"Ostateczny cel" Alex Kava


posted by Sardegna on , , , ,

19 comments


Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 366
Moja ocena : 6/6

Ostatnio na blogu Pauliny z Krakowskiego Czytania znalazł się wpis o tym, jak "dawać radę" z życiem po prostu. Łączyć rodzinę, dom, pracę z czytaniem i prowadzeniem bloga. Dodałam od siebie dwa słowa, że z tym dawaniem rady to różnie bywa (swoją drogą, przepraszam, że tak rzadko komentuję cokolwiek, po prostu nie ogarniam), a po namyśle stwierdziłam jeszcze, że wykradanie czasu na czytanie i blogowanie, ciągle kosztem czegoś czegoś, stało się już w moim życiu normą.

Ostatnio padło na redukcję snu. Kiedyś, gdy nie zasnęłam po 22.00, rano (patrz. 7.00) byłam na zajęciach nieprzytomna. Dzisiaj zasypiam po 1.00 - 2.00 i to właściwie siłą woli, żeby rano, o 6.00 dać radę. Wiem, że takie nocne życie da mi się wkrótce we znaki, ale jak chcę coś poczytać czy napisać, to tylko wtedy mam do tego okazję.

Dlaczego o tym piszę? Bowiem wczoraj właśnie poświęciłam czas do 1.00 w nocy na lekturę kolejnej książki. Ale było warto! Dzięki temu przypomniałam sobie z całą mocą, za co tak uwielbiam Alex Kavę i dlaczego uznaję ją za jedną z ulubionych autorek. Przypomniałam sobie też, dlaczego kiedyś tak bardzo zaczytywałam się w kryminałach i thrillerach, i co w nich nadal lubię najbardziej. 

"Ostateczny cel" to jedenasta część przygód agentki Maggie O'Dell, wydana przez Wydawnictwo Harlequin Mira. Mimo że książka jest indywidualną historią i można ją spokojnie czytać nie znając poprzednich części, nie da się ukryć, że ma ona ścisły związek z "Płomieniami śmierci", czyli poprzednią powieścią Kavy. 

O ile w "Płomieniach..." O'Dell zajmuje się sprawą podpaleń i powiązania pożarów z seryjnym zabójcą, to w "Ostatecznym ..." akcja dotyczy już tylko pościgu za owym przestępcą. Sprawa nie jest jednak łatwa. Seryjny obiera sobie za cel zmęczonych kierowców, odpoczywających na nocnych parkingach przy autostradzie. Jego działania są coraz bardziej brutalne, a zwłoki kolejnych ofiar odnajdywane w rożnych zakątkach kraju. Do tego Seryjny pilnie śledzi każdy ruch Maggie i kręci się niezauważony w jej pobliżu, upatrzył ją sobie bowiem na kolejną ofiarę.
Maggie wraz z partnerem Tully'm próbują podążać za tokiem myślenia zabójcy i wyprzedzić go o krok. Próbują też wydobyć szczegółowe informacje od jedynej ocalałej ofiary - młodego chłopaka Noah, ten jednak jest zbyt przerażony, żeby zdobyć się na współpracę. Na szczęście agentka O'Dell będzie miała wsparcie w Ryderze Creed, specjalizującym się w poszukiwaniu ukrytych zwłok przy pomocy psów. Dzięki temu podążanie tropem mordercy okaże się nieco łatwiejsze.

Potyczka Maggie z Seryjnym będzie miała swój finał w Parku Stanowym Blackwater. Na miejscu okaże się, jaką tożsamość skrywa morderca i jaki związek miał z podpaleniami z poprzedniej powieści Kavy.

"Ostateczny cel" to emocjonująca lektura, Kava w najlepszym wydaniu, jeżeli wiecie, co mam na myśli. Nie wiem, jak autorka zapatruje się na kolejne części przygód O'Dell, ale mam nadzieję, że pomysłów na fabułę jej nie zabraknie. Jeżeli macie ochotę na trzymający w napięciu thriller, sięgajcie po powyższą książkę. Zapraszam też do zapoznania się z innymi powieściami Alex Kavy, zainteresowanych odsyłam do moich wcześniejszych wpisów:
"Płomienie śmierci"
"Zabójczy wirus"
"Trucizna"
"Dotyk zła"
Sardegna

"Chiny od góry do dołu" Marek Pindral


posted by Sardegna on , , , , , , ,

7 comments


Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 464
Moja ocena : 5/6

Wydawnictwo Bernardinum i seria Poznaj Świat jest chyba znana wszystkim miłośnikom literatury przygodowej. Książki są pięknie wydane, na dobrej jakości papierze, w twardej oprawie, z genialnymi zdjęciami lub szkicami. Najbardziej popularnymi książkami z tej serii są te, autorstwa Wojciecha Cejrowskiego (o moich wrażeniach z lektury "Rio Anakonda" i "Gringo wśród dzikich plemion" przeczytacie klikając w odpowiedni link). 

Nie da się jednak ukryć, że szata graficzna i okładki książek stały się tak charakterystyczne i zapamiętywalne dla czytelników, że są one kojarzone bezsprzecznie z dobrą literaturą przygodową i kupowane "w ciemno". Sama też podążam tym tropem, ale nic nie poradzę na to, że seria Poznaj Świat dobrze mi się kojarzy i obym się nigdy nią nie rozczarowała.

"Chiny od góry do dołu" to opowieść o Państwie Środka, widzianego oczami autora. W czasie dwuletniego pobytu w Chinach, Marek Pindral miał okazję poznać kraj i ludzi od podszewki. Przez to, że jego wyjazd do Chin wiązał się z pracą na uczelni, a nie z urlopem, bądź wyprawą krajoznawczą, miał okazję zintegrować się ze studentami, został zaakceptowany, a w wyniku tego mógł poznać w naturalny sposób, chińskie zwyczaje, tradycje czy kuchnię. Całkiem inaczej prezentuje się owo państwo, kiedy jest się jego mieszkańcem, a całkiem inaczej widziane jest oczami turystów. 

Marek Pindral nie bez obaw decydował się na tą dwuletnią przygodę. Na szczęście pozytywnych stron pobytu w Chinach, miłych wspomnień i wspaniałych, kulinarnych doznań było znacznie więcej, niż rozczarowań czy niewygodnych różnic kulturowych.
Hasło przewodnie chińskiej przygody, na jakim skupił się autor to: "Bądź otwarty!" Motyw przyświecał mu praktycznie w każdej sytuacji, bowiem niektóre momenty, zachowanie Chińczyków czy ich zwyczaje, tak mocno różnią się od kultury europejskiej, że trudno w konkretnej sytuacji zachować się odpowiednio, powstrzymać się od niewłaściwego komentarza czy zdziwienia.

Autor sporo miejsca poświęcił w książce swoim studentom, na przykładzie których próbował przedstawić światopogląd Chińczyków i ich mentalność. Opisał ich codzienne zwyczaje, postawy, tradycje rodzinne, statusy materialne, poglądy polityczne, dzięki temu można wyobrazić sobie, jak przedstawia się obraz mieszkańców od nieco innej strony niż ta, stereotypowa.

W czasie swego dwuletniego pobytu, wraz z przyjaciółmi poznanymi na uczelni, zwiedził rekreacyjnie kilka zakątków kraju. Swe obserwacje dotyczące zupełnie innej ludności, niż ta zamieszkująca metropolię, również zawarł w swej książce.
Dzięki temu możemy zawędrować wraz z nim w rejony Gór Syczuańskich, podążać korytem rzeki Huang-Ho czy zawadzić o stepy, graniczące z Mongolią, poznać nie tylko piękno przyrody, ale tez miejscową kuchnię czy lokalne zwyczaje..

Bardzo miło podróżowało mi się po Chinach wraz z Markiem Pindral. Jest w tym też zasługa pięknych zdjęć, których, jak dla mnie jest zdecydowanie za mało (z książkami pana Cejrowskiego też miałam ten problem), oraz anegdot i sympatycznych komentarzy samego autora. 

Jak podróżować na kartach papieru, to tylko z serią Poznaj Świat. "Gringo", "Rio Anakonda" zaliczone, "Chiny od góry do dołu" zaliczone. Teraz czas na inne zakątki, na szczęście oferta wydawnictwa jest na tyle bogata, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Książkę przeczytałam z ramach lutowej Trójki e-pik. Tak, tak, przyznaję się do sporej zaległości - przeczytałam książkę w lutym, ale opisałam, o wstydzie, dopiero teraz.
Sardegna

Mój rok z ŚBK


posted by Sardegna on

2 comments

Tak, tak. Choć może trudno w to uwierzyć, nasza grupa Śląskich Blogerów Książkowych działa już rok.

Dlatego dzisiaj, zgodnie z datą publikacji postów tematycznych, znajdziecie na naszych blogach podsumowanie tej rocznej działalności.
Wspaniały był to rok, obfity w świetne wydarzenia, akcje i patronaty, o tym zresztą napiszę za moment. Sporo zrobiliśmy i dalej się rozkręcamy, jednak największym naszym sukcesem jest zintegrowanie śląskiej blogosfery książkowej (może nie całej, ale jest nas całkiem sporo). Spotykamy się regularnie, zawsze mamy masę tematów do omówienia, niekiedy są to w prawdzie tematy nieksiążkowe, ale miło spędzamy czas, rodzimy masę pomysłów i mamy zawsze za mało czasu na omówienie wszystkiego.

Sporo się wydarzyło przez ten rok. Dla mnie inicjatywa ŚBK to takie trzecie dziecko, które zrodziło się w mojej głowie i dorastało przy udziale wszystkich członków grupy. Dumą napawa mnie każdy nasz mniejszy, bądź większy sukces, każda pozytywna opinia, każde miłe słowo pod naszym adresem.


Pewnie pamiętacie niektóre nasze akcje, ale jak rocznica to rocznica, uraczę Was zatem podsumowaniem naszej działalności. Klikając na linki, przeniesiecie się do moich postów z relacjami wydarzeń:
  • Targi Książki w Katowicach  – pierwsza poważna akcja naszej grupy. Mimo pewnych niedociągnięć, nasze panele dyskusyjne „Blogowanie to wyzwanie” i „Czy na pewno za darmo" cieszyły się sporym zainteresowaniem
  • nieoficjalny patronat nad książką Maggie Moon "Posiadlość"
  • Wymiana Książek w Herbaciarni Czajnik w Zabrzu
  • współpraca z Księgarnią Victoria - wspólne konkursy i patronat nad BookFest
  • spotkanie autorskie z Magdaleną Witkiewicz
  • współpraca ze Stacyją Myslowitz - patronat nad wernisażem grafik Joanny Andrejas-Kurek, występem grupy poetyckiej Horyzont, Bookcrossing Stacyja
Po drodze miało miejsce jeszcze kilka, mniej lub bardziej rozbudowanych akcji na naszych blogach, ale nie będę już wnikała w szczegóły. W każdym razie, nasza grupa ŚBK będzie starała się zaproponować jeszcze nie raz coś ciekawego. Zapraszam Was do polubienia naszego fp i śledzenia na bieżąco naszych akcji.
Członkom ŚBK dziękuję za ten wspólny rok. Niech moc będzie z nami!

Sardegna

AKTUALIZACJA. Były Katowice, był Kraków. Miał być czas na Warszawę, jednak życie pisze inne scenariusze...


posted by Sardegna on

19 comments

Nie mogę do końca w to uwierzyć, ale chyba zacznę, bo jest duża szansa, że pojawię się na Targach Książki w Warszawie!
To będzie prawdziwa przyjemność znaleźć się na Stadionie Narodowym i móc przechadzać się przez całą sobotę wśród niezliczonych stoisk wydawnictw i uczestniczyć w zaplanowanych spotkaniach i innych atrakcjach. Jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli, będę mogła też wziąć udział w spotkaniu blogerów, które ma odbyć się w godzinach popołudniowych, i porozmawiać z osobami, których do tej pory nie miałam jeszcze okazji poznać osobiście. Ależ się cieszę!
Gorsza wersja zakłada, że będziemy zbierać się wcześniej i na spotkanie nie dotrę, jednak samo pojawienie się na Targach i przyjazd do Warszawy jest już sporym sukcesem, więc i tak bardzo się nim ekscytuję i cieszę na zbliżający weekend.

Każda targowa impreza jest dla mnie źródłem prawdziwej radości. Sporo osób nie bardzo rozumie skąd się bierze to moje niezdrowe podniecenie, cóż bowiem przyjemnego może być w przeciskaniu się w tłumie, krążeniu między stoiskami, wyczekiwaniu w kilometrowej kolejce, brodzeniu wśród książek od rana do wieczora. Kto jednak kiedyś na targach był, ten wie, że wydarzenie to ma swój specyficzny klimat, który wzmacniają spotkania z rewelacyjnymi ludźmi. TK dają możliwość poznania ulubionych autorów, zdobycia wpisu do książki, ale dla mnie najważniejsze chyba jest spotkanie z blogerami, z tymi których znam, i z tymi z którymi nie miałam jeszcze okazji się spotkać, a czytam ich blogi.

Każde targi owocują dla mnie nowymi znajomościami, utrwaleniem tych "starych", nowymi kontaktami, nowymi zdobyczami książkowymi i wspomnieniami, którymi żyję przez parę następnych miesięcy w oczekiwaniu na kolejne książkowe wydarzenie.

Inne są TK w Katowicach, inne w Krakowie. Jeszcze inne będą pewnie w Warszawie, a ja strasznie chcę sprawdzić na własnej skórze, jak wyjątkowe są. Także oczekujcie mnie w sobotę na Stadionie Narodowym, a jak dobrze pójdzie, to i na kawce potargowej.

Organizatorzy zaproponowali akredytacje dla blogerów, ale nie zdążyłam się zarejestrować. Opublikowana jest już lista autorów i wydarzeń towarzyszących. Wszystkie informacje znajdziecie na stronie głównej Targów.

Jeżeli jesteście ciekawi moich relacji z poprzednich Targów Książki, zapraszam do poniższych wpisów:
Katowice 2011
Katowice 2012
Kraków 2012
Targi Książki dla Dzieci Kraków 2013
Katowice 2013 - część 1 i część 2
Kraków 2013 - część 1 i część 2

Miło będzie dołączyć do powyższej listy relację z tegorocznych Warszawskich TK.

Ale póki co, zobaczcie, jaką listę punktów obowiązkowych przygotowalam sobie na sobotę:

12.00 Katarzyna Grochola, Wydawnictwo Literackie, stoisko 81/D9
12.00 i 17.00 Katarzyna Enerlich, Wydawnictwo MG, stoisko 2/H
13.00 Danusia Awolusi, Wydawnictwo Ateneum, stoisko nr 8/D1
13.00 Eryk Ostrowski, Wydawnictwo MG, stoisko 2/H
13.00 - 14.00 Marcin Ciszewski, Wydawnictwo Znak, stoisko nr 77/D9 
13.00 - 14.00 Ałbena Grabowska, Wydawnictwo Zwierciadło, stoisko 128/D16
15.00 Marcin Mortka, Zielona Sowa, stoisko 135/D15
15.00 Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie, stoisko 81/D9
15.00 - 16.00 Izabela Szolc, Zmowa, stoisko 23/D2
15.00 - 16.30 Rafał Kosik, Firma księgarska Olesiejuk, stoisko 83/D9
15.00 - 16.00 Charlotte Link, Sonia Draga, stoisko 86/C4
17.00 Joanna Chmielewska, Wydawnictwo MG, stoisko 2/H
17.00 Renata Kosin, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, stoisko 137/D15

Nie wiem, czy wszystkich autorów uda mi się spotkać. Tradycyjnie, jak to na TK przystało, niektóre godziny spotkań się pokrywają, ale jestem dobrej myśli.

Kto z Was wybiera się do Warszawy? Wiem, że spotkam Agę Taterę, Kasię Hordyniec, zapowiadała się też Sabinka i Magda Paź. Kto jeszcze? Dajcie koniecznie znać i do zobaczenia na Warszawskich Targach Książki!
***
AKTUALIZACJA

To już pewne i nieodwołalne, nie dojadę do Warszawy. Strasznie mi przykro z tego powodu, zwłaszcza, że poumawiałam się wstępnie z kilkoma znajomymi, do tej pory tylko wirtualnie, osobami. Niestety sprawy zdrowotne znowu pokrzyżowały mi plany. Coś ten rok 2014 mi nie sprzyja w tej dziedzinie życia...
Zostanie mi więc pooglądać Wasze relacje, życzyć miłych rozmów i owocnego zwiedzania. Chłońcie atmosferę targową, a potem opiszcie wszystko na blogach. Miłego weekendu!
Sardegna

"Tajemnice Luizy Bein" Renata Kosin


posted by Sardegna on , , , ,

20 comments

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 528
Moja ocena : 5/6

Jak już kiedyś pisałam, czasami zupełnie przypadkowe spotkanie może stać się podstawą do sympatycznej znajomości. Kiedy rok temu na TK w Krakowie, na stoisku Granice.pl poznałam Renatę Kosin, nie skojarzyłam jej jako autorki świeżo wydanej powieści "Mimo wszystko Wiktoria". Jednak ówczesna, miła rozmowa zapoczątkowała nasz dalszy kontakt, później miałam okazje przeczytać jej rewelacyjną powieść "Bluszcz prowincjonalny" i spotkać się kolejny raz, przy okazji następnych TK w Katowicach.

Kiedy pojawiła się informacja o nowej książce autorki, wiedziałam, że muszę przeczytać. Jakaż by była ze mnie fanka, gdybym się powieścią nie zainteresowała? W każdym razie nowość, w pięknej okładce wydała Nasza Księgarnia, a książka wydała mi się nieco inna niż poprzednie, więc tym bardziej z ciekawością po nią sięgnęłam.

Miałam rację, co do tego, że "Tajemnice Luizy Bein" to książka o nieco innym charakterze niż poprzednie powieści. Gdybym miała przyporządkować ją do jakieś kategorii, określiłabym ją jako powieść obyczajową z tajemnicą rodzinną w tle. Cała akcja bowiem opiera się na odkryciu kart historii rodziny Beinów i połączenia rodowych faktów, które znane są obecnie żyjącym członkom rodziny, w jedną całość. Historia rodziny Beinów jest jak układanka, której części pogubiły się wiele lat temu, a niesamowite odkrycie archeologiczne na rynku warmińskiego miasteczka inicjuje, wśród członków rodziny, chęć poskładania przeszłości w całość.

Kiedy archeolodzy odkrywają w masowym grobie mnichów, szczątki kobiety z dzieckiem, okazuje się, że odnaleziono zaginione miejsce pochówku, dziedziczki okolicznych majątków, Luizy Bein. Dziwne wydają się tylko szczątki pochowanego z Luizą dziecka. Wiadomo, że kobieta miała jednego syna, który dożył słusznego wieku, kim zatem jest owo dziecko? Całą historią zaczyna interesować się dziennikarka Klara Figiel, ambitna i inteligentna dziewczyna, której przodkowie też związani byli niejako z rodziną Beinów. Jej pra prababka - Stella służyła w majątku Luizy i w testamencie odziedziczyła po niej sporo ziem.

Klara postanawia zwrócić się do żyjących potomków Luizy, i pomóc im w odkryciu tajemnicy pochówku prababki. Odnajduje zamieszkałego w Szwajcarii Alexa Beina i jego matkę, Łucję, namawiając ich do zainteresowania się sprawą. Początkowo wszyscy traktują wyjaśnienie historii z przed lat hobbistycznie, jednakże gdy ktoś włamuje się do mieszkania Alexa i kradnie starą rodowa pamiątkę, a później czyha na życie Klary, sprawy stają się bardzo poważne, a ich wyjaśnienie, sprawą życia i śmierci.

Klara i Alex przedzierają się przez tajemnicze inskrypcje, ryciny, aby odkryć jakiż to sekret skrywała prababka Luiza, podróżują trasą Szwajcaria - Polska, odkrywając raz po raz brakujące szczegóły z kart rodowej historii. W międzyczasie oboje będą próbować poukładać swoje życie osobiste, co może okazać się trudniejsze niż odkrycie rodzinnych sekretów.

"Tajemnice Luziy Bein" to świetna książka, będąca połączeniem obyczajówki z pełną napięcia powieścią przygodową. Przyznam szczerze, że czytałam powieść dość długo, ale mam coś na swoje usprawiedliwienie: zbyt szybkie czytanie powodowało, że gubiłam wątki i myliłam postacie i ich pokrewieństwo, więc musiałam wracać do poprzednich stron i wydarzeń. Lepsze okazało się czytanie wolniejsze, ale bardziej dokładne. Wtedy wszystkie wątki, i te aktualne, i te związane z historią przodków bohaterów, lepiej zarysowywały się w głowie, dając pełen obraz dziejących się wydarzeń. 

Widać, że autorka włożyła sporo pracy, przygotowując materiał do książki. Ułożenie i usystematyzowanie wszystkich wydarzeń, gałęzi drzewa genealogicznego, nadanie każdej postaci własnej historii, musiało wymagać olbrzymich nakładów energii i cierpliwości. Ale droga Autorko, warto było! "Tajemnice Luizy Bein" robią wrażenie i świetnie się je czyta.

Lubię powieści z wątkiem tajemnicy, odkrywaniem rodzinnych sekretów, analizowaniem materiałów, skryptów, zapisków, odnajdywaniem zaginionych dokumentów w skrytkach. Powyższa książka dostarczyła mi nie lada emocji. Zabiorę ją więc ze sobą na TK w Warszawie i poproszę autorkę o wpis.

Swoją drogą, to miłe, że Targi Książki stały się doskonałą okazją do nawiązywania takich bezpośrednich znajomości z polskimi autorami. To naprawdę świetna sprawa przeczytać książkę, i móc z autorem o niej pomówić osobiście. Zatem zapraszam do przeczytania "Tajemnic Luizy Bein" i spotkania z Renatą Kosin na zbliżających się TK w Warszawie.
Sardegna

"Nudzimisie i przedszkolaki" Rafał Klimczak


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 110
Moja ocena : 6/6

Ostatni raz uraczam Was wpisem o Nudzimisiach. Jednak, gdyby się zastanowić, to może wcale nie ostatni raz, gdyż z tego co wiem, autor postanowił zaskoczyć jeszcze swoich małych czytelników kolejnymi przygodami sympatycznych stworków. Na stronie Wydawnictwa Skrzat, można znaleźć już zapowiedź nowej części "Nudzimisie na wakacjach", więc prędzej czy później moje dzieci się tym zainteresują, a kolejny wpis pojawi się obowiązkowo.

Przyszło mi czytać dzieciakom nudzimisiową serię zupełnie nie po kolei. Zaczęliśmy od "Szymek w krainie Nudzimisiów"- bardzo niefortunnie, bowiem ta cześć jest ściśle połączona z poprzednią i trochę trudno na początku połapać się o co w całej historii chodzi. Potem poszło już bardziej chronologicznie: przeczytaliśmy właściwą część pierwszą -"Nudzimisie", dowiadując się o początkach znajomości Nudzimisiów z sympatycznym Szymkiem, kolejno część drugą -  "Nudzimisie i przyjaciele" , i na końcu znowu przeskok do części ostatniej, najnowszej "Nudzimisie idą do szkoły".
Brakowało nam spoiwa, czyli części nr 3, która połączy nudzimisową opowieść w całość. I właśnie "Nudzimisie i przedszkolaki" uzupełniają wszystko to, czego nie było wiadomo w częściach pozostałych. 

Ta część jest najbardziej adekwatna do wieku i sytuacji moich dzieci. Opisywane perypetie przedszkolaków, ich dziecięce problemy, radości i smutki są doskonale znane moje Pięciolatce i Trzylatkowi. Który przedszkolak nie miał kiedyś problemów z zaśnięciem, a potem z rannym wstawaniem? Albo z jedzeniem śniadania czy obiadku w przedszkolu? A kto nie tęsknił za mamą i nie chciał się z płaczem z nią rozstać? Myślę, że każdemu małego skrzatowi taka sytuacja choć raz się przydarzyła. 

Miło więc przeczytać w kolorowej książeczce, że innym dzieciakom też zdarzają się takie trudne momenty i dowiedzieć się, jak innymi udało się takie problemy rozwiązać. Szymkowi i jego przedszkolnym kolegom pomagają w takich sytuacjach Nudzimisie, które zawsze służą dobrą radą i pomocną dłonią.

Tradycyjnie, opowieści z życia Szymka i wydarzenia w przedszkolu są przeplatane historyjkami ze świata Nudzimisiów, które też nawiązują do świata dzieci. Opowieść o przygodach Samoluba, który nie chciał się dzielić zabawkami, czy problem odwiecznej nudy, też są dzieciom dziwnie znajome.

Znając już wszystkie części serii Nudzimisiów, moge potwierdzić i uspokoić zainteresowanych, że tylko ta część kończy się niedopowiedzeniem. Historia urywa się w najmniej oczekiwanym momencie, co skłania do zaopatrzenia się w cześć kolejną "Szymek w krainie Nudzimisiów", która jest jej kontynuacją. Dla nas akurat to nie był problem, bo tak jak pisałam powyżej, czwarty tom przeczytaliśmy na samym początku. Rozumiem jednak irytację i niezadowolenie rodziców i dzieci, którzy zakupili tylko ten tom i zostali z niedokończoną historią.

Książeczki o Nudzimisiach rosną wraz ze swoimi czytelnikami. Docierają i do młodszych i do starszych przedszkolaków, później do pierwszaków. Niosą ze sobą edukacyjne treści, nie sądzę jednak, żeby były one jakoś w sposób nachalny promowane. Wszystko jest dobrze wyważone tak, żeby dzieci czegoś się nauczyły, nie znudziły, a przy okazji dobrze się bawiły. Na stronie Skrzata znajdziecie całą kolekcję książeczek.
A tak wygląda kolekcja w naszej dziecięcej biblioteczce, zapraszam!



Sardegna

Wielki Trójkowy Konkurs. Trójka e-pik - czy ktoś o tym jeszcze pamięta?


posted by Sardegna on ,

15 comments

Dzisiejszy post będzie w całości zadedykowany mojemu wyzwaniu Trojka e-pik. Wpis będzie przydługawy, więc proszę o cierpliwość, ale kilka tematów się uzbierało, mam też małą niespodziankę, a to wszystko wymaga opisania.

Na początek informacje:
Po pierwsze: na chwilę obecną nie wracam jeszcze do wyzwania. Potrzebuję jeszcze trochę czasu na ogarnięcie spraw osobistych.
Po drugie: powyższy post miałam już napisany w styczniu. Zaplanowany był na trzecie urodziny Książek Sardegny i drugą rocznicę prowadzenia wyzwania.  Życie potoczyło się jednak inaczej, wyzwanie zostało zawieszone, a wpis schowany do notatek. Dzisiaj, pod wpływem rozmowy z jedną osobą, uczestniczką Trójki (tak Aine - o Tobie mówię), postanowiłam odgrzebać trochę przeszłości i zaproponować dzisiejszy wpis.
***
Od czasu założenia wyzwania, nachodziły mnie refleksje: ileż to osób angażuje się w to moje wyzwanie! Ileż to osób, co miesiąc, dobiera lektury pod moje proponowane kategorie i czerpie z tego szczerą (mam nadzieję) satysfakcję. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile radości sprawiało mi każde zgłoszenie nowego czy też stałego uczestnika. Niezmiernie wywoływało to uśmiech na mojej twarzy i motywowało do dalszej pracy.

Pomysł na Trójkę wpadł mi do głowy na początku 2012 roku. Wtedy mało było jeszcze w blogosferze wyzwań "indywidualnych", czyli takich, gdzie autor na swoim blogu przyjmuje zgłoszenia i ogłasza jego wyniki. Teraz możemy do woli przebierać w takich wyzwaniach i sami decydować, w czym chcemy wziąć udział.

Zaczynałam 2 lata temu, w lutym 2012, dokładnie z 9 osobami: anek7, Kasia, Paulina, Viv, anetapzn, Patrycja, Natanna, barbaratoja, Maniaczytania (dzięki Wam dziewczyny za start, jaki zafundowałyście Trójce). Przez kolejne miesiące liczba uczestników sukcesywnie wzrastała, żeby swoje apogeum osiągnąć w grudniu 2012 oraz styczniu 2013 z oszałamiającą liczbą 55 uczestników.

Powtórzę się, ale nigdy nie przypuszczałam, że aż tyle osób zaangażuje się w Trójkę. Cieszyła mnie każda przeczytana lektura, a zwłaszcza taka, do której przeczytania zmotywowała Was Trójka. Takie przecież było założenie zabawy: sięgamy po gatunki/ kategorie, po które raczej byśmy nie sięgnęli, gdyby nie to wyzwanie.

Serdecznie Wam wszystkim za to dziękuję! Za wszystkie przeczytane lektury, przesłane linki, wszystkie komentarze i czas poświęcony Trójce. Bez Was mój blog nie byłby w miejscu, w którym dzisiaj się znajduje, a ja nie poznałabym tylu świetnych osób i blogów. Dzięki!

W zakładce Trojka e-pik znajdziecie wszystkie dotychczasowe kategorie i banery, reprezentujące poszczególne miesiące wyzwaniowej zabawy.
Jako że przyjęła się tradycja nadrabiania zaległości wyzwaniowych, zawsze możecie zerknąć do tej zakładki i dopasować lektury do odpowiedniej kategorii.

W lutym wypadały urodziny Trojki e-pik. Zrobiłam sobie mały rachunek sumienia i postanowiłam w jednym miejscu zebrać swoje Trójkowe lektury. Zachęcam Wam do tego samego, przy okazji sprawdzicie, ile lektur brakuje Wam do 100% frekwencji

Marzec 2012
Kwiecień 2012
 Maj 2012
Czerwiec 2012
Lipiec 2012
Sierpień 2012
Wrzesień 2012
Październik 2012
Listopad 2012
Grudzień 2012
Styczeń 2013
Luty 2013
Marzec 2013
Kwiecień 2013
Maj 2013
Czerwiec 2013
Lipiec 2013
Sierpień 2013
  • powieść, której jednym z głównych bohaterów jest zwierzę - "Kot, który się włączał i wyłączał" Lilian Jackson Braun
  • książka z kontynentu afrykańskiego (miejsce akcji/pochodzenie autora) - "Biała Masajka" Corinne Hofmann - rozpoczęta
  • literatura popularnonaukowa/naukowa- "Trzy mądre małpy" Łukasz Grass
Wrzesień 2013
Październik 2013
  • optymistyczna książka na jesienną chandrę - "Elf wszechmogący" Marcin Pałasz
  • książka z motywem morza/oceanu -"Statek śmierci" Yrsa  Sigurdardóttir
  • książka z dwutorową akcją (teraźniejszość/przyszłość/przeszłość) - "Głos" Arnaldur Indridason
 Listopad 2013
Grudzień 2013
Styczeń 2014
 Luty 2014

W sumie udało mi się wywiązywać z zadań na bieżąco. Mam jednak dwie zaległości: książka z kontynentu afrykańskiego (miejsce akcji/pochodzenie autora) - "Biała Masajka" Corinne Hofmann, oraz książka pożyczona, którą wypada już oddać - "Czarne słońce" Patrick Redmond - obie rozpoczęte,
ale skończyć ich nie umiem...

25 miesięcy - 75 moich lektur. Nie potrafię zliczyć ile wspólnie przeczytaliśmy lektur, ale była ich cała masa!
Dziękuję wam za to wszystko. 

A teraz NIESPODZIANKA:
W związku z opóźnionymi nieco urodzinami Trójki, postanowiłam przypomnieć o sobie uczestnikom i zorganizować zabawę pod nazwą: Wielki Konkurs Trójkowy. Oto zasady:


Regulamin konkursu:

1. Organizatorem konkursu jestem ja - Sardegna - autorka bloga Książki Sardegny http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/ , fundatorem nagrody również jestem ja, a książki pochodzą z mojej domowej biblioteczki. 
2. Konkurs trwa od dziś, czyli 8.05 do 30.05. 2014 roku
3. Wyniki ogłoszone zostaną w dniu następnym
4. Zwycięzca musi przesłać swój adres do wysyłki na mój adres mailowy: sardegna@poczta.onet.eu.  Dane adresowe zostaną wykorzystane jednorazowo, do wysłania nagród.
5. W konkursie mogą też brać udział osoby nie posiadające bloga. Muszą tylko w komentarzu podać swój adres mailowy.
6. W konkursie mogą wziąć udział tylko osoby mieszając na terenie Polski
7. Nagrodą w konkursie jest dowolna książka z zakładki "wymienię" + niespodzianki okołoksiążkowe

8. Mile widziane będzie jeżeli:

- polubicie stronę Książek Sardegny na FB 
- polubicie stronę naszej grupy Śląskich Blogerów Książkowych na FB
- umieścicie na swoich stronach podlinkowany baner konkursowy

ale nie są to warunki konieczne!

9. Warunki konieczne:
- odpowiedź w komentarzu na pytanie konkursowe - jedna osoba - jedno zgłoszenie!
- pozostawienie w komentarzu adresu mailowego

Pytanie konkursowe:

Podaj, ilu uczestników w sumie wzięło udział w wyzwaniu, w trakcie dwóch lat trwania zabawy 2 (jeżeli uczestnik brał udział w kilku miesiącach wyzwania, liczymy go tylko jeden raz)

Osoba, która jako pierwsza poda w komentarzu prawidłową liczbę, albo będzie jej najbliżej, po upływie czasu trwania konkursu, będzie mogła wybrać sobie dowolną książkę z mojej zakładki "wymienię", którą będę uaktualniać. Zgadywać/ liczyć mogą też osoby, które nie brały udziału w wyzwaniu, a chcą spróbować swoich sil w konkursie.

10. Zwycięzcę konkursu wyłoni Organizator, a jego decyzja jest niepodważalna.

***
Jako organizator, chciałam jeszcze przyznać nagrodę specjalną dla anek7 za 100% frekwencję i udział we wszystkich 24 miesiącach wyzwania. Aniu odezwij się mailowo!

***

Mam nadzieję, że podejmiecie się udziału w konkursie. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za te dwa lata Trójkowej zabawy. Życzę powodzenia w konkursie!

Sardegna

"Trzy Panie w samochodzie, czyli sekta olimpijska" Małgorzata Thiele


posted by Sardegna on , , , , ,

7 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 281
Moja ocena : 5/6
Mam słabość do serii Babie Lato Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Wszystkie części czytam praktycznie w ciemno. Nie przypominam sobie, żebym którąkolwiek oceniła na mniej niż 5/6. Dzięki niej poznałam takie rewelacyjnie autorki, jak Katarzyna Zyskowska - Ignaciak, Magda Witkiewicz, Kasia Bulicz - Kasprzak. 
Powyższa książka dołączyła do mojej kolekcji Babiego Lata, a autorka Małgorzata Thiele - debiutantka, zupełnie nieznana postać na scenie polskiej literatury kobiecej, wpasowała się w moje czytelnicze gusta, tak jak jej poprzedniczki.

Lubię powieści kobiece, optymistyczne, zabawne, ciepłe, pełne pozytywnej energii, a "Trzy Panie w samochodzie" takie właśnie są.

Marta przeżywa poważny kryzys. Jej mąż odszedł do młodszej kobiety i ponownie zostanie tatą. Dorosły syn Marty usamodzielnił się i uniezależnił od mamy. Kobieta czuje, że nic interesującego w życiu się jej nie przydarzy. Zamknięta w swoim świecie, ograniczona drogą "praca w bibliotece - dom", szara myszka, zostaje wyrwana z marazmu przez szalone przyjaciółki z dawnych, szkolnych lat.

Dziewczyny - Jolka, Bożenka i Olimpia, postanawiają spotkać się i powspominać stare czasy, a efektem ich popołudniowej kawusi staje się szalony pomysł. Panie postanawiają wykorzystać chwilę, pomyśleć trochę o sobie i przeżyć przygodę życia. Umawiają się na szaloną podróż po Polsce, a może nawet i zagranicy. Jako że Olimpia na stale mieszka w Portugalii, nie podejmie się wyprawy z koleżankami, stanie się jednak dla nich inspiracją i mottem każdej kolejnej podróży (stąd wiele mówiąca "sekta olimpijska").

Nie będę opisywać poszczególnych przygód, jakich doświadczą dziewczyny. Mogę tylko potwierdzić, że będzie zabawnie, kreatywnie i interesująco. Wyprawy zaowocują nowymi znajomościami, a i stare znajomości będą miały szansę się zacieśnić. Życie Marty nabierze barw, okaże się bowiem, że i pani w średnim wieku może się świetnie bawić, korzystając z życia pełnymi garściami.

Przemiło spędziłam czas z szalonymi przyjaciółkami. Oczywiście odnalazłam w książce moje "momenty", które autentycznie rozbawiły mnie do łez (zwłaszcza te, związane z pierwszą wyprawą i szukania pomocy wśród reliktów z przeszłości oraz zabawa miejska, rodem z "Władcy Pierścieni" - swoją drogą to powalający wątek!).

"Trzy panie w samochodzie" to bardzo kobieca książka, która umila wieczór i wprowadza w dobry nastrój. Dla nieco starszych czytelniczek może mieć dodatkowe znaczenie: nie jest ważny wiek, kiedy chce się realizować plany i spełniać marzenia. Nie warto też poddawać się codziennej rutynie i nudzie, o którą wiadomo nie jest trudno. Zawsze warto myśleć pozytywnie i odkrywać jasną stronę życia.

Tak więc, jeśli macie zły humor, szukacie optymistycznej i ciepłej opowieści, poznajcie panią Małgorzatę Thiele i jej szalone bohaterki. Zapraszam!
Sardegna

"Wszechświat kontra Alex Woods" Gavin Extence


posted by Sardegna on , , , ,

25 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 416
Moja ocena : 6/6

Przyznam szczerze, trochę sceptycznie byłam nastawiona do książki, której wszelkie opisy kształtowały się mniej więcej tak: "fenomenalny debiut", "słodko-gorzka refleksja o dorastaniu", "skłaniająca do myślenia, prowokująca, zabawna", "znakomicie napisana, bez reszty rozpalająca wyobraźnię".

Bombardowana takimi opisami miałam poważną trudność z wyobrażeniem sobie, czym może mnie jeszcze książka zaskoczyć. Co może mieć takiego w sobie, że poczuję iż jest to powieść zupełnie inna od tych, które do tej pory czytałam.

No i bach! Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron, poczułam podskórnie, że owszem, to będzie zaskoczenie! Będzie interesująco, mądrze, ale przede wszystkim inaczej. Poczułam, że "Alex..." to lektura, którą przeczytam w mgnieniu oka, której tak prędko nie zapomnę, i usłyszę o niej jeszcze nie raz.

Gdybym miała określić książkę jednym słowem, użyłabym określenia "mądra". I nie mam tu na myśli tylko głównego wątku opowiedzianej historii, ale całej otoczki, która jej towarzyszy. Trudno jest mi pisać o takiej wyjątkowej książce, na pewno nie oddam jej nietypowego charakteru. Postaram się jednak na tyle ją przybliżyć, żebyście poczuli nieodpartą chęć jej przeczytania.

Siedemnastoletniego Alexa poznajemy właściwie w chwili, kiedy jego niesamowite przeżycia się kończą. Zostaje on złapany na granicy państwa, w jego samochodzie znajduje się marihuana w sporych ilościach, a na przednim siedzeniu leży urna. Alex przejęty przez przedstawicieli prawa zostaje zmuszony do opowiedzenia swojej historii od początku. Będzie to niesamowita opowieść, momentami nieprawdopodobna, ale bardzo prawdziwa i wzruszająca.

Wraz z opowieścią Alexa wkroczymy w jego przeszłość, która wyjaśni w końcu sytuację teraźniejszą, zostawiając czytelnika w stanie otępienia. Zamykając książkę nie widziałam, czy mam się uśmiechnąć, czy wzruszyć. Zdecydowałam się jednak na pierwszy wariant, bowiem historia niesie ze sobą zdecydowanie więcej optymizmu niż pesymizmu.

Cóż takiego przytrafiło się więc Alexowi? Otóż, raz na jakiś czas trafia się człowiekowi przyjaźń silniejsza niż wszystko inne. Przyjaźń, dzięki której można góry przenosić, walczyć z całym światem, a nawet wszechświatem. Przyjaźń, która wspiera rozwój człowieka, poszerza horyzonty, daje życiowy cel, pozwala na czerpanie z życia pełnymi garściami. Przyjaźń, która uczy szacunku dla drugiego człowieka, uczy pokory, daje wielką radość, silniejsza jest niż śmierć. To właśnie przytrafiło się Alexowi, dając mu możliwość na przeżycie wyjątkowego okresu w swym życiu.

Jeżeli do tej historii dodamy jeszcze Kurta Vonneguta, astrofizykę i neurologię, wychodzi prawdziwa mieszanka wybuchowa, rzeczywiście kreująca powieść inną niż wszystkie. Książka istotnie daje do myślenia, i to nie tylko w kwestii życia i śmierci, ale też uświadamia, ileż to wartościowych treści jest przez nas, gdzieś po drodze, pomijanych.

Nigdy nie patrzyłam na świat, w taki sposób, jak robił to Alex. Nigdy nie uważałam Kurta Vonneguta za wyjątkowego autora. Nigdy nie zastanawiałam się szczegółowo nad budową mózgu, nigdy nie analizowałam utworów Mozarta czy Bacha. Czy w związku z tym, coś nie umyka mi bezpowrotnie? 
Czyż to nie wspaniałe, że istnieją takie książki, jak "Wszechświat kontra Alex Woods", które takie rzeczy nam uświadamiają?

Sardegna

Seria o Basi. Czyli coś do słuchania i coś do oglądania


posted by Sardegna on , , , , , ,

3 comments

Wydawnictwo: Egmont
audiobook: czas trwania 13 minut 
Moja ocena : 5/6
lektor: Maria Seweryn

Seria o przygodach Basi była mi znana z widzenia. Przewinęła się gdzieś na regale w księgarni, mignęła opisywana na blogach. Nie miałam okazji czytać jej moim dzieciakom, ale kiedyś przy okazji jakieś promocji serwisu z e-bookami (zupełnie nie potrafię sobie przypomnieć o jaki serwis i jaką promocję chodzi), pobrałam e-book "Basia i Boże Narodzenie", z zamiarem przeczytania im w końcu choć jednej przygody tej sympatycznej dziewczynki.

Niestety e-book leżał trochę zapomniany, aż do czasu otrzymania małego prezentu - dwóch historii Basi w postaci jednego audiobooka.

Pięciolatka odpakowała prezent zanim jeszcze dotarliśmy do domu - zażyczyła sobie włączenia płyty w samochodzie i tak oto tym sposobem przesłuchaliśmy rodzinnie, od razu, całego audiobooka. W sumie wszyscy słuchacze byli zadowoleni, nikt nie protestował a podróż minęła szybko. Tylne siedzenia nagle ucichły, a pasażerowie z otwartymi buziami słuchali ... to rzadki widok.

Pierwsza historyjka to "Basia i opiekunka".
Basia to niezły łobuziak. Nie bardzo ma ochotę na zaznajamianie się z opiekunką, którą zatrudnili rodzice. Uważa, że jest już dużą dziewczynką i nie potrzebuje niańki. Na początku, postanawia opiekunkę ignorować, okazuje się jednak, że starsza koleżanka, Ola jest tak fajną i pomysłową osobą, że Basia nie ma wyjścia, tylko się z nią zaprzyjaźnić. 
Wspólne spędzanie czasu uprzyjemnia pies opiekunki, Kret, za którym Basia szaleje. Co ciekawego wymyślą dziewczyny na nudę?

Odwracając płytę na drugą stronę, znajdziemy tam drugą opowieść z przygodami sympatycznej dziewczynki: "Basię i gotowanie".

Tata wraz z dzieciakami, Basią, Jankiem i Frankiem postanawia zrobić mamie niespodziankę i przygotować pyszną kolację. Oczywiście nie obejdzie się bez nieprzewidzianych sytuacji. jak skończy się ten szalony, rodzinny wieczór?


Każde z opowiadań trwa około 13 minut, więc audiobook starcza akurat na umilenie podróży znudzonym dzieciakom. Świetnie nadaje się też na wieczorne słuchanie do poduszki.

Kiedy już dzieci zapoznały się z wersją audio, przypomniałam sobie o zakamuflowanym, gdzieś na twardym dysku, e-booku "Basia i Boże Narodzenie". Trochę nie na czasie, ale nikomu to nie przeszkadzało. Świeżo poznana bohaterka na tyle przypadła małym czytelnikom do gustu, że z przyjemnością wysłuchali, ale i też obejrzeli, książeczkę w wersji komputerowej.

Jako że mama Basi uległa małemu wypadkowi i nie może zaangażować się w przygotowania do świąt, dziewczynka wraz z rodzeństwem, musi pomóc tacie i babci ogarnąć przedświąteczne zamieszanie. Czy mimo kłopotów, rodzince uda się radośnie spędzić święta?

Trzy urocze historyjki z Basią w roli głównej umiliły nam wieczór. W prawdzie tylko jeden, bo opowiastki te mają jedną wadę: są zdecydowanie za krótkie. W każdym razie sympatycznie było zapoznać się bliżej z Basią i jej rodzinką. Może dane będzie nam jeszcze kiedyś zawitać do ich domu?

Sardegna

Kalendarz Książkowych Wydarzeń - # 4


posted by Sardegna on

2 comments

Zapraszam na kolejny wpis o nadchodzących wydarzeniach okołoksiążkowych. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie i wybierzecie się na którąś z poniższych imprez:


Spotkanie autorskie z Martą Fox


  • 10 maja, Rybnik, godzina 9.00
Rajd rowerowy Odjazdowy Bibliotekarz. Zbiórka o godz. 8.30, sprzed Filii nr 4
Wielka impreza rowerowa połączona z bookcrossingiem i zwiedzaniem okolicznych zabytków



Spotkanie autorskie z Olgą Rudnicką, autorką powieści "Natalii 5"
Spotkanie autorskie z Anną Brzezińską

Spotkanie autorskie z Krzysztofem Spadło, autorem powieści "Marzyciele i pokutnicy"

  • 16 maja, Stacyja Myslowitz, Mysłowice, ul. Powstańców 14, godzina 19.00
Wstęp 5 zł
Grupa HORYZONT zaprezentuje godzinny słowno-muzyczny program.
Po ich występie - „otwarta scena poetycka”, gdzie każdy będzie mógł przeczytać własne teksty.

Grupa poetycka „HORYZONT”

Tworzy ją trzech studentów katowickiej polonistyki: Marcel Kosakowski, Michał Łukowicz i Mateusz Wróbel.

Pragną pokazać, że poezja nie musi – a nawet nie powinna – być utożsamiana z czymś niezrozumiałym i hermetycznym. Pragną przywrócić jej status stuki cenionej, a równocześnie trafiającej pod strzechy. Kierując się hasłem „poezja na ulicę”, starają się zwrócić uwagę na „słowo”, jego wagę, smak i zapach. 

Grupa ŚBK patronuje temu wydarzeniu


Wszystkie informacje na temat imprezy znajdziecie na stronie organizatora

  •  23 maja, MBP Czeladź, start godzina 16.00
"Gra miejska. Historie dla dużych i małych" z okazji  Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek

Tradycyjnie proszę o podesłanie informacji o ciekawych wydarzeniach, o których nie wspomniałam w poście, a odbędą się w naszej okolicy. Chętnie uzupełnię wpis. Staram się przeglądać internety na bieżąco, ale być może coś mi umknęło.
Warszawskie TK są wyjątkowo nie - śląskie, jednak wspomniałam o nich nie bez przyczyny, jest bowiem duża szansa, że się na nich pojawię, więc mentalnie się przygotowuję.
Pozdrawiam weekendowo
Sardegna


"Harjunpää i dręczyciel kobiet" Mati Yrjänä Joensuu


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Wydawnictwo: Kojro
Liczba stron: 194
Moja ocena : 4/6

Z komisarzem Timo Harjunpää znamy się już jakiś czas. Dość dawno, gdzieś na początku mojego blogowania, miałam okazję przeczytać powieść o jego przygodach. Podobała mi się. I  to nawet bardzo. Przyzwyczajona do skandynawskich kryminałów o dość podobnej formie, sposobie narracji i przebiegu śledztwa, miło rozczarowałam się taką "świeżynką". Oczywiście tylko dla mnie autor był nowością i swoistym odkryciem, bowiem w swej ojczyźnie - Finlandii, popularny był od wielu lat, a na podstawie jego serii książek o Harjunpää nakręcono kilka filmów.

"Harjunpää i kapłan zła" to tajemnicza i mroczna opowieść, gdzie wątek kryminalny potraktowany został na równi z motywem obyczajowym, wątkiem rodzinnym i społecznym. Przez to książka nie była dla mnie typowym kryminałem, stała się raczej niepokojącą powieścią o zakamarkach ludzkiej duszy, dziejącą się w przytłaczającym i ponurym środowisku fińskiego metra.

Natomiast "Harjunpää i dręczyciel kobiet" to bardzo standardowy kryminał, przynajmniej w moim mniemaniu. Komisarz musi zmierzyć się z napaściami na tle seksualnym, na młode kobiety. Na początku nie wiąże wszystkich z jednym podejrzanym, kiedy jednak jedna z ofiar, na skutek urazów, zapada w śpiączkę, a kolejna, umyka szczęśliwym zbiegiem okoliczności, wspólny mianownik pomiędzy sprawami bardzo wyraźnie się krystalizuje.
Pomiędzy śledztwem, Harjunpää zmaga się jeszcze z problemami rodzinnymi. Próbuje sobie także poukładać relacje w pracy, sam bowiem musi nadzorować działania całego oddziału.

Ciekawostką jest, że akcja powieści toczy się w czasach, kiedy komórki i komputery nie były jeszcze codziennością. Jedynym luksusem, jaki posiadają policjanci z wydziału Harjunpää, to krótkofałówka, która jeszcze zawodzi w najmniej oczekiwanym momencie. Mimowolnie czytając o takich dylematach, uśmiechałam się pod nosem. Sympatyczny był to akcent (chociaż pewnie nie dla samego bohatera).

Niestety, jeżeli już uda mi się już przeczytać książkę, która jest częścią serii, to od kolejnej oczekuję zdecydowanie więcej. Już kilka razy poległam na takim toku myślenia (tak jest w przypadku Aleksandry Marininy. Jak dotąd, żadna część nie dorównuje tej pierwszej, którą przeczytałam). Problem powstaje także wtedy, kiedy czytam części nie po kolei. Zadaję sobie wówczas pytanie: czy słabsza cześć jest efektem moich zbyt wysokich oczekiwań, czy może chwilowym spadkiem formy autora, czy może jego "wypaleniem"? 
W przypadku Matt Yrjänä Joensuu nie może być mowy o wypaleniu, bowiem "Harjunpää i dręczyciel kobiet" to jedna z pierwszych powieści autora. Dopiero kilka lat później wydana została książka "Harjunpää i kapłan zła".
Problem musi zatem leżeć w moich zbyt wysokich oczekiwaniach. 
Timo Harjunpää ustawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Jawił się jako szalenie inteligenty, konkretny policjant, który świetnie radzi sobie w świecie przestępczym. Nie mogłam mu nic zarzucić, podobala mi się jego kreacja charakternego bohatera.

Niestety, w kolejnej (a raczej poprzedniej) części, miałam wrażenie, ze czytam o zupełnie innej postaci. Timo jest niezdecydowanym, zagubionym człowiekiem, który trochę nieporadnie radzi sobie z aktualnie prowadzoną sprawą. Oczywiście można fakt ten wytłumaczyć, że "Dręczyciel kobiet" został napisany o wiele wcześniej, więc Harjunpää (a także sam autor), miał czas, aby dojrzeć i ukształtować swoją osobowość. Nie zmienia to jednak faktu, że czułam jakiś niedosyt, a nawet niezadowolenie, że "mój" Harjunpää jest jakiś niepodobny do siebie. Sam wątek kryminalny też jakoś nie powalił mnie na kolana. Ot, sprawa jakich wiele. Jednym słowem, intryga nie dorównuje tej, z "Kapłana zła".

Podsumowując, osobiście, zdecydowanie bardziej polecam "Harjunpää i kapłana zła", niż jego poprzednika, jeżeli jednak macie ochotę na kryminał retro, ukazujący początki pracy komisarza Timo Harjunpää, wiecie już, gdzie szukać.

                                                                          Sardegna