ŚBK - Autorzy, którzy poruszają moją duszę


posted by Sardegna on

23 comments

Dzisiaj wracam do Was z kolejnym wpisem tematycznym Śląskich Blogerów Książkowych.


Zatęskniliśmy w grupie do tych postów, poza tym, mamy w naszych szeregach kilka nowych osób, które będzie poznać lepiej. Poznacie ich dzisiaj po tym właśnie tytule postu. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu i w kolejnych też, uda nam się przygotować kolejne, fajne tematy do zaprezentowania, Które będziecie śledzić razem z nami.
Jako że ostatni wpis z tego rodzaju pojawił się w Książkach Sardegny dość dawno, dla przypomnienia zapraszam zainteresowanych do zerknięcia, o czym ŚBKi pisali wcześniej: 

ŚBK: Śląski Bloger jaki jest - każdy widzi!
ŚBK: "Dobry zwyczaj nie pożyczaj... czy wręcz przeciwnie?"
ŚBK: "Moje książkowe miejsca"
Nie tylko nowościami bloger żyje, czyli o ŚBKowych białych krukach
ŚBKowe zboczenia książkowe
ŚBK i ich książkowe bziki
ŚBK "Czym powinna być księgarnia?" 
ŚBK: 10 najdziwniejszych książek, które mam w swojej biblioteczce
ŚBK: Alfabet autorów bliskich mojemu sercu
ŚBK czyli zbieramy nie tylko książki, czyli nasze kolekcje
ŚBK: Kulinarnie
Mój rok z ŚBK
ŚBK: Bloger nie wielbłąd, pić musi!
ŚBK: Książka, z którą nie rozstanę się za żadne skarby świata oraz ŚBKi w TV
ŚBK: Ulubione gadżety, bez których nie wyobrażam sobie życia
ŚBK: Wakacyjne czytanie
ŚBK: Reaktywacja Złotej Zakładki

Jak widać, rozrzut tematyczny był dość spory, ale dzięki temu mamy szansę lepiej się poznać i poznać swoje czytelnicze upodobania.

Dzisiejszy temat jest bardzo wdzięczny. Stworzenie listy autorów, którzy są bliscy memu sercu, nie będzie trudne. Zapraszam zatem do zapoznania się z moimi ulubionymi pisarkami i pisarzami:

Ukochane Autorki

W przypadku literatury pisanej przez panie, nie mam żadnych wątpliwości: moimi ulubionymi Autorkami są panie Hanna Kowalewska i Katarzyna Zyskowska - Ignaciak.

Panią Hannę Kowalewską uwielbiam za serię o Zawrociu. Wspaniały i wysublimowany styl, fabuła, która przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, całość powieści, która robi na czytelniku tak mocne wrażenie, że właściwie nie można oddać jej wyjątkowości słowami. Bardzo miło wspominam spotkanie z Autorką na Warszawskich TK. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła poznać panią Kowalewską osobiście. Wrażenia ogromne!

Kasię Zyskowską - Ignaciak czytam od Jej pierwszej powieści. Początkowo była to sympatyczna literatura kobieca, później przyszedł czas na konkretne powieści obyczajowe. Wspaniała seria "Upalne lato..." poruszyła mnie ogromnie. Historia trzech pokoleń kobiet, ich wzajemne relacje, życie osobiste, marzenia, oczekiwania, przedzieranie się przez tą opowieść wspominam, jako jedno z najlepszych doświadczeń czytelniczych w życiu. Poza tym, uwielbiam rozmawiać z Autorką. Wymieniać się uwagami, dyskutować o Jej bohaterach. Spory czas na TK spędzam właśnie na stoisku, gdzie Autorka promuje swoje książki. To mój stały punkt targów. [zdjęcie mąż]

Mężczyźni numer 1

Jeżeli chodzi zaś o autorów, moje serce od lat należy do Harlana Cobena i Maxime Chattama. Przeczytałam niemalże wszystkie powieści, jakie wyszły spod ich pióra, na żadnej się nie zawiodłam. Czytam i kupuję tych panów w ciemno!

Harlan Coben towarzyszy mi od wielu lat, wszystko za sprawą kryminału "Nie mów nikomu". Potem poszło już lawinowo i zdarzało mi się nawet czytać pod rząd, trzy Jego książki. Poza tym, Coben stworzył Myrona Bolitara, jeden z moich ulubionych bohaterów książkowych. Prawdziwego mężczyznę w literaturze. Ach! Dzisiaj mogę się pochwalić skompletowaną serią wszystkich jego powieści (z wyjątkiem tej najnowszej), która stoi na honorowym miejscu w mojej biblioteczce.
[żródło zdjęcia]




 
Maximme Chattam - najprzystojniejszy Autor, jakiego znam, więc tym bardziej niepokojące jest to, jak w tak pięknej głowie powstają tak brutalne i szokujące powieści. Książki Chattama to prawdziwa jazda bez trzymanki. Są to bardzo mocne thrillery o najgorszych przestępstwach, jakie tylko możecie sobie wyobrazić. Czytałam niemalże wszystkie (może za wyjątkiem dwóch czy trzech tych najnowszych), ale absolutnie nie można sięgać po nie za często, bo strach potem wyjść między ludzi, widząc w każdym seryjnego mordercę. Autentycznie.
[zdjęcie mąż]




Autorzy bliscy memu sercu

Poza podium, które trochę przewrotnie ma tylko dwa miejsce kobiece i dwa miejsca męskie, chciałam także wyróżnić Autorów, których również czytam "w ciemno" i wiem, że kolejna książka ich autorstwa na pewno trafi w moje czytelnicze gusta.

Magdalena Witkiewicz - Autorka wielu powieści, i tych zabawnych, lekkich i przyjemnych, a także takich, które poruszają poważne problemy społeczne. Przemiła i sympatyczna dziewczyna, z którą nawet przy pierwszym spotkaniu, rozmawia się, jak z przyjaciółką niewidzianą od lat. [zdjęcie śbk]
Philippa Gregory - brytyjska pisarka, która stworzyła szereg genialnych powieści historycznych. Jak wiadomo, nie jest to mój ukochany gatunek literacki, tym bardziej szanuję Ją za to, że potrafiła stworzyć opowieści, które przeczytałam z wypiekami na twarzy. [źródło zdjęcia]
 
 
Remigiusz Mróz - Autor głośnych thrillerów prawniczych z Chyłką i Oryńskim, w rolach głównych, oraz kryminałów z Wiktorem Frostem. Pisarz, który utrzymuje świetne kontakty ze swoimi czytelnikami i poświęca bardzo wiele czasu na rozmowę z nimi na TK. Każda jego powieść spotyka się z entuzjazmem fanów i w sumie nie ma się co dziwić, bo każda nowość niesie ze sobą interesującą historię i wyjątkowe zakończenie. [zdjęcie mąż]
Andrzej Pilipiuk - moja literacka miłość od wielu lat. Nie mogę w prawdzie pochwalić się znajomością wszystkich książek Autora, ale te, które przeczytałam są naprawdę mi bliskie. Seria "Kuzynki", moja ulubiona "Operacja Dzień Wskrzeszenia", seria o Jakubie Wędrowyczu. Mam słabość do tych historii i z nieustającą chęcią sięgam po kolejne. Poza tym, przy okazji kolejnych TK zawsze udaje mi się zamienić parę słów z Autorem i gwarantuję Wam, zawsze jest to ciekawe doświadczenie. [zdjęcie mąż]






Marcin Ciszewski - twórca serii "www", Autor, który potrafi stworzyć "męską" opowieść, w której zaczytuję się bez opamiętania. Jego powieści łączą w sobie sensację, kryminał, fantastykę, literaturę wojenną i historyczną, a całość składa się na naprawdę niesamowitą fabułę. [zdjęcie mąż]




A jacy Autorzy skradli Wasze serca? Zapraszam do zerknięcia do wpisów ŚBKowych, a także do podzielenia się Waszymi ulubionymi nazwiskami.

Sardegna

"Róża i cis" Mary Westmacott (Agatha Christie)


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Moja ocena : 4/6

Po przeczytaniu genialnej powieści obyczajowej "W samotności", która wyszła spod pióra Agathy Christie, piszącej pod pseudonimem Mary Westmacott, poszłam za ciosem i wzięłam się za kolejny tytuł Autorki. Nie miałam w stosunku do "Róży i cisu" specjalnych oczekiwań, bo wiem jak to u mnie z Agathą Christie bywa. Jedne jej powieści zachwycają mnie i zapadają na długo w pamięć, inne jakoś nie bardzo leżą w moich gustach, i zapominam o nich praktycznie po przeczytaniu. Niestety, "Róża i cis" należy chyba do tej drugiej grupy. Druga powieść obyczajowa Autorki, z jaką miałam do czynienia nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, aczkolwiek trzeba przyznać, że w całej tej historii udało się wykreować interesujące postacie i wrzucić je w wir niepokojących wydarzeń.

Nie potrafię dokładnie określić, kto jest bohaterem tej powieści. Z jednej strony może nim być John Gabriel, człowiek o silnym charakterze, bohater wojenny, kandydujący do parlamentu. Z jednak drugiej strony, jest nim narrator - Hugh Norreys, człowiek wyjątkowo spokojny, wyważony, który od lat porusza się na wózku, na skutek nieszczęśliwego wypadku. W końcu, główną bohaterką może być także Isabella Charteris, bardzo tajemnicza kobieta, od lat trzymana pod kloszem, sprawiająca wrażenie osoby zamkniętej w sobie, mało otwartej na ludzi i świat. Tak po prawdzie jednak, wszystkie te osoby są kluczowymi postaciami w dramacie rozgrywającym się w powieści. Historia oscyluje bowiem pomiędzy tymi trzema osobami, co rusz ukazując nam ich skryte oblicze.

John Gabriel pojawia się w otoczeniu Norreysa z wielką pompą. Jest on bowiem wschodzącą gwiazdą polityki, człowiekiem o wielkiej charyzmie i geście. Pewny siebie, otwarty, komunikatywny, działa na kobiety, jak magnes. Dla Norreysa dziwne okazuje się to, że Gabriel nie wyróżnia się szczególnie ani wyglądem, ani osobowością, jego zachowanie zazwyczaj odbywa się na pokaz, a jego motywy nie zawsze są szczere i rzadko opierają się na bezinteresowności, jednak mimo to, kobiety za nim absolutnie szaleją! 

Fenomen osoby młodego polityka jest zupełnie niezrozumiały przez narratora, który niby jest biernym obserwatorem wydarzeń, dziejących się wokół niego, ale tak po prawdzie jest w nie bardzo zaangażowany emocjonalnie. Kiedy do skrytych wielbicielek Johna dołącza panna Isabella, kobieta, choć pozornie mało ciekawa i atrakcyjna, w rzeczywistości okazująca się być bardzo inteligentną i wrażliwą osobą, podejście Norreya do Gabriela staje się bardzo negatywne. Isabella jest bowiem bliska jego sercu, i perspektywa, że może być ona zafascynowana nieszczerym i zadufanym w sobie bawidamkiem, bardzo go boli. Sprawy nie ułatwiają także rozmowy, jakimi uracza go Gabriel, zdradzając tajniki podrywu i tematów, które "działają na kobiety".

Apogeum dramatu staje się moment, kiedy Isabella, planująca swój ślub z dalekim kuzynem, Rupertem lordem St. Loo, porzuca go przed ołtarzem dla młodego polityka. Niepojęte wydarzenie wstrząsa Norreyem, który postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, co też takiego jest w tym człowieku, że potrafi sobą tak zafascynować.

Zakończenie tej historii, jak to u Agaty Christie bywa, jest mocne i niejako wyjaśnia to, co działo się pomiędzy bohaterami dramatu. I podobnie, jak to miało miejsce "W samotności", po zakończeniu lektury, czytelnikowi nasunie się nieco gorzka refleksja na temat związków i relacji uczuciowych. Ja osobiście nie emocjonowałam się książką tak, jak w przypadku poprzedniej obyczajówki Autorki, ale nie powiem, przeczytałam ją z przyjemnością w dwa wieczory. Do czego i Was zachęcam.
Sardegna

"Absolutnie fantastyczne labirynty" Becky Wilson


posted by Sardegna on , , ,

3 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 128
Moja ocena : 6/6

"Absolutnie fantastyczne labirynty" wydane przez Naszą Księgarnię, to świetna propozycja dla dzieci w różnym wieku. I dla tych szkolnych 7- 10 latków, ale także dla starszych przedszkolaków. Książeczka zawiera w sobie 100 zadań do rozwiązania, w postaci labiryntów właśnie, o bardzo zróżnicowanym stopniu trudności. Niektóre są banalnie łatwe, przy innych trzeba się nieźle nagłówkować. Na szczęście, wszystkie zadania są przedstawione w bardzo sympatyczny i miły dla oka, sposób. Nie ma dwóch takich samych labiryntów, więc każda droga, jaką dziecko musi przebyć, jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. 

Do każdego zadania utworzony jest opis, który informuje, jakie zadanie przy przejściu danego labiryntu, trzeba wykonać. I tak na przykład, należy odnaleźć misia, który bawi się w chowanego, wyprowadzić samochód ze złomowiska, przeprowadzić małego żółwia przez niebezpieczną plażę, odnaleźć drogę w sklepie z parasolkami, pomóc krecikowi znaleźć przyjaciela, pomóc żabce w dotarciu do sióstr, ominięcie supłów na splątanych sznurówkach, czy wskazać konikowi morskiemu drogę do ukochanej.  Można też omijać wodorosty podczas zabawy w wodzie, wybrać odpowiednią stację metra, znaleźć drogę do ogniska, przejść odpowiednim szlakiem górskim, zdecydować się na odpowiednią kolejką górską, albo odszukać pandę w sercu dżungli.  To oczywiście tylko kilka wybranych przykładów ze 100 sympatycznych labiryntów.


Do tego dodajcie, że wszystkie labirynty są piękne i kolorowe, z bardzo wieloma szczegółami. I to jest chyba największa zaleta tych zakręconych labiryntów. Ilustracje są barwne, bardzo dopracowane, zupełnie nie przypominają takich "typowych", które często pojawiają się w innych karatach pracy. Dotarcie do rozwiązania każdego z labiryntów, przejście drogi pomiędzy przeszkodami, stanowi dla dziecka fajną przygodę i nowe wyzwanie. Dlatego też, nigdy nie kończy się na rozwiązaniu jednego zadania. Praca z tą książeczką jest dla dziecka tak wciągająca i ciekawa, że ma ono ochotę na więcej. 

Moja siedmiolatka rozwiązuje 3, 4 labirynty dziennie. W naszym przypadku jednak, nie jest to tylko miła rozrywka i urozmaicenie wolnego czasu, ale stanowi też element codziennych ćwiczeń wzroku do bliży. Konieczne ćwiczenia wzroku zajmują Siedmiolatce dziennie od 1,5 - 2 godzin, dlatego konieczne jest urozmaicenie zadań, jakie wykonuje, żeby nie czuć znużenia i zniechęcenia. 

Labirynty są takim urozmaiceniem. A dzięki temu, że ilustracje są kolorowe, a ścieżki labiryntów niewielkie, wymagające precyzyjnego poruszania się, oko mocniej skupia się na wykonywanej pracy i efekty ćwiczeń są większe. 

U nas labirynty sprawdziły się bardzo dobrze. Dzięki takim zadaniom dzieci uczą się dokładności i staranności, a także doprowadzania pracy do końca. Poza tym, do każdego labiryntu można stworzyć własną historyjkę i dzięki temu, nadać jej nowy charakter. Solidne wykonanie książeczki pozwala na spakowanie jej do plecaka i zabranie na wyjazd, lub po prostu do szkoły, żeby pobawić się na przerwie. Same pozytywy. I ja i Siedmiolatka, polecamy serdecznie.

Sardegna

"Drobne występki w czasach obfitości" Matthew Kneale


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments

 
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6

Czasami trafiam na lekturę, której wyjątkowość leży w prostocie, i
"Drobne występki w czasach obfitości" to właśnie taka książka. Przekazująca wiele mądrych, życiowych prawd, za pomocą zupełnie prostego i jasnego przekazu. Tak, jak skromna w swym wyrazie jest okładka, tak oszczędna jest treść opowiadań, jednak w tej skromności i prostocie tkwi cała ich moc i wartość.

Książka składa się z dwunastu opowiadań, z których każde opisuje jedną z wielu, pozornie banalnych, zwyczajnych historii, dziejących się w życiu prostych, niczym nie wyróżniających się ludzi.  Bohaterowie opowiadań są różnej narodowości i ras, w różnym wieku, różnej płci, o różnym statusie materialnym. Życie każdego z nich wygląda zupełnie inaczej, ale nie jest to zaskoczeniem, kiedy czytamy o mieszkańcach Londynu średniej klasy społecznej, turystach, farmerach, nastolatkach, seniorach czy rodzinach z dziećmi. 

Co zatem jest wyjątkowego w tej książce, powiecie? Otóż, jej niezwykłość polega na tym, że każda historia opisuje odrębny problem, osobny występek czy grzeszek, którego dopuszczają się bohaterowie. Niby nic nie znaczące wydarzenie, w wyniku którego bohater reaguje tak, a nie inaczej, uświadamia czytelnikowi, że podobne postępowanie charakteryzuje sporą część społeczeństwa, a takie "grzeszne momenty" zdarzają się ludziom praktycznie codziennie. 

Bohaterowie przeżywają różne sytuacje, a ich reakcje są świadome, czasami zupełnie niezamierzone, zazwyczaj jednak wynikają z pierwszego odruchu, przeświadczenia, że tak właśnie powinno się postąpić. Niestety często to działanie okazuje się moralnie niewłaściwe, co jednak jest niepokojące, bohaterowie przechodzą z tym faktem do porządku dziennego, nie skupiając się zbytnio na swoich "niewielkich potknięciach", bo to przecież "nic takiego" i "każdemu może się zdarzyć".

I tak, w tych pozornie zwyczajnych opowiadaniach, Autor opisuje pomiędzy wierszami, problemy współczesnego świata, które dotykają każdego z nas, bez względu na grupę społeczną, do jakiej należymy. Obojętność, obłuda, kłamstwo w imię "większego dobra", zazdrość, obsesja kontrolowania drugiej osoby, "życie na pokaz", strach przed utratą bogactwa, egoizm czy różnego rodzaju uprzedzenia.
To wszystko codziennie staje się naszym udziałem. Niepokojące jest też podobieństwo odbiorców do głównych bohaterów, przejawiające się właśnie w takiej niezmiennej naturze ludzkiej. Usprawiedliwianie swojego postępowania, odwracanie od niego swej uwagi, nie nadawanie mu większego znaczenia, ignorowanie głosu sumienia. Znamy to aż za dobrze...

Każde opowiadanie jest świetnie skonstruowaną historią, którą czyta się bardzo dobrze. Fabuła wciąga już od pierwszego zdania, co nie jest prostą sprawą, kiedy opisuje się pozornie zwyczajne sprawy. Jedne historie bardziej przypadły mi do gustu (bardzo mocny, przez to świetny na rozpoczęcie zbioru "Kamień",  "Proszek", "Ciężar"),  inne może troszkę mniej ("Liście", "Metal"), ale każdemu opowiadaniu należy przyznać, że zawarta w nich puenta mocno uderza w emocje. Dlatego nad każdym opowiadaniem warto pochylić się nieco dłużej.

Wydawnictwo Wiatr od Morza nigdy nie zawodzi. Książki wychodzące z ich ramienia stają się już marką samą w sobie. "Dostatek", "Dotyk", a teraz "Drobne występki w czasach obfitości" zaskakują przemyślaną fabułą, dopracowanymi szczegółami, ale przede wszystkim wielką dojrzałością. Dlatego polecam je serdecznie wszystkim tym czytelnikom, którzy szukają na rynku wartościowej literatury.

Sardegna

"W samotności" Mary Westmacott (Agatha Christie)


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6

Matko jedyna! Jakaż to jest wspaniała książka! Jestem w ciężkim szoku i pod wielkim wrażeniem! W życiu bym nie pomyślała, że Agatha Christie jest mnie w stanie jeszcze czymś zaskoczyć. Miałam wrażenie, że "wyczytałam" już Autorkę na wylot, i że jej pięć minut w moim czytelniczym świecie, już minęło. A tu taka niespodzianka! I to wcale nie kryminalna. "W samotności" to powieść obyczajowa, którą Autorka napisała pod pseudonimem Mary Westmacott.

I powiem Wam, to jest Agatha Christie w zupełnie nowej, jak dla mnie odsłonie. W książce niewiele się dzieje, jeśli chodzi o wydarzenia, całość odbywa się praktycznie w jednym miejscu, a akcja rozgrywa się głównie w myślach bohaterki. Jest to tak mało "kryminalna" opowieść, tak niekojarząca się z Christie (choć styl pisarski obyczajówki jest podobny do kryminalnego), że książka ta była dla mnie niesamowitym odkryciem. Takim jajkiem - niespodzianką, w której z niecierpliwością odkrywałam warstwy, przerzucałam kolejne strony, żeby jak najszybciej poznać zakończenie. 

Powieść jest tak doskonale przemyślana, tak wyjątkowo skrojona, że nie umiem nawet opisać dobrze tego wrażenia, jakie na mnie zrobiła. A pomyśleć, że na pierwszy rzut oka, to taka pozornie nijaka opowieść...

Joan Scudamore jest kobietą dojrzałą, matką trójki dorosłych już dzieci, szczęśliwą żoną i spełnioną gospodynią domową. Jest zadowolona z życia, świadoma, że dobrze wychowała swoje dzieci i zapewniła im świetlaną przyszłość. Poza kierowaniem całą gamą służby, angażuje się też w miejskie akcje społeczne, ma doskonałe relacje ze znajomymi z miasteczka, jest poważana i lubiana. Ogólnie jest taką perfekcyjną panią domu, z przed lat. 

Tak po prawdzie jednak, Joan większość rzeczy w swoim życiu robi na pokaz. Najważniejsze jest to, co powiedzą ludzie, a jej życiowymi hasłami przewodnimi  powinny być: "jak cię widzą, tak cię piszą" oraz "z kim przestajesz, takim się stajesz". W swym idealnym i doskonale skrojonym świecie, Joan jest szczęśliwa i szczerze przekonana o tym, że tak powinno wyglądać prawdziwe życie.

Przychodzi jednak takie wydarzenie w życiu bohaterki, kiedy jej perfekcyjny świat wali się, jak domek z kart. A wszystko za sprawą błahostki.
Kiedy jej młodsza córka ma problemy zdrowotne, Joan rzuca wszystko i rusza na pomoc Barbarze i jej mężowi. Choć bardziej, jak na perfekcyjną matkę przystało, jedzie na pomoc domowi córki, który przecież musi funkcjonować bez zarzutu, bez względu czy młoda gospodyni jest chora, czy też nie.

Wracając więc z Bagdadu, Joan zostaje uziemiona przez złą pogodę, w małej gospodzie, gdzieś w szczerym polu (a właściwie na pustyni), przy granicą z Turcją. A tam, skazana na nudę i samotność, ma sporo czasu na przemyślenia i rozmowy samej z sobą. Efekt tych rozważań będzie przerażający. Czy życie, jakie prowadziła do tej pory Joan to jedna wielka mistyfikacja?

Bohaterka zrobi sobie gorzki rachunek sumienia. Okaże się, że daleko jej do perfekcji, jaką się otoczyła. Czy znajdzie w sobie dość siły, żeby naprawić błędy?

Mówię Wam, nie dajcie się zwieść pozorom, że to książka o małej dynamice. Ta historia wywołuje emocje (w każdym razie we mnie wzbudziła ich cały ogrom) i na pewno jest warta poznania. Poza tym daje do myślenia nad własnym życiem. Czy na pewno u nas wszystko w porządku? A może warto rozejrzeć się wokół siebie i pójść na kompromis w niektórych kwestiach?

Jeżeli nie przekonałam Was powyższym wpisem, to może chociaż przekona Was nazwisko Autorki, które same w sobie jest gwarancją dobrej lektury. Gorąco polecam!

Sardegna

"Smak ciemności" C.J. Roberts


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  267
Moja ocena : 4/6

Seria Dark Duet, autorstwa C.J Roberts, wbrew nazwie, składa się z trzech części (nie mam pojęcia dlaczego tak jest, więc nie pytajcie) i w sumie nie miałam o tym pojęcia, zakładając, że mroczna historia porwanej Livvie kończy się na dwóch tomach ("Zapach ciemności", "Dotyk ciemności"). Początkowo byłam bardzo sceptycznie do niej nastawiona, bowiem nie chciałam kontynuować historii, której część pierwsza i druga nie spotkały się z moją zbytnią aprobatą. Jako bardzo mocne thrillery psychologiczne z nieco wynaturzonymi (jak dla mnie) wątkami erotycznymi, nie okazały się powieściami, które dobrze wspominam. Nie potrafiłam ich nawet obiektywnie ocenić.

Dlatego dość opornie podeszłam do trzeciej części tej serii.  Na moje szczęście "Smak ciemności" okazał się powieścią w zupełnie innym stylu niż jego dwie poprzedniczki. Okazał się być powieścią prawie że zwyczajną - romansem z dość rozbudowanym wątkiem erotycznym. Opisy scen łóżkowych nie są już brutalne, a i tortur fizyczno - psychicznych w tej części się nie uświadczy.

Kiedy to historia uprowadzonej do seks niewoli Livvie i jej porywacza Caleba, wydaje się być zamknięta, kiedy dziewczyna odcina się od tragicznych wydarzeń, jakich była uczestnikiem, wyjawia szczegóły swojego porwania policji, wyjeżdża do Europy i zaczyna życie od nowa, przeszłość ponownie się o nią upomina.

Caleb odnajduje dziewczynę w Barcelonie i pragnie zasłużyć na jej uczucie oraz spróbować wyjaśnić jeszcze raz motywy swojego postępowania. Oliwia także nie do końca uniezależniła się od swojego prześladowcy i wybawiciela w jednym, kiedy więc ten pojawia się na horyzoncie aby przeprosić za swoje dawne przewinienia, dziewczyna niemalże przyjmuje go z otwartymi rękami.  

I właśnie "Smak ciemności" opisuje taką nową relację, budzącą i rozwijającą się między bohaterami. Próbują oni stworzyć normalny, szczęśliwy związek, oparty na zaufaniu i bezpieczeństwie. Jednakże ich relacja nie będzie wolna od starych zatargów i wspomnień o wydarzeniach z przeszłości. Livvie zmaga się psychicznie ze wszystkimi krzywdami, które spotkały ją ze strony Caleba, a jego dręczy poczucie winy (i dobrze!). Jednakże w pewien sposób udaje im się stworzyć w miarę normalny związek z dala od świata seksualnych przestępstw. 

"Smak ciemności" to dalsze losy Livvi i Caleba, opisane z jego punktu widzenia. Ma to być dla mężczyzny pewien sposób rozgrzeszenia, gdzie próbuje wytłumaczyć swoje postępowanie i motywy, jakimi się kierował. Mnie w żaden sposób nie przekonał, ale ma facet szczęście bo Livvie akceptuję go w pełni, ma dla niego wiele zrozumienia, a nawet zgadza się na pewnego rodzaju relacje, na zasadzie pan i poddana. Na szczęście już tylko w sferze łóżkowej. 

Powiem szczerze, że nawet dobrze się stało, że miałam okazję przeczytać trzecią część tej serii. Jej zakończenie zatarło niemiłe wrażenia, jakie pozostawiły po sobie dwie poprzednie części. Niemalże zapomniałam, z jakimi dewiacjami miałam do czynienia, bowiem relacja bohaterów opisana w ostatnim tomie, jest już prawie zwyczajna (choć może nie do końca, ale w to już nie chce wnikać). Czy więc podobała mi się ta powieść? Raczej średnio, tak na czwórkę. Z jednej strony sam "Smak ciemności" okazał się historią miłosną, jakich wiele. Nie wyróżnił się niczym szczególnym na tle innych, tego typu powieści erotycznych. Z drugiej jednak strony, trzecia część podobała mi się o wiele bardziej niż część pierwsza i druga. I jestem w tym temacie niezmienna: o niektórych sytuacjach, związanych z erotyką, wolę nie czytać.

Sardegna

"29" Adena Halpern


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 302
Moja ocena : 5/6


To może zabrzmi trochę banalnie, ale czy nie mieliście czasem ochoty cofnąć się w czasie i wrócić do lat swojej młodości? Do czasów, kiedy mieliście ponownie 20 lat, zero problemów, obowiązków i szansę na ponowne przeżycie swojego żywota? Nie wiem, jak Wy, ale ja kilka razy miałam na to ochotę. Nie, żebym była niezadowolona z swego życia, bardziej chodzi mi o szansę na poprawienie jakiś zaniedbań czy uniknięcie niedomówień.. 

Właśnie taki wyjątkowy prezent od losu dostała bohaterka powieści Adeny Halpern, Ellie Jerome. Ellie jest kobietą 75 letnią, przede wszystkim matką swojej córki Barbary, i babcią wnuczki Lucy.  Młoda duchem lecz już nie ciałem, kobieta, w dniu swoich urodzin wypowiada życzenie: chciałabyś ponownie mieć 29 lat i spróbować życia na nowo. Chce ustrzec się przed błędami, jakie popełniła, poszukać mężczyzny, który zawładnie jej sercem, a nie tylko będzie oazą wiecznego spokoju, chce być niezależną i wyzwoloną kobietą, jaką nigdy w przeszłości nie była. Chciałaby przeżyć przed śmiercią, taki jeden wyjątkowy dzień. 

Niespodziewanie, w magiczny sposób, po przebudzeniu, ma 29 lat i cały świat przed sobą! Tajemnicę jej przemiany zna tylko Lucy, która z zachwytem postanawia zorganizować babci wymarzony dzień. 
Ellie świetnie odnajduję się w we współczesności, zachwyca swoim młodym wyglądem i możliwościami, jakie ofiaruje jej świat. Poznaje także wyjątkowego, przystojnego chłopaka. Czy będzie w stanie zrezygnować ze swej obecnej rodziny, na rzecz młodości i nowej, życiowej szansy?

Ellie ma poczucie niezrealizowanych pragnień, niewykorzystanych możliwości i nieudanych relacji z bliskimi. Powrót do lat młodzieńczych może dać jej opcję naprawienia błędów. Tylko czy ona naprawdę tego zechce? Czy jej aktualne życie jest aż takie złe? A może po latach da się jeszcze coś w nim naprawić?

Na pierwszy rzut oka "29" wydaje się lekką i przyjemną opowieścią o szalonej, odmłodzonej babci, w rzeczywistości jednak to konkretna obyczajówka, w której więcej jest chyba słodko - gorzkich rozważań na temat straconych szans i niespełnionych oczekiwań wobec życia, niż zabawnych perypetii bohaterki. Praktycznie każdy kolejny rozdział daje do myślenia nad jakością swego życia. Czy przeżywamy je w taki sposób, żeby w przyszłości nie musieć niczego żałować?
 
Historia porusza też niełatwe relacje rodzinne, zwłaszcza pomiędzy kobietami. Nadopiekuńczość, zaborczość, wieczna krytyka, decydowanie, psychiczne uzależnienie, wzajemne pretensje, wieczne "wiem lepiej" i "a nie mówiłam", to tylko niektóre problemy powtarzające się w niejednej rodzinie. Takie relacje występują  nie tylko pomiędzy matkami i córkami. Czasami włączane są w to babcie, wnuczki, ciotki, kuzynki. Moc kobiet może być niesamowitą siłą sprawczą, jednakże nie zawsze musi działaź w dobrym kierunku. 
Natomiast ta powieść pokazuje, że każda kobieta w rodzinie jest ważna, ma swoje potrzeby i prawa, a często się o tym zapomina, zwłaszcza w przypadku seniorek...

Osobiście, książka ta ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Ileż ja bym dała, żeby przeżyć ze swoją babcią, (odmłodzoną, nieodmłodzoną - to nieistotne) taki jeden, cudowny dzień... Macie babcię? Szczęściarze. Biegnijcie ją uściskać!

Sardegna

"Awaria małżeńska" Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 376
Moja ocena : 6/6


Jestem wierną fanką Magdaleny Witkiewicz i każdą jej powieść przyjmuję bardzo entuzjastycznie, bo wiem, że na pewno mi się spodoba. Książek pani Nataszy Sochy w prawdzie jeszcze nie czytałam, ale po opisie "Rosołu z kury domowej", czuję coś, że to będzie bardzo w moim klimacie, więc muszę swe zaległości koniecznie nadrobić. 

Miałam okazję spotkać się z obiema paniami na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie i już wiedziałam, że projekt który wspólnie przygotowują, czyli "Awaria małżeńska", będzie strzałem w dziesiątkę! 

No i miałam rację. Ta książka to petarda! Nie ukrywam, że ta zakręcona historia będzie miała większe znaczenie dla czytelniczek - mężatek, posiadających dzieci,  ponieważ scenki sytuacyjne w niej opisywane, są niemal żywcem wyjęte z życia codziennego niejednej pracującej Mamy.  Ale myślę, że każda kobieta znajdzie w tej powieści coś dla siebie.

Osobiście znalazłam w książce, co najmniej kilka wątków, które opisywałyby moje codzienne życie, moje zmagania z zapamiętaniem wszystkich spraw do załatwienia na wczoraj, zajęć obowiązkowych i dodatkowych, cyklicznych ćwiczeń, zaplanowanych wizyt u lekarza.  Na szczęście, w tym wszystkim, pomaga mi mąż.  Bohaterki "Awarii małżeńskiej" nie miały takiego wsparcia...

Sprawcą całej awarii, okazał się pewien kierowca, który spowodował niegroźny, na szczęście, wypadek komunikacyjny, z udziałem miejskiego autobusu i dwóch pań: Justyny i Eweliny. Kobiety, jedną ze złamaną nogą, drugą z zwichniętym barkiem, ulokowano w szpitalu miejskim i unieruchomiono na parę tygodni. Te jednak pozostawiły w domu dzieciaki i masę spraw do załatwienia na wczoraj, w związku z tym, wszystkie obowiązki domowe, chcąc nie chcąc, muszą przejąć ich mężowie. 

Sebastian, mąż Eweliny, ojciec dwójki: trzecioklasistki Emilki i pierwszoklasisty Bruna, próbuję po męsku ogarnąć rzeczywistość, chociaż zupełnie mu to nie wychodzi. Na co dzień bowiem, prowadzi raczej życie mężczyzny skupionego tylko i wyłącznie na swojej pracy, i nie zajmuje się tak przyziemnymi sprawami, jak odprowadzanie dzieci do szkoły, odrabianie z nimi zadań domowych, czy organizowanie im czasu po zajęciach. Nie mówiąc już o kupowaniu wyprawki szkolnej, przygotowywaniu zdrowych śniadań czy prasowaniu ubrań.

Również drugi pan, Mateusz, mąż Justyny, zostaje postawiony przed faktem dokonanym i musi zająć się nastolatką Olgą i przedszkolakiem Kacprem. Do tego królikiem, teściową z "genem czystości", wywiadówką, która zbliża się wielkimi krokami, obiadami, kolacjami, niezliczoną ilością prania i wiecznie lepiącą się podłogą.

Kiedy Ewelina i Justyna uświadamiają sobie, że ciężar codziennych obowiązków spadł na ich zupełnie zielonych w tym temacie, mężów, początkowo wpadają w panikę, są bowiem przeświadczone, że nikt poza nimi nie ogarnie dobrze domu i dzieciaków (Brzmi znajomo, drogie czytelniczki? Spoko! Też tak mam!) Jednak po kilku dniach spędzonych w szpitalu, kiedy to okazuje się, że mężowie lepiej lub gorzej, ale radzą sobie z codziennością, panie dochodzą do wniosku, że świat się nie zawali, kiedy pozwolą swym mężom nieco się wykazać.

I tak zaczyna się cała gama zabawnych, ale jednocześnie bardzo prawdziwych, sytuacji, w których Tatusiowie muszą stawić czoło sprawom, które Mamy załatwiają od ręki. Panowie naprawdę dają radę, i chodź początkowo, o mało nie tracą głowy, w rezultacie okazują się świetnymi ojcami i opiekunami domu. Jeden z tatusiów znajduje w prawdzie nieco ekscentryczną pomoc domową, jednakże zostaje mu to wybaczone, bo zatrudnienie "pani ornitolog" może być tylko z korzyścią dla dzieci  (!) 

"Awaria małżeńska" składa się praktycznie w całości z takich zabawnych dialogów i scenek sytuacyjnych, które będą bliskie niejednej czytelniczce. Dlatego wybuchy niekontrolowanego śmiechu podczas czytania są nieuniknione. Panie Magda Witkiewicz i Natasza Socha wymyśliły świetną opowieść, a właściwie ubrały w słowa sytuacje, które mogły zdarzyć się praktycznie każdej z pracujących Mam. 

Cóż mogę jeszcze dodać, chyba tylko to, że jest to po prostu świetna książka! Stanowi doskonały poprawiacz humoru i powinna być lekturą obowiązkową każdej czytelniczki - Mamy, czasami zapominającej w swojej codzienności o tym, że ma jeszcze męża/ojca swoich dzieci, który też może pomóc jej w wykonywaniu codziennych obowiązków. Wiadomo, że trudna rzeczywistość dzielona na pół, jest o wiele łatwiejsza i o wiele przyjemniejsza do zniesienia. 

Historia, oprócz tego, że jest przezabawna, pokazuje też, jak ważne dla dzieci jest zaangażowany Taty w ich sprawy. Może więc "Awarię małżeńską" powinni przeczytać również panowie?

Sardegna

"Czytuś odkrywa tajemnice. Skąd się biorą książki?" Urszula Witkowska, Iwonka Witkowska


posted by Sardegna on , , ,

6 comments


Wydawnictwo: MBP Olsztyn
Liczba stron: 48
Moja ocena : 5/6

Uwielbiam książki, które zostały napisane przez znane mi osobiście pisarki lub koleżanki blogerki. Ula Witkowska jest właśnie taką osobą, blogerką, twórczynią bloga Pełen zlew, i jednocześnie autorką tej przemiłej książki dla dzieci o tytule "Czytuś odkrywa tajemnice. Skąd się biorą książki?"

Kim jest Czytuś? To szmaciana maskotka uszyta przez panią bibliotekarkę, która zaprzyjaźnia się z dziećmi i wprowadza je w świat książek, znajdujących się na bibliotecznych półkach. Pewnego dnia Czytuś postanawia dowiedzieć się, skąd tak właściwie biorą się książki. I dzięki temu, mali czytelnicy dostają gruntowny, ale bardzo odpowiedni do wieku, opis drogi, jaką przechodzi tekst, powstający w głowie autora, do gotowej książki, którą kupujemy w księgarni. Czytuś ma bogatą wyobraźnię, dość szczegółowo więc przeprowadza dzieci przez trasę, jaką musi pokonać książka, aby być wydaną. Od pomysłu w głowie autora, przez wydawnictwo, pomoc redaktorów, grafików, korektorów, poprzez drukarnię, hurtownię/bibliotekę/księgarnię. 

Po zdobyciu potrzebnych informacji o powstaniu książek, Czytuś postanawia napisać własną i dostaje od pani bibliotekarki wyjątkowy "przepis na książkę", złożony ze składników podstawowych tj.wyobraźni, marzeń, wytrwałości i czasu, oraz składników dodatkowych (jakich?przekonajcie się sami).

I powiem Wam, to jest najlepsza część tej książeczki! Moja Siedmiolatka najpierw słuchała z zapartym tchem, a potem oszalała z emocji i stwierdziła, że ona musi napisać swoją własną książkę. Teraz w tym momencie! To nic, że był wtorkowy wieczór, godzina 20.00 i dzieciaki miały praktycznie już iść spać. Udało mi się ją namówić, żeby zaczęła swoje pisanie książki od dnia następnego. I rzeczywiście, po przyjściu ze szkoły w mig przyswoiła sobie zasady pisania na klawiaturze (polskie znaki, wielka litera, znaki interpunkcyjne) i stworzyła kilka bajek, które (po niewielkich wskazówkach Taty), sama zapisała w swoim katalogu. W sumie ciągle coś zapisuje i tworzy, więc może właśnie, pod moim okiem, rodzi się pisarka?  
I pomyśleć, że Czytuś tak inspiruje!

Urszula Witkowska jest przykładem osoby, która wyszła ze swoją działalnością daleko poza blog. Poza biblioteką w Olsztynie można znaleźć jej artykuły m.in. w Notesie Czytelniczym, a ją samą spotkać w Poczcie Książkowej, której jest współzałożycielką.


Dziewczyny z Książkowej Poczty pakują w cudne opakowania wybraną przez kupującego książkę i przesyłają na podany adres w dowolnym terminie. Z okazji zbliżających się Walentynek także przygotowały coś specjalnego, warto więc zerknąć na ich stronę na FB.

Wracając jeszcze na moment do Czytusia, jest on ciekawą propozycją dla dzieci w wieku 5-7 lat, które interesują się i lubią przebywać z książkami. Jak widać na przykładzie mojego osobistego dziecka, może on zainspirować do twórczości własnej, która być może przerodzi się w przyszłości w fajną pasję. Czytuś zamieszkał na dobre w nasze dziecięcej biblioteczce. Zaproście go też do siebie.






Sardegna

"I że ci nie odpuszczę" Joanna Szarańska


posted by Sardegna on , , , , ,

5 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 314
Moja ocena : 5/6

Nie mam pojęcia, jak Oni w tej Czwartej Stronie to robią, że każda akcja promocyjna, jaką proponują, i w której biorę udział, jest interesująca i naprawdę fajnie wymyślona. 

Zanim powyższa powieść do mnie dotarła, dostałam pocztą zaproszenie na ślub. Nie powiem, przez chwilę czułam konsternację, tym bardziej, że nie znalazłam w nim żadnej wzmianki o recenzowaniu czy o blogu, ale potem przybyła książka, i wszystko stało się już jasne!




Kalina Radecka, bohaterka "I że ci nie odpuszczę" wychodzi za mąż za swojego chłopaka Patryka. Ślub tuż, tuż, przygotowania idą pełną parą, aż tu nagle, na światło dzienne wychodzi fakt, że przyszły pan młody ma właśnie zostać ojcem dziecka Jolanty, najlepszej przyjaciółki Kaliny. Świat dziewczyny wali się, jak domek z kart, na szczęście nie na długo, bowiem bohaterka ma plan ogarnąć się z tego osobistego niepowodzenia, jak najszybciej, i korzystać z życia najlepiej, jak się da. Postanawia wybrać się na prowincję, z dala od Krakowa, i zażyć co nieco uzdrawiających ciało i duszę, masaży, kąpieli błotnych i innych dobrodziejstw SPA, do którego voucher dostała w spóźnionym prezencie ślubnym.
Kalina rusza w stronę słońca, a właściwie w stronę Kamionek, jednak na miejscu okazuje się, że SPA wygląda i funkcjonuje nieco inaczej, niż voucher zapowiadał... Mimo to, dziewczyna nie planuje powrotu do swego rodzinnego miasta, i wraz z właścicielką, angażuje się w rozkręcenie działalności tego nieco ekscentrycznego miejsca.

I w tym miejscu rozpoczyna się właściwa historia. Kalina świetnie odnajduje się, jako organizatorka zabiegów pielęgnacyjnych w SPA i planowania czasu kuracjuszom, ale równie dobrze wpada też w tarapaty. Do Kamionek bowiem przyjeżdżają kolejni goście, a wraz z nimi nowe problemy.

Kalina nie należy jednak do kobiet, które się czegoś boją lub poddają bez walki, więc żaden podejrzany typ, który kręci się w jej pobliżu ani żaden dziwny zbieg okoliczności, których w Kamionkach ostatnimi czasy nie brakuje, nie są w stanie wytrącić jej z równowagi.

Sympatycznie czyta się o perypetiach Kaliny, która rzeczywiście ma talent do wpadania w maliny (jak mówi okładka). Mam tez wrażenie, że książka ta została wydana przez Czwartą Stronę, obok "Nie zmienił się tylko blond" i "Przypadki pewnej desperatki", tylko po to, aby natychmiast poprawiać czytelniczkom humor. Jeżeli więc szukacie jakiejś fajnej, niezobowiązującej lektury, Kalina i jej przygody powinny przypaść Wam do gustu.

"I że ci nie odpuszczę" to przyjemna, kobieca książka, o nieskomplikowanej fabule i z naprawdę zabawnymi motywami "pielęgnacyjnymi" (na przykład mnie bardzo rozbawiła kąpiel w spreparowanym kozim mleku i wytwarzanie "na szybko" szampana - cudo!). Jest to powieść z gatunku tych, które czyta się w jeden wieczór i odkłada z uśmiechem na ustach. Historia ta ma nawet malutki wątek kryminalny, ale stanowi on tylko niewielki dodatek, i jeśli chodzi o mnie, to właściwie mógłby być zupełnie pominięty, na przykład na rzecz cudnych opisów atrakcji, jakie mogą czekać na gości w SPA.

Na koniec tylko napiszę, że jeżeli to jest debiut pani Joanny Szarańskiej, to jej kolejne powieści zapowiadają się naprawdę nieźle!

Sardegna

"Zaginięcie" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

16 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 512
Moja ocena : 5/6


Ileż ja się naczekałam na moje "Zaginięcie"! Już myślałam, że nie będzie mi dane przeczytać rewelacyjnej kontynuacji "Kasacji", Remigiusza Mroza, bo książka dwa razy gubiła się w drodze, ale jako że przeznaczenia nie da się oszukać, oto jestem świeżo po lekturze.

Nazywam siebie fanką powieści Autora, choć może jestem taką wersją "ubogą", bo poza wyżej wymienioną "Kasacją" nie czytałam jeszcze ani "Parabellum", ani "Ekspozycji", ani "Przewieszenia", ani "Turkusowych szali", ani nawet "Mrocznej wieży". Dlatego tak bardzo zależało mi na "Zaginięciu", żeby przekonać się, czy kontynuacja także przypadnie mi do gustu. W przeciwnym razie będę musiała odpuścić sobie kolejne książki Autora (żart). 

Jak możecie się domyślać, przepadłam w lekturze na dwa dni, choć szczerze powiem, "Kasacja" bardziej mnie zaskoczyła, i pomysłem na fabułę, i zakończeniem, niż "Zaginięcie", dlatego też tom pierwszy dostał 6 z wykrzyknikiem, a tom drugi 5+. To oczywiście nie zmienia faktu, że powyższa powieść jest świetnie skonstruowana i czyta się ją błyskawicznie. Jest to książka z gatunku tych, które wchłania się tak, żeby jak najszybciej dotrzeć do finału i poznać rozwiązanie sprawy kryminalnej. Ale wiadomo przecież, że powieści Mroza już takie są...

Zdecydowanie jednak, to, co w książce jest najlepsze, to śledzenie relacji Chylka - Zordon. Ta nieco ekscentryczna para stanowi absolutną kwintesencję tej powieści. Joanna Chyłka, charyzmatyczna prawniczka, o dużej wiedzy, doświadczeniu i umiejętnościach, wygadana, bezkompromisowa i bezczelna, oraz jej nieco zahukany (choć w "Zaginięciu" już nieco mniej), uroczy, aplikant, Kordian Oryński. Niesamowite są dialogi, które rozgrywają się pomiędzy ta dwójką. I to nie tylko te (choć w większości), odbywające się na gruncie zawodowym, ale także dotyczące życia prywatnego. 

Kto czytał "Kasację", ten wie, że obu prawników dzieli wszystko, od stażu pracy i doświadczenia, po styl życia, upodobania kulinarne czy muzykę. Chyłka i Kordian zwany "pieszczotliwie" przez swą patronkę, Zordonem, mają zupełnie inny charakter, sposób wypowiadania się i komunikowania z ludźmi. jednak w niesamowity sposób świetnie się ze sobą dogadują i zgodnie współpracują. Ich działania przy okazji poprzedniej sprawy, przyniosły rewelacyjne efekty, więc kiedy nowa propozycja pojawia się na horyzoncie, duet znowu będzie mógł pokazać, na co go stać. 

Również na gruncie prywatnym coś zaczyna między bohaterami iskrzyć, i choć Chyłka w życiu by się do tego się nie przyznała, ich wzajemna relacja zaczyna podążać w zupełnie nowym kierunku. Ciekawe, jak rozwinie się ten wątek w "Rewizji" (część trzecia ma mieć premierę w marcu).

W "Zaginięciu", prawnicy mają okazję zająć się sprawą zniknięcia trzyletniej Nikoli, córki bardzo bogatych i wpływowych ludzi. Angelika i Awit Szlezyngierowie twierdzą, że dziewczynka zniknęła w środku nocy, bez śladu, z ich letniskowego domku. I rzeczywiście nic nie wskazuje na to, że ktoś obcy włamał się do ich posiadłości, bądź w jakiś inny sposób zabrał Nikolę, podejrzenia padają więc na rodziców. Jako że pani Szlezyngier to dawna znajoma Chyłki, prosi o pomoc prawniczkę, a kancelaria Żelazny&McVay przejmuje sprawę.

I tutaj rozpoczyna się dramatyczna walka na sali sądowej o niewinność rodziców, która trochę się skomplikuje, bowiem Chyłka nie do końca będzie w formie (sami się przekonacie dlaczego). Prawda o zniknięciu Nikoli też okaże się nieco inna od wersji oficjalnej, bo jednak ktoś z zewnątrz będzie zamieszany w całą akcję, trzeba będzie tylko udowodnić jego winę.

"Zaginięcie" to bardzo dobrze skonstruowany thriller prawniczy, choć moim zdaniem "Kasacja" była od niego nieco lepsza. Sprawa Piotra Langera mnie zupełnie zaskoczyła, natomiast w przypadku zniknięcia małej Nikoli, domyśliłam się trochę zakończenia. Bardziej interesujący okazał się jednak inny wątek, który musi wyjaśnić się w "Rewizji". Nie mogę zdradzić, kogo i czego on dotyczy, mogę jedynie powiedzieć, że będzie niemałym zaskoczeniem dla wszystkich miłośników duetu Chyłka - Zordon.

Sardegna