Dotyk ciemności" C.J. Roberts


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 328
Moja ocena : ?/6

Zdawało mi się, że nie ma takiej książki na rynku wydawniczym, która mogłaby mnie jakoś nieziemsko zaskoczyć (mam na myśli książki bezkrwawe, bo te krwawe to mnie jednak czasem zaskakują, i to bardzo). Czytałam już wiele thrllerów i trzymających w napięciu kryminałów, erotyków też, bo do takiej właśnie kategorii zaliczono "Dotyk ciemności". Jednakże ani razu w swej czytelniczej przygodzie nie trafiłam na taką książkę. Nie mam pojęcia, jak w ogóle opiszę ten tytuł. Nie wiem nawet do jakiego gatunku zaklasyfikować ową powieść. Nic nie wiem, poza tym, że ta książka wbija w fotel, ale właściwie nie potrafię określić, czy w sposób pozytywny, czy negatywny. 

Nie jest to erotyk z gatunku, do jakiego przyzwyczaił nas Christian Grey. Nie jest to też jego marna czy lepsza kopia. Takiej opowieści nigdy wcześniej nie czytaliście, więc i nie ma jej do czego porównać.
Właściwie pokusiłabym się o stwierdzenie, że "Dotyk ciemności" to nie jest erotyk. Bardziej skłoniłabym się ku thrillerze psychologicznym z wątkiem erotycznym. To, co dzieje się między głównymi bohaterami to psychiczna rąbanka. Nawet do końca nie wiem, co jest w niej prawdziwe, a co jest wytworem ich wyobraźni. Przerażające to wszystko, mówię Wam.

Livvie jest nierzucającą się w oczy osiemnastolatką. Nie ma łatwego życia z wiecznie niezadowoloną i krytykującą ją, matką oraz nadużywającym alkoholu ojcem. Dziewczyna ma jednak silny charakter i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Na jej nieszczęście, obserwowana jest przez Caleba, faceta, który porywa upatrzone dziewczyny, robi z nich seksualne niewolnice i sprzedaje na zlecenie swojego szefa, światowym potentatom. Kiedy tylko nadarza się okazja Caleb porywa Livvie i wtedy się zaczyna...

Dziewczyna nie ogarnia swego położenia, próbuje się buntować, pokazuje swój twardy charakter, ale niestety wszystkie przejawy jej nieposłuszeństwa są srogo karane. I nie mówię tutaj o klapsach, jakie serwuje swej dziewczynie Christian Grey, a potem nieustannie przeprasza i tłumaczy swoje postępowanie. O nie. Caleb nie zna litości, chociaż gdzieś tam w jego psychice świeci się mała lampka, jest ona jednak za mała, żeby ustąpić, poczuć litość i pomóc swej ofierze.

Oczywiście cała sytuacja porwania i "nauki", jak być uległą nieźle daje popalić czytelnikom. Nietrudno sobie wyobrazić, co dzieje się w umyśle porwanej, ale autorka daje nam też wgląd do psychiki porywacza, który okazuje się być nie do końca tak zły, jak przypuszczamy. Jednak Caleb to nie Christian Grey (wybaczcie za te porównania, ale są one chyba najbardziej trafne, żeby wskazać różnice pomiędzy obiema książkami). Jego przeszłość bardzo mroczna, a wspomnienia przerażające, więc i tutaj trudno będzie czytać ze spokojem.

Książka męczy psychicznie, przede wszystkim opisami seksualnych i fizycznych kar. Męczy także nieugięta postawa Caleba i niemające końca udręki Livvie. Straszne to, ale jeszcze gorszy okazuje się moment, kiedy dziewczyna zaczyna czuć coś więcej do swojego porywacza. Jej nienawiść przeplata się z cieplejszymi uczuciami, a te dwie rzeczy absolutnie nie powinny się ze sobą łączyć. Zwłaszcza w obliczu wszystkich sytuacji, o których wcześniej czytaliśmy. Zakończenie jest zaskakujące i mąci w głowie jeszcze bardziej, bowiem nie wiadomo już co jest prawdą, a co urojeniem bohaterów. 

Właściwie, po zakończeniu lektury sama nie wiedziałam już, ile z tych wydarzeń miało miejsce naprawdę, a ile w głowie Livvie czy Caleba. Zupełnie nie pasowała mi kategoria książki, nie miałam pojęcia, jak ją ocenić, jak opisać. W pierwszym odruchu dałam 5/6, ale uważam, że nie powinnam oceniać jej systemem punktowym. Tutaj nie ma mowy o "podobaniu się", o mówieniu, że książka jest świetna, czy godna polecenia. "Dotyk ciemności" męczy psychicznie i tyle Wam powiem, a jak ktoś będzie miał ochotę przeczytać, to to zrobi i sam oceni.

Sardegna

ŚBK: Reaktywacja Złotej Zakładki


posted by Sardegna on

2 comments

Dzisiejszy post tematyczny dotyczyć będzie głośnej ostatnio sprawy, reaktywacji Złotej Zakładki, czyli nagrody przyznawanej przez Blogerów Książkowych,  książkom wydanym w roku 2014.
Idea ZZ powstała w roku 2011, a nagroda po raz pierwszy, przyznana została na katowickich Targach Książki. Miałam okazję w tym uczestniczyć, oczywiście jako obserwator, bo cztery lata temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że będę członkiem grupy, która tą nagrodę będzie reaktywować po latach.
Jeżeli interesuje Was ówczesne wydarzenie, zapraszam do zerknięcia do mojego starego WPISU. Nie pamiętam wszystkich nagrodzonych autorów i książek, ale najbardziej w pamięci utkwiła mi nagroda dla Marty Kisiel i jej "Dożywocia", pana Marka Krajewskiego oraz Pani Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk. Rok później,j w 2012, nagroda ZZ została rozdana po raz drugi i jednocześnie ostatni. Osoby nagrodzone również otrzymały wyróżnienia na TK w Katowicach, a ja ponownie brałam w tym udział (szczegóły znajdziecie TU)

Po trzech latach nasza grupa ŚBK, za zgodą pierwszych organizatorów i pomysłodawców nagrody, postanowiła reaktywować Złotą Zakładkę, której wręczenie odbędzie się częściowo na Festiwalu Pióro i Pazur w Siedlcach, a częściowo na TK w Krakowie.



I teraz Wasze zadanie:

Drodzy blogerzy książkowi! Możecie oddawać swoje głosy w plebiscycie na Złotą Zakładkę. Szczegółowy regulamin konkursu znajduje się na stronie ŚBKów www.silesiaczyta.pl ale kategorie mogę Wam już zdradzić: 

  • Najlepsza literatura kobieca.
  • Najzabawniejsza książka.
  • Najlepsza literatura faktu.
  • Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży.
  • Najciekawsza książka z przeszłością w tle.
  • Najbardziej wzruszająca powieść.
  • Najlepsza powieść fantastyczna.
  • Najciekawsza intryga.
  • Najmroczniejsza powieść.
  • Najbardziej apetyczna książka.
  •  
    Książki, jakie można nominować, muszą spełniać jedno podstawowe kryterium: muszą być wydane po raz pierwszy w 2014 roku. Głosować mogą blogerzy z półrocznym stażem, publikujący posty nie rzadziej niż raz na miesiąc. Do 20 sierpnia możecie przesyłać nominacje na zlotazakladka@silesiaczyta.pl. 


    Sama mam kilka typów, może nie do wszystkich kategorii, ale na pewno zgłoszę swoich faworytów. Ze swojej strony zachęcam do oddawania głosu. Złota Zakładka będzie głosem blogerskiego ludu, więc do dzieła!

    Sardegna

    "Twardzielka" Mariusz Zielke


    posted by Sardegna on , , , ,

    11 comments

    Wydawnictwo: Akurat
    Liczba stron: 384
    Moja ocena : 6/6

    Wiecie, że darzę nieustającą miłością autora francuskich thrillerów, Maxima Chattama i nikogo, do tej pory, z nim nie porównywałam. Ale powiem Wam, że po wczorajszej lekturze "Twardzielki", część mojej fascynacji przeszła na pana Mariusza Zielke. 

    Powyższy thriller jest tak bardzo w moim ulubionym "chattamowskim" stylu, że nie mogę pojąć, dlaczego o książce jest tak cicho na rynku wydawniczym. Faktem jest, że promocja powieści odbyła we wrześniu ubiegłego roku, a ja mam niewielkie opóźnienie, związane z jej opisaniem, ale to w sumie nieważne. Kiedy trafia się taka perełka, można pisać o niej nawet rok później, a to i tak nie umniejszy jej wartości!

    Mówię Wam, "Twardzielka" to mocna rzecz, w której sporo jest brutalnych opisów i matactw. Fabuła ściśle związana jest z polskim show - businessem i polityką, a jak wiadomo to nieco kontrowersyjny temat, więc i pomysł na wątek kryminalny jest nietypowy. W świecie celebrytów nic nie jest takie, na jakie wygląda. W ich rzeczywistości liczy się gra pozorów, duże pieniądze, walka o wpływy w środowisku, narkotyki, luksusowe prostytutki i sponsoringu. Rozwiązanie zagadki kryminalnej - serii okrutnych morderstw, nie przychodzi w takim środowisku łatwo. Jest ono hermetycznie zamknięte dla "obcych" i bardzo trudno rozeznać się, kto jest w nim przyjaźnie nastawiony, a kto wrogo.

    Młode dziewczyny skuszone propozycją szybkiego i łatwego zarobku wpadają pośrednio lub bezpośrednio, w sidła firmy Soni Trybackiej. Kobieta trzyma silną ręką seks biznes w stolicy, organizując luksusowe wyjazdy, seksualne imprezy i weekendy, a także sponsoring, dla klientów z najwyższej półki. Podczas jednej z imprez, zorganizowanej dla syna znanego polityka i jego przyjaciół, ginie jedna z dziewczyn. Za tym zabójstwem idą kolejne, a w czasie następnych imprez ginie aż pięć innych kobiet. Morderstwa dokonywane są ze szczególnym okrucieństwem, według nieznanego wzoru. Na nieszczęście, nikt z branży nie chce angażować się w sprawę, wszyscy nabierają wody w usta, udając po prostu, że nie dzieje się nic złego.

    Śledztwo przejmują: Lisicki i Rodzki, policjanci po przejściach, z pomocą byłej agentki Mariki, zmagającej się z własnymi demonami i trudną przeszłością. Realizują wyjątkowo ryzykowny pomysł, na wkręcenie się w brudny światek show - businessu i zaczajenie się na mordercę, wewnątrz struktury.
    Niestety, kogo ten zamknięty krąg wpuści do środka, i zapozna ze swoimi tajemnicami, nie będzie chciał nigdy uwolnić. Gra, jaką podejmie Marika, okaże się być śmiertelnie niebezpieczna, a rzeczywistość, w jaką wsiąknie, zacznie ją pociągać i odstręczać jednocześnie. Kto jest uczciwy, a kto mataczy? Komu można zaufać, a kogo trzeba się wystrzegać? Gwarantuję, że wszystkie karty zostaną odkryte dopiero na ostatnich stronach powieści, a do tego czasu napięcie na spadnie nawet na sekundę.
    "Twardzielka" trzyma bardzo wysoki poziom. Fabuła powieści i intryga kryminalna, mimo że to fikcja literacka, może nasuwać ciekawe skojarzenia. Seks biznes w świecie celebrytów to ciągle temat tabu, jednak ostatnie doniesienia prasowe uchyliły rąbka tajemnicy. Lektura daje do myślenia, ale jednocześnie niczego czytelnikom nie narzuca.

    Książka jest po prostu doskonałym thrillerem, którego mogę polecić miłośnikom gatunku. Z panem Mariuszem Zielke miałam okazję porozmawiać chwilę na tegorocznych TK w Warszawie. Żałuję bardzo, że nie przeczytałam wtedy "Twardzielki". Nasza rozmowa mogłaby potoczyć się wtedy w zupełnie innym kierunku. Mam nadzieję jednak, że uda się to jeszcze nadrobić, przy okazji innych książkowych wydarzeń.


    Sardegna

    "Pan Samochodzik i Kapitan Nemo" Zbigniew Nienacki


    posted by Sardegna on , , , , , ,

    16 comments


    Wydawnictwo: Fundacja Klucz
    audiobook: czas trwania 8 godzin i 50 minut   
    Moja ocena : 5/6
    lektor: Janusz Zadura

    Któż nie zna Pana Samochodzika? Nie wiem, czy są wśród nas tacy czytelnicy. Oczywiście ktoś mógł nie czytać, ale na pewno zna serię Zbigniewa Nienackiego ze słyszenia. Sama również uległam czarowi pana Tomasza i jego fantastycznego samochodu, i zaczytywałam się w pojedynczych tomach serii, nawet po kilka razy, jakieś siedemnaście lat temu. Potem porzuciłam młodzieżówki na rzecz "poważniejszych" książek, bardziej dorosłych, a teraz ... znowu do nich wracam. 

    Szóstego tomu serii o tytule "Pan Samochodzik i Kapitan Nemo" zwanego inaczej "Nowe przygody Pana Samochodzika" akurat nie znałam wcześniej, ale sięgnęłam po niego za sprawą mojego męża, który odświeża sobie czasem, po kolei, wszystkie przygody PS i w ogóle nie wygląda na znudzonego.

    Powiem Wam, że przesłuchanie tegoż audiobooka było prześwietną sprawą! Po pierwsze, lektor. Zupełnie mi nieznany pan Janusz Zadura, który świetnie interpretował treść, nadawał tempo, zwalniał, gdzie trzeba, wyróżniał postacie. Cudnie czytał! Mówię Wam. Po drugie - sama historia. Wspomnienie lat nastoletnich, a jednocześnie, powrót do moich ukochanych Mazur (tych żeglarskich), które odwiedziłam sześć lat temu, połączyło moje najlepsze wspomnienia w pigułkę! 

    Pan Tomasz wraz ze swym genialnym wehikułem, kolejny raz bierze udział w poszukiwaniu skarbów. Tym razem chodzi o ciężarówkę wypełnioną kosztownościami, skradzioną przez hitlerowców w czasie II Wojny Światowej, jednemu z polskich muzeów. Doniesienia historyczne mówią, że ciężarówka nigdy nie wyjechała z kraju i prawdopodobnie zatonęła w jednym z mazurskich jezior, podczas przeprawy zimowej, przez nie do końca zamarzniętą, taflę zbiornika. Pan Samochodzik udaje się nad Jeziorak, który ma okazać się miejscem docelowym, a na miejscu natrafia na cały tabun letników, którzy pozornie nie mają nic wspólnego ze sprawą skarbu, a w rzeczywistości całkiem sporo ich z nią łączy.

    Poszukiwania skarbu to oczywiście nie jedyny wątek powieści. Na Jezioraku stacjonuje cała grupa wędkarzy, prześcigająca się w osiągnięciach. Poza tym, nad jeziorem grasuje banda małoletnich przestępców pod wodzą Czarnego Franka, porządku strzeże drużyna harcerska, ze starym przyjacielem PS, Wilhelmem Tellem, w trzcinach czai się fałszywy ornitolog, a wszystko to bacznie obserwuje z boku tajemniczy Kapitan Nemo, poruszający się za pomocą nowoczesnego ścigacza, i dbający o ład i porządek. Gdzie w tym zamieszaniu miejsce na skarb, skradziony przez III Rzeszę? Ano jest, i to w miejscu bardzo strzeżonym. Na szczęście Pan Samochodzik nie taką zagadkę miał już okazję rozwiązywać, więc i przeszukanie Jezioraka nie sprawi mu większego problemu.

    Świetnie bawiłam się podczas słuchania tego audiobooka. Poczułam się bardzo wakacyjnie i oczami wyobraźni byłam już na Mazurach. Na mój wymarzony urlop będę jednak musiała trochę poczekać, ale dzięki lekturze dane mi było choć trochę wczuć się w klimat spędzania czasu nad jeziorem.
    Seria o PS to wspaniała przygodówka, która zachwyca nie tylko nastolatków (to znaczy, ludzi, którzy byli nastolatkami, dziesięć - dwadzieścia lat temu. Nie wiem, jak sprawa wygląda aktualnie, czy młodzi czytelnicy czytali któryś z tomów Zbigniewa Nienackiego, jeżeli nie, to nasza w tym głowa, żeby podsunąć im odpowiedni tytuł), ale i dorosłych, którzy po latach wracają do tych opowieści.
    Jeżeli więc macie ochotę na sympatyczną historię przygodową z zagadką w tle, Pan Samochodzik umili Wam nie jeden wakacyjny dzień.

    Sardegna

    "Ulysses Moore. Podróż do Mrocznych Portów" Pierdomenico Baccalario


    posted by Sardegna on , , , , ,

    11 comments


    Wydawnictwo: fk Olesiejuk
    Liczba stron: 300
    Moja ocena : 4/6

    Pisząc o trzynastej części serii Ulyssesa Moore'a "Statek czasu", byłam pod wrażeniem świeżości pomysłu Autora, który nową odsłoną jednocześnie zadowolił grupę wiernych fanów (czytających i zachwycających się wszystkimi częściami poprzednimi), a także zainteresował nowych czytelników, którzy mogli zacząć przygodę z Wrotami Czasu właśnie od tomu trzynastego i kontynuować sobie historię dalszymi tomami.
    Osobiście uważam się za wierną czytelniczkę Ulyssesa Moore'a, bowiem przeczytałam wszystkie części serii, ale jednocześnie mam świadomość, że jest mi daleko do bycia ekspertem w tym temacie. W porównaniu z zapalonymi, nastoletnimi czytelnikami, którzy świetnie orientują się w nawet najmniejszych szczegółach i zawiłościach fabuły, jestem daleko w tyle.

    Naturalnie sięgnęłam po czternasty tom, nie było bowiem innej opcji, żeby zaprzestać kontynuować znajomość owej historii. Po lekturze mam jednak bardzo mieszane uczucia. Jak nigdy do tej pory, przez wszystkie trzynaście tomów, nie byłam w swej opinii tak krytyczna.
    Zanim zacznę jednak tłumaczyć, co mi się w opowieści nie podobało, kilka słów o samych wydarzeniach. Po powrocie z Kilmore Cove, Mina, Murray, Connor i Shane próbują wrócić do codzienności. Nie długo jednak dane im będzie cieszyć się spokojem, bowiem Mina dostaje tajemniczą pocztówkę z prośbą o pomoc. Do tego, znika szalony przyjaciel nastolatków, profesor Galppi oraz Kapitan Banner. Przejście przez Wrota Czasu okazuje się dla przyjaciół niemożliwe, a Murray zaczyna słyszeć jakieś dziwne głosy pod wodą.
    Na szczęście dzieciakom uda się w końcu wyjść z Willi Argo przez magiczne wrota, ale miejsce, do którego trafią może okazać się ich największym koszmarem. Tropikalna wyspa zarządzana przez tajemniczego wroga staje się dla nich dramatycznym polem walki.

    I tutaj pojawia się problem. Niby wszystko w opowieści jest tak, jak być powinno. Jest  kontynuacja przygód bohaterów z tomu poprzedniego, więc nie można narzekać na to, że ktoś się nie orientuje w temacie. Jest akcja, nowe otoczenie, tradycyjne przejście przez Wrota i podróż Metis. Są tajemnice, mapy i zawiłe ścieżki. W końcu jest sama książka. Pięknie wydana (zresztą, jak wszystkie poprzednie), z cudnymi rycinami, wyglądająca jak stary dziennik. Wszystko jest tak, jak zwykle, a jednak czegoś mi w historii zabrakło. Powiem więcej, wynudziłam się (o matko! sama nie mogę uwierzyć w to, co piszę!)
    Może to kwestia zmęczenia materiału, chociaż nie do końca, bowiem do tej pory, przez wszystkie trzynaście tomów, ani razu nie poczułam zniechęcenia czy znudzenia opowieścią, a może to kwestia samej fabuły. Po prostu nie odczułam większych emocji, czytając ten tom. Podróż przyjaciół do Mrocznych Portów to chyba najmniej ekscytujący wątek w całej serii. Niestety, przykro mi to pisać, ale zmęczyłam ten tom i to bardzo. Jako że mam porównanie, mogę pokusić się o stwierdzenie, że "Podróż do Mrocznych Portów" jest najsłabszą część ze wszystkich dotychczasowych opowieści Ulyssesa Moore'a.

    Mam wrażenie, że nastoletnim fanom serii moja negatywna opinia nie zrobi większej różnicy, bowiem dla nich i tak przedzieranie się przez wszystkie meandry opowieści jest fascynującą przygodą. I dobrze. Moim celem nie jest krytykowanie całej serii na podstawie jednego tomu, gdyż wiadomo, jak to w wielotomowych kontynuacjach bywa, zdarzają się ciekawsze i mniej ciekawe części. Lojalnie jednak uprzedzam, zwłaszcza dorosłych czytelników, tom czternasty nie powala. Co nie zmienia oczywiście faktu, że cała seria Ulyssesa Moore'a godna jest polecenia młodym czytelnikom, którzy w jej odkrywaniu odnajdą prawdziwą przyjemność.

    Sardegna

    "Konfrontacja" Douglas Preston


    posted by Sardegna on , , , , ,

    2 comments


    Wydawnictwo: G+J
    Liczba stron: 417
    Moja ocena : 5/6

    Douglas Preston mnie przeraża i fascynuje zarazem. Jego powieści to jakiś kosmos! Na pierwszy rzut poszedł "Biały ogień". I cóż się tam nie działo! Były kości, agenci federalni, stara kopalnia srebra, psychopata - podpalacz, malwersacje finansowe i atakujący (ponoć) niedźwiedź grizzly. Mieszanka wybuchowa, którą czytelnik wchłania bez mrugnięcia oka, nie zważając na żadne niespójności czy wręcz absurdy w fabule. Prestona po prostu genialnie się czytało, postanowiłam więc sprawdzić, czy i druga powieść spodoba mi się tak samo. 

    "Konfrontacja" dorównuje swojemu poprzednikowi, powiem więcej, jest nawet lepsza! "Biały ogień" został przebity ilością nagromadzonych zjawisk, wydarzeń i pomysłów (co może wydawać się nieprawdopodobne, ale jednak). Co siedzi w głowie tego Autora? Co jest jego inspiracją? I najważniejsze: ile czasu zajmuje mu zebranie materiałów do książki, bowiem ogrom informacji dotyczących opisywanego tematu (w "Konfrontacji" jest to akurat astronomia) przeraża mnie swoją autentycznością. Tę powieść Preston pisał bez współpracy z Lincolnem Child, a ja śmiem twierdzić, że praca indywidualna wypadła zdecydowanie na jego korzyść. Chociaż, o ile tę mnogość pomysłów na fabułę jestem w stanie wytłumaczyć kreatywnością dwóch pisarzy, to już kreatywność jednego wzbudza we mnie mały niepokój ...

    W "Konfrontacji" nie występuje Pendergast, czyli czołowy bohater powieści Autora, ma on jednak godnego następcę w postaci byłego agenta CIA, Wymana Forda. Jak na agenta przystało, ma on swoją asystentkę, mądrą i piękną, młodą kobietę, ale uwierzcie mi, w tym przypadku słowo "mądra" nabiera nieco innego znaczenia. Dziewczyna jest rewelacyjna i jestem jej prawdziwą fanką, bowiem ogrom sprytu i wiedzy, jaką ją Autor obdarzył, wzbudziła mój wielki podziw. Powiedziałabym, że to Abbey jest główną i najbardziej wyrazistą postacią "Konfrontacji", a agent Ford, który jest może nieco mniej charyzmatyczny niż Pendergast, tylko jej towarzyszy.

    W każdym razie akcja powieści galopuje już od pierwszej strony, momentami jest niebezpiecznie, chwilami nieco absurdalnie, ale na pewno nie jest nudno! Jest spadający meteoryt, który okazuje się być czymś zupełnie innym, a jego ślady znajdują się w Kambodży i na wyspach u wybrzeży Maine. Są dwie przyjaciółki, poszukiwaczki skarbów i psychol - narkoman, wędrujący ich śladem. Jest nielegalna kopalnia kamieni szlachetnych, której właściciele gnębią niezliczone ilości, skrajnie wyczerpanych pracowników. Jest promieniotwórcza, śmiercionośna biżuteria, a wisienką na torcie jest tajemniczy sygnał z Marsa, którego odkrycie zabiło profesora Kalifornijskiego Instytutu Technologii Krajowego Wydziału Aeronautyki i Badań Kosmicznych.


    Matko jedyna! Cóż tam się w tej książce dzieje! Astronautyka, aeronautyka, informatyka, marynistyka. Z każdej dziedziny Autor serwuje nam sporą dawkę informacji (mam nadzieję, że autentycznych), a najlepsze jest to, że Abby orientuje się w tym wszystkim, jakby to była bułka z masłem!

    Ford z pomocą pięknej asystentki próbuje określić, jaki związek mają ze sobą owe wydarzenia, które przytoczyłam powyżej. Prawda okaże się być przerażająca, ale jednocześnie wyjątkowo niebezpieczna, i to nie tylko dla bohaterów historii, ale i dla całej ludzkości.

    Świetnie bawiłam się podczas lektury. Z wypiekami na twarzy czytałam tę niesamowicie naciąganą, ale jednocześnie fascynującą opowieść. Od teraz, nazwisko Douglas Preston będzie mi się kojarzyć bezsprzecznie z ekscytującą lekturą, więc po książki Autora sięgać będę w ciemno.
    Sardegna

    "Moralność pani Piontek" Magdalena Witkiewicz


    posted by Sardegna on , , , , ,

    13 comments


    Wydawnictwo: Filia
    Liczba stron: 296
    Moja ocena : 5/6

    Królowa polskich powieści obyczajowych jest tylko jedna. Oto ona! Poznajcie Magdę Witkiewicz! Oczywiście zakładam, że grupa czytelniczek, która pierwszy raz słyszy o Magdzie jest niewielka, bowiem autorka ma tak spora grupę fanów jej twórczości, że większości nie muszę jej przedstawiać.

    Magda Witkiewicz jest autorką bardzo różnorodną. Pisze książki dla dzieci ("Lilka i spółka", "Lilka i wielka afera"), poważne powieści obyczajowe ("Pierwsza na liście", "Zamek z piasku"), erotyki ("Szkoła żon") i historie bardziej "na luzie", zabawne, lekkie i przyjemne ("Ballada o ciotce Matyldzie"). To oczywiście nie wszystkie tytuły w dorobku autorki, ale o tych jednak się nie wypowiem, bo mimo tego, że mam je na półce, jeszcze nie przeczytałam.

    Powyższa powieść to historia z gatunku tych sympatycznych - zabawna komedia pomyłek z butami w tle (wspaniały motyw, zwłaszcza dla mnie). Gertruda Poniatowska jest despotyczną żoną i zaborczą mamuśką, traktującą wszystkich z góry, chwalącą się swoimi arystokratycznymi korzeniami (to nic, że korzenie pochodzą bardziej od męża niż od niej samej), uwielbiającą buty i porcelanę z najwyższej półki, dbającą przede wszystkim o pozory. Trudne życie z tą kobietą mają mąż Romuald i trzydziestopięcioletni syn Augustyn. O ile jednak ten pierwszy pogodził się już ze swym losem i jedynym jego aktem buntu jest czytanie mało ambitnych powieści, zamiast noblistów i osławionej klasyki, to ten drugi przejawia większą ochotę, a nawet powiedziałabym desperację, w wyrwaniu się spod skrzydeł Gertrudy. 

    Augustyn wyprowadza się od rodziców do wynajętego mieszkania, w którym przez przypadek zamieszkuje też sympatyczna studentka Ania. Nowa znajomość zaowocuje nie lada przygodą, ale ale! Spokojnie! Nie o taką przygodę mi chodzi! Ważną rolę w uzyskiwaniu "samodzielności" i niezależności przez Augusta będzie pełnił jego przyjaciel, Cyryl - znany w mieście bawidamek. Jak się można domyśleć, pani Poniatowskiej będzie to bardzo nie w smak, ale syn poza domem jest poza kontrolą mamuśki, więc robi to, na co ma ochotę, między innymi zakochuje się z wzajemnością.

    Nic nie dzieje się według zamysłu Gertrudy, a to najgorsza zniewaga, jaka może się bohaterce przytrafić. Nieszczęścia lubią też chodzić parami, więc, jak to w życiu bywa, pojawiają się inne problemy, może, a nawet na pewno, bardziej istotne. Jak poradzi sobie w tak trudnej sytuacji kobieta, nieprzywykła do "zwyczajnego życia"? Pani Poniatowska rozwiąże problem po swojemu, ale jak się później okaże, w ekstremalnej sytuacji będzie w stanie przewartościować swoje życie i podjąć irracjonalne, jak na nią, decyzje.

    Przewrotna jest ta "Moralność...". Z jednej strony to lekka opowiastka, z drugiej obyczajówka z przesłaniem. Z jednej strony typowy romans, z drugiej jednak, jest to książka zupełnie nie o uczuciach i miłości. Jednocześnie jest zabawna (chociaż nie śmiałam się w głos, jak to miało miejsce w przypadku "Nie zmienił się tylko blond"), ale i refleksyjna. Zakończenie, mimo że przewidywalne, jest jak najbardziej właściwe. Nie wyobrażam sobie bowiem jakiegoś dramatu na koniec tej historii, poza tym, podobnie, jak Autorka, też jestem fanką szczęśliwych zakończeń.

    Zawsze polecam powieści Magdy Witkiewicz i tym razem też nie zrobię wyjątku. "Moralność pani Piontek" to przyjemna historia, w sam raz na wakacje, która powinna spodobać się miłośniczkom kobiecej literatury. Fanom Autorki nie muszę książki polecać, bo na pewno dawno już ją przeczytali, a teraz szykują się (i ja też!) na najnowszą powieść "Po prostu bądź".

    Sardegna

    "Pax. Pal przekleństwa" Åsa Larsson, Ingela Korsell


    posted by Sardegna on , , , , ,

    3 comments


    Wydawnictwo: Media Rodzina
    Liczba stron: 152
    Moja ocena : 5/6

    Lubię literaturę młodzieżową i sięgam po nią od czasu do czasu, i choć nie jestem może obeznana we wszystkich nowościach, jakie pojawiają się na rynku wydawniczym, orientuję się mniej więcej, co i jak. Lubię też przełamywać swoje wewnętrzne opory, co do niektórych form, czy gatunków literackich, i sięgać po coś, co pozornie nie jest w moim stylu. Ależ to fajne uczucie, kiedy po lekturze mogę sobie powiedzieć: Warto było to przeczytać! Podobało mi się! 

    Dlaczego o tym piszę? Bo powyższa książka "Pax. Pal przekleństwa" nie dość, że jest młodzieżówką, pierwszą częścią serii, z gatunku urban fantasty, to jeszcze ma ilustracje w formie komiksu. Mówiąc szczerze, łączy w sobie wszystko to, co zupełnie nie leży w kręgu moich zainteresowań. Ale wiecie co? Podobało mi się. I to bardzo! Świadczyć o tym może fakt, że książkę przeczytałam w godzinę, nie mogąc oderwać się od zaprezentowanej historii, tak mnie wciągnęło!

    Historia Pax to opowieść o dwóch nastoletnich braciach, Viggo i Alriku, którzy mieszkają w prowincjonalnym, szwedzkim (?) miasteczku, w kolejnej rodzinie zastępczej. Chłopcy mają za sobą trudne dzieciństwo i dość bogatą, niekoniecznie chlubną przeszłość, przez to widziani są przez pryzmat problematycznych i sprawiających kłopoty, dzieciaków. Nowi rodzice zastępczy podchodzą do nich jednak z wielką troską i sympatią, przez to chłopaki zaczynają się czuć pewnie w nowym miejscu. Niestety, w życiu braci pojawia się problem w postaci szkolnych "gwiazd", którzy to za wszelką cenę chcą zgnębić i podporządkować sobie "nowych". 

    Szkolne konflikty i jedna z poważniejszych potyczek nastolatków, kończy się dla chłopaków wyznaczeniem srogiej kary. Ta jednak okaże się być początkiem niesamowitej przygody i przedziwnej znajomości związanej z pradawną przepowiednią. Coś wyjątkowego czeka na Viggo i Alrika, niebezpiecznego, ale jednocześnie bardzo pociągającego i ekscytującego. Jakie zadanie będą musieli wykonać chłopcy? Czym jest pal przekleństwa? Kto lub co odpowiedzialny jest za brutalne zabicie okolicznych zwierząt? No i najważniejsze: co skrywa tajemnicza biblioteka i oranżeria, umieszczona w centrum miasta Mariefred?

    Pierwszy tom dziesięcio częściowej serii Pax jest bardzo obiecujący. Oczywiście kończy się w strategicznym momencie, ale w tej historii element zaskoczenia jest kluczowy, więc wiadomo. 

    Wydaje mi się, że historia bardzo przypadnie do gustu nastoletnim, trzynasto - piętnastolatkom. Komiksowe ilustracje wydają się bardzo dobre (zupełnie się na tym nie znam, więc nie mam porównania, ale mnie przekonały), krótkie rozdziały, tekst z dość dużą czcionką, wartka akcja, niepozwalająca czytelnikom się znudzić, to wszystko zapewni młodym odbiorcom satysfakcję z lektury. Ogólnie, same pozytywy. 

    Również nazwisko jednej z autorek może zachęcać, zwłaszcza rodziców nastoletnich czytelników, miłośników skandynawskich kryminałów, którzy zachęcą młodzież do przeczytania "Pax". Åsa Larsson znana jest dorosłym, z serii kryminalnych powieści. Ja nie do końca jestem jej fanką ("Burza z kranców ziemi" zupełnie mi się nie podobała), ale z tego co wiem, ma ona szerokie grono zwolenników.
    Na szczęście Åsa Larsson w wersji młodzieżowej wypadła bardzo dobrze, więc w takiej formie będę ją polecać.
    Sardegna

    "Nie zmienił się tylko blond" Agata Przybyłek


    posted by Sardegna on , , , , ,

    19 comments


    Wydawnictwo: Czwarta Strona
    Liczba stron: 343
    Moja ocena : 6/6


    Rzadko mi się zdarza, żeby śmiać się w głos podczas czytania jakieś książki. Kiedy coś takiego się autentycznie dzieje, to znak, że historia musi być rzeczywiście wyjątkowa. W trakcie czytana Blondu (jak w skrócie nazywam ową powieść), śmianie w głos zdarzało mi się kilkakrotnie, a parę razy nawet w miejscach publicznych. Oczywiście moje parskanie śmiechem zostało skomentowane pełnym politowania spojrzeniem towarzyszy, ale co tam! Jak się bawić, to się bawić! A Blond daje czadu, chociaż tematyka powieści wydaje się być zupełnie mało zabawna. 

    Iwona jest 37 letnią zwyczajną kobietą. No może nie zupełnie zwyczajną, bowiem jest matką czwórki dzieci: dwóch nastolatków i czteroletnich bliźniąt, właścicielką niezliczonej ilości zwierząt domowych, pisarką pracującą w domu, pełnoetatową panią domu (absolutnie nieperfekcyjną) oraz żoną swojego męża. Małżonek jednak nie do końca dobrze czuje się w roli głowy rodziny, zostawia więc Iwonę z całą ekipą i wszystkimi obowiązkami i szuka szczęścia u boku młodej kochanki. 

    I tak życie Iwonki i jej dzieci zmienia się o 180 stopni, ale jeżeli myślicie, że dalej akcja potoczy się tendencyjnie, jak w wielu innych, popularnych powieściach, gdzie bohaterka układa sobie życie na nowo i buduje szczęście po rozwodzie, to ... macie rację! Jest tu jednak jedno wielkie ALE. Wszystko dzieje się w atmosferze humoru, nieustającego optymizmu i pozytywnych emocji. Iwona przyjmuje wszystko ze stoickim spokojem, a z równowagi nie wytrąci ją nawet fakt, że za sprawą siedemnastoletniego syna, zostanie najmłodszą babcią świata.

    Iwona wraz z czwórką dzieci, ciężarną, niedoszłą synową, psami i kotami ląduje u rodziców na wsi, gdzie prym wiedzie jej charyzmatyczna mamusia, lubiąca trzymać rękę na pulsie. Do całej tej menażerii dochodzi jeszcze gosposia Michalina, wymagająca wsparcia, przyjaciółka Iwony - Kasia, dawny kolega ze szkolnej ławy, Jarek, potrzebujący natychmiastowej pomocy dawnej koleżanki, oraz ktoś jeszcze, o kim teraz nie wspomnę, żeby nie zepsuć elementu zaskoczenia.

    Jak zatem w takim chaosie Iwona ma ogarnąć swoje życie i znaleźć siłę do wali z byłym - obecnym mężem? Pomóc może tylko poczucie humoru i wsparcie, jakie zapewnia rodzina, nawet najbardziej szalona, jak ta, należąca do Iwonki.

    Wspaniale pozytywna to książka! Doskonała na wakacje, odprężająca i przede wszystkim zabawna (a jak napisałam na początku, trudno napisać książkę, która będzie autentycznie bawić czytelnika). Całość akcji toczy się w myśl zasady, co cię nie zabije, to cię wzmocni, członkowie rodziny trzymają się razem, nie zważając na przeciwności losu, patrzą pozytywnie w przyszłość.

    "Nie zmienił się tylko blond" to nie tylko zabawna opowieść z morałem, to przede wszystkim gama przebarwnych postaci, z których (moim zdaniem) mama Iwony i piętnastoletnia córka Agatka rozwalają system! Patrząc jednak globalnie, praktycznie każda postać przedstawiona w książce, mniej lub bardziej dokładnie, łącznie z małoletnimi bliźniakami, dyrektorem - luzakiem, konduktorem, paniami z kołka gospodyń wiejskich (motyw malowania placu zabaw mnie zabił!), nadaje opowieści wyjątkowy charakter i wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika.

    Trzeba zaznaczyć, że w całym tym humorze i żartach sytuacyjnych, zawartych w powieści, Blond nie jest przerysowany, ani przeładowany gagami. Wiadomo, że taka struktura fabuły wypada bardziej sztucznie niż naturalnie, więc za ten umiar przyznaję autorce wielki plus.
    Powieść polecam gorąco. Nic tak nie poprawia humoru, jak dobra historia, a ta ma w sobie wiele zalet, zapewniam!

    Sardegna

    Ostatnie trzy słuchowiska Chmielewskiej z mojej kolekcji (jak na razie!)


    posted by Sardegna on , , , , , ,

    No comments

    To już moje ostatnie trzy słuchowiska Teatru Polskiego Radia, na motywach powieści Joanny Chmielewskiej, które mam w swej kolekcji. Do całości serii jeszcze trochę mi brakuje, ale jak na razie nie czuję palącej potrzeby zdobywania kolejnych części. Muszę zrobić sobie przerwę od autorki, bo zupełnie już nie nadążam za prezentowanym humorem i tokiem myślenia. Zawsze miałam z tym problem, ale wśród mniej ciekawych tytułów (słuchowisk oczywiście, nie wersji papierowych) znajdowałam swoją "perełkę", która bardzo mnie bawiła i podobała mi się na tyle, że miałam motywację szukać kolejnych słuchowisk i wybierać coś dla siebie.


    W dzisiejszym komplecie trzech tytułów: "Krokodyl z Kraju Karoliny", "Pech" i "Kocie worki" nie znalazłam niestety nic, co powaliłoby mnie na kolana i dało zachętę do dalszego poszukiwania brakujących odcinków. Humor w nich zaprezentowany, fabuła i pomysł na rozkręcenie akcji zupełnie do mnie nie przemówił. Wszystkie oceniłam na 4, czyli średniawo i bez emocji, jeżeli jednak miałabym ułożyć te trzy tytuły w kolejności od najbardziej zajmującego do najnudniejszego,  to prezentowały by się następująco:

    Krokodyl z Kraju Karoliny
    Seria: Słuchowisko na motywach powieści Joanny Chmielewskiej
    Realizacja: Teatr Polskiego Radia
    Wydawnictwo:  Elipsa Dom Wydawniczy
    słuchowisko: czas trwania 1 godzina 6 minut
    Moja ocena : 4/6
    obsada: Anna Dereszowska, Jacek Braciak, Krzysztof Wakuliński

    "Krokodyl..." najbardziej przypadł mi do gustu, nie na tyle jednak, żebym wyróżniła go oceną 5/6. Intryga opowiadania kręci się wokół śmierci przyjaciółki Joanny, Alicji. Kobieta czuje się obserwowana i śledzona, aż ginie w tajemniczych okolicznościach. Do tego znikają jej zwłoki. Joanna, która rozmawiała z przyjaciółką na kilka godzin przed śmiercią, wchodzi w posiadanie informacji, mogących rozwiązać zagadkę zabójstwa, z tym że kobieta nie jest skora do współpracy z milicją i woli działać poszukiwawczo na własną rękę. Cała akcja śledcza rozkręciła się na tyle, że z ciekawością podążałam za tokiem myślenia stróżów prawa, którzy rozmijali się nieco z prywatnym śledztwem, które prowadziła Joanna. W tej części najwięcej się dzieje, a pomysł na intrygę jest bardzo trafiony, dlatego przyznaję wyróżnienie.

    Kocie worki
    Seria: Słuchowisko na motywach powieści Joanny Chmielewskiej
    Realizacja: Teatr Polskiego Radia
    Wydawnictwo:  Elipsa Dom Wydawniczy
    słuchowisko: czas trwania 1 godzina
    Moja ocena : 4/6
    obsada: Magdalena Zawadzka, Dorota Landowska, Jacek Braciak, Rafał Mohr

    Początek historii jest jak najbardziej obiecujący. Znowu do akcji wkracza charyzmatyczna Alicja, przyjaciółka Joanny, która zaprasza czytelników do swojego domostwa, ogarniętego chaosem, nie do końca kontrolowanym. W mieszkaniu poutykane są "kocie worki", czyli paczki pozostawione w duńskich kolejach, zakupione przez Alicję na licytacji, w jednym z nich, prawdziwy skarb, który może skłonić niejednego rzezimieszka do popełnienia przestępstwa. I tak się właśnie dzieje, skarb ukryty w jednym z worków staje się przyczyną zabójstwa, a zadaniem kobiet będzie odkryć o nim prawdę. Tak jak napisałam, start był świetny, ale później było już coraz mniej interesująco (w każdym razie dla mnie), akcja wydała mi się przegadana, a opisy domu i przeszukiwania jego zakamarków, męczące.

    Pech
    Seria: Słuchowisko na motywach powieści Joanny Chmielewskiej
    Realizacja: Teatr Polskiego Radia
    Wydawnictwo:  Elipsa Dom Wydawniczy
    słuchowisko: czas trwania 1 godzina 12 minut
    Moja ocena : 4/6
    obsada: Joanna Trzepiecińska, Sonia Bohosiewicz, Adam Ferency, Marcin Troński

    "Pech" okazał się dla mnie najbardziej pechowy ze wszystkich. Niby sam pomysł na fabułę jest dość interesujący, bowiem bohaterka Iza Brant, której to wielka rodzina zwala się na głowę, musi ogarnąć sprawę morderstwa byłego kochanka, to jednak sama akcja, poszukiwanie zabójcy człowieka o nazwisku Dominik Dominik i wplatanie w to rodzinnych spraw kobiety, już niekoniecznie. Ta część wydala mi się najbardziej "jałowa". Nie pomogła nawet interpretacja Joanny Trzepiecińskiej, którą bardzo w słuchowiskach lubię ("Całe zdanie nieboszczyka"), ani Sonia Bohosiewicz, która też jest bardzo charyzmatyczną lektorką.

    Tym razem zestaw słuchowisk Chmielewskiej nie powalił mnie w ogóle na kolana, a może to już zmęczenie materiału i powinnam sobie zrobić odpoczynek, w każdym razie szału większego w trakcie słuchania nie odczułam. Z tego co wiem, sporo osób nie lubi słuchowisk jako takich i woli audiobooki, ja jednak będę ich bronić, bo traktuję oba na równi. Na razie jednak skupię się na tych drugich, bo chyba trochę za nimi zatęskniłam, i przesłuchałam w ostatnim czasie aż 3, co bardzo rzadko mi się zdarza w trak krótkich odstępach czasu. Przełom!
         Sardegna

    # Nowości w mojej biblioteczce - czerwiec


    posted by Sardegna on

    8 comments

    Mijający czerwiec był chyba dla mnie najbardziej wyczerpującym miesiącem w ostatnich latach. Działo się u mnie tyle rzeczy na raz, że nie jestem w stanie nawet o tym pisać. Przez to zamieszanie zaniedbałam bloga, porzuciłam czytanie i odliczałam tylko czas do końca miesiąca, kiedy to będę mogła odpocząć. Teraz już jest lepiej, wychodzę na prostą ze sprawami domowymi, więc mogę wrócić też do Książek Sardegny. 
    Post z nowościami czerwcowymi pojawia się więc z kilkudniowym opóźnieniem, a w nim stosy książek, z których większość trafiła do mnie na początku miesiąca. Końcówka czerwca była już bardziej stateczna.

           
    Cała gama książeczek z serii "Czytam sobie" Egmontu, "Koszmarny Karolek i nawiedzony dom", "Kaczka przynosząca szczęście", seria czterotomowa "Wróżki" oraz "Pompon w rodzinie Fisiów" Joanny Olech - zakupione na kiermaszu, który odbył się na początku czerwca w mojej okolicy.


    "Ezotero. Córka wiatru" Agnieszka Tomczyszyn - od Wydawnictwa mg
    "Trans" Manueli Gretkowskiej i "220 linii" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk - obie z powyższego kiermaszu
    "Basia i wyprawa do lasu" - od Egmontu

    "Niedźwiadek polarny" - zakup własny
    "Dotyk ciemności" C.J. Roberts - od Czwartek Strony
    "Pal przekleństwa" Asa Larsson - od Wrocławskich Księgarni
    "Nie zmienił się tylko blond" Agata Przybyłek - od Czwartej Strony
    "Córka Twórcy Królów" Phillipa Gregory - od Publicat
    "Zakopane odkopane" P. Młynarska i B. Sabała - Zielińska - od Wydawnictwa Pascal


    "Wiosenna noc" Tarjej Vesaas
    "Stygmaty czarownicy" Margit Sandemo
    "Chłopcy z Placu Broni"Ferenc Molnar
    "Powrót z piekła" Przygody trzech Detektywów
     "Czuły barbarzyńca" Hrabala - wszystkie zakupione po 1 zł. w bibliotece

    Czerwiec i 31 nowości, ale w tym 18 książeczek dla dzieci, więc jestem usprawiedliwiona! 

      Sardegna